Pokazywanie postów oznaczonych etykietą realizm magiczny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą realizm magiczny. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 11 stycznia 2024

Florentyna od kwiatów – Agnieszka Kuchmister

„Po co się zamartwiać czymś, co się jeszcze nie wydarzyło?”

Ta książka przewijała się w moich planach czytelniczych już od jakiegoś czasu. W końcu sięgnęłam po nią, niesiona zachwytem nad słuchaną aktualnie serią „Ślady Leszego” Magdaleny Zawadzkiej-Sołtysek, a także ubiegłoroczną lekturą „Starej Słaboniowej i Spiekładuchów” Joanny Łańcuckiej. Szukałam podobnych klimatów: odniesień do ludowych wierzeń, folkloru i specyfiki małej, wiejskiej społeczności, której rytm życia wyznaczają zmieniające się pory roku. I zapewne, gdybym nie miałam za sobą powyższych lektur, a w pamięci także i doskonałego „Prawieku i innych czasów” Olgi Tokarczuk, „Florentyna…” wywarłaby na mnie inne wrażenie.


Niestety czułam pewien niedosyt, czegoś mi brakowało. Trudno było mi zaangażować się emocjonalnie w opowiadaną historię. W moim odczuciu tej powieści bliżej do obyczajówki, niż magicznego realizmu. Nie zraża mnie wielość wątków, czy bohaterów występujących w powieściach, ale tutaj miejscami czułam się zawiedziona, że niektóre były ledwo muśnięte, jakby niedoprowadzone do końca, nie spięte wyraźnie w całość. Nie wybrzmiały tak, jak bym tego oczekiwała. Subiektywne uczucie, przyznaję.

Nie mniej wierzę, że można pokochać tę książkę. Dać się porwać magii związku człowieka z naturą, która stanowi tutaj jakby odrębnego, istotnego bohatera.

Florentyna przychodzi na świat we wsi Sokołów w roku, gdy Polska wraca po latach niewoli na mapę Europy. Jest wrażliwa na głosy natury, grają w niej baśniowe nuty. Przyglądamy się życiu Florentyny na przestrzeni wielu lat i wielu wydarzeń historycznych, które pomimo tego, że dzieją się gdzieś w oddali, mają wpływ na losy jej, i mieszkańców Sokołowa. Mocną stroną książki jest część, gdy akcja dociera do okresu II wojny. Autorka nie wprost, ale sugestywnie oddała zło, które wówczas toczyło ludzkość.

Ta książka kojarzy mi się z jednym słowem: tęsknota. Za ludźmi, za światem, który mija. Za trudnym do uchwycenia uczuciem szczęścia i osiągnięcia równowagi i stabilizacji w życiu.

czwartek, 30 listopada 2023

Baśń o wężowym sercu albo Wtóre słowo o Jakóbie Szeli – Radek Rak

Baśń kojarzy się nam z dzieciństwem. Magiczny świat, gdzie walczą ze sobą dobro i zło. Radek Rak w formie baśni literackiej, której bardzo blisko do realizmu magicznego, opowiada o Jakubie Szeli – postaci kontrowersyjnej z punktu oceny historycznej. Ale absolutnie nie jest to ani biografia tego galicyjskiego chłopa, przywódcy antyszlacheckiego powstania z roku 1846, ani też historyczny zapis ówczesnych czasów. Nie mniej, duch epoki oddany jest wiarygodnie, dlatego jako czytelnik czułam się w tej opowieści komfortowo. Autor zabiera nas jakby w dwa światy: jeden jest dokładnie umiejscowiony w czasie i ulokowany w konkretnych miejscach – nie ma tutaj domysłów: jesteśmy w Galicji z przełomu wieków XVIII i XIX, i drugiego, wyimaginowanego – obudowanego wierzeniami, zabobonami, lokalną mitologią.


„Baśń o wężowym sercu” pomimo tego, że zawiera wszystkie cechy fantastyczno-magicznej opowieści, dotyka ważnych problemów ludzkiego życia, a często głębokich kwestii egzystencjalnych. Postacie realne, w tym historyczne, współistnieją z elementami fantastycznymi. Jest to świetnie wyważone. Realia życia pańszczyźnianego chłopa w Galicji i panujących wówczas społecznych nastrojów (relacje chłop – mieszkańcy dworów) przeplatają się z opowieściami stricte baśniowymi, nierzeczywistymi, włącznie z naddawaniem zwierzętom i zjawiskom cech ludzkich i takichż motywów postępowania. Autor czyni to tak sugestywnie, że fragmenty, w których bohaterami stają się węże, wywoływały u mnie wzdrygnięcia – nie lubię i boją się tych zwierząt.

Opowieść ubrana jest w barwny, bogaty język literacki. Zachwyca jego poetyka zestawiona z dosadnym realizmem. Uczta, nawet dla kogoś, kto niekoniecznie odnajduje się w literaturze tego gatunku – zaliczam się do nich. Warstwa językowa tej powieści jest wybitna.

Wysłuchałam audiobooka, doskonałego w wykonaniu pana Piotra Grabowskiego. Uroczo w jego interpretacji brzmią nawet czytane przekleństwa – absolutnie nie rażą. Zresztą autor baśni nie epatuje wulgarnością, choć brutalne sceny są wyjątkowo realistyczne.

Świetna książka!



Cytaty:

„Serca raz ofiarowanego nie można tak po prostu odebrać.”

„To, co ważne zawsze zaczyna się od spraw błahych. Od byle czego zaczynają się miłości, te przynoszące szczęście i te przynoszące ból, i te które przynoszą jedno i drugie.”

„Drobne dziwactwa są znamionami wielkości.”

„Jak zło wprawisz w ruch, to toczy się po świecie i niejednego ubabrze, a ubabrany popycha je dalej.”

niedziela, 23 kwietnia 2023

Sąsiednie kolory – Jakub Małecki

Jestem szczęśliwa, że w Światowy Dzień Książki mogę zaprosić Was do lektury niezwykłej powieści. Pięknej. „Sąsiednie kolory” Jakuba Małeckiego to sto procent Małeckiego w Małeckim. Kto zna twórczość pisarza, wie o co chodzi. I jeśli ta książka wzbudzi w recenzentach opinię, że jakoby autor „wszedł na ścieżkę schematu”, to odpowiem: nie, Nie, NIE! To nie schemat! To STYL! To niepowtarzalna estetyka, która czyni Małeckiego twórcą wyjątkowym w polskiej literaturze współczesnej. Wyrazistym i rozpoznawalnym. Ujmuje mnie wyczuwalna w każdej linijce tekstu wrażliwość. Wyczucie ludzkich pragnień i tęsknot. Wirtuozeria kreślenia ich losów delikatnymi muśnięciami, które przemawiają do wyobraźni i własnych doświadczeń czytelnika. Umiejętność osadzania ich w wykreowanej rzeczywistości, ubarwionej szczyptą magicznego realizmu. Tyle ile trzeba, aby móc w życiorysach bohaterów próbować odnajdywać drogowskazy dla samego siebie. Tyle ile trzeba, aby z prozaicznej codzienności, wyłuskać drobinki niezwykłości. Bez spektakularnej fabuły, bez akcji pędzącej na łeb na szyję, niespodziewanych zwrotów w poszczególnych wątkach – a jednak nie da się oderwać od historii mieszkańców Koła latem 1929 roku.


Krystian Dzierzba, stolarz, wytwarzający dla mieszkańców Koła „meble na ostatnią drogę”, niespodziewanie dla samego siebie ulega fascynacji zmarłą kobietą, dla której ma zrobić zgodnie z wolą rodziny, trumnę. Czy rzeczywiście kobieta zmarła z tęsknoty? Czy to w ogóle jest możliwe? Co spowodowało, że stateczny mąż i ojciec, szanowany stolarz, zaczyna podążać śladami zmarłej Iwony Graczyk? Nie ma tutaj postaci głównych i drugoplanowych. Wszyscy są równoważni, tworzą związek przyczynowo-skutkowy. Szalona Leokadia wypatrująca kormoranów, tajemniczy Diabeł „z znikąd”, leczący tańcem doktor Stein, jego syn Mikołaj, dźwigający ciężar wydarzenia w obliczu, którego stchórzył, skrzywdzona Werka, wreszcie sam Krystian, jego żona Regina i córeczki Pola i Misia. Sąsiadujące ze sobą jednostkowe życiorysy, które przenikają się i mieszają niczym kolory w kole barw.



Myślę, że ta powieść jest pięknym prezentem dla mieszkańców rodzinnej miejscowości autora – Koła. Jestem pewna, że odnajdą w niej wiele, wiele smaczków, których inni czytelnicy tylko mogą się domyślić. Chociażby lokalna prasa wydawana w mieście w latach międzywojennych, wspomniany klub sportowy Olimpia, ulice, różne lokacje w mieście i jego okolicach, czy też niektóre postacie. Ja np. jestem bardzo ciekawa, czy jedna z bohaterek, Szalona Leokadia, tylko przez przypadek ma na nazwisko Małecka?

Dla mnie Jakub Małecki to poeta prozy. Czekam na kolejne literackie spotkania z Jego wrażliwością. Bo właśnie tego szukam w literaturze.

Czy można umrzeć z tęsknoty? Ja będę umierać z tęsknoty za kolejną powieścią Jakuba Małeckiego.