Pokazywanie postów oznaczonych etykietą społeczno-obyczajowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą społeczno-obyczajowa. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 sierpnia 2026

Odległe życie – M.L. Stedman

Seria dobrych książek towarzyszy mi na końcówce wakacji, a „Odległe życie” M. L. Stedman zdecydowanie się w niej mieści. To jedna z tych historii, które wciągają po cichu, a potem nagle orientujesz się, że jesteś po uszy w życiu bohaterów i absolutnie nie chcesz ich opuszczać.


Historia rozpoczyna się pod koniec lat 60. w Australii i skupia na rodzinie MacBride’ów – hodowców owiec ze stacji Meredith Downs. Jest tu wszystko, co lubię w dużych, rodzinnych opowieściach: skomplikowane relacje, rodzinne tajemnice, poczucie winy, zakazane uczucia i wydarzenia, które w jednej chwili potrafią odebrać człowiekowi wszystko. Do tego bardzo dobre społeczne i historyczne tło Australii.

Trudne wybory, w których naprawdę nie ma dobrych rozwiązań. Są decyzje, z którymi trzeba później żyć. I właśnie ten ciężar wyborów, ich konsekwencji i sekretów sprawia, że „Odległe życie” tak mocno wchodzi pod skórę.

Jedną z najbardziej wyrazistych postaci jest Lorna – silna, charyzmatyczna kobieta, której historia pokazuje, ile może znieść człowiek i jak wysoką cenę czasem płacimy za próbę ochrony tych, których kochamy.

Na kartach książki pada zdanie: „Pilnuj swoich sekretów”. Ale czy faktycznie chronimy bliskich, kiedy za wszelką cenę strzeżemy ich przed prawdą? A może najbardziej bolesna prawda jest lepsza niż życie zbudowane na przemilczeniach?

„W życiu każdego z nas jest taki czas, gdy wszystko jest możliwe, gdy wydaje się nam, że możemy wszystko i zostaniemy tym, kim tylko zechcemy. Potem dopada nas rzeczywistość.”

To chyba kwintesencja tej historii. Bo świat potrafi odebrać człowiekowi niemal wszystko. A jednak człowiek ma w sobie zdumiewającą siłę, żeby podnieść się nawet z najgłębszej przepaści.

„Odległe życie” jest opowieścią o stracie, miłości, przetrwaniu i konsekwencjach decyzji, których nie da się cofnąć. Epicką, emocjonalną i momentami naprawdę łamiącą serce. I taką, od której naprawdę trudno się oderwać.

Mam tylko jedno zastrzeżenie, dotyczące realizacji audiobooka. I piszę to z prawdziwą przykrością – lektorka momentami wkłada w interpretację tekstu zdecydowanie zbyt dużo emocji. Bywało to zwyczajnie irytujące, ale cóż… to konsekwencja wyboru audiobooka ;)

niedziela, 23 sierpnia 2026

Ostatnia zapałka – Marie Vareille

Książka o przemocy domowej, traumach i ranach z dzieciństwa, które – nawet jeśli próbujemy o nich zapomnieć – nigdy tak naprawdę nie znikają. O mechanizmach przemocy, manipulacji, zastraszaniu i uzależnieniu od osoby, która przejmuje kontrolę.


Dużo tutaj zła, i to takiego, które pojawia się w miejscu, gdzie każdy powinien czuć się bezpiecznie – w rodzinie. Ale jest też coś bardzo dobrego i pięknego: głęboka więź między rodzeństwem uwikłanym w rodzinę naznaczoną przemocą. To właśnie ta relacja była dla mnie jedną z najbardziej poruszających części tej historii.

Nie przepadam za tego typu tematyką w literaturze, a jednak tę książkę będę polecała. Autorka bardzo umiejętnie zwodzi czytelnika – przez większą część historii, właściwie przez około 2/3, wiele rzeczy wygląda zupełnie inaczej, niż mogłoby się początkowo wydawać. Dzięki kilku perspektywom poznajemy tę historię z różnych stron, a napięcie jest naprawdę świetnie poprowadzone.

Doceniam również to, że na końcu książki znalazły się numery telefonów pomocowych dla osób doświadczających przemocy domowej. To ważny i potrzebny element.

„Nawet w beznadziejnym dniu można znaleźć odrobinę szczęścia.”

Wciągająca, nieoczywista i mimo trudnego tematu – zdecydowanie warta przeczytania. Polecam.

poniedziałek, 9 marca 2026

Wszystko na mojej głowie – Jakub Bączykowski

Rita prowadzi zakład fryzjerski w mieszkaniu po babci – miejscu z historią i duszą. Jest nie tylko dobrą fryzjerką, ale też świetną… słuchaczką. Klientki przychodzą do niej nie tylko po dobrze wykonaną usługę, lecz także po to, by porozmawiać, wyrzucić z siebie codzienne troski i podzielić się swoimi historiami. I właśnie te opowieści o zwyczajnym życiu nadają rytm tej powieści.


Autor z wrażliwością dotyka wielu problemów współczesnego społeczeństwa: sytuacji kobiet na rynku pracy, relacji z starzejącymi się rodzicami, życia rodzin wychowujących dziecko z niepełnosprawnością, związku starszej kobiety z młodszym partnerem, choroby nowotworowej czy napięć pojawiających się między rodzeństwem.

Punkt wyjścia powieści wydaje się prosty – opowieści o codzienności, które każdy z nas zna z własnego doświadczenia lub z historii bliskich. Jednak właśnie w tej zwyczajności tkwi siła książki. To powieść skłaniająca do refleksji nad ludzkimi wyborami, relacjami i ciężarem spraw, które często – dosłownie i w przenośni – „spadają nam na głowę”.

Mimo że poruszane tematy bywają trudne, całość utrzymana jest w ciepłym, empatycznym tonie. Autor z dużą uważnością przygląda się bohaterom i ich emocjom, dzięki czemu opowieść pozostaje bliska i autentyczna.

Książki wysłuchałam w formie audiobooka w interpretacji Pauliny Holtz, której narracja bardzo dobrze oddaje klimat tej historii.

Polecam, jeśli ktoś ma ochotę na współczesną obyczajówkę osadzoną w polskich realiach.


sobota, 13 września 2025

Goście weselni – Alison Espach

Czasem mam ochotę sięgnąć po niezobowiązującą obyczajówkę, zwłaszcza po intensywnej lekturze książek „z górnej półki”. To taki rodzaj czytelniczego oczyszczenia.


Wrzuciłam na słuchawki audiobooka, po którym – szczerze mówiąc – nie spodziewałam się zbyt wiele. I jakież było moje zaskoczenie! „Goście weselni” okazali się powieścią wciągającą, pełną nietuzinkowych postaci i niebanalnego humoru.

Autorce udało się znakomicie oddać atmosferę rodzinnego spotkania – pełnego napięć, niedomówień, ale i śmiechu – z okazji ślubu Lilii i Garego.

W centrum wydarzeń znajduje się Phoebe Stone, rozwiedziona wykładowczyni literatury wiktoriańskiej, która przybywa do eleganckiego hotelu Cornwall Inn z bardzo konkretnym, choć dramatycznym zamiarem: chce odebrać sobie życie. Zostaje jednak wciągnięta w wir przedślubnego zamieszania i, ku swojemu zaskoczeniu, zaprzyjaźnia się z panną młodą, która prosi Phoebe, by została jej świadkową.

Obserwujemy, jak główna bohaterka meandruje pośród barwnych, nieco przerysowanych, ale bardzo „żywych” postaci. Przedślubny chaos staje się tłem do opowieści o sprawach znacznie głębszych, niż można się spodziewać po lekkiej fabule: rozpadzie małżeństwa, rozczarowaniu miłością, depresji, braku przynależności i często trudnych relacjach rodzinnych.

To książka, która z jednej strony bawi, z drugiej zostawia z refleksją – jak wiele w naszym życiu zależy od przypadku, i jak przypadkowo spotkani ludzie potrafią niekiedy wywrócić nasz świat do góry nogami.

Urzekają literackie odniesienia – Phoebe jako wykładowczyni literatury wiktoriańskiej wnosi do powieści intelektualny smaczek. Dyskretnie przywoływane echa klasyki angielskiej stają się nie tylko tłem, ale i kontrapunktem dla współczesnych dylematów bohaterów.

Naprawdę fajna książka.

niedziela, 4 maja 2025

Cukier na duszy – Marcin Grzelak

Ajć… To niestety nie było moje najlepsze spotkanie z piórem tego pisarza. Zdecydowanie bardziej polecam jego inne powieści: "Beksę" i "Pułapkę na anioły".


Najmocniejszą stroną książki to historie pojedynczych ludzi, pozornie oddzielne, ale z jednym mianownikiem: samotność, odrzucenie, ukryte pragnienia i nieprzepracowane traumy. Gdzieś zagubił mi się los głównego bohatera – Dżonego… Długo szukałam kontekstu. Językowo – piękna.

Niemniej twórczość pana Grzelaka zdecydowanie warta uwagi i będę ją śledziła.


środa, 22 stycznia 2025

Klub Dzikiej Róży – Kate Quinn

O jaka to dobra książka! Kate Quinn jaką pokochałam za „Kod róży”. Za dużo o fabule nie napiszę, aby nie odbierać przyjemności z poznawania historii siedmiu mieszkanek Pensjonatu pod Dziką Różą. Domu, który sam, jako świadek morderstwa i niemy obserwator życia swoich mieszkanek, jest istotnym, uroczym bohaterem, mającym swój głos jako jeden z… narratorów. Choćby to był tylko głos w postaci… trzepotania firankami.


Początek lat 50-ych w Stanach Zjednoczonych, odbijających się od kryzysu lat przedwojennych i okresu II wojny światowej. Opętanych strachem przed „czerwoną zarazą”, czyli komunizmem. Wszyscy z zapartym tchem śledzącą proces małżeństwa Rosenbergów oskarżonego o szpiegostwo na rzecz Związku Radzieckiego, z entuzjazmem kibicują próbom nuklearnym i toną w stereotypach związanych z tożsamością społeczną ówczesnych kobiet: przesłodzony wizerunek szczęśliwej gospodyni domowej, bez prawa do samostanowienia i rozwoju.

To tylko doskonale nakreślone tło do ukazania losów siedmiu kobiet: Reki, Nory, Fliss, Bei, Arlene, Claire i Grace. Wyrazistych, niepokornych, z własną historią, traumami, marzeniami i sekretami.

To ich oczami przyglądamy się gorącym tematom ówczesnej Ameryki. Gdzieś w tle trwają badania nad tabletką antykoncepcyjną, wciąż aktualna jest problematyka segregacji rasowej, a państwo wysyła w daleki świat swoich żołnierzy, by walczyli z komunizmem w Korei.

Czytajcie, albo słuchajcie (doskonała lektorka!) koniecznie! I absolutnie nie zaglądajcie przed rozpoczęciem lektury do zmieszczonego przez Autorkę na końcu posłowia!

Cudowna opowieść o kobiecej przyjaźni i lojalności!

piątek, 29 grudnia 2023

Demon Copperhead – Barbara Kingsolver

Powieść, wobec której nie sposób przejść obojętnie. Napisana z rozmachem, ze swadą. Świetna językowo, gawędziarska, potoczysta. I chociaż fabuła może łamać serce, nie ma tu miejsca na rzewność i ckliwość. Tę książkę niesie czarny humor i zdystansowanie głównego bohatera wobec ciosów zadawanych przez codzienność – być może wypracowane na zasadzie obronnej tarczy. Tętni MĄDROŚCIĄ.

Autorka nie ukrywa, że kierował nią zamysł napisania współczesnej wersji wiktoriańskiej powieści Charlesa Dickensa „David Copperfield”. Ja odnajdywałam w tej historii echa genialnej powieści Irvinga „Regulamin tłoczni win” (tam też były odniesienia do powieści Dickensa), a także „Szczygła” Donny Tartt – motyw samotności w okresie dorastania, gdy człowiek tak bardzo potrzebuje oparcia i punktu odniesienia.


Demon Copperhead – syn nastoletniej narkomanki, pozbawiony rodzinnej tożsamości, spogląda na swoje dzieciństwo i okres dojrzewania z perspektywy dorosłego człowieka. Siermiężny krajobraz biedy amerykańskiej prowincji lat 90-tych. Dzieciństwo naznaczone samotnością i odrzuceniem, a nade wszystko kryzysem opioidowym, kiedy rzesze młodych ludzi uzależniały się od tych substancji narkotycznych, lekką ręką przepisywanych na receptę przez lekarzy. Zderzenie z niewydolną opieką socjalną i tułaczka po kolejnych, niekompetentnych rodzinach zastępczych, które nigdy nie powinny nimi być.

Kiedy podążałam wraz z narratorem ścieżką jego życia, nieustannie zatrważała mnie świadomość, że opowiada on o DZIECIŃSTWIE i bardzo wczesnej MŁODOŚCI. Przejmujące jak wiele zła i rozczarowań było jego udziałem. Zawsze, gdy czytam o historiach dzieci wzrastających w nieudolnych wychowawczo, czy wręcz patologicznych środowiskach dorosłych, rodzi się we mnie bunt! Ale Demon ma w sobie siłę. Trywializując – nie daje sobie w kaszę dmuchać! Demon sprawnie meandruje w pogmatwanym labiryncie opresyjnej rzeczywistości. Oswaja ją. To nie jest bierny chłopak. To jest chłopak, który ma w sobie ogrom woli życia i PRZEŻYCIA.

poniedziałek, 13 listopada 2023

Ulica dzieciństwa – Tove Ditlevsen

Dzieciństwo Ester to ulica biednej części Kopenhagi w latach 30 i 40. XX wieku. Towarzyszymy jej w czasie, gdy analizuje swoje dzieciństwo, które przepełnione jest wstydem z powodu biedy, dojmującym smutkiem i trudną do określenia tęsknotą za czymś lepszym, doskonalszym. Ester wie, że poza „jej” ulicą istnieje inny świat, ale szuka wskazówki, jak się do niego dostać? Jak może uciec z ulicy dzieciństwa, która kształtuje ją na całe życie, budując w niej lęki i rodząc poczucie niższości?


Dzieciństwo to zestawienie radości i bólu. To obrazy, które zostają w człowieku na zawsze. Jest jak rzeka, która żłobi koryto. Człowiek powinien mieć coś niezmiennego, z czego będzie mógł czerpać siłę na całe życie, szczególnie w chwilach trudnych. Takie powinno być dzieciństwo. Mocnym fundamentem.

Wszystko co wydarzy się na ulicy naszego dorastania, kogo na niej spotkamy, odciśnie na nas swoje piętno. Pozostanie w nas nawet, gdy tę ulicę opuścimy. Pozostaną rzeczy dobre i złe. Ulica Ester tonie w mroku ludzkich spraw.

Świetny portret psychologiczny młodej kobiety, jak i rodziny w kryzysie – biernej i jednocześnie niezbyt stabilnej. Głos dziecka pragnącego szczęśliwej rodziny – wspierającej i kochającej.

Książka inspiruje do przemyśleń na temat okresu własnego dzieciństwa. Czy jest ono źródłem naszej siły, czy też przepełnione smutnymi wspomnieniami, goryczą, która blokuje w rozwoju i życiu pełną piersią?

Literacko – proza najwyższych lotów. I, co jest typowe dla twórczości pisarki, bardzo osobista, niemalże intymna, oparta o jej własne doświadczenia. Warto zapoznać się z tą książką także z tego powodu, że otrzymujemy tutaj obraz innej Danii niż jest znana współcześnie – jako państwo opiekuńcze, dobrobytu i szczęśliwych ludzi, zadowolonych z poziomu życia.


Zapisane cytaty:

„Temu co niezauważalne, dane jest żyć najdłużej.”

„Niespełnionymi nadziejami lepiej z nikim się nie dzielić.”

„Bez rozmowy nikt na dłuższą metę nie może odczuwać zadowolenia.”

poniedziałek, 16 października 2023

Moja rodzina na piętrze – Magda Louis

Wielowątkowa saga rodzinna, opowiedziana z perspektywy starszej kobiety, przekonanej o tym, że „wszystko już przeżyła”. Antonina Pogorzelska ma osiemdziesiąt lat i pewnego dnia postanawia, że już nie wyjdzie z domu. Spokojnie poczeka sobie na śmierć... Nic nowego jej w życiu nie czeka. W decyzji tej jest konsekwentna. 


Przez jej dom przewijają się członkowie rodziny oraz sąsiedzi, których pojawianie się stanowi przyczynek do wspomnień pani Tosi. Sięgają one młodzieńczych lat narratorki. Kompozycja książki – nie linearna – powoduje, że z pozoru zwykłe wspomnienia, układają się w dynamiczną i naprawdę miejscami, trzymającą w napięciu opowieść. Przeskoki czasowe absolutnie nie zaburzają komfortu czytania, wzbudzają ciekawość.

Tosia rozprawia się ze stereotypami i stylem życia Polski powojennej, kiedy dorastała, i współczesnej, kiedy bardziej jest jego obserwatorką niż aktywną uczestniczką. Dzieli się spostrzeżeniami na temat nawyków ludzi. Inspiruje do przemyśleń; co rządzi naszym życiem: los, przypadek, przeznaczenie, czy nasza wola?

Świetna powieść na jesień. Ciepła, ale nie przesłodzona. Życiowa, prawdziwa. Podobał się mi dystans głównej bohaterki do współczesności. Obce jest jej zgorzknienie, a tak bliskie zrozumienie i wyrozumiałość dla innych, szczególnie osób młodych.


„Ludzie krzywdzili się słowami odkąd słowo powstało i była to broń gorsza niż broń atomowa.”


niedziela, 24 września 2023

Olive powraca – Elizabeth Strout

Powróciłam do Olive jak do starej, dobrej znajomej. Olive jest starsza niż w pierwszej części, zatytułowanej po prostu „Olive Kitteridge”. Zmieniła się jej sytuacja rodzinna, osobista. I mam wrażenie, że zmieniła się ona sama. Złagodniała. Stała się bardziej stonowana, refleksyjna. Wciąż przenikliwa, czasami wścibska, kąśliwa. Ale przy tym tak cudownie, zwyczajnie ludzka. I prawdziwie empatyczna. Rozumiejąca, choć nie koniecznie wyrozumiała. Olive uczy, że rozmowa jest kluczem do porozumienia. I, że nigdy nie jest na nią za późno.


Podobnie jak w przypadku „Olive Kitteridge”, mamy do czynienia ze specyficzną kroniką życia głównej bohaterki i otaczających ją mieszkańców niewielkiego miasteczka Crosby w Nowej Anglii na północy USA. Niektórzy z nich są Olive bliscy, inni nie. Ale historia każdej postaci tworzy kalejdoskop pasjonujących ludzkich życiorysów.

Strout gra naszymi emocjami, ale nie wykorzystuje ich. Doskonale kreśli uczucia dojrzałych ludzi i określa ich prawo do bliskości. Prawo do własnego życia, w tym uczuciowego. Tak łatwo wśród powieściowych bohaterów, ich przeżyć, refleksji, życiowych postaw, odnaleźć siebie samego. To książka o przemijaniu, o starzeniu się, ale ileż w niej życia!

Rozstajemy się z Olive bardzo już starą. Olive, która musi „zaprzyjaźnić” się z… pieluchami dla dorosłych. Olive, która z racji starczej, postępującej niedołężności traci samodzielność i mobilność.

Ale nie traci godności. Specyficznego poczucia humoru. Błyskotliwości.

Będę za tobą tęskniła Olive…

Bardzo. Bardzo. Bardzo.

Ach, Olive…


Audiobook w interpretacji pani Izy Kuny – wspaniały!

I nie wiem dlaczego, ale ta część podobała się mi jeszcze bardziej niż część pierwsza. Może to właśnie zasługa lektorki?

niedziela, 10 września 2023

Regulamin tłoczni win – John Irving

Prowadzony przez ekscentrycznego doktora Wilbura Larcha sierociniec St. Cloud's w stanie Maine, to miejsce wyjątkowe. Przybywają tutaj kobiety, aby urodzić i zostawić niechciane dzieci. Albo… poddać się aborcji. To także dom Homera Wellsa, który po kilku nieudanych próbach adopcji, ostatecznie pozostaje w ośrodku i dorasta pod okiem ukochanego opiekuna. Sierociniec staje się dla niego domem, a nie przystankiem do pozyskania nowej rodziny. Jego życie odmienia pojawienie się w St. Cloud's młodych zakochanych: Candy i Wally'ego. Oni dają Homerowi miłość i przyjaźń. Rodzinę. W przewrotnej konfiguracji.


Po raz pierwszy z twórczością Irvinga zetknęłam się jako nastolatka, dzięki książce „Świat według Garpa”. Od Garpa skradłam marzenie o szczęściu czerpanym ze zwyczajnego bycia z najbliższymi. Kilka lat później, poznałam smak tego niemalże intymnego uczucia, towarzyszącego rodzicom skradającym się do pokoju swoich śpiących dzieci, by na nie popatrzeć i doświadczyć szczęścia.

„Regulamin…” to chyba sztandarowe dzieło Irvinga. Styl pisarza zachwyca intelektualnie, przede wszystkim porusza, budzi emocje. Irving ma rzadko spotykany dar opowiadania. Z charakterystyczną kąśliwością i dystansem, subtelnym humorem, czasami przewrotnym. Idealny mariaż komizmu i dramatu. Nie koloryzuje, wręcz przeciwnie – nie boi się chropowatości w kreowaniu literackiej rzeczywistości, jest niezastąpiony w wizualizacji. Czuć jego fascynację powieścią XIX-wieczną. Wyrazista fabuła, długa narracja z dobrze zarysowanymi postaciami. Tworzy świat pełny. Nawet postacie drugoplanowe wchodzą w życie wiodących bohaterów ze swoją obszerną historią.

Akcja „Regulaminu…” rozciągnięta na przestrzeni kilkudziesięciu lat, powoduje, że czytelnik przywiązuje się do bohaterów i silnie przeżywa ich losy.

Powieść dogłębnie poruszająca, tkliwa, osobliwa, angażująca emocje i myśli. Wysłuchałam jej w formie audiobooka w genialnej interpretacji pana Marcina Popczyńskiego. GENIALNEJ!

Zdecydowanie jedna z najlepszych książek, jakie czytałam. Lektura obowiązkowa, jeśli zależy nam na kształtowaniu własnego gustu literackiego.

Na podstawie książki nakręcono film "Wbrew regułom". 

Cytaty:

„Jeżeli grzechem jest wywyższać się nad innych, to wywyższać się ze względów moralnych, jest grzechem najcięższym.”

„Nawet w czasach najbardziej oświeconych, będą się rodzić niechciane dzieci"

„Z upływem czasu ludzie, którzy tak wiele kiedyś dla nas znaczyli, wyłaniają się z mroków zapomnienia ujęci w cudzysłów.”

piątek, 18 sierpnia 2023

Lekcje chemii – Bonnie Garmus

Chociaż to połowa mojego czytelniczego roku, jestem PEWNA, że to będzie NAJLEPSZA książka jaką w nim przeczytam (a ściśle mówiąc przesłucham). Elizabeth Zott była i jest ze mną w każdej chwili. Jestem tą książką zachwycona. Chociaż jej wysłuchałam jako audiobooka, kupię wydanie książkowe, bo chcę do niej wracać.
Rzadko wystawiam ocenę 10 w skali od 1do10 według portalu lubimyczytac.pl, ale w przypadku tej powieści nawet dyszka to za mało!


Jestem absolutnie zachwycona tą książką.

Pokochacie Elizabeth Zott. Jestem tego pewna.

Zabierze Was na lekcję szacunku do samej siebie. Na lekcje siły i wiary w swoje kompetencje, umiejętności i pasje. Nauczy mówić serio – zawsze serio o swoich uczuciach i pragnieniach. Ta powieść to synonim intelektu i inteligencji. Z nieprawdopodobną mocą dopingowania do tego, aby być wiernym swoim priorytetom, nawet jeśli życie zmusza do bycia elastycznym wobec zaistniałych okoliczności. To historia, która dodaje odwagi, która motywuje.

Akcja powieści ma miejsce w latach 50-ych w Stanach Zjednoczonych, gdy rola kobiety sprowadzona była do bycia dobrą gospodynią, panią domu – uległą, podporządkowaną: mężczyznom, systemowi i stereotypom. Elizabeth na tym tle jawi się niczym dziwoląg: ukierunkowana na pracę naukową, stawiająca granice dla poszanowania własnej kobiecości, ale i człowieczeństwa. Domagająca się szacunku i zdobywająca go! Nie udaje, nie przymila się. Prostolinijna. Prawdziwa. Elizabeth nie potakuje. Wyznacza granice. Nie godzi się na podrzędną rolę kobiet. Nie daje się wmanewrować w stereotypy kulturowe.

Wspaniale nakreślone postacie główne i drugoplanowe, w tym… zwierzęce – ach, cudowny Szósta trzydzieści :) Świetnie poprowadzona dramaturgia. Dopracowane zakończenie. Piękna i naprawdę wyjątkowa miłość. Piękna, szczera przyjaźń.

Historia Elizabeth będzie ze mną zawsze. W chwili zwątpienia w siebie i w ludzi, chwili niewiary we własne możliwości i przygnieciona podłością świata przypomnę sobie Ciebie, Elizabeth.

Wpadnijcie do niej na kawę, którą przygotuje w… palniku Bunsena. Naczynia wyczyści oparami węglowodorów, a zupę doprawi szczyptą chlorku sodu.

Dziewczyny, kobiety, mężatki, singielki, matki, babcie, panie w każdym wieku i różnych życiowych ról – niech ktoś za Was nakryje do stołu! Potrzebujecie teraz chwili dla siebie! Aby rozpocząć lekcję z Elizabeth Zott! Wyjdziecie z niej silniejsze!


Zapisane cytaty:

„Często najlepszy sposób, aby poradzić sobie z czymś złym, to odwrócić to coś o 180 stopni, wykorzystać jako siłę, nie zgodzić się, żeby to coś złego cię zdefiniowało. Walczyć z tym!”

„Ludzie potrzebują otuchy.”

„Co by było, gdyby wszyscy mężczyźni traktowali kobiety serio?”



czwartek, 20 kwietnia 2023

Wrony – Petra Dvořáková

Niektórzy ludzie zwyczajnie nie powinni mieć dzieci. To moja konkluzja po przeczytaniu tej książki. Smutnej i oblepiającej trudnymi emocjami.


Opowieść z perspektywy dziewczynki doświadczającej nieustannego znieważenia ze strony rodziców jest druzgocząca. Dodatkowy głos matki, jako drugiej narratorki, potęguje grozę losu dziecka dorastającego w emocjonalnie spaczonej rodzinie.

Matka Basi przypomina mi gorsze wcielenie pani Anieli Dulskiej. Wszystko na pokaz, i najważniejsze co ludzie powiedzą. Bez cienia refleksji, samo zło i nasycenie nienawiścią. Chociaż z pozoru „normalny” dom, „normalna” rodzina. Uosobienie tego, kim nie powinna być matka. Niesprawiedliwa, tylko każąca i... stale karząca. Nieczuła. Wzbudzała we mnie tylko obrzydliwe uczucia. Żadnego wytłumaczenia dla bezdusznego podejścia do córek. Bo nawet tę faworyzowaną, Kasieńkę, traktowała tak naprawdę przedmiotowo.

Ta historia boli. Jest sprzeczna z moimi uczuciami, jakie mam wobec cudu rodzicielstwa. Żałuję, że ją przeczytałam. Nie dlatego, że to zła literatura – wręcz przeciwnie, bardzo dobrze skonstruowana i dobrze napisana opowieść o rodzinie, jakiej NIGDY być nie powinno. Ale świadomość, że takie historie się zdarzają, że takie matki są, że tacy ojcowie są, budzi mój sprzeciw!

Przemoc wobec dziecka, które rodzic z NATURY ma kochać, wspierać i chronić, jest najwyższym stopniem braku człowieczeństwa.

Nawet wrony, mieszkające pod oknami domu państwa Lundak, wiedzą, jak troszczyć się o potomstwo… Jak dawać im skrzydła, by były szczęśliwe.

środa, 8 lutego 2023

Miasto niedźwiedzia – Fredrik Backman

Mała społeczność w niewielkim mieście, zamknięta gdzieś w szwedzkich lasach. To zamknięcie jest też symboliczne w kontekście tego, co się tutaj wydarzy i tego, jak odnajdą się w całej historii mieszkańcy Björnstad. Powieść duszna, gęsta, momentami wręcz emocjonalnie klaustrofobiczna, uf… naprawdę musiałam odpocząć od uczuć, jakie generuje.


Zwykła impreza nastolatków zmieni życie ich i całego miasta. Oburza zarówno zaistniała przemoc, jak i reakcja otoczenia, na to co wydarzyło się w domu lokalnej gwiazdy hokeja. Bo Björnstad żyje hokejem i nadzieją na sukces miejskiej drużyny juniorskiej. A wydarzenia w willi obnażyły żałosną prawdę o tym, jak „szybko można kogoś przekonać, by przestał widzieć człowieka w człowieku”.

Autor doskonale buduje napięcie i kreśli wiarygodny portret małej społeczności, gdzie zawsze znajdą się tacy, którzy znaczą i mogą więcej. Książka przejmująco empatyczna. Backman to mistrz obserwacji ludzkiej psychiki. Przy czym nie ułatwia czytelnikowi sprawy – moralnie wiemy, po której stronie się opowiedzieć, przemoc jest złem i koniec, ale… po stronie osoby zadającej zło, też są ofiary. Bo osoba, która jest autorem przemocy, krzywdzi nie tylko swoją ofiarę i jej bliskich – krzywdzi też swoje otoczenie.

Powieść demaskuje wychowawcze oddziaływanie dorosłych na młodzież. Wszyscy pokładają nadzieję na przyszłość swoją i miasta w sportowej młodzieży – wszak sukces sportowy drużyny z miasta może przyciągnąć sponsorów, inwestycje – chociażby w szkołę sportową. Jednak nie każdy ma czyste intencje. A kiedy jest się nastolatkiem, wszystko przeżywa się mocniej, wyraziściej i bardziej zero-jedynkowo, potrzebuje się jasnego przekazu, moralnej czystości. A nie każdy dorosły mieszkaniec mógł to zaoferować nastolatkom z miasta niedźwiedzia.

Piękny obraz siły rodzicielstwa. Książka doskonała dla każdego dorosłego wychowującego, bądź pracującego z młodymi ludźmi – oni patrzą i widzą przejrzyście: co swoją postawą dorośli przekazują nastolatkom? Książka doskonała dla każdego nastolatka – nie tylko czyny, ale i słowa to przemoc. A przemoc ZAWSZE jest okrucieństwem i na ZAWSZE rani.


Zapisane cytaty:

„Robię krok w tył tylko po to, by nabrać rozpędu.”

„To straszna rzecz. Mieć tajemnicę przed tymi, których się kocha.”

„Przyznanie się do hipokryci, to najtrudniejsza rzecz na świecie.”

„Samemu jest się nikim na tym świecie.”

„Wszystkich innych ludzi zaczyna się kochać kiedyś, ale nie dziecka. Je kocha się od zawsze, jeszcze zanim się pojawi.”

„Nadchodzi nowy dzień. Jak zawsze.”

wtorek, 24 stycznia 2023

Coraz mniej światła – Nino Haratischwili

„Każdy człowiek powinien mieć prawo do wystarczającej ilości światła!”


Koronkowo rozbudowana fabuła, skupiona na historii czterech przyjaciółek, opowiedziana na tle przemian społeczno-politycznych w Gruzji, po upadku sowieckiego świata, na przełomie lat 80 i 90 XX wieku. Nowa rzeczywistość tego kaukaskiego kraju rodziła się w głębokiej czerni. Poznajemy Gruzję chaosu, gdy prawo współtworzyli ludzie moralnie niejednoznaczni, często z półświatka, a państwo było wciąż chwiejną konstrukcją. Autorka bezkompromisowo rozlicza swoją ojczyznę i patriarchalne społeczeństwo z życia w myśl alternatywnych standardów – z jednej strony tęskniące za wolnością, z drugiej tonące w demoralizującej, podwójnej moralności.

Dina, Ira, Keto i Nene – cztery dziewczyny, poznajemy jako nastolatki, jeszcze bezpiecznie zaryglowane w teraźniejszości. Dzięki wspomnieniom narratorki – Keto, obserwujemy, jak wyważają się drzwi do ich przyszłości.

Retrospektywna wystawa fotografii Diny, staje się pretekstem do spotkania po latach dojrzałych już kobiet, a także stanowi klamrę spinającą opowieść o losach gruzińskich rodzin, połączonych jednym podwórkiem w Tbilisi. Stolica Gruzji, dążącej po upadku Związku Radzieckiego do wolności, wieloetniczne miasto, w którym dorastały bohaterki, oddane jest barwnie i sugestywnie. Jej ulice na przełomie lat 80 i 90 stają się areną krwawych starć.. W zalewie wspomnień o bezsensownej śmierci, przemocy, strachu, bohaterki próbują wyłuskać to, co było wówczas dla nich piękne. Bo przecież pomiędzy całym tym złem, doświadczały też pięknych emocji, przyjaźni i miłości.

„Coraz mniej światła” jest powieścią napisaną z rozmachem, ale też i niebywale… kameralną. Intymną. Czułą, pomimo wszechobecnego zła pod różną postacią. Mistrzowski portret jednej z ważniejszych wartości i potrzeb człowieka: PRZYJAŹNI.

Czy ta książka mnie zachwyciła? 
Nie w takim stopniu jak „Ósme życie”, ale to byłoby niesprawiedliwe oczekiwać od pisarza, aby za każdym razem tworzył dzieło o identycznym ładunku emocjonalnym.

Czy mnie rozczarowała? 
Absolutnie NIE. Dostałam dokładnie to, czego po tej pisarce oczekiwałam: kawał pięknej literatury. Wnikliwej. Niepowtarzalnej. Wielowymiarowej. Z doskonale sportretowanymi postaciami, nie tylko tymi pierwszoplanowymi, co czyniło, że naprawdę dobrze czułam się w opowiadanej historii.

Spotkanie z tą powieścią może stać się dla każdego powrotem do własnych wspomnień, rozmyślań o budowanych relacjach, przyjaźniach, które być może przetrwały różne etapy życia każdego z nas.
Dla mnie była to też nostalgiczna podróż do dawnej fascynacji fotografią analogową. Powrócił do mnie klimat ciemni fotograficznej, zapach chemikaliów, ten czarodziejski moment, gdy na papierze fotograficznym zanurzonym w kuwecie z roztworem wywoływacza, pojawiały się utrwalone na kliszy chwile. Fotografia cyfrowa niestety już tej magii nie posiada…

Zdjęcia, które wykorzystałam do prezentacji „Coraz mniej światła” wywołałam sama w małej, domowej ciemni, dawno, dawno temu…


Zapisane cytaty:

„W zdrowym społeczeństwie, w stabilnym i naturalnie rozwijającym się kraju pragnienie miłości nigdy nie może pozostawać w sprzeczności z samorealizacją.”

„Wszyscy mamy swoje kłamstewka, które służą nam czasem za podporę.”

„Każdy człowiek powinien mieć prawo do wystarczającej ilości światła!”


poniedziałek, 9 stycznia 2023

Niespokojni ludzie – Fredrik Backman

Rzadko czytam komediodramaty, gdzie tragizm i komizm współgrają z wiarygodnością i absurdem, ale dla tej książki warto wyjść ze swojego targetu czytelniczego. Dynamicznie napisana, miejscami sarkastyczna, a jednocześnie tak bardzo chwytająca za serce.


Fabuła w sumie prosta: dwóch policjantów w prowincjonalnym, szwedzkim miasteczku, przeprowadza dochodzenie w sprawie napadu na bank. Świadkowie i zakładnicy w jednym, robią wszystko, aby powiedzieć im jak najmniej. Dlaczego? Całą tę z pozoru zwariowaną opowieść poznajemy etapami, poprzez perspektywę poszczególnych bohaterów.

Plejada nietuzinkowych postaci, każda z własną historią, nielinearna trajektoria narracji powodują, że od lektury trudno się oderwać. Jednocześnie pisarz serwuje głębokie przemyślenia nad kondycją współczesnego człowieka i jego umiejętnościami społecznymi, zmuszając tym samym czytelnika do snucia własnych refleksji. Czuć wnikliwego, empatycznego obserwatora teraźniejszości. Imponuje znajomość ludzkiej psychiki i mechanizmów działania w różnych sytuacjach, co czyni lekturę fascynującą podróżą do wnętrza własnych przekonań.

Każdy ma swoje kompleksy, demony i leki, a ta książka to demaskuje. Każdy z bohaterów walczy ze swoją własną historią życia.

Nie dziwię się, że książka została sfilmowana. Frederik Backman trafia na moją listę pisarzy, których zamierzam przeczytać w całości.

W tej powieści można widzieć historię napadu na bank. Albo o mieszkaniu na sprzedaż. Albo o dramacie zakładników. Albo o ludziach, którzy szukają czegoś, co da im stabilizację, o co warto walczyć, i na co warto czekać. A może to historia o… moście?

A co Ty dostrzeżesz w „Niespokojnych ludziach”?


Zapisane cytaty:

„Życie nie zawsze układa się tak, jak człowiek sobie zaplanuje.”

„Bo oto właśnie zadanie rodzica: być ramionami.”

„Bo czy można być naprawdę szczęśliwym non stop? Jak znaleźć na to czas?”

„Czas płynie szybciej niż się sądzi.”

„Posadźcie dziś jabłonkę, nawet jeśli wiecie, że jutro skończy się świat.”

środa, 30 marca 2022

Mleko matki – Nora Ikstena

„Moje narodziny zmusiły mnie do życia.”

Pisząc o książce „Mleko matki” nie sposób jest mi uciec od kontekstu obecnej sytuacji za naszą wschodnią granicą.

„Mleko matki” to obraz tego, jak imperialistyczne zapędy jednego pseudomocarstwa potrafią dewastować ludzkie życiorysy. A najsmutniejsze jest to, że owo pseudomocarstwo nadal zieje jadem i sieje spustoszenie. Cóż niby takiego cennego masz Rosjo do zaoferowania, że chcesz „uszczęśliwić” tym inne narody?

Cóż takiego wspaniałego chciałaś dać Łotwie, gdy w 1940 roku łapczywie zagrabiłaś to maleńkie skromne państwo nadbałtyckie, wchłonęłaś w swój nieludzki moloch? Odbierając ludziom prawo do zwykłego, spokojnego życia, osobistego rozwoju, pracy zgodnej z wykształceniem? Dlaczego wówczas bałaś się i nadal boisz się ludzi światłych, wrażliwych, myślących?

„Mleko matki” można odczytywać jako różnorodny obraz macierzyństwa, czy też studium dość skomplikowanych relacji rodzinnych. Ale w szerszym aspekcie to niesamowita opowieść o pragnieniu WOLNOŚCI. Prostym, zwyczajnym prawie człowieka do samostanowienia, bez strachu, bez potrzeby tłumaczenia każdej własnej decyzji. (Prawo do życia na własnych warunkach – do diabła! Rosjo! Czy to tak dużo!!!!!!!!)

 

Powieść ma formę naprzemiennego monologu matki i córki – nie są podane ich imiona, a według mnie ta anonimowość jest w pewnym sensie symboliczna... Losy matki to typowy obraz działania władzy totalitarnej wobec jednostki. Podporządkować, inwigilować, nie dać żyć po swojemu! Znamienne jest zafascynowanie matki arcydziełem literatury „Rok 1984” autorstwa George’a Orwella, które jak wiadomo demaskuje jakikolwiek reżim totalitarny.

Wzrusza postawa córki, która świadoma bezwolności matki, jej słabości i rezygnacji z życia, wciąż przy niej trwała. Nieprawdopodobnie odmalowany jest intymny świat miłości istniejącej pomiędzy dzieckiem i matką.

Podczas lektury zdarzyły się mi kilkakrotnie flashbacki. Moje dzieciństwo przypadło na końcówkę  PRL – czasów, gdy Polska wciąż znajdowała się pod pseudoczułą opieką Wielkiego Brata ze wschodu. Siermiężna szarzyzna – to zostało w mojej pamięci. A przecież to tylko zgrzebna fasada, za którą kryło się wiele ludzkich dramatów i zła.

Książka piękna. Nieoczywista. Ponadczasowa. Choć obrazuje pewną słabość człowieka wobec systemu, to jednak tchnie siłą i miłością. Gorąco polecam.


środa, 14 lipca 2021

Shuggie Bain – Douglas Stuart

Tę książkę skończyłam czytać ponad dwa tygodnie temu, ale dopiero teraz dzielę się swoimi przemyśleniami. Potrzebowałam czasu, aby uspokoić emocje, uniknąć sentymentalizmu, nie chciałam, aby moją opinię zdominowało niesamowite poruszenie historią małego Shuggiego Baina...


Teraz jednak już wiem, że nie da się od tych uczuć uciec. Wiem też, że po „Ósmym życiu”, to druga najważniejsza książka, jaką dotychczas przeczytałam w tym roku.

Nie ukrywam też, że mniej więcej w połowie powieści zaczęłam szukać informacji o autorze – Douglasie Stuarcie i dopiero wywiad z nim pozwolił mi czerpać z tej książki siłę. Dlatego też wszystkim, którzy sięgną po tę pozycję zachęcam do przeczytania wywiadów z pisarzem, a właściwie projektantem mody, którego korzenie sięgają szkockiego Glasgow.

Bo „Shuggie Bain” to beletryzowana historia dzieciństwa i wczesnej młodości Stuarta. Dzieciństwa, które przypadło na trudne lata osiemdziesiąte w Anglii – czas reform Margaret Thatcher.

„Żelazna Dama” wyprowadzała państwo z zapaści gospodarczej poprzez bezwzględne stosowanie zasad wolnego rynku. Prywatyzacja i likwidacja państwowych przedsiębiorstw spowodowały dramatyczny wzrost stopy bezrobocia oraz doprowadziły do powstawania enklaw biedy, szczególnie w regionach utrzymujących się do tej pory z przemysłu wydobywczego.

W takiej rzeczywistości poznajemy losy Agnes Bain i jej rodziny (córki Catherine, synów Leeka i Shuggiego, byłego męża Shuga, rodziców Lizzi i Wulliego Campbell) oraz całej plejady współtowarzyszy tego ponurego, jałowego życia – beneficjentów opieki społecznej. Żyjących rytmem „wtorkowego” – tygodniowej zapomogi wypłacanej najuboższym. Żyjących tymczasowością naznaczoną poczuciem beznadziei, niemocy, biernością. Wreszcie – i to jest clou powieści – unurzanych w nałogach.

Shuggi już jako kilkuletni chłopiec jest świadomy powolnego staczania się własnej matki w otchłań alkoholizmu. Mimo wszystko, z dziecięcą miłością wierzy, że znajdzie sposób, aby wyrwać ją z dna. To właśnie relacje łączące Shuggiego z matką porażają wrażliwość czytelnika. Przerzucanie przez dorosłych własnych problemów na kruche barki swoich dzieci jest w moim odczuciu… bestialstwem, emocjonalnym żerowaniem na bezwarunkowej miłości dziecka. Jest niedopuszczalne! Zawsze wywołuje to we mnie sprzeciw!

Moje serce łamały opisy emocji, jakie towarzyszyły Shuggiemu, kiedy wracał ze szkoły i po dobiegających z domu dźwiękach, zapachach, układzie firanek w oknach, starał się odczytać co zastanie w środku, w jakim stanie będzie matka. Czułam jego strach, samotność, smutek…

Poruszają jego zabiegi mające na celu chronienie matki przed innymi…

Sam Shuggi jest nieakceptowany w środowisku szkolnym i wyśmiewany w szorstkiej społeczności robotniczych przedmieść Glasgow. Odbierany jako zbyt „dziewczęcy”, wyzywany od „ciot”, „pedałów”. Jest to dla niego tym bardziej bolesne, że początkowo sam nie rozumie swojej odmienności i seksualnej tożsamości.

Wrażliwy, delikatny chłopiec rośnie w poczuciu tego, że jest słabszy, inny i gorszy. Ma sączone do uszu przez najbliższych sprzeczne sygnały:

„Uczucia są dla cieniasów” – głosił jego brat Leek.
„[…] chowanie się jest dla tchórzy” – oznajmiała jego siostra Catherine.
Ojciec Shug wyznaje zasadę: „Uderz zanim sam zostaniesz uderzony.” 
O matce słyszy od rodzeństwa: „Będzie piła tyle, że wypłucze całą dobroć z serca.”

Bezsilność tego dziecka jest tak trudna do uniesienia…

To wyjątkowa powieść. Ważna. Wspomnę jeszcze raz na koniec – aby unieść jej mroczny realizm, frustrujący ciężar, warto zapoznać się z życiorysem autora.

Książka napisana jest plastycznym językiem. Tutaj z pewnością należą się ukłony w stronę tłumacza Krzysztofa Cieślika, który doskonale oddał charakter niedbałej, miejscami prostackiej mowy – jakby nie patrzeć – angielskich nizin społecznych.

Książka w roku 2020 została wyróżniona Nagrodą Bookera – najbardziej prestiżową nagrodą literacką w Wielkiej Brytanii.


Zapisane cytaty:

„Nie poddawaj się, bez względu na wszystko, nawet jeśli nie dla siebie, nawet jeśli tylko dla innych. Nie poddawaj się. Tak robią mamy.”

„Jestem w płomieniach lecz nie płonę.”

„Nawet w ciemnościach wciąż jest nadzieja.”

„Płomienie nie są jedynie końcem, to także nowy początek.”

„Wszystko co człowiek zniszczył, można odbudować.”

„Tylko sam możesz sobie pomóc.”









środa, 12 maja 2021

Jean E. Pendziwol – Córki latarnika

Zawsze, gdy rozpoczynam lekturę książki, lubię sprawdzić w jakich przestrzeniach czasowych oraz miejscu rozgrywa się akcja. W przypadku „Córek latarnika” ma to istotne znaczenie, aby wgryźć się w klimat opowiadanej historii, poczuć jej magię.


Jean E. Pendziwol zabiera czytelnika w świat kanadyjskich Wielkich Jezior pierwszej połowy XX wieku. Poznajemy rodzinę latarnika stacjonującego na Wyspie Porfirowej na Jeziorze Górnym. Wkraczamy w surowe życie ludzi, których rytm codzienności wyznacza przyroda i konieczność nadawania sygnałów świetlnych lub dźwięków buczków mgłowych, które wspierają nawigację statków transportowych.

Narracja prowadzona jest dwutorowo – przez będącą już u schyłku życia Elizabeth i młodziutką, doświadczoną przez los, ale dopiero wchodzącą w dorosłość Morgan.

Nie bez znaczenia są współczesne ramy czasowe powieści, których główną postacią jest Morgan Fletcher – zbuntowana nastolatka, poddana za drobne przewinienie procesowi resocjalizacyjno-readaptacyjnemu. Morgan ma wykonać prace społeczne na rzecz domu opieki, gdzie zamieszkują starsze osoby. Tutaj poznaje Elizabeth Livingstone – niedowidzącą staruszkę, z którą nawiązuje nić porozumienia. Na prośbę starszej pani, Morgan rozpoczyna lekturę dziennika prowadzonego przed wielu laty przez ojca Elizabeth. Tym samym rozpoczynamy wędrówkę szlakiem głęboko skrywanych rodzinnych tajemnic. Szlakiem, na którym nie tylko Elizabeth, ale też Morgan odnajdzie cząstkę swojej tożsamości.

Dzieciństwo Elizabeth charakteryzowały izolacja, ciężka praca w latarni i troska o siostrę bliźniaczkę Emily, która była… inna – zamknięta w świecie swojej wyobraźni, bez kontaktu werbalnego z otoczeniem. Przepięknie przedstawiona jest siostrzana bliskość – troska, poświęcenie i miłość.

Niezwykle ciekawie zilustrowana jest też więź jaka zaczyna łączyć staruszkę i nastolatkę. Dużo tutaj mądrości, zrozumienia, na szczęście brak moralizatorstwa i przekonania o nieomylności płynącej z racji życiowego doświadczenia, często występującej u osób starszych.

Początek znajomości dwóch bohaterek daje obraz tego, jak często bywamy obojętni wobec osób starszych. Wydaje się nam, podobnie jak Morgan, że taka osoba nie ma już przed sobą życia, a tego co przeżyła już nie pamięta, a więc niejako jest pozbawiona i przeszłości. Warto zagłębić się w lekturę „Córek latarnika”, aby przekonać się, że nie jest to prawda.

Książkę czyta się z zainteresowaniem, zmiana narracji – prowadzonej zamiennie przez Morgan, Elizabeth i nieżyjącego od lat latarnika, który przemawia poprzez karty zapisanego dziennika – pozwala na poznanie całej historii z różnej perspektywy. Nadaje całości dynamiki.

Powieść skradnie serca fanom rodzinnych historii, zawiłych tajemnic, fabuły odwołującej się do autentycznych realiów konkretnych miejsc i społeczności.

Dajcie się poprowadzić światłu latarni morskiej…


Zapisane cytaty:

„Czas płynie dużo szybciej, jeśli z kimś się go dzieli.”
„To niezwykłe jak człowiek potrafi kochać. Odczuwać głęboką więź z kimś, kogo w sumie nie zna.”
„Wojna i śmierć potrafią uciszyć najsilniejszego.”
„Swoim zachowaniem ludzie mówią czasem coś, czego nie potrafią wyrazić słowami.”
„W pewnym momencie życia każdy pyta siebie: Kim jestem? Rzecz w tym, że nieważne jest, kim się jest ani kim się było. Ważne jest, kim można być.”
„Strach tak szybko przeradza się w gniew.”

środa, 28 kwietnia 2021

Gdzie poniesie wiatr – Kristin Hannah

"Miej swoje zdanie...
bądź konsekwentna...
podejmuj ryzyko...
nigdy się nie poddawaj."

Najnowsza powieść Kristin Hannah, ważkością podjętego tematu, moim zdaniem dorównuje jej słynnemu „Słowikowi”.


W „Gdzie poniesie wiatr” Hannah swoich bohaterów umieszcza w jednym z najczarniejszych – dosłownie – okresie historii Stanów Zjednoczonych, Wielkiego Kryzysu, jaki nastąpił po Czarnym Czwartku 24 października 1929 roku. Dniu, który zachwiał Nowojorską Giełdą Papierów Wartościowych i stał się początkiem ogólnoświatowego kryzysu ekonomicznego. W USA krach zbiegł się z katastrofalnymi anomaliami pogodowymi określanymi mianem Dust Bowl. Klęska ekologiczna, będąca skutkiem suszy i silnej erozji gleb, objęła w okresie od 1931 do 1938 roku dziewiętnaście stanów na obszarze Wielkich Równin w Stanach Zjednoczonych. Między innymi stan Teksas, gdzie wśród pszenicznych farm poznajemy Elsę.

Wychowana w dość zamożnym, konserwatywnym domu, od dzieciństwa z łatką słabej, chorowitej, a dodatkowo niezbyt urodziwej i niechybnie pozbawionej przyszłości w postaci możliwości założenia rodziny. Być może dlatego, pozbawiona prawdziwej uwagi i miłości swoich najbliższych, całkiem irracjonalnie i wbrew wychowaniu, rzuciła się w związek, który w jej przeświadczeniu dawał nadzieję na dobre życie i poczucie przynależności.

Niespodziewanie dla samej siebie w nowej rzeczywistości odnalazła w sobie siłę, która ją samą zaskakiwała. Zyskała też wsparcie i uczucie, choć nie koniecznie tam, gdzie spodziewać się tego powinna.

Losy Elsy ukazane na tle nędzy lat trzydziestych USA porażają realizmem i surowością. To nie jest Ameryka mlekiem i miodem płynąca, Ameryka możliwości i równości. To Ameryka brutalnej, mozolnej pracy, walki z żywiołami, z niesprawiedliwym traktowaniem, z pogardą, z uprzedzeniami, z brakiem tolerancji, z dyskryminacją, z wyzyskiem, wreszcie z ksenofobią skierowaną wobec migrantów wewnętrznych.

Elsę poznajemy jako dziewczynę, później kobietę z pozoru poddaną biegowi losu, bierną wobec tego, co niesie bezwzględna rzeczywistość. W najtrudniejszych chwilach mobilizuje ją wspomnienie słów bliskiej jej w dzieciństwie osoby: „Odwagi. Albo udawaj, że się nie boisz. Na to samo wychodzi.” Bo tak naprawdę w historii Elsy drzemie siła: ile razy upadała, ile razy życie przygniatało ją swoim ciężarem i przeciwnościami, zawsze z tego upadku dźwigała się. W tej cichej, pokornej kobiecie była niezłomność, która uwypukliła się dopiero w sytuacjach ekstremalnych. Źródłem jej waleczności, żarliwości w działaniu było też macierzyństwo: „Nic na świecie tak nie przywracało sił, jak miłość dzieci.”

Kristin Hannah po raz kolejny pokazuje w tej książce to, co stanowi o sile Jej pióra: świetne sportretowanie psychologiczne bohaterów, poruszające tło społeczne, burzliwe realia historyczne i wiarygodnie oddane relacje międzyludzkie.

Nie sposób przy okazji tej książki, nie wspomnieć o poruszającym „Słowie od autora”. Pisarka odwołała się w nim do aktualnych wydarzeń w świecie – pisała je w maju 2020 roku, gdy cały świat rozpoczynał zupełnie wówczas nieprzewidywalną, nieznaną walkę z pandemią koronawirusa. To także sytuacja, która niesie za sobą zagrożenia pozamedyczne: zachwianie stabilności gospodarczej, zagrożenie bezrobociem i powszechny lęk o przyszłość. „Gdzie poniesie wiatr” to powieść, która paradoksalnie pozwala czerpać nadzieję z trudnych doświadczeń innych ludzi.

„Odwagi!”

Wyruszcie wraz z Elsą Martinelli po lepsze życie. Choć to bardzo ponura historia, bardzo trudna emocjonalnie, niesie w sobie siłę, mobilizację do tego, aby nigdy, nigdy, NIGDY się nie poddawać!


Zapisane cytaty:

"Biblioteka. W książkach znajdzie odpowiedź na wszelkie pytania."

"Nie martw się umieraniem. Martw się, żeby nie przegapić życia. Odwagi!"

"W dziennym świetle wszystko lepiej wygląda."

"Nie jesteś gorsza od innych."

"[...] przebywając ciągle z tymi samymi ludźmi, nie zauważa się zachodzących w nich zmian."

"Jeśli nie masz innego wyjścia, udawaj odważną."

"[...] kto ma krótką pamięć, nie uczy się na błędach."

"Ludzie, którzy tkwią w przeszłości, nie mają szans na przyszłość."

"Miłość w dobrych czasach jest marzeniem. W złych ratunkiem."

"Miej swoje zdanie...
bądź konsekwentna...
podejmuj ryzyko...
nigdy się nie poddawaj."