Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura angielska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura angielska. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 kwietnia 2024

Puściłam jego dłoń. Historia porwania mojego syna – Denise Fergus

Dogłębnie poruszająca opowieść matki, której niespełna trzyletni Synek zaginął w chwili, gdy puściła jego rączkę w sklepie, aby wyciągnąć pieniądze z portfela i zapłacić za zakupy. Kilkanaście sekund, które zdruzgotały jej życie.


Sprawa była głośna w Anglii na początku lat 90, ponieważ brutalnego morderstwa dopuściły się dzieci niewiele starsze od Jamesa. Robert Thompson i Jon Venables byli najmłodszymi skazanymi za morderstwo przestępcami w Wielkiej Brytanii.

Relacja naprawdę rozdziera serce. Nie pamiętam, aby jakikolwiek reportaż tak trafił w moje emocje. Rozpacz matki w obliczu okrutnej, OKRUTNEJ śmierci dziecka, poraża. Jej determinacja, aby ocalić pamięć o Synku i wreszcie samą siebie, imponuje. Pomimo tego, że historia jest straszna (ZŁO, które stanęło na drodze malca jest trudne do zrozumienia), w książce wybrzmiewa wola i siła przetrwania, etos rodzinnej solidarności, miłości pomimo wszystko. To czyni, że reportaż ów nie jest zwykłym zapisem cierpienia Matki. Nie mniej, lektura bardzo trudna emocjonalnie. Interpretacja lektorki, pani Ewy Jakubowicz, budzi szacunek.

Trzymajcie mocno dłoń swoich dzieci…

Wysyłam ciepłą myśl dla pani Denise Fergus. 
I światełko pamięci dla Jej Synka, Jamesa.

piątek, 10 listopada 2023

Agnes Grey – Anne Brontë

Kilka lat temu przeczytałam jedną z najlepszych biografii w swoim życiu: „Na plebanii w Haworth” Anny Przedpełskiej-Trzeciakowskiej. Miałam wówczas mgliste pojęcie o tym, że słynne Charlotta i Emily, miały jeszcze jedną piszącą siostrę – Anne oraz próbującego sił w poezji brata Branwella. Wszyscy zmarli bardzo młodo, nawet jak na standardy XIX-wieczne, tylko Charlotta zbliżyła się do wieku 40 lat. Czasami myślę o ojcu rodzeństwa – pastorze Patricku Brontë, jak okrutny spotkał go los. Wcześnie owdowiał i przeżył o wiele lat swoje dzieci. Przejmujące.

Po lekturze wspomnianej biografii obiecałam sobie, że przeczytam wszystkie powieści sióstr, bo dotychczas znałam tylko najsławniejsze: „Dziwne losy Jane Eyre” Charlotty i „Wichrowe wzgórza” Emily.


„Agnes Grey” nie jest powieścią wybitną we współczesnym rozumieniu. Mimo wszystko warto po nią sięgnąć w kontekście poznawczym. Nosi wiele cech literatury wiktoriańskiej: dbałość o szczegółowe odwzorowanie rzeczywistości, w tym psychologicznej natury człowieka, czy równomiernie rozwijana fabuła. Osoby zainteresowane fenomenem rodziny Brontë, docenią z pewnością, że została zbudowana na kanwie wątków autobiograficznych Anne: doświadczenia w pracy guwernantki i romantyczna miłość do młodego pastora. Ta powieść ma w sobie nostalgiczną nastrojowość, czasami trąci naiwnością, czy moralizatorskim brzmieniem, ale absolutnie nie burzy to przyjemności z czytania. Cenne jest w niej natomiast odwzorowanie stylu życia ziemiańskiej rodziny dziewiętnastowiecznej Anglii, jej mentalność, sposób wychowywania dzieci. Wspaniale czyta się ją w odniesieniu do znajomości wydarzeń z życia rodziny Brontë, chociażby właśnie dzięki biografii Przedpełskiej-Trzeciakowskiej.

Powieść wydana jest przez Wydawnictwo MG w klimatycznej szacie graficznej. Przy okazji powróciłam do biografii „Na plebanii w Haworth”, którą bardzo, bardzo gorąco polecam.

piątek, 11 sierpnia 2023

Pani England – Stacey Halls

Rok 1904 roku. Hrabstwo Yorkshire. Ruby May, absolwentka londyńskiego Instytutu Norland, przygotowującego młode kobiety do pełnienia roli profesjonalnej niani w zamożnych domach, trafia do rodziny państwa England, aby opiekować się czwórką dzieci. Szybko zauważa, że dom tonie w dziwnej aurze niedomówień. Jego organizacja i funkcjonowanie są odmienne od tego, w którym pracowała dotychczas. Enigmatyczna pani England, odbiega swoim zachowaniem i pozycją od typowej dla epoki edwardiańskiej pani domu. Dominuje atmosfera tajemnicy i napięte relacje pomiędzy wszystkimi mieszkańcami – zarówno państwem England, jak i służbą. Czuć w tej powieści klimat zbliżony do prozy Daphne du Maurier, głównie „Rebeki”.


Przeszłość samej Ruby skrywa dramatyczne przeżycie. To autentyczne wydarzenie, które miało miejsce w Londynie, we wrześniu 1896 roku. Wspomina o tym autorka w posłowiu. Jest to prawdziwie chwytająca za serce historia sióstr – Ruby i Elsie Brown. Warto o tym przeczytać w Internecie, ale raczej już po lekturze „Pani England”.

Książka spodoba się wielbicielom spokojnie prowadzonych narracji, zainteresowanym relacjami społecznymi, obyczajowością i mentalnością społeczeństwa angielskiego z początku XX wieku.

wtorek, 25 lipca 2023

Kozioł ofiarny – Daphne du Maurier

Podobno każdy z nas ma gdzieś w świecie swojego sobowtóra. Nie każdy zaś, tak jak John, ma okazję spotkać się z nim zupełnie przypadkowo twarzą w twarz. A to właśnie przydarzyło się temu angielskiemu wykładowcy języka francuskiego, samotnemu, rozczarowanemu jałowym życiem, pozbawionym emocji i bodźców. Spotkany w Le Mans w dworcowym bufecie Jean, wydaje się być jego przeciwieństwem – w sensie stylu prowadzonego życia, priorytetów, rodzinnej sytuacji, pozycji społecznej.


Inicjatorem szaleńczej zamiany, do której dojdzie wbrew Johna, jest ów zmanierowany, uciekający przed (jak się później okaże) zobowiązaniami wobec rodziny i prowadzonej firmy, hrabia de Gué.

Tydzień – to czas darowany Johnowi w Saint Gilles, rodzinnej posiadłości sobowtóra, aby posmakować jak to jest: nie być samemu na świecie, mieć obok siebie ludzi, za których jest się odpowiedzialnym. Czas na narodzenie uczuć.

Zadziwiająco dobrze zacznie się odnajdywać w nowych realiach. Rzucony w krąg ludzi, o których nic nie wie, bez wiedzy o relacjach między nimi. Bez orientacji w sytuacji finansowej, w jakiej znajduje się fabryka szkła hrabiego Jeana de Gué’a. Dominuje atmosfera niepewności, mroku goszczącego w sercach właściwie każdego z członków „nowej” rodziny. Gęstniejąca niczym zaplatana bez końca pajęcza nić.

Du Maurier (mistrzyni literackiej empatii!) doskonale kreuje układ rodzinnych intryg i zależności. Subtelnie kreśli prawdziwy charakter mieszkańców Saint Gilles, skrępowanych pozorami, znajdujących się tak naprawdę na krawędzi. Nie tylko finansowej, ale przede wszystkim emocjonalnej.

Zakończenie powieści wywołało we mnie… smutek. Polubiłam Johna. Jego poczciwość, czystość intencji. Pragnienie zaszczepienie dobra w pokiereszowanej rodzinie swojego sobowtóra. Narracja, prowadzona w pierwszej osobie, daje możliwość wejścia w emocje Johna. Jego przemyślenia, analizowanie sytuacji, rozterki, prawdziwe zaangażowanie w problemy obcych ludzi.

Książka miała swoją premierę w roku 1957 i ma wciąż aktualny, bo ponadczasowy, wydźwięk. Czyż czasami nie dopada nas myśl, aby na chwilę uciec od własnej codzienności i posmakować innego życia?


Zapisane cytaty:

„Nikt nie ma prawa igrać z życiem innych.”

„Wszystko zostaje z czasem zapomniane. Takie jest życie.”

czwartek, 13 lipca 2023

Zatoka Francuza – Daphne du Maurier

„Kobiety nie lubią dowiadywać się o sobie prawdy.”

Na wakacyjny wyjazd do Grecji zabrałam trzy książki. W ciągu 10 dni przeczytałam w całości tylko dwie i połowę trzeciej. Zbyt pochłaniało mnie błogie celebrowanie leniwych chwil, szum morza, przecudne rodyjskie widoki, zwiedzanie wyspy w diabelskim słońcu, a wszystko w rytm osławionego greckiego siga-siga. Postawiłam między innymi na Daphne du Maurier, i o ile „Kozioł ofiarny” pochłonął mnie bez reszty, o tyle z książką, którą dzisiaj prezentuję – miałam problem. Nie wiem, co nie pykło? Może moje osobiste upodobania – nigdy nie byłam fanką powieści, ani filmów kostiumowych z awanturniczym motywem pirackim. A w tej du Maurier postanowiła zabawić się tą konwencją.


Nastrojowość godna mistrzyni klimatycznych fabuł – bez zarzutu. I jak to w twórczości du Maurier bywa, intryguje postać kobieca – silna, podążająca za głosem własnego serca i sumienia, ceniąca niezależność.

Dona, Lady St. Columb, żona i matka, 30-letnia kobieta z wyższych sfer, znudzona życiem pełnym zbytku u boku męża arystokraty, spotyka Jeana-Benoit Aubéry – outsidera, a właściwie… przestępcę na miarę siedemnastowiecznych opowieści morskich: pirata. Co mogą sobie wzajemnie ofiarować ludzie ze skrajnych środowisk i z odmiennym systemem wartości? A jednak zaiskrzy!


Powieść powstała na początku lat 40-ych XX wieku, akcję zaś autorka umiejscowiła w XVII wieku w Kornwalii. Zadziwia jak niezmiennie aktualne są moralne rozterki głównej bohaterki. Jej pragnienie ucieczki od pozorów, miałkości towarzyskich kontaktów. Upragnienie wolności i niezależności. Dążenie do tego, aby nadać swojemu życiu jakość. Du Maurier to potrafiła – pisać ponadczasowo. Bo skupiała się na ludzkich uczuciach, pragnieniach i namiętnościach, które okazuje się są niezmienne i nie poddają się czasowi.

Książka na pewno przypadnie do gustu fanom romansu historycznego i przede wszystkim powieści awanturniczo – przygodowej.






wtorek, 16 maja 2023

Klub czytelniczy dla samotnych serc – Sara Nisha Adams

Za mną czas z absolutnie wyjątkową książką. Proszę: przeczytajcie ją! Piękna, mądra, czuła… I co ważne: PRAWDZIWA w warstwie emocjonalnej. Samotność w tłumie i odnajdywanie w nim bliskości – chyba takim zdaniem mogłabym spróbować określić jej przesłanie.


Może okazać się pomocna dla każdego, kto przechodzi trudny czas. Ważna dla każdego, kto szuka ukojenia po stracie kogoś bliskiego. Dla każdego, kto czuje się samotny ze swoimi problemami.

Głównym bohaterem powieści jest… KSIĄŻKA. Z rytuałami związanymi z jej czytaniem. Ze swoją siłą angażowania czytelnika w losy bohaterów i mocą odmieniania ludzkiego życia. To naprawdę jest możliwe! Między stronicami książki znajdujemy odzwierciedlenie własnej historii, i dostajemy szansę, by spojrzeć na nią z innej perspektywy. Dzięki niej możemy nazwać swoje uczucia. Ale też doświadczyć czegoś więcej, niż tylko własne życie. Czasami wystarczy, że jest ucieczką przed prawdziwym światem… Ważne, aby trafiła do nas w odpowiednim momencie. Bo przecież nawet jeśli w danej chwili jakaś powieść do nas nie przemówi, być może innym razem, w innym momencie naszego życia będzie zupełnie inaczej?

Mukesz, blisko siedemdziesięcioletni hindus mieszkający od lat w Londynie, po śmierci ukochanej żony trafia na tajemniczą listą książek z adnotacją „Lista książek, gdyby okazały się potrzebne”. Tytuły te wyznaczają rytm całej fabuły. Podobna lista zostaje odkryta też przez kilku innych bohaterów powieści. W tym przez nastoletnią Aleishę, która z niechęcią podejmuje wakacyjną pracę w bibliotece. Z niechęcią, gdyż zwyczajnie świat książek jest jej obcy. Ona także trafia na listę książek, które mogą być potrzebne… Uwięziona w trudnej sytuacji rodzinnej – smutku własnej matki, głuchej na uczucia innych, w tym własnych dzieci oraz zakleszczonego w poczuciu odpowiedzialności za bliskich brata. Tak bolesna jest historia tej właśnie rodziny. Lektura książek z „listy” przeprowadza poszczególne postacie przez najtrudniejsze chwile w ich życiu. By je odmienić, dać odpowiedzi, pomóc zrozumieć, nauczyć bliskości.

Autorka subtelnie wplotła w treść elementy swoich hinduskich korzeni. To dodatkowa wartość książki – kultura, mentalność, siła wspólnoty, wierzenia, kuchnia hinduska. Całość opatrzona stosownymi przypisami.

To kolejna książka, po „Spacerującym z książkami”, która niesie przesłanie o tym, że każdy potrzebuje różnych książek na różny moment swojego życia. Każda książka musi nas odnaleźć w najlepszym dla nas samych czasie. Dlatego też, pomimo tego, że czytałam część książek, które tkają fabułę tej powieści – jeszcze zamierzam do nich powrócić. Bo być może teraz powiedzą mi coś innego, niż mówiły, gdy czytałam je kilka lub kilkanaście lat temu.


Jeśli potrzebujcie właśnie teraz, w tym momencie opowieści, która uwiedzie was swoim ciepłem, potrzebujecie otuchy w trudnych chwilach, albo lubicie dobre emocje, które zwyciężają zło – ta książka będzie idealnym wyborem.


Cytaty:

„W bibliotece nikt nie udaje, że jest kimś innym niż w rzeczywistości.”

„Ludzie samotni rzadko sa rozumiani przez innych.”

„Nikt nigdy nie rozumie, co drugi człowiek przeżywa, przez co przechodzi.”

„nikt nigdy nie zrozumie do końca doświadczeń drugiej osoby. Ale wszyscy powinni chociaż spróbować.”

„Rodziny nie są idealne, a mimo to zasługują na nasza miłość.”

„Książki się zmieniają tak samo jak ludzie, którzy je czytają.”

czwartek, 29 grudnia 2022

Oberża na pustkowiu – Daphne du Maurier

Mroczna Kornwalia z końca XIX wieku. Ponura. Zasnuta listopadową mgłą. Ciemność rozjaśniana drżącym blaskiem świec. Cisza rozrywana pomrukiem porywistego, lodowatego wiatru. Groza zatopiona w niedomówieniach. Zagubiona gdzieś na odległych drogach oberża dla podróżnych, których… nie ma. Podejrzane typy, szemrane interesy i czająca się w każdym zakamarku złowroga tajemnica.


W takim posępnym świecie, wśród delikwentów spod ciemnej gwiazdy, uwikłanych w budzący moralny sprzeciw proceder przestępczy, pojawia się ONA – kobieta urodziwa, silna i bynajmniej nielękliwa, i absolutnie nieskora do uległości. Dwudziestotrzyletnia Mary Yellan, osamotniona po śmierci matki, udaje się do ciotki Petience. Nie spodziewała się, że niegdyś serdeczna, radosna siostra matki, stała się pod wpływem męża, właściciela osobliwej oberży „Jamajka”, kobietą zastraszoną, podporządkowaną i zwyczajnie nieszczęśliwą. W „Jamajce” dzieją się rzeczy niepokojące, a prym w niej wiedzie mąż ciotki, kuriozalny w swej nikczemności, wuj Joss Merlyn.

Nie jest to może krwisty kryminał we współczesnym rozumieniu. „Oberża na pustkowiu” ma w sobie wiele z narracji powieści gotyckiej. Autorka to mistrzyni budowania napięcia, niespiesznego piętrzenia nastroju zagrożenia. Plastycznie kreśli przestrzeń, w której rozgrywa się akcja i wnikliwie buduje psychologiczne portrety swoich bohaterów, chociaż w tej powieści może zbyt mocno bazuje na stereotypach i ociera się o karykaturalność poszczególnych charakterów. Ale i tak czyta się przednio.

niedziela, 13 listopada 2022

Spotkamy się pod drzewem ombu – Santa Montefiore

Myślę, że gdybym tę książkę przeczytała kilkanaście lat temu, byłabym nią zachwycona. Napisana z rozmachem saga rodzinna, z dobrze zarysowanymi realiami społecznymi, to coś co bardzo lubię. Niestety tym razem czegoś mi zabrakło. I nie wiem, czy to wina mojego ewoluującego gustu czytelniczego, czy autorka zbytnio spłyciła kwestie dotyczące relacji międzyludzkich, a psychologiczne portrety postaci były zbyt szablonowe? Niektóre wybory dokonywane przez nie wydawały się mi mało rzeczywiste. Naciągane i… takie papierowe. Z drugiej strony, nie można odmówić książce tego, że uwodzi czytelnika emocjami: kipi namiętnością, zmysłowością, jest przepełniona bogactwem różnorodnych uczuć. I to na pewno jest jej siłą. Jak również odmienna dla europejskiego czytelnika południowoamerykańska kultura i mentalność. Położona wśród bezkresnych równin argentyńskiej pampy, posiadłość Santa Catalina, rozbudza wyobraźnię i tęsknotę za południowymi klimatami. Atmosfera tego miejsca i rytm życia jego mieszkańców oddane są bardzo plastycznie.


Fabuła osadzona jest w Argentynie w drugiej połowie XX wieku i opowiada losy rodziny Solanas. Hołdującej tradycyjnym wartościom. dobrze sytuowanej i pełnymi garściami czerpiącej ze swojej uprzywilejowanej pozycji.

Argentynę XX wieku trawiły wojny domowe, wojskowe junty, krwawe zamachy i to wszystko ma odzwierciedlenie w powieści, choć tło polityczne nie jest zbytnio wyeksponowane – raczej zaznaczone dla uwiarygodnienia historii poszczególnych bohaterów.

To książka o rodzinnych relacjach, i o różnych obliczach miłości, w tym miłości zakazanej i w konserwatywnym społeczeństwie nieakceptowalnej.

Chociaż miejscami opowieść wydawała się mi infantylna i trąciła latynoską telenowelą – czytałam, bo ciekawił mnie finał, który okazał się według mnie dość przewidywalny. Ale jestem przekonana, że historia Sofii Solanas porwie niejednego czytelnika.


Zapisane cytaty:

„Życie rzadko daje nam to, na co liczymy.”

„[…] „za późno” to najsmutniejsze dwa słowa, jakie można znaleźć w każdym języku.”

„Teraźniejszość jest jedyną rzeczywistością, więc aby osiągnąć trwałe szczęście, należy żyć chwilą i nie martwić się tym, czego już albo jeszcze nie ma.”

„Jeśli rodzice starają się stworzyć dzieciom dom pełen miłości, one zawsze do niego wracają.”

„[…] życie jest zbyt krótkie, aby zapełniać je nienawiścią i pretensjami.”

„Wiedzę można posiąść, ale mądrość przychodzi wraz z doświadczeniem.”

„Miłość dorasta razem ze związkiem, w którym się rozwija.”

środa, 2 listopada 2022

Powierniczka opowieści – Sally Page

Sprzątaczka Janice wie, że poprzez opowieści ludzi, poznaje się ich prawdziwie. Ma wyjątkowy wgląd w otaczającą ją społeczność. Bo umie SŁUCHAĆ.


Janice – współczesna Szeherezada z mopem i ścierką w dłoniach. Sprzątaczka w bogatych domach, ekscentrycznych ludzi. Kolekcjonerka cudzych opowieści, za którymi, tłumiąc emocje i pragnienia, skrywa własną, przejmującą tajemnicę. Spotyka ludzi, którzy pragną zaprowadzić porządek w swoim życiu. Szukając poczucia bezpieczeństwa, usiłują odnaleźć klucz do uporządkowania własnych traum, czasami w dość osobliwy sposób. Jedna z nich, Fiona, borykająca się z bolesną stratą bliskiej osoby, tworzy miniaturowy świat lalek, aby nadać sens realnemu życiu. Ów świat to odzwierciedlenie jej opowieści.

„Inni mają gorzej”, tłumaczy sobie Janice, nieustannie trwając na ogromnej huśtawce, na której za wszelką cenę próbuje złapać życiową równowagę. Rozmowa z wiekową matką jednego z pracodawców, Panią B., coś w niej kruszy. Janice obiecuje sobie, że spróbuje przejąć kontrolą nad swoim życiem, tak, aby stać się wreszcie jego bohaterką. Czy jej się uda?

Ta książka uczy, że chociaż nigdy w stu procentach nie wejdziemy w położenie innej osoby w traumie, to jednak zawsze możemy okazać jej zrozumienie i empatię. Odnalazłam w tej ciepłej historii, klimat książek, które w ostatnim czasie wywarły na mnie duże wrażenie: „Życie Violette” oraz „Spacerujący z książkami”.

Zwykłe historie zwykłych ludzi – świadectwo niezwykłości ludzkich losów. Według zapewnień autorki – wszystkie prawdziwe.
Siła empatii i otwarcia na drugiego człowieka.

Spróbujcie wysłuchać Janice. Może to właśnie jej chcielibyście powierzyć także swoją opowieść?


Zapisane cytaty:

„Ludzi tak naprawdę poznaje się przez ich opowieści.”

„O DNA książki opowiada jej ciężar, to, jaka jest pod palcami, zapach papieru, kolor i tekstura wklejek, to, czy grzbiet jest płaski, czy zaokrąglony […], to, w jaki sposób każde wytłoczenie i druk wydają się inne pod opuszkami palców i jak każda książka otwiera się w inny sposób, zdradzając sekret ulubionej historii […].”

„Małżeństwo powinno być grą zespołową.”

„Nie powinnaś nigdy tracić nadziei, bo nadzieja zmienia wszystko.”

wtorek, 13 września 2022

Zaginione dziecko – Emily Gunnis

„Zaginione dziecko” uświadamia, że nikt z nas nie jest wyizolowanym bytem, a historia rodziny jest istotnym składnikiem naszej tożsamości.


Dobrze trzymający w napięciu psychologiczny dramat wielopokoleniowej rodziny. W książce poruszone są tematy związane z depresją poporodową i macierzyństwem, przemocą domową i zespołem stresu pourazowego. Dobry finał. Fanom gatunku ta książka się bardzo spodoba. Mnie ujęła prawda zapisana w psychologicznych portretach każdej z postaci.

Podczas czytania nieustannie towarzyszyło mi wrażenie powtarzalności losu, który stał się udziałem głównych bohaterek. Autorka sprawnie połączyła w poruszającą całość pozornie odległe elementy wydarzeń z życiorysów spokrewnionych ze sobą kobiet z różnych pokoleń.

Niespełna trzynastoletnia Rebeka jest świadkiem tragicznych wydarzeń w rodzinnym domu. W jednej chwili życie tracą oboje jej rodzice. Kto jest ofiarą, a kto agresorem?

Wiele lat później córki Rebeki, pozostające ze sobą w bardzo luźnych relacjach Iris i Jessie, żyją ze świadomością, że przeszłość ich straumatyzowanej mamy kryje bolesną tajemnicę. Jednak jej milczenie onieśmiela siostry przed stawianiem pytań. Wszystko zmienia się, gdy po porodzie, młodsza z nich, Jessie, znika wraz ze swoim nowonarodzonym i chorym dzieckiem. Rozpoczyna się dramatyczna pogoń za zdesperowaną młodą mamą i za… przeszłością, bo to właśnie ona może zawierać wskazówkę prowadzącą do zrozumienia rodzinnych traum i… odnalezienia Jessie i jej dziecka.

Świetnie w tej powieści poprowadzona jest podwójna oś czasu. Główna akcja rozgrywa się współcześnie (siostry Jessie i Iris), ale ma swoje źródła w wydarzeniach przypadających na lata 60 XX wieku (Rebeka, matka wspomnianych sióstr) oraz wcześniejszych – w okresie II wojny światowej (wspomnienia Harriet, matki Rebeki). Najbliższą mi postacią była właśnie nestorka – Harriet, a więc bohaterka, od której właściwie rozpoczęła się ta przemilczana przez pokolenia rodzinna historia. Jej wersję wydarzeń poznajemy za sprawą fragmentów prowadzonego przez nią pamiętnika. Wstrząsające są także przeżycia Jacoba, męża Harriet, który pisze do swojej młodej żony pełne rozpaczy listy z frontu II wojny światowej. Skala okrucieństwa przerasta go i finalnie wpędza w to, co obecnie określa się jako zespół stresu pourazowego. Jacob nie zdawał sobie sprawy z tego, że człowiek potrafi drugiemu człowiekowi zadać tyle absurdalnego bólu. Jego los to także pewna powtarzalność. Powtarzalność zła… To wyjątkowo dramatyczna i niejednoznaczna postać w tej powieści.


Za egzemplarz do recenzji
bardzo dziękuję Wydawnictwu Świat Książki

Zapisane cytaty:

„[…] stawianie siebie na pierwszym miejscu, to nie egoizm.”

„Boimy się mówić o śmierci, przekonani, że w ten sposób ją przyciągamy; łudzimy się, że zignorowana, może nas nie zauważyć.”

„Kobiety są najbardziej zajadłymi krytykami kobiet.”




czwartek, 11 sierpnia 2022

Moja kuzynka Rachela – Daphne du Maurier

Ach Rachela, Rachela, mistrzyni manipulacji! Pod słodką powierzchownością niewinności skrywa się świadoma swoich działań femme fatale. Do perfekcji potrafiąca wywierać wpływ na innych tak, aby ci pozornie z własnej woli realizowali jej plany. W tej powieści doskonale ów mechanizm jest oddany.


XIX wiek, Kornwalia. Ambroży Ashley przed laty przysposobił swojego kuzyna Filipa, dla którego stał się prawdziwym mentorem. Obydwaj bardzo sobie oddani, wiedli ustabilizowane życie. Majętny, uchodzący za zrównoważonego, choć nieco ekscentrycznego dżentelmena Ambroży, poznaje podczas wyjazdu w celach leczniczych do Włoch, tajemniczą kobietę. Filipa, pozostającego przez wiele miesięcy tylko w kontakcie listownym ze swoim opiekunem, zaczynają niepokoić nadchodzące z kontynentu wiadomości. Początkowo przepełnione zauroczeniem Ambrożego kobietą, szybko przeistaczają się w niepokojące doniesienia, które mogą świadczyć o destrukcyjnym wpływie Racheli na jego życie. Niespodziewana śmierć Ambrożego, oprócz zrozumiałej rozpaczy Filipa, budzi jego silną niechęć w stosunku do kobiety. Wszystko zmienia się, gdy Rachela zjawia się w Kornwalii i dochodzi do konfrontacji pomiędzy nią, a Filipem.

Historię poznajemy z perspektywy Filipa. Całość przefiltrowana jest tylko przez jego wyobrażenia i snute przemyślenia. Kim jest Rachela? Od początku nie wzbudza zaufania czytelnika. Z zaciekawieniem obserwujemy rozwój wypadków, a nade wszystko przemianę uczuć Filipa. Bo właśnie to jest siłą tej powieści, jej esencją. Narracja jest niespieszna, można rozsmakowywać się w słowie, stopniowo narastającym napięciu, pomimo tego, że nie ma ono takiego natężenia, jak w przypadku „Rebeki”.

Niestarzejąca się klasyka, którą zdecydowanie warto przeczytać. Ogromnie dobrze było mi w tym świecie pełnym niedomówień i domysłów. Wspaniała literacka uczta! A wydanie w serii butikowej Wydawnictwa Albatros to dodatkowo uczta estetyczna :)

Zapisane cytaty:

„Chodzi o to, że życie trzeba wytrzymać i przeżyć. Tylko jak przeżyć? – oto jest problem.”

„Człowiek samotny to coś niezgodnego z naturą, wkrótce więc nawiedza go niepokój.”

wtorek, 26 lipca 2022

Gdy ją odnajdą – Lia Middleton

„Czasem krzywdzimy ludzi niechcący.”

Thriller psychologiczny, który trzyma w napięciu. Spirala niepewności nakręca się równomiernie aż do zaskakującego finału. Niby od początku wiemy co się wydarzyło w rodzinnym domu Naomi, na nieczynnej farmie, ale… czy na pewno?


Studium psychologiczne młodej matki, która traci swoje dziecko. Zarówno z bieżącej narracji, jak i retrospekcji, dowiadujemy się, że szczęśliwe do pewnego momentu małżeństwo Naomi i Aidena, rozpadło się. Opieka nad czteroletnią Freyą została powierzona mężczyźnie. Przebyte załamanie nerwowe, lęki i bezsenność, powodują, że Naomi nie jest pewna, co do swojego zachowania. Tak naprawdę sama nie wie, co się wydarzyło w noc zaginięcia jej ukochanej córeczki, gdy mąż zgodził się, aby po dłuższej przerwie Freya u niej zanocowała. Rozpacz i niepewność powodują, że ucieka się do kłamstwa. A później kolejnego… i kolejnego. Czy, gdy wreszcie zdecyduje się wyznać prawdę, zostanie wysłuchana? Zrozumiana?

Książka porusza problematykę emocjonalną macierzyństwa tuż po narodzinach dziecka i psychologicznego ryzyka związanego z realizowaniem scenariusza „idealnej matki”. Tego od młodej mamy oczekuje zwykle jej najbliższe otoczenie, jak i ona sama. Tymczasem stres związany z nową rolą życiową może stać się czynnikiem wywołującym depresję. Na zachowanie i decyzje Naomi dodatkowo ma wpływ trauma spowodowana nagłą śmiercią jej ojca. Niby w pierwszych miesiącach po narodzinach dziecka otoczona była troską męża, uwagą oddanych przyjaciółek, ale tak naprawdę była osamotniona w swoich niepokojach. Tonęła w obsesji i paraliżującym strachu o bezpieczeństwo córki, z jednoczesnym poczuciem, że nie jest wystarczająco dobrą mamą. Nie uświadamiała sobie, że aby zadbać dobrze o swoje dziecko, musi w pierwszej kolejności zadbać o samą siebie. Było mi szkoda tej kobiety… Współczułam jej zagubienia, niepewności, obwiniania się, uciekania do kłamstw. Jakież to obciążające…

Prawda o tym co wydarzyło się w domu Naomi była straszna, ale to kłamstwo spotęgowało jej tragizm.


niedziela, 13 marca 2022

Rebeka – Daphne du Maurier

Wydana w 1938 powieść brytyjskiej pisarki Daphne du Maurier to klasyka, którą każdy książkoholik powinien przeczytać. Zadowoli wielbicieli kryminałów, powieści romantycznych, a także podążających za dreszczykiem emocji. Uczta dla tych, którzy lubią śledzić wewnętrzne monologi bohaterów. W tej powieści do perfekcji doprowadzona jest narracja w pierwszej osobie. Czytelnik nieustannie towarzyszy myślom głównej bohaterki. To jej oczami śledzimy tok wydarzeń, jej emocjami poznajemy całą historię i wszystkie osoby dramatu.


Nie nazwana z imienia dziewczyna opowiada o swoim życiu u boku Maxima de Winter w majątku Manderley. Poznali się przypadkiem w Monte Carlo. On – przystojny, bogaty mężczyzna uciekający od wspomnień o tragicznej śmierci pierwszej żony – tytułowej Rebeki. Ona, młodziutka, niedoświadczona, uboga dama do towarzystwa dość irytującej pani van Hopper. Młoda mężatka trafia do majątku mężczyzny, gdzie każdy kąt tchnie obecnością zmarłej poprzedniej pani de Winter, każda rzecz, mebel, bibelot pamięta dotyk jej dłoni.

Z początku narratorka wydawała się mi naiwna, chwiejna. Sparaliżowana nieśmiałością, przewrażliwiona na własnym punkcie. Poddająca się emocjom i własnym wyobrażeniom. Na szczęście w miarę rozwoju akcji pomyślałam, że jest po prostu wrażliwą, delikatną dziewczyną pragnącą miłości i rodzinnego szczęścia. Onieśmieloną stylem życia, którego nie znała, przerażona oczekiwaniami społecznymi, zdominowana przez pełną mroku i złośliwości gospodynię panią Danvers, a nade wszystko mierząca się z nieustannym wspomnieniem pozornie idealnej Rebeki, zmarłej pierwszej żony Maxima.

Lektura tej powieści jest magnetyzująca, pełna tajemnicy, z lekko gotycką aurą. Napięcie rośnie miarowo. Nic dziwnego, że zafascynował się nią mistrz suspensu Alfred Hitchcock. W roku 1940 za ekranizację „Rebeki” został uhonorowany Oscarem.

Warto zapoznać się z biografią autorki – Daphne du Maurier, której życie osobiste obfitowało w nieoczywiste wątki i tajemnicze zdarzenia...

Zapisane cytaty:

„Podobno istnieje taka teoria, że przeżyte cierpienia udoskonalają zarówno mężczyzn, jak i kobiety i że aby osiągnąć cos na tym lub innym świecie, musimy przejść próbę ognia.”

„Szczęście nie jest wartością, która można ocenić, jest to sposób myslenia, stan umysłu.”

„[…] jakie to dziwne, że życie biegnie niezmiennie swoim trybem, niezależnie od jakichkolwiek wypadków. Wykonujemy mechaniczne te same czynności – jemy, śpimy, myjemy się. Żadne dramatyczne wydarzenie nie może przełamać siły życia.”

środa, 23 lutego 2022

Niewidzialna dziewczyna – Lisa Jewell

„W kapturze jest się niewidzialnym.”

Nie spodziewałam się tak dobrze napisanego thrillera psychologicznego. Czyta się błyskawicznie, niesamowicie wciągająca fabuła, która nieustannie prowokuje do pytań. Pełna niepokoju, z dobrze poprowadzoną intrygą, empatyczna – autorka buduje wyjątkowy klimat.


Ludzie, którzy z różnych przyczyn stają się niewidzialni, widzą więcej. Niewidzialni – zamknięci w świecie swoich traum, blokad, fałszywych przekonań o samych sobie, albo ciężko doświadczeni… zranieni. A na pewno widzi więcej tytułowa, siedemnastoletnia Saffyre, z dzieciństwem naznaczonym stratami bliskich osób i zdarzeniem NIEWYBACZALNYM, które odcisnęło piętno na jej psychice i zaprowadziło ją do gabinetu psychoterapeuty Roana. Rodzi się z jej strony niewytłumaczalna więź z człowiekiem, który pomagał jej uporać się z problemami. Potajemnie obserwując mężczyznę odkrywa, że być może jego wizerunek kompetentnego specjalisty, idealnego ojca i męża to tylko suma półprawd…

Owen, trzydziestoparoletni nauczyciel informatyki, to też człowiek niewidzialny, wycofany, obarczony ogromem kompleksów, żyjący na pograniczu społeczeństwa. Dopiero absurdalna sytuacja, w którą dziwnym zbiegiem okoliczności wplącze się w pewną walentynkową noc, obudzi w nim potrzebę zmiany. Obudzi go w ogóle!

Książka porusza problematykę przemocy seksualnej oraz społecznego wykluczenia i napiętnowania. Pomimo tego, że tematyka wydaje się być trudna i ciężka, narracja nie jest przygnębiająca. Choć kolejne odsłony akcji dobitnie wskazują, że tak naprawdę każdy z bohaterów ma swoje „puste przestrzenie”, do których nie dopuszcza innych.

Autorka zastosowała bardzo ciekawy model narracji mieszanej – pierwszoosobowej, gdy historię poznajemy z punktu tytułowej bohaterki i trzecioosobowej, która wprowadza czytelnika w szerszą perspektywę akcji, pozwala widzieć „więcej”.

Powieść powinni przeczytać wszyscy dorośli, którzy mają nastoletnie dzieci, ale też ci, którzy być może znajdują się w życiowym zawieszeniu, szukają właściwej drogi, albo sensu w swoim związku. Dzieci, nastolatkowie dostrzegają więcej niż dorosłym się wydaje. Ta książka to także ciekawy głos odnośnie postrzegania męskości i kobiecości we współczesnym dążeniu do równowagi płci w każdym aspekcie życia.

Polecam gorąco!

Książkę otrzymałam dzięki udziałowi w konkursie
organizowanym przez Wydawnictwo @czwartastronakryminału
Dziękuję pięknie :)


Zapisane cytaty:

„Akurat miłość jest łatwa; to wszystko inne jest skomplikowane.”

„[…] życie toczy się dalej, nawet jeśli to banał […].”

„Ludzie lubią mieć kogoś, by pokazywać go palcami.”

wtorek, 8 lutego 2022

Morderstwa w Suffolk – Anthony Horowitz

Książka w książce, a w niej jeszcze opowiadanie! Uczta dla wielbicieli kryminałów klasycznych, w stylu Agathy Christie, gdzie główną linię fabuły wyznaczają: zwięzłość, mistrzowsko poprowadzona intryga i znakomity suspens. A wszystko za sprawą wspomnianej „książki w książce”, czyli „Atticus Pünd przejmuje sprawę” Alana Conwaya. Książki, która technicznie wyodrębniona jest z całego wydawnictwa poprzez oddzielną okładkę, kartę tytułową, stopkę redakcyjną, a nawet własną numerację stron!


Główna powieść rozwija się stopniowo, niespiesznym rytmem i przyznam, że nie spodziewałam się, że w pewnym momencie czytania, wykrzyknę: „To jest genialne!”

Była redaktorka Susan Ryeland zostaje poproszona przez starsze, angielskie małżeństwo o pomoc w rozwikłaniu tajemnicy zaginięcia ich dorosłej córki. Kilka lat wcześniej w dniu ślubu Cecily, na terenie prowadzonego przez nich hotelu Branlow Hall, zostało popełnione morderstwo. Małżonkowie utrzymują, że ich córka zniknęła tuż po przeczytaniu książki kryminalnej redagowanej przed laty przez Susan, i rzekomo inspirowanej wydarzeniami, jakie swego czasu zaszły w hotelu. Tą książką jest właśnie „Atticus Pünd przejmuje sprawę”.


Kluczem do rozpracowania całości jest wnikliwe śledzenie zależności zachodzących między światami hotelu Branlow Hall w Suffolk (główne miejsce wydarzeń „Morderstw…”) i Tawleigh-on-the-Water w Devon (miejsce akcji „Atticus…”). Brzmi skomplikowanie, ale zapewniam, że Horowitz nie pozostawia czytelnika osamotnionego na tej drodze. Sprawnie podążamy pomiędzy wzajemnymi relacjami postaci obydwu powieści. Więcej: tak naprawdę te dwie historie można czytać zupełnie niezależnie! Z kolei połączone, tworzą dopracowaną, doskonale uzupełniającą się całość.

Książka kipi literackimi Easter eggs, czyli ukrytymi przekazami, uwielbiam takie smaczki w literaturze – np. panna Cain, asystentka Atticusa, czyta powieść „Córeczka” autorstwa niejakiej Mary Westmacott. Pod tym pseudonimem wydawała powieści o charakterze obyczajowym królowa kryminałów Agata Christie, pisarka, która Horowitza fascynuje – inaczej być nie może!

Polecam fanom powieści detektywistycznych, gdzie najważniejsze są dedukcja, analiza i wnioskowanie. Przyjemność i dreszczyk emocji towarzyszące rozwiązywaniu zagadek gwarantowane.

Dziękuję Domowi Wydawniczemu REBIS
za zaproszenie do przedpremierowej lektury powieści.


Zapisane cytaty:

„Jestem już w tym wieku, że rozglądam się po domu, po ogrodzie i myślę sobie… i to wszystko?”

„Czy wszyscy pisarze tacy są? Kradną rzeczy ze świata wokół?”

„[…] aby być pisarzem, chyba trzeba odczuwać w życiu jakiś brak. I właśnie tę pustkę wypełnia się słowami.”

„Nie da się rozwiązać zagadek kryminalnych, jeśli nie rozumie się ich genezy.”

„Ludzie, którzy tak duży nacisk kładą naprawdę, w praktyce często jej unikają.”

„[…] największe zło rodzi się wtedy, gdy ludzie… bez względu na ich cele czy motywacje… są głęboko przekonani o tym, że mają słuszność.”


„[…] bez względu na to, jak źle się sprawy mają dziś, jutro będzie lepiej.”



poniedziałek, 15 listopada 2021

Była sobie rzeka – Diane Setterfield

„Coś wisi w powietrzu” – mówimy, gdy prześladuje nas przeczucie o niezrozumiałym źródle. Tak też mówią kolejni bohaterowie powieści Diane Setterfield, gdy w gospodzie Pod Łabędziem, tuż nad brzegiem Tamizy, pojawia się mężczyzna z na wpół utopioną dziewczynką… Dziecko, cudem wydarte rzece, rozbudzi w trzech rodzinach nadzieję… Zaś za każdą z nich kryje się przejmująca i poruszająca najgłębsze emocje historia związana bezpośrednio ze stratą.


Początkowo musiałam dość uważnie czytać kolejne „opowieści”, aby wgłębić się w bogatą stylistykę całej historii. Pojawia się też dużo istotnych dla akcji bohaterów, i warto przyswoić sobie ich nietuzinkowe osobowości oraz intrygujące losy.

Ten początek, to też czas, który trzeba dać sobie samemu, aby wejść w specyficzną nastrojowość narracji autorki – gawędziarski sposób opisywania świata jest tutaj bardzo bliski baśni (oczywiście dla dorosłych). Sama zaś fabuła miejscami toczy się na granicy świata realnego i magicznego, a bywa, że meandruje niczym tytułowa rzeka… Ale spokojnie – gdy już dobrze poczujemy się w klimacie powieści, naprawdę trudno oderwać się od lektury, i od tego, co stanowi jej clou: a więc kim tak naprawdę jest znaleziona w rzece dziewczynka? Która z rodzin ma do niej pełne prawo?

W książce pięknie sportretowani są zwyczajnie dobroduszni ludzie, których postępowanie wynika z hołdowania najważniejszym wartościom takim jak: rodzina, miłość, szacunek i troska wobec potrzebujących, pracowitość, wrażliwość na krzywdę, poświęcenie w imię dobra wyższego. Ale jak to w baśni, gdzie istotą jest motyw walki dobra ze złem – są też czarne charaktery i ów podział w „Była sobie rzeka” jest bardzo czytelny.

Niesamowicie zaintrygował mnie jeszcze jeden aspekt w książce. Otóż nie ma w niej jednoznacznie wyznaczonych ram czasowych, ale bardzo łatwo jest sobie samemu określić. Kilka razy wspomniane jest w rozmowach bohaterów o „niedawnych” publikacjach niejakiego Darwina na temat „rzekomego” pochodzenia człowieka od małpy („O powstawaniu gatunków” było po raz pierwszy opublikowane w 1859 roku).

Ale najbardziej pasjonujące są fragmenty poświęcone… fotografii. Przed zamieszczeniem tego wpisu zrobiłam króciutkie „klik” swoim telefonem i w jednej chwili miałam gotową fotkę, którą teraz zamieszczam przy opisie książki. W powieści natomiast przenosimy się do czasów, gdy portretowane osoby musiały wytrwać w bezruchu 15 sekund… Fotografia powstawała w wyniku techniki kolodionowej, polegającej na naświetleniu w aparacie fotograficznym szklanej płyty pokrytej odpowiednimi chemikaliami. Diane Setterfield stworzyła wspaniały wątek odnoszący się do historii fotografii, i w ogóle do fotografii jako magii mającej moc zatrzymania czasu!

„Była sobie rzeka” to zaproszenie do teatru wyobraźni. Przyjmijcie je!


Zapisane cytaty:

Są historie, które można opowiadać na głos, i takie, o których się mówi szeptem, lecz są i takie, które pomija się milczeniem."

To, że coś jest niemożliwe, nie znaczy, że się nie zdarzy.

Dzieci nie są pustymi naczyniami [...] Nie można ich modelować, jak się rodzicom żywnie spodoba. Rodzą się z własnym sercem i nie da się go odmienić, choćby człowiek przelał w nie całą swoją miłość.

Są rzeczy, które nie mają ceny, a najważniejszą z nich jest rodzina.


sobota, 2 października 2021

Podrzutek – Stacey Halls

Londyn w połowie XVIII wieku, największa europejska stolica, tuż przed rewolucją przemysłową. Moloch ogromnych kontrastów społecznych – zawrotnego bogactwa i przejmującej nędzy. Już wówczas wielokulturowy. Obok siebie funkcjonują dwa światy – opływających w niewyobrażalny dobrobyt mieszczan i wegetujących z dnia na dzień w ciągłym niedostatku niższych warstw społecznych.


W przytułku dla sierot pojawia się młodziutka Bess Bright, aby pozostawić swoją dopiero co narodzoną córeczkę Clarę.

Przytułek ów to autentyczne miejsce na mapie Londynu – Foundling Hospital – zbudowany w 1739 roku dla celów charytatywnych. Dużą rolę w powstaniu szpitala-przytułku odegrał Richard Mead, który marginalnie pojawia się na kartach książki, a jego syn jest jedną z ważnych postaci opowieści. Bess zamierza powrócić po swoje dziecko, gdy zostanie ono „odchowane”, teraz nie jest w stanie zapewnić mu opieki. Wraz z ojcem i bratem żyje w dramatycznie ubogich warunkach, trudniąc się handlem krewetkami na targu Billingsgate. Niepiśmienna i niepotrafiąca czytać Bess przy córeczce pozostawia znaki rozpoznawcze – połowę serca z inicjałami, które otrzymała od ojca dziecka. Zapamiętuje też nadany jej numer – 627. Gdy po 6 latach pełna nadziei wraca po Clarę, dowiaduje się, że została odebrana przez… nią samą już dzień po jej umieszczeniu w przytułku. Staje się jasne, że ktoś wykradł córeczkę Bess… Kto?

Historię poznajemy z perspektywy dwóch narratorek, ze skrajnie odległych warstw społecznych. Intrygująca jest postać tej drugiej – Aleksandry Callard. Młoda wdowa od lat wiedzie życie zamknięta w swoim domu, otoczona nieliczną służbą, w nieustającym lęku o swoje bezpieczeństwo. Swoje i swojej… córki Charlotte. Całkowicie niedostosowana do życia, nawet jak na obowiązujący w georgiańskiej epoce status kobiety z wyższych sfer. Wycofana, niezdolna do uczuć – czułością obdarza portrety zmarłych rodziców, a nie stać jej na czułe gesty wobec córeczki. Bess, prosta dziewczyna z londyńskich ulic ma większą świadomość czym jest wolność i otwarcie na świat, niż zamknięta w złotej klatce Aleksandra, czerpiąca swą wiedzę o otoczeniu z gazet, map i okazjonalnych wyjazdów powozem do kaplicy.

Powieść z dużym pietyzmem oddaje klimat ulicznej biedoty i bogactwa londyńskiego mieszczaństwa na styku dwóch epok ważnych pod względem rozwoju społecznego i przemysłowego – georgiańskiej i wiktoriańskiej.

Zapadające w pamięć postacie, fascynująca fabuła opowiadająca o różnych odcieniach straty, miłości i sile macierzyństwa, sprawiają, że lektura „Podrzutka” staje się emocjonalną literacką podróżą w przeszłość. Autorce udało się stworzyć pełnowymiarowe postacie głównych bohaterek. Losy Bess i Aleksandry są tak różne i jednocześnie poruszające. Piękna historia!

Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Świat Książki 
za zaproszenie do lektury tej pięknej historii 
i podarowanie egzemplarza recenzenckiego.


Zapisane cytaty:

„Przyjaźń zapisuj w marmurze, urazy w pyle.”

„Ta kobieca powłoka, w której egzystujemy – dlaczego nikt nie oczekuje w niej niekobiecych uczuć? Dlaczego nie możemy okazywać wściekłości i pogardy, ulegać rozpaczy? Dlaczego musimy godzić się na karty, które nam przypadły?”

„Być dobrym rodzicem oznacza przygotować dziecko do tego, by odeszło i zaczęło własne życie.”

„[…] miłość i strach są nierozerwalnie ze sobą związane.”

niedziela, 5 września 2021

Zaopiekuj się mną – Helen J. Rolfe

Kiedy Maddie Kershaw poznała Evana Quinna… poczuła, że być może uda jej się ruszyć z miejsca, w którym zatrzymała się kilka lat wcześniej... 


Dokładnie 11 września 2001 roku, kiedy jej narzeczonego Rileya, pochłonęła jedna z walących się wież World Trade Center. Po jego śmierci wpadła w koleiny samotnego życia, w którym pozwalała sobie na beznamiętne, przelotne znajomości z mężczyznami, którzy nic dla niej nie znaczyli. Jedyną jej przyjemnością był świat… cukiernictwa. Maddie w wolnym czasie piecze dla znajomych artystyczne torty. Za sprawą zabawnej cukierniczej pomyłki, kiedy frywolny w kształcie tort jej autorstwa zamiast na wieczór panieński trafia na setne urodziny uroczej Jem, poznaje Evana – wnuka jubilatki. Między Maddie i Evanem stopniowo zaczyna się budować relacja, która wcale początkowo nie nosi znamion wielkiej namiętności. Oboje doświadczeni, dojrzali – po trzydziestce – chyba nie do końca potrafią rozpoznać uczucie, które zaczyna się w nich rodzić. Czy będzie to coś wyjątkowego i trwałego?

Evan znajduje się w trudnym momencie – właśnie rozpoczyna batalię o swoje zdrowie, a być może i o życie. Zdiagnozowano u niego nowotwór jądra – temat ten jest w powieści poruszony bez tabu i fałszywej wstydliwości. Pomimo tego, że ma wsparcie rodziny, w tym swojej stuletniej Babci Jem, tak naprawdę sam musi pokonać drogę, dzięki której zrozumie, że choroba nie jest oznaką słabości. Podjęcie walki o powrót do zdrowia to siła i determinacja. A w trudnych momentach potrzebujemy innych ludzi – rozmowy, która ma moc rozładowania emocjonalnego napięcia i zdolność poszerzenia perspektywy, co z kolei umożliwi bardziej obiektywną ocenę sytuacji w jakiej się znajdujemy. To ważne przesłanie „Zaopiekuj się mną”: u podstaw kształtowania relacji między dwojgiem ludzi stoi po prostu ROZMOWA, komunikacja. Bez przemilczeń, niedomówień i kręcenia.

Pomimo tego, że w powieści poruszone są trudne tematy: poważnej choroby i straty bliskiej osoby, absolutnie nie znajdziecie w niej łzawych klimatów. Wspomniana problematyka opisywana jest z dystansem i równowagą. Autorka jest daleka od wzbudzania ckliwych emocji wyciskających łzy u czytelnika.

W literaturze, szczególnie tzw. kobiecej, stosunkowo częściej spotykamy historie kobiet dotkniętych choroba nowotworową. W przypadku tej powieści obserwujemy psychikę młodego mężczyzny, z chorobą, która może zachwiać jego męskość i zweryfikować plany na przyszłość.

Zaopiekujcie się tą powieścią :) Chociażby po to, aby poznać jak potoczą się losy Maddie i Evana.


Zapisane cytaty:

„[…] czasami zapętlamy się w codzienności i zapominamy o szerszej perspektywie.”
„Życie jest za krótkie, żeby odpychać ludzi.”
„[…] w swoim smutku każdy podąża własną drogą.”

Dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka 
za sprezentowanie egzemplarza recenzenckiego.

środa, 14 lipca 2021

Shuggie Bain – Douglas Stuart

Tę książkę skończyłam czytać ponad dwa tygodnie temu, ale dopiero teraz dzielę się swoimi przemyśleniami. Potrzebowałam czasu, aby uspokoić emocje, uniknąć sentymentalizmu, nie chciałam, aby moją opinię zdominowało niesamowite poruszenie historią małego Shuggiego Baina...


Teraz jednak już wiem, że nie da się od tych uczuć uciec. Wiem też, że po „Ósmym życiu”, to druga najważniejsza książka, jaką dotychczas przeczytałam w tym roku.

Nie ukrywam też, że mniej więcej w połowie powieści zaczęłam szukać informacji o autorze – Douglasie Stuarcie i dopiero wywiad z nim pozwolił mi czerpać z tej książki siłę. Dlatego też wszystkim, którzy sięgną po tę pozycję zachęcam do przeczytania wywiadów z pisarzem, a właściwie projektantem mody, którego korzenie sięgają szkockiego Glasgow.

Bo „Shuggie Bain” to beletryzowana historia dzieciństwa i wczesnej młodości Stuarta. Dzieciństwa, które przypadło na trudne lata osiemdziesiąte w Anglii – czas reform Margaret Thatcher.

„Żelazna Dama” wyprowadzała państwo z zapaści gospodarczej poprzez bezwzględne stosowanie zasad wolnego rynku. Prywatyzacja i likwidacja państwowych przedsiębiorstw spowodowały dramatyczny wzrost stopy bezrobocia oraz doprowadziły do powstawania enklaw biedy, szczególnie w regionach utrzymujących się do tej pory z przemysłu wydobywczego.

W takiej rzeczywistości poznajemy losy Agnes Bain i jej rodziny (córki Catherine, synów Leeka i Shuggiego, byłego męża Shuga, rodziców Lizzi i Wulliego Campbell) oraz całej plejady współtowarzyszy tego ponurego, jałowego życia – beneficjentów opieki społecznej. Żyjących rytmem „wtorkowego” – tygodniowej zapomogi wypłacanej najuboższym. Żyjących tymczasowością naznaczoną poczuciem beznadziei, niemocy, biernością. Wreszcie – i to jest clou powieści – unurzanych w nałogach.

Shuggi już jako kilkuletni chłopiec jest świadomy powolnego staczania się własnej matki w otchłań alkoholizmu. Mimo wszystko, z dziecięcą miłością wierzy, że znajdzie sposób, aby wyrwać ją z dna. To właśnie relacje łączące Shuggiego z matką porażają wrażliwość czytelnika. Przerzucanie przez dorosłych własnych problemów na kruche barki swoich dzieci jest w moim odczuciu… bestialstwem, emocjonalnym żerowaniem na bezwarunkowej miłości dziecka. Jest niedopuszczalne! Zawsze wywołuje to we mnie sprzeciw!

Moje serce łamały opisy emocji, jakie towarzyszyły Shuggiemu, kiedy wracał ze szkoły i po dobiegających z domu dźwiękach, zapachach, układzie firanek w oknach, starał się odczytać co zastanie w środku, w jakim stanie będzie matka. Czułam jego strach, samotność, smutek…

Poruszają jego zabiegi mające na celu chronienie matki przed innymi…

Sam Shuggi jest nieakceptowany w środowisku szkolnym i wyśmiewany w szorstkiej społeczności robotniczych przedmieść Glasgow. Odbierany jako zbyt „dziewczęcy”, wyzywany od „ciot”, „pedałów”. Jest to dla niego tym bardziej bolesne, że początkowo sam nie rozumie swojej odmienności i seksualnej tożsamości.

Wrażliwy, delikatny chłopiec rośnie w poczuciu tego, że jest słabszy, inny i gorszy. Ma sączone do uszu przez najbliższych sprzeczne sygnały:

„Uczucia są dla cieniasów” – głosił jego brat Leek.
„[…] chowanie się jest dla tchórzy” – oznajmiała jego siostra Catherine.
Ojciec Shug wyznaje zasadę: „Uderz zanim sam zostaniesz uderzony.” 
O matce słyszy od rodzeństwa: „Będzie piła tyle, że wypłucze całą dobroć z serca.”

Bezsilność tego dziecka jest tak trudna do uniesienia…

To wyjątkowa powieść. Ważna. Wspomnę jeszcze raz na koniec – aby unieść jej mroczny realizm, frustrujący ciężar, warto zapoznać się z życiorysem autora.

Książka napisana jest plastycznym językiem. Tutaj z pewnością należą się ukłony w stronę tłumacza Krzysztofa Cieślika, który doskonale oddał charakter niedbałej, miejscami prostackiej mowy – jakby nie patrzeć – angielskich nizin społecznych.

Książka w roku 2020 została wyróżniona Nagrodą Bookera – najbardziej prestiżową nagrodą literacką w Wielkiej Brytanii.


Zapisane cytaty:

„Nie poddawaj się, bez względu na wszystko, nawet jeśli nie dla siebie, nawet jeśli tylko dla innych. Nie poddawaj się. Tak robią mamy.”

„Jestem w płomieniach lecz nie płonę.”

„Nawet w ciemnościach wciąż jest nadzieja.”

„Płomienie nie są jedynie końcem, to także nowy początek.”

„Wszystko co człowiek zniszczył, można odbudować.”

„Tylko sam możesz sobie pomóc.”