Pokazywanie postów oznaczonych etykietą klasyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą klasyka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 stycznia 2026

Witaj, smutku – Françoise Sagan

Musiałam czytać tę książkę kiedyś, w czasach nastoletnich, ale zupełnie nie pamiętałam, jakie zrobiła na mnie wrażenie. Dziś jestem skłonna uwierzyć, że w momencie premiery – w latach 50. we Francji – mogła wywołać spore poruszenie. To przecież debiut bardzo młodej autorki: Françoise Sagan miała niespełna 18 lat, gdy ją pisała.


Myślę, że „Witaj, smutku” dobrze przetrwało próbę czasu. Powieść spowija nuta zmysłowości; jest bardzo sensualna, oszczędna w formie, a jednocześnie emocjonalnie gęsta. To opowieść o dojrzewaniu młodziutkiej Cécile i jej zadziwiająco odważnych relacjach ze światem dorosłych. Towarzyszy jej lekka dekadencja, podskórne znudzenie, a może nawet egzystencjalna pustka, którą bohaterowie próbują zagłuszyć przyjemnością.

Być może to zasługa gorącego lata na Lazurowym Wybrzeżu – bo właśnie wtedy rozgrywa się akcja powieści. Miłość, beztroska, przyzwolenie na smakowanie dorosłości mieszają się tu z chłodnym dystansem i niepokojem, który narasta niemal niezauważalnie. To krótka, ale bardzo sugestywna książka, która zostawia po sobie więcej pytań niż odpowiedzi.

poniedziałek, 29 stycznia 2024

Nikodem Dyzma między ustami, a brzegiem pucharu ;)

Tytuł dzisiejszego wpisu to oczywiście nawiązanie do dwóch powieści, o których chcę dzisiaj napisać.


Czasami lubię wracać do książek, które kiedyś już czytałam. 

Dołęgę-Mostowicza uwielbiam. Oprócz: „Kariery Nikodema Dyzmy”, czy „Znachora”, godne uwagi dla współczesnego czytelnika są te mniej popularne: „Złota maska” i „Wysokie progi”, czy „Kiwony”.
Pamiętam natomiast, że przez „Między ustami, a brzegiem pucharu” Marii Rodziewiczówny nie przebrnęłam. Pokonały mnie wybrzmiewający literacką naiwnością styl pisarki i dziewiętnastowieczna mentalność stworzonych przez nią bohaterów. 

Tym razem z ciekawością powróciłam do przewrotnej historii Nikodema Dyzmy, w nowej odsłonie Wydawnictwo Harde. Opowieść o prostym cwaniaku, którego nazwisko stało się synonimem karierowiczostwa – niezmiennie aktualne! Historia znana mi, także dzięki serialowej roli Romana Wilhelmiego, a mimo tego, pochłonęła całkowicie, jakby czytana na nowo. 

Mniejszy entuzjazm wywołał we mnie romans „Między ustami, a brzegiem pucharu”, opowiadający o przemianie, jakiej dokonać się może w człowieku tylko pod wpływem prawdziwej miłości. Pomimo językowego uwspółcześnienia, wciąż brzmi dla mnie anachronicznie. Może ze względu na samą fabułę? Psychologiczne kreacje bohaterów odebrałam też jako zbyt silnie naznaczone mentalnością z przełomu wieków. I nawet (skądinąd bardzo dobra) współczesna redakcja, nie wyrwała do końca tej książki z XIX-wiecznej narracji, chociaż z pewnością znacznie ułatwia jej czytanie. 

W powieściach Rodziewiczówny i Dołęgi-Mostowicza zaczytywałam się jako nastolatka, wertując w czasie wakacji bibliotekę swojej Babci! Już wówczas, z nie do końca ukształtowanym gustem czytelniczym, wyczuwałam, że Rodziewiczówna jest dla mnie zbyt melodramatyczna, zaś Dołęga-Mostowicz – to było to! 

Podobne odczucia miałam teraz, czytając te dwie, odświeżone redakcyjnie powieści. Być może na taki, a nie inny odbiór, ma też wpływ to, że uwielbiam dwudziestolecie międzywojenne, a Dołęga-Mostowicz świetnie w swoich powieściach oddawał ówczesne realia. Maria Rodziewiczówna, nazywana swego czasu „królową polskiego romansu”, mimo wszystko nie przetrwała według mnie próby czasu. 

Bardzo dziękuję Wydawnictwo Harde 
za obdarowanie mnie pięknie wydanymi 
i na nowo zredagowanymi książkami.

piątek, 10 listopada 2023

Agnes Grey – Anne Brontë

Kilka lat temu przeczytałam jedną z najlepszych biografii w swoim życiu: „Na plebanii w Haworth” Anny Przedpełskiej-Trzeciakowskiej. Miałam wówczas mgliste pojęcie o tym, że słynne Charlotta i Emily, miały jeszcze jedną piszącą siostrę – Anne oraz próbującego sił w poezji brata Branwella. Wszyscy zmarli bardzo młodo, nawet jak na standardy XIX-wieczne, tylko Charlotta zbliżyła się do wieku 40 lat. Czasami myślę o ojcu rodzeństwa – pastorze Patricku Brontë, jak okrutny spotkał go los. Wcześnie owdowiał i przeżył o wiele lat swoje dzieci. Przejmujące.

Po lekturze wspomnianej biografii obiecałam sobie, że przeczytam wszystkie powieści sióstr, bo dotychczas znałam tylko najsławniejsze: „Dziwne losy Jane Eyre” Charlotty i „Wichrowe wzgórza” Emily.


„Agnes Grey” nie jest powieścią wybitną we współczesnym rozumieniu. Mimo wszystko warto po nią sięgnąć w kontekście poznawczym. Nosi wiele cech literatury wiktoriańskiej: dbałość o szczegółowe odwzorowanie rzeczywistości, w tym psychologicznej natury człowieka, czy równomiernie rozwijana fabuła. Osoby zainteresowane fenomenem rodziny Brontë, docenią z pewnością, że została zbudowana na kanwie wątków autobiograficznych Anne: doświadczenia w pracy guwernantki i romantyczna miłość do młodego pastora. Ta powieść ma w sobie nostalgiczną nastrojowość, czasami trąci naiwnością, czy moralizatorskim brzmieniem, ale absolutnie nie burzy to przyjemności z czytania. Cenne jest w niej natomiast odwzorowanie stylu życia ziemiańskiej rodziny dziewiętnastowiecznej Anglii, jej mentalność, sposób wychowywania dzieci. Wspaniale czyta się ją w odniesieniu do znajomości wydarzeń z życia rodziny Brontë, chociażby właśnie dzięki biografii Przedpełskiej-Trzeciakowskiej.

Powieść wydana jest przez Wydawnictwo MG w klimatycznej szacie graficznej. Przy okazji powróciłam do biografii „Na plebanii w Haworth”, którą bardzo, bardzo gorąco polecam.

piątek, 28 lipca 2023

Kłębowisko żmij – François Mauriac

Od wielu lat staram się w wakacje nadrobić troszkę klasyki, znaleźć czas na książki, które z różnych powodów pominęłam na swojej czytelniczej drodze. Tym razem padło na „Kłębowisko żmij” autorstwa Françoisa Mauriaca, noblisty z roku 1952. Powieść miała swój debiut w 1932 roku. Ma formę listu/wyznania, schorowanego, stojącego u progu życia Ludwika. Uznany adwokat zwraca się w nim do swojej żony Izabeli, słowami pełnymi zgorzknienia, rozczarowania. Nikt nie chciałby dostać takiego listu. Naprawdę. 


Tytułowe kłębowisko żmij, jako metafora zła, to nie tyle obraz rodziny Ludwika, ale przede wszystkim to, co sam ma w sercu. Żadnych budujących uczuć. Tylko żal, chciwość, oskarżenia, podejrzliwość, poczucie odtrącenia. I chyba wszystko to zrodzone w człowieku na wskroś zakompleksionym, cierpiącym na manię mniejszości. Zadziwia, że przez całe życie z Izabelą pielęgnował w sobie uczucie nienawiści, tylko z powodu młodzieńczych wspomnień żony.

Oczywiście jest to świetna literatura, ale tak przesiąknięta przygnębiającymi emocjami, że brrr…
Biedny Ludwik. I biedni jego najbliżsi… A może to znak ówczesnych czasów, gdy pozycja społeczna i stan posiadania decydowały o ludzkim losie? Ale, czy tylko? Akcja książki obejmuje schyłek XIX stulecia i sięga lat dwudziestych XX wieku, a przecież i współcześnie konsumpcjonizm i niepohamowany materializm wypaczają międzyludzkie relacje, zatruwają rodziny.

Warto przeczytać, ale trzeba nastawić się na naprawdę gorzką lekturę, pełną emocjonalnego brudu i mroku.


wtorek, 25 lipca 2023

Kozioł ofiarny – Daphne du Maurier

Podobno każdy z nas ma gdzieś w świecie swojego sobowtóra. Nie każdy zaś, tak jak John, ma okazję spotkać się z nim zupełnie przypadkowo twarzą w twarz. A to właśnie przydarzyło się temu angielskiemu wykładowcy języka francuskiego, samotnemu, rozczarowanemu jałowym życiem, pozbawionym emocji i bodźców. Spotkany w Le Mans w dworcowym bufecie Jean, wydaje się być jego przeciwieństwem – w sensie stylu prowadzonego życia, priorytetów, rodzinnej sytuacji, pozycji społecznej.


Inicjatorem szaleńczej zamiany, do której dojdzie wbrew Johna, jest ów zmanierowany, uciekający przed (jak się później okaże) zobowiązaniami wobec rodziny i prowadzonej firmy, hrabia de Gué.

Tydzień – to czas darowany Johnowi w Saint Gilles, rodzinnej posiadłości sobowtóra, aby posmakować jak to jest: nie być samemu na świecie, mieć obok siebie ludzi, za których jest się odpowiedzialnym. Czas na narodzenie uczuć.

Zadziwiająco dobrze zacznie się odnajdywać w nowych realiach. Rzucony w krąg ludzi, o których nic nie wie, bez wiedzy o relacjach między nimi. Bez orientacji w sytuacji finansowej, w jakiej znajduje się fabryka szkła hrabiego Jeana de Gué’a. Dominuje atmosfera niepewności, mroku goszczącego w sercach właściwie każdego z członków „nowej” rodziny. Gęstniejąca niczym zaplatana bez końca pajęcza nić.

Du Maurier (mistrzyni literackiej empatii!) doskonale kreuje układ rodzinnych intryg i zależności. Subtelnie kreśli prawdziwy charakter mieszkańców Saint Gilles, skrępowanych pozorami, znajdujących się tak naprawdę na krawędzi. Nie tylko finansowej, ale przede wszystkim emocjonalnej.

Zakończenie powieści wywołało we mnie… smutek. Polubiłam Johna. Jego poczciwość, czystość intencji. Pragnienie zaszczepienie dobra w pokiereszowanej rodzinie swojego sobowtóra. Narracja, prowadzona w pierwszej osobie, daje możliwość wejścia w emocje Johna. Jego przemyślenia, analizowanie sytuacji, rozterki, prawdziwe zaangażowanie w problemy obcych ludzi.

Książka miała swoją premierę w roku 1957 i ma wciąż aktualny, bo ponadczasowy, wydźwięk. Czyż czasami nie dopada nas myśl, aby na chwilę uciec od własnej codzienności i posmakować innego życia?


Zapisane cytaty:

„Nikt nie ma prawa igrać z życiem innych.”

„Wszystko zostaje z czasem zapomniane. Takie jest życie.”

czwartek, 13 lipca 2023

Zatoka Francuza – Daphne du Maurier

„Kobiety nie lubią dowiadywać się o sobie prawdy.”

Na wakacyjny wyjazd do Grecji zabrałam trzy książki. W ciągu 10 dni przeczytałam w całości tylko dwie i połowę trzeciej. Zbyt pochłaniało mnie błogie celebrowanie leniwych chwil, szum morza, przecudne rodyjskie widoki, zwiedzanie wyspy w diabelskim słońcu, a wszystko w rytm osławionego greckiego siga-siga. Postawiłam między innymi na Daphne du Maurier, i o ile „Kozioł ofiarny” pochłonął mnie bez reszty, o tyle z książką, którą dzisiaj prezentuję – miałam problem. Nie wiem, co nie pykło? Może moje osobiste upodobania – nigdy nie byłam fanką powieści, ani filmów kostiumowych z awanturniczym motywem pirackim. A w tej du Maurier postanowiła zabawić się tą konwencją.


Nastrojowość godna mistrzyni klimatycznych fabuł – bez zarzutu. I jak to w twórczości du Maurier bywa, intryguje postać kobieca – silna, podążająca za głosem własnego serca i sumienia, ceniąca niezależność.

Dona, Lady St. Columb, żona i matka, 30-letnia kobieta z wyższych sfer, znudzona życiem pełnym zbytku u boku męża arystokraty, spotyka Jeana-Benoit Aubéry – outsidera, a właściwie… przestępcę na miarę siedemnastowiecznych opowieści morskich: pirata. Co mogą sobie wzajemnie ofiarować ludzie ze skrajnych środowisk i z odmiennym systemem wartości? A jednak zaiskrzy!


Powieść powstała na początku lat 40-ych XX wieku, akcję zaś autorka umiejscowiła w XVII wieku w Kornwalii. Zadziwia jak niezmiennie aktualne są moralne rozterki głównej bohaterki. Jej pragnienie ucieczki od pozorów, miałkości towarzyskich kontaktów. Upragnienie wolności i niezależności. Dążenie do tego, aby nadać swojemu życiu jakość. Du Maurier to potrafiła – pisać ponadczasowo. Bo skupiała się na ludzkich uczuciach, pragnieniach i namiętnościach, które okazuje się są niezmienne i nie poddają się czasowi.

Książka na pewno przypadnie do gustu fanom romansu historycznego i przede wszystkim powieści awanturniczo – przygodowej.






sobota, 3 czerwca 2023

Klimaty – André Maurois

André Maurois to klasyk literatury francuskiej, pisarz, eseista, historyk żyjący w latach 1885 – 1967. Pisał biografie, między innymi Prousta, George Sand, Wiktora Hugo, czy trzech panów Dumas. Wśród esejów, rozpraw historycznych ma w swoim dorobku powieści psychologiczne osadzone w środowisku mieszczańskim. I właśnie taką chciałam dziś Wam polecić.


Akcja „Klimatów” rozgrywa się na początku XX wieku w latach poprzedzających I wojnę światową oraz głównie powojennych. Ale to historyczne wydarzenie, nie jest motywem wiodącym w fabule. Powieść – niewielkich rozmiarów – podzielona jest na dwie części. Pierwsza to swoista spowiedź głównego bohatera – Filipa Marcenata, który w liście do, póki co, nieznanej czytelnikowi Izabelli Cheverny, opisuje swoją fascynację kobietą o imieniu Odyla. Druga część to monolog Izabeli. Dzięki takiej formie poprowadzenia narracji, czytelnik ma pełny wgląd w opowiadaną historię. Poznaje punkt widzenia dwojga głównych bohaterów. Nie zdradzę kim była dla Filipa, ani jedna, ani druga kobieta, aby nie zabrać przyjemności z lektury.

Fascynujące studium ludzkich namiętności: miłości i zazdrości. Głębokie portrety psychologiczne występujących postaci. Ciekawy obraz wyższych sfer francuskich na początku XX wieku. Wszystko to sprawia, że tę mini powieść czyta się naprawdę pasjonująco.

Książkę odkryłam w swojej bibliotece. Lubię buszować wśród regałów i wyłuskiwać nieznane mi pozycje. O ile fabuła, styl pisania, bardzo mnie ujęły i czytelniczo był to świetny czas, o tyle mam zastrzeżenia co do samego wydawnictwa. Nie pamiętam, abym kiedykolwiek spotkała się w jakieś książce z tyloma literówkami. Egzemplarz, który czytałam wydany był w roku 1992 (premiera książki to rok 1928), przez chyba już nieistniejące wydawnictwo Artes. Dobrze, że minęły czasy takiego niechlujstwa wydawniczego. „Klimaty” zdecydowanie zasługują na perfekcyjną oprawę graficzną i prawdziwą korektę. Marzy mi się wznowienie tej książki np. w serii butikowej :)

Gorąco polecam wielbicielom psychologiczno-obyczajowej klasyki literatury pięknej.


Zapisane cytaty:

„Szczęście nigdy nie jest nieruchome. Szczęście to przerwa w niepokoju.”

„Bywają wrażenia tajemnicze i przelotne, które wywierają niemały wpływ na nasze życie.”

„Człowieka zawsze kusi rozczulać się nad sobą i odmalować siebie takim, jakim by chciał być.”

„O losie naszym decyduje jeden gest, jedno słowo: z początku najmniejszy wysiłek wystarczyłby, żeby go zatrzymać, potem puszcza się w ruch cały olbrzymi mechanizm.”

„Trzeba żyć teraźniejszością. Z każdego momentu należy wydobyć to, co może on zawierać w sobie intensywnego.”

„Jesteśmy prawie zawsze sprawcami własnej niedoli.”

„Najbardziej dzieli istoty chyba to, że jedne żyją przede wszystkim przeszłością, a inne tylko chwilą obecną.”

czwartek, 29 grudnia 2022

Oberża na pustkowiu – Daphne du Maurier

Mroczna Kornwalia z końca XIX wieku. Ponura. Zasnuta listopadową mgłą. Ciemność rozjaśniana drżącym blaskiem świec. Cisza rozrywana pomrukiem porywistego, lodowatego wiatru. Groza zatopiona w niedomówieniach. Zagubiona gdzieś na odległych drogach oberża dla podróżnych, których… nie ma. Podejrzane typy, szemrane interesy i czająca się w każdym zakamarku złowroga tajemnica.


W takim posępnym świecie, wśród delikwentów spod ciemnej gwiazdy, uwikłanych w budzący moralny sprzeciw proceder przestępczy, pojawia się ONA – kobieta urodziwa, silna i bynajmniej nielękliwa, i absolutnie nieskora do uległości. Dwudziestotrzyletnia Mary Yellan, osamotniona po śmierci matki, udaje się do ciotki Petience. Nie spodziewała się, że niegdyś serdeczna, radosna siostra matki, stała się pod wpływem męża, właściciela osobliwej oberży „Jamajka”, kobietą zastraszoną, podporządkowaną i zwyczajnie nieszczęśliwą. W „Jamajce” dzieją się rzeczy niepokojące, a prym w niej wiedzie mąż ciotki, kuriozalny w swej nikczemności, wuj Joss Merlyn.

Nie jest to może krwisty kryminał we współczesnym rozumieniu. „Oberża na pustkowiu” ma w sobie wiele z narracji powieści gotyckiej. Autorka to mistrzyni budowania napięcia, niespiesznego piętrzenia nastroju zagrożenia. Plastycznie kreśli przestrzeń, w której rozgrywa się akcja i wnikliwie buduje psychologiczne portrety swoich bohaterów, chociaż w tej powieści może zbyt mocno bazuje na stereotypach i ociera się o karykaturalność poszczególnych charakterów. Ale i tak czyta się przednio.

czwartek, 11 sierpnia 2022

Moja kuzynka Rachela – Daphne du Maurier

Ach Rachela, Rachela, mistrzyni manipulacji! Pod słodką powierzchownością niewinności skrywa się świadoma swoich działań femme fatale. Do perfekcji potrafiąca wywierać wpływ na innych tak, aby ci pozornie z własnej woli realizowali jej plany. W tej powieści doskonale ów mechanizm jest oddany.


XIX wiek, Kornwalia. Ambroży Ashley przed laty przysposobił swojego kuzyna Filipa, dla którego stał się prawdziwym mentorem. Obydwaj bardzo sobie oddani, wiedli ustabilizowane życie. Majętny, uchodzący za zrównoważonego, choć nieco ekscentrycznego dżentelmena Ambroży, poznaje podczas wyjazdu w celach leczniczych do Włoch, tajemniczą kobietę. Filipa, pozostającego przez wiele miesięcy tylko w kontakcie listownym ze swoim opiekunem, zaczynają niepokoić nadchodzące z kontynentu wiadomości. Początkowo przepełnione zauroczeniem Ambrożego kobietą, szybko przeistaczają się w niepokojące doniesienia, które mogą świadczyć o destrukcyjnym wpływie Racheli na jego życie. Niespodziewana śmierć Ambrożego, oprócz zrozumiałej rozpaczy Filipa, budzi jego silną niechęć w stosunku do kobiety. Wszystko zmienia się, gdy Rachela zjawia się w Kornwalii i dochodzi do konfrontacji pomiędzy nią, a Filipem.

Historię poznajemy z perspektywy Filipa. Całość przefiltrowana jest tylko przez jego wyobrażenia i snute przemyślenia. Kim jest Rachela? Od początku nie wzbudza zaufania czytelnika. Z zaciekawieniem obserwujemy rozwój wypadków, a nade wszystko przemianę uczuć Filipa. Bo właśnie to jest siłą tej powieści, jej esencją. Narracja jest niespieszna, można rozsmakowywać się w słowie, stopniowo narastającym napięciu, pomimo tego, że nie ma ono takiego natężenia, jak w przypadku „Rebeki”.

Niestarzejąca się klasyka, którą zdecydowanie warto przeczytać. Ogromnie dobrze było mi w tym świecie pełnym niedomówień i domysłów. Wspaniała literacka uczta! A wydanie w serii butikowej Wydawnictwa Albatros to dodatkowo uczta estetyczna :)

Zapisane cytaty:

„Chodzi o to, że życie trzeba wytrzymać i przeżyć. Tylko jak przeżyć? – oto jest problem.”

„Człowiek samotny to coś niezgodnego z naturą, wkrótce więc nawiedza go niepokój.”

niedziela, 13 marca 2022

Rebeka – Daphne du Maurier

Wydana w 1938 powieść brytyjskiej pisarki Daphne du Maurier to klasyka, którą każdy książkoholik powinien przeczytać. Zadowoli wielbicieli kryminałów, powieści romantycznych, a także podążających za dreszczykiem emocji. Uczta dla tych, którzy lubią śledzić wewnętrzne monologi bohaterów. W tej powieści do perfekcji doprowadzona jest narracja w pierwszej osobie. Czytelnik nieustannie towarzyszy myślom głównej bohaterki. To jej oczami śledzimy tok wydarzeń, jej emocjami poznajemy całą historię i wszystkie osoby dramatu.


Nie nazwana z imienia dziewczyna opowiada o swoim życiu u boku Maxima de Winter w majątku Manderley. Poznali się przypadkiem w Monte Carlo. On – przystojny, bogaty mężczyzna uciekający od wspomnień o tragicznej śmierci pierwszej żony – tytułowej Rebeki. Ona, młodziutka, niedoświadczona, uboga dama do towarzystwa dość irytującej pani van Hopper. Młoda mężatka trafia do majątku mężczyzny, gdzie każdy kąt tchnie obecnością zmarłej poprzedniej pani de Winter, każda rzecz, mebel, bibelot pamięta dotyk jej dłoni.

Z początku narratorka wydawała się mi naiwna, chwiejna. Sparaliżowana nieśmiałością, przewrażliwiona na własnym punkcie. Poddająca się emocjom i własnym wyobrażeniom. Na szczęście w miarę rozwoju akcji pomyślałam, że jest po prostu wrażliwą, delikatną dziewczyną pragnącą miłości i rodzinnego szczęścia. Onieśmieloną stylem życia, którego nie znała, przerażona oczekiwaniami społecznymi, zdominowana przez pełną mroku i złośliwości gospodynię panią Danvers, a nade wszystko mierząca się z nieustannym wspomnieniem pozornie idealnej Rebeki, zmarłej pierwszej żony Maxima.

Lektura tej powieści jest magnetyzująca, pełna tajemnicy, z lekko gotycką aurą. Napięcie rośnie miarowo. Nic dziwnego, że zafascynował się nią mistrz suspensu Alfred Hitchcock. W roku 1940 za ekranizację „Rebeki” został uhonorowany Oscarem.

Warto zapoznać się z biografią autorki – Daphne du Maurier, której życie osobiste obfitowało w nieoczywiste wątki i tajemnicze zdarzenia...

Zapisane cytaty:

„Podobno istnieje taka teoria, że przeżyte cierpienia udoskonalają zarówno mężczyzn, jak i kobiety i że aby osiągnąć cos na tym lub innym świecie, musimy przejść próbę ognia.”

„Szczęście nie jest wartością, która można ocenić, jest to sposób myslenia, stan umysłu.”

„[…] jakie to dziwne, że życie biegnie niezmiennie swoim trybem, niezależnie od jakichkolwiek wypadków. Wykonujemy mechaniczne te same czynności – jemy, śpimy, myjemy się. Żadne dramatyczne wydarzenie nie może przełamać siły życia.”