czwartek, 30 lipca 2026

Ostatni raz – Helga Flatland

Relacja matki i córki to jeden z tych tematów, które w literaturze powracają wyjątkowo często. Zazwyczaj są to relacje trudne, naznaczone niedopowiedzeniami, żalem czy wzajemnym niezrozumieniem. Helga Flatland w „Ostatnim razie” również sięga po ten motyw, ale wykorzystuje go jako punkt wyjścia do opowiedzenia znacznie szerszej historii – o rodzinie, bliskości, samotności i ciężarze, jaki niosą ze sobą lata wspólnego życia.



Choroba matki staje się osią wydarzeń, jednak dzięki licznym retrospekcjom poznajemy także dzieciństwo głównej bohaterki i relacje panujące w jej domu. To właśnie one pozwalają lepiej zrozumieć matkę – kobietę, która przez większą część swojego małżeństwa opiekowała się ciężko chorym mężem. Ta perspektywa niczego nie usprawiedliwia, ale pozwala lepiej zrozumieć złożoność jej wyborów i emocji.

Bohaterowie nie potrafią mówić o swoich uczuciach, potrzebach czy lękach. Miałam momentami wrażenie, zwłaszcza podczas opisów z przeszłości, że każdy z członków tej rodziny żyje we własnym kokonie – są obok siebie, ale jednocześnie bardzo samotni. Z upływem lat ten dystans staje się czymś trwałym, wpisanym w ich codzienność.

To bardzo dobrze opowiedziana historia. W literaturze skandynawskiej cenię to, że potrafi opowiadać o emocjonalnych sprawach w sposób stonowany, pozornie chłodny i zdystansowany. Czytelnik ma pozostawioną przestrzeń na własne przemyślenia i emocje.

Po lekturze mam dość osobliwe uczucie. Bez wątpienia to smutna powieść, a jednak jest w niej coś kojącego. Nie jest czarno-biała. Nie ocenia bohaterów. Zamiast prostych ocen dostajemy bogactwo emocjonalnych niuansów, co sprawia, że ta historia wydaje się tak prawdziwa i – tak zwyczajnie – ludzka.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz