Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Poznańskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Poznańskie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 lipca 2026

Ostatni raz – Helga Flatland

Relacja matki i córki to jeden z tych tematów, które w literaturze powracają wyjątkowo często. Zazwyczaj są to relacje trudne, naznaczone niedopowiedzeniami, żalem czy wzajemnym niezrozumieniem. Helga Flatland w „Ostatnim razie” również sięga po ten motyw, ale wykorzystuje go jako punkt wyjścia do opowiedzenia znacznie szerszej historii – o rodzinie, bliskości, samotności i ciężarze, jaki niosą ze sobą lata wspólnego życia.


Choroba matki staje się osią wydarzeń, jednak dzięki licznym retrospekcjom poznajemy także dzieciństwo głównej bohaterki i relacje panujące w jej domu. To właśnie one pozwalają lepiej zrozumieć matkę – kobietę, która przez większą część swojego małżeństwa opiekowała się ciężko chorym mężem. Ta perspektywa niczego nie usprawiedliwia, ale pozwala lepiej zrozumieć złożoność jej wyborów i emocji.

Bohaterowie nie potrafią mówić o swoich uczuciach, potrzebach czy lękach. Miałam momentami wrażenie, zwłaszcza podczas opisów z przeszłości, że każdy z członków tej rodziny żyje we własnym kokonie – są obok siebie, ale jednocześnie bardzo samotni. Z upływem lat ten dystans staje się czymś trwałym, wpisanym w ich codzienność.

To bardzo dobrze opowiedziana historia. W literaturze skandynawskiej cenię to, że potrafi opowiadać o emocjonalnych sprawach w sposób stonowany, pozornie chłodny i zdystansowany. Czytelnik ma pozostawioną przestrzeń na własne przemyślenia i emocje.

Po lekturze mam dość osobliwe uczucie. Bez wątpienia to smutna powieść, a jednak jest w niej coś kojącego. Nie jest czarno-biała. Nie ocenia bohaterów. Zamiast prostych ocen dostajemy bogactwo emocjonalnych niuansów, co sprawia, że ta historia wydaje się tak prawdziwa i – tak zwyczajnie – ludzka.


środa, 29 lipca 2026

Testament - Nina Wähä

Przejmujący portret rodziny naznaczonej trudnymi doświadczeniami i skomplikowanymi relacjami. Rodzina Toimich jest bardzo liczna: rodzice, dwanaścioro żyjących dzieci i dwoje zmarłych, których nieobecność również odgrywa istotną rolę w tej historii. Niezwykła mozajka charakterów. Każdy wnosi do tej opowieści coś własnego, a wzajemne relacje bohaterów są pełne sprzeczności.


Mimo całego ciężaru, jaki ta rodzina niesie, nie rozpada się. W ich historii jest wiele bólu, zaniedbań i błędów. Mroku i zachowań skrajnie patologicznych. A jednak pomiędzy tym wszystkim wciąż istnieją więź, oddanie i gotowość do wspierania się. To chyba najbardziej zaskakujący element tej powieści – to, co powinno ostatecznie rozdzielić bohaterów, nieustannie ich do siebie przyciąga.

To książka, po której trudno od razu zebrać myśli. Nie daje prostych odpowiedzi ani jednoznacznych ocen bohaterów. Zostawia raczej z refleksją nad tym, jak skomplikowane potrafią być rodzinne więzi i jak wielką siłę mogą mieć nawet wtedy, gdy wydaje się, że wszystko już dawno powinno się rozpaść.

„Testament” nie idealizuje rodziny jako takiej, a jednocześnie pokazuje, jak wiele może ona przetrwać.
Powieść gęsta od skrajnych emocji i momentami wymagająca w lekturze. Bardzo dobra warsztatowo. Ta historia, opowiedziana w bardziej melodramatyczny sposób, mogłaby łatwo zamienić się w łzawy dramat rodzinny. Nina Wähä wybiera jednak powściągliwość. Nie epatuje cierpieniem ani nie próbuje wymusić emocji na czytelniku. Dzięki temu wszystko wybrzmiewa mocniej, a bohaterowie pozostają przede wszystkim ludźmi – pełnymi sprzeczności, a nie jedynie nośnikami rodzinnych traum.

Czy polecam?
To książka dla cierpliwego czytelnika, wymaga uważności. Propozycja dla osób lubiących powieści, które bardziej skłaniają do refleksji niż dostarczają szybkiej akcji.


Cytaty:
"Czas płynie wszędzie, nie tylko tam, gdzie człowiek akurat przebywa."
"Czy na tym świecie istneje miejsce dla kogokolwiek?"
"[...] prawdziwych przyjaciól poznaje się po tym, że mozna w ich towarzystwie pomilczeć."

czwartek, 23 kwietnia 2026

Mokradła – Maria Turtschaninoff

„Człowiek nosi swoje blizny. Nie znikają.”

Bardzo się cieszę, że w #światowydzieńksiążki mogę podzielić się opinią o książce, która mnie oczarowała. To opowieść, której nie tyle się czyta, co się w niej zanurza.


Klimat, aura, bohaterowie – wszystko zdaje się tu oddychać jednym rytmem. Język i styl pulsują własną melodią, a forma, choć nie dla każdego, ma w sobie coś hipnotyzującego. Na przestrzeni czterech stuleci poznajemy losy ludzi związanych z jednym miejscem, siedliskiem Nevabacka, gdzieś na północy Finlandii. Pokolenia przychodzą i odchodzą, życie zmienia swoje oblicza, lecz jedno trwa niezmiennie – przyroda. Tytułowe mokradła. Milczący świadkowie wszystkiego. Bywają źródłem smutku i ciemności, innym razem – wybawieniem i ukojeniem. Są jak oddech tej historii.

Wysłuchałam audiobooka, w którym lektor sugestywnie oddał rytm narracji, szczególnie w pierwszej części, zanurzonej w XVII wieku.

To nie jest książka dla tych, którzy szukają zwartej, linearnej fabuły. Każdy rozdział przypomina osobne opowiadanie, osobny oddech, a jednak wszystko splata się w jedną, spójną całość.

Zainspirowana powieścią pozwolę sobie na osobistą refleksję. Mam dwie symboliczne fotografie z miejsca, w którym mieszkamy od kilkunastu lat. Jedna z nich pochodzi z około 1942 roku. Czasami spoglądam na nią i myślę o ludziach, którzy mieli tu swoje siedlisko – prostą, wiejską zabudowę z budynkami gospodarczymi. Druga przedstawia nasz dom, wybudowany przez nas mniej więcej 70 lat później. Za kolejne 80 lat – co będzie sfotografowane w miejscu, w którym piszę te słowa? A za następne 400?






sobota, 13 września 2025

Goście weselni – Alison Espach

Czasem mam ochotę sięgnąć po niezobowiązującą obyczajówkę, zwłaszcza po intensywnej lekturze książek „z górnej półki”. To taki rodzaj czytelniczego oczyszczenia.


Wrzuciłam na słuchawki audiobooka, po którym – szczerze mówiąc – nie spodziewałam się zbyt wiele. I jakież było moje zaskoczenie! „Goście weselni” okazali się powieścią wciągającą, pełną nietuzinkowych postaci i niebanalnego humoru.

Autorce udało się znakomicie oddać atmosferę rodzinnego spotkania – pełnego napięć, niedomówień, ale i śmiechu – z okazji ślubu Lilii i Garego.

W centrum wydarzeń znajduje się Phoebe Stone, rozwiedziona wykładowczyni literatury wiktoriańskiej, która przybywa do eleganckiego hotelu Cornwall Inn z bardzo konkretnym, choć dramatycznym zamiarem: chce odebrać sobie życie. Zostaje jednak wciągnięta w wir przedślubnego zamieszania i, ku swojemu zaskoczeniu, zaprzyjaźnia się z panną młodą, która prosi Phoebe, by została jej świadkową.

Obserwujemy, jak główna bohaterka meandruje pośród barwnych, nieco przerysowanych, ale bardzo „żywych” postaci. Przedślubny chaos staje się tłem do opowieści o sprawach znacznie głębszych, niż można się spodziewać po lekkiej fabule: rozpadzie małżeństwa, rozczarowaniu miłością, depresji, braku przynależności i często trudnych relacjach rodzinnych.

To książka, która z jednej strony bawi, z drugiej zostawia z refleksją – jak wiele w naszym życiu zależy od przypadku, i jak przypadkowo spotkani ludzie potrafią niekiedy wywrócić nasz świat do góry nogami.

Urzekają literackie odniesienia – Phoebe jako wykładowczyni literatury wiktoriańskiej wnosi do powieści intelektualny smaczek. Dyskretnie przywoływane echa klasyki angielskiej stają się nie tylko tłem, ale i kontrapunktem dla współczesnych dylematów bohaterów.

Naprawdę fajna książka.

Wyspa zaginionych drzew – Elif Shafak

Cypr od jakiegoś czasu jest na mojej liście wakacyjnych podróży, a po tej książce pragnienie wzrosło. Pięknie Shafak pisze o miłości, przejmująco o tęsknocie spowodowanej oderwaniem od rodzinnych korzeni. Z fragmentów historii Cypru uwikłanego w etniczne i religijne podziały, które tę wyspę rozerwały na pół, tworzy narrację, w której wybrzmiewa przesłanie: „wszędzie tam, gdzie panują dotkliwe podziały i wojna, nie ma wygranych.”


Miłość Greka i Turczynki, Kostasa i Defne rodzi się w czasie krwawych starć pomiędzy Turkami i Grekami w latach siedemdziesiątych XX wieku. Czy ich uczucie, zakazane przez podziały społeczne i rodzinne uprzedzenia, przetrwa w cieniu przemocy, uprzedzeń i ucieczki? Współczesna część narracji toczy się w Londynie, gdzie ich córka, nastoletnia Ada, próbuje zrozumieć milczenie swojego ojca i odkryć prawdę o przeszłości swojej rodziny.

Jak zwykle u tej pisarki przewija się motyw szacunku dla przyrody, natury, które są nieodłączną częścią ludzkiego życia. W przypadku tej powieści, część historii głównych bohaterów poznajemy dzięki głosowi… drzewa figowego. Drzewo jako symbol człowieczego losu, którego pełnię tworzą zawsze: gałęzie, pień, korzenie. Odcięcie, którejkolwiek z tych części osłabia, bądź niszczy drzewo bezpowrotnie. Podobnie jak człowieka oderwanego od swojej tożsamości.

Cudowna opowieść!

CYTATY:

„Gdy opuszczasz swój dom, udając się ku nieznanemu lądowi, nie zachowujesz się tak samo jak wcześniej; część ciebie umiera, żeby inna część mogła zacząć nowy rozdział.”

„Trzymaj język w niewoli ust. Mądrość składa się z dziesięciu części: dziewięciu części milczenia i jednej części słów.”

„Bez ciebie nie mam domu na tym świecie; jestem przepiłowanym drzewem z odciętymi korzeniami; można powalić mnie jednym palcem.”

„[…] wszędzie tam, gdzie panują dotkliwe podziały i wojna, nie ma wygranych […]”

„Mosty pojawiają się w życiu tylko tych ludzi, którzy są gotowi je przekroczyć.”

„Wiedza to antidotum na strach.”

„Wiedza nie jest niczyją własnością. Otrzymujesz ją, a potem zwracasz.”

wtorek, 9 września 2025

Bękart ze Stambułu – Elif Shafak

Kolejna powieść Elif Shafak, która mnie zachwyciła, nie tylko głębią poruszanych tematów, ale także barwnym, niemal zmysłowym sposobem opowiadania o świecie. „Bękart ze Stambułu” to historia dwóch rodzin – tureckiej Kazancı oraz ormiańsko-amerykańskiej Czachmachczian – spleciona misternie niczym orientalny dywan. Autorka wykorzystuje ich losy jako pretekst do opowiedzenia o trudnych relacjach pomiędzy Turkami a Ormianami, o pamięci historycznej, traumie pokoleniowej oraz o tym, jak przeszłość, nawet ta wypierana, wciąż żyje w nas i kształtuje naszą tożsamość.


Mocno wybrzmiewa tu również temat kobiecości i pozycji kobiet we współczesnym świecie muzułmańskim, zdominowanym przez tradycję. Powieść jest na wskroś kobieca – nie tylko ze względu na bohaterki, ale i poprzez sposób prowadzenia narracji: emocjonalny, empatyczny, skupiony na relacjach międzyludzkich. Postacie kobiece są tu niezwykle wyraziste – każda z sióstr-ciotek z rodu Kazancı mogłaby być bohaterką osobnej książki. Ich losy, wybory i sposób bycia tworzą naprawdę kolorową mozaikę. Ciotki są świetne!

Shafak snuje opowieść okraszoną smakami, zapachami i kolorami Stambułu. Tureckie potrawy, przyprawy i rytuały codziennego życia stają się nie tylko tłem, ale stanowią też integralny element narracji.

Kompozycja powieści jest przemyślana i dynamiczna – narracja płynie gładko, a historia cały czas intryguje. Chociaż… w pewnym momencie zaczęłam się domyślać finału.

Polecam!


CYTATY:

„[…] słów raz wypowiedzianych nie da się cofnąć, albowiem wszystko, co w życiu robimy, staje się faktem i natychmiast odchodzi do przeszłości.”

„[…]nie warto przejmować się cudzymi opiniami, bo w ostatecznym rozrachunku i tak nic od nich nie zależy.”

poniedziałek, 1 września 2025

10 minut i 38 sekund na tym dziwnym świecie – Elif Shafak

Powieść bogata w wątki, splecione w przepiękną przypowieść o przyjaźni, wykluczeniu i odwadze bycia sobą w tradycyjnym społeczeństwie tureckim. Napisana jest z niezwykłą dbałością o szczegóły, pięknym, literackim językiem, który porusza i zostaje z czytelnikiem na długo.

Wsłuchujemy się w opowieść Tequili Leili, tureckiej prostytutki, która… nie żyje. Jej ciało zostało porzucone przez morderców na śmietniku. Mija dokładnie 10 minut i 38 sekund od momentu, gdy jej serce przestaje bić, do chwili, gdy umiera mózg.

Każda minuta to osobna, retrospektywna opowieść z jej życia: dzieciństwa w muzułmańskim, patriarchalnym domu, którego zasad Leila nie chciała zaakceptować, oraz relacji z pięciorgiem przyjaciół, którzy, tak jak ona, próbują odnaleźć swoje miejsce na marginesie konserwatywnego społeczeństwa.

Sinan, jej przyjaciel z dzieciństwa, transseksualna Nalan, niskorosła Zaynab122, Afrykanka Jameelah i piosenkarka Humeyra – bohaterowie na wskroś nietuzinkowi, poruszający, barwni i pełni życia. To oni, a nie rodzina, stają się jej najbliżsi.

Shafak porusza w tej książce tematy, które, jak już wiem, są charakterystyczne dla jej twórczości: zagrożenia wynikające z religijnego fanatyzmu, feminizm rozumiany jako dążenie do równości, wolności wyboru i sprzeciw wobec przemocy seksualnej, tożsamość osobowa, społeczne wykluczenie. Niezwykle ważnym „bohaterem” pozostaje też sama Turcja – jej wielowarstwowa kultura i historia, tętniąca od lat sprzecznościami.

Książka głęboko humanistyczna, przejmująca i piękna zarazem. Zostaje z czytelnikiem na długo – nie tylko dzięki swojej formie, ale przede wszystkim dzięki emocjom, jakie wywołuje.



sobota, 23 sierpnia 2025

Tam na niebie są rzeki – Elif Shafak

Dwie rzeki, dwa miejsca na świecie, kilka przestrzeni czasowych, troje bohaterów, a wszystko finalnie się splata. Przepiękna podróż przez ludzkie losy, historię i kulturę. Kropla wody, która niczym strażnik pamięci przemierza świat i czas… Rzeki nie są tylko elementem tła, ale niemal żywymi bohaterami tej opowieści, które niosą pamięć i historie przez wieki.


Bogata w refleksje nad człowieczeństwem, współczesną cywilizacją, obfitująca w metafory, obudowana legendami i historycznymi wydarzeniami. Doskonale skomponowana mieszanka. I jakże piękny hołd oddany naturze… Autorka w mistrzowski sposób balansuje pomiędzy osobistymi historiami bohaterów, a uniwersalnymi pytaniami o to, co znaczy być człowiekiem w zglobalizowanym świecie?

Wiktoriański Londyn: Arthur i Tamiza. Współczesny Londyn: Zaleckah i Tamiza. Współczesna Turcja: Narin i rzeka Tygrys. A wszystko ma źródło w starożytnej Niniwie…

Bogactwo językowe, esencjonalna literatura, od której nie można się oderwać.

Zafascynował mnie wątek o najstarszej bibliotece założonej w VII wieku p.n.e. przez władcę Asyrii Asurbanipala…

Absolutnie przepiękna książka. Uczta duchowa. Moje pierwsze spotkanie z tą pisarką i rozpoczynam czytać jej wcześniejsze powieści.


Cytaty:

„Na najciemniejszym niebie jest gwiazda świecąca wysoko w górze, a w najgłębszym mroku jasno płonie świeca.”

„Nigdy nie rozpaczaj, zawsze szukaj najbliższego źródła życia.


środa, 31 stycznia 2024

Zanim dojrzeją granaty – Rene Karabasz

Historia młodej Albanki, Beki, która składa przysięgę, że wyrzeka się do końca życia swojej kobiecości. Przyjmuje męskie imię Matja. A wszystko to w myśl albańskiego kodeksu prawa zwyczajowego, nazywanego kanun. Zakorzenionego w albańskiej tradycji, bardzo trudnego do zrozumienia i akceptacji przez współczesnego Europejczyka. Kobieta w razie konieczności lub potrzeby staje się mężczyzną. Przysięga dziewictwo i rozpoczyna żyć jak mężczyzna. W społeczeństwie, w którym obowiązuje kanun, na porządku dziennym jest też krwawa zemsta i zasada: honor ponad wszystko. W znaczeniu dosłownym. I o tym jest ta książka.


Dość trudna lektura, z dwóch powodów. Pierwszy, najważniejszy: mam w sobie małą tolerancję dla społeczeństwa, gdzie status kobiety jest niższy niż mężczyzny, a jej prawa jako człowieka łamane.

Drugi, to forma: książka napisana jest jak strumień myśli: bez wielkich liter i kropek znaczących koniec zdania, bez wyszczególnionych dialogów. Ze znaków interpunkcyjnych tylko przecinki. Powtórzenia wprowadzające melodykę niczym w pieśni. Wyzwanie dla czytelnika. W miarę lektury weszłam jednak w rytm języka, pewną transowość stylu. Dałam się autentycznie temu porwać. Wyobraźnia poszła w ruch. Zrozumiałam, że ów zabieg dobrze oddaje poetykę tej powieści. Proza zapisana niczym wolny, czy biały wiersz. Pozwala to też czytelnikowi na samodzielną interpretację tekstu, bez narzucania kreacji emocjonalnej.

A sama warstwa fabularna – przejmująca, jak zawsze, gdy dotyka niesprawiedliwości i gorszego traktowania człowieka, tylko ze względu na jego płeć. 

„Dom jest tam, gdzie obcięto ci skrzydła” – najbardziej bolesny fragment tej książki…

Polecam, ale uprzedzam – początek nie jest łatwy.

czwartek, 29 grudnia 2022

Miasto w chmurach – Anthony Doerr

„Czy istnieje księga zawierająca cały świat i tajemnice nie z tego świata?”


Urzekła mnie ta powieść. Jej czuły hołd złożony magii i sile słowa zapisanego w książkach. Zauroczyło jej wybitnie humanistyczne przesłanie, tak bardzo potrzebne dzisiejszemu światu.
To trochę baśń, trochę science fiction, trochę powieść historyczna i wreszcie współczesny dramat. Zdawałoby się ryzykowane połączenie, a jednak autor, dzięki swojemu niebywałemu warsztatowi pisarskiemu i literackiej wrażliwości, skomponował dzieło zachwycające i dające do myślenia. Ileż trzeba przeżyć, ile doświadczyć dobra i zła, ile mieć w sobie pokory, aby móc, tak jak jeden z bohaterów, powiedzieć: „Świat taki, jaki jest, wystarczy.”

Bohaterom w różnych przestrzeniach czasowych towarzyszy historia Aetona – pastuszka, który przez przypadek zostaje zamieniony w osła, potem w rybę uwięzioną w czeluści wieloryba i wreszcie wronę. Wędruje przez świat, aby odnaleźć krainę, gdzie nie ma cierpienia. Absurdalna historia? A może metafora kryjąca przesłanie całej powieści? Warto rozpocząć literacką podróż drogą prowadzącą do odkrycia miasta w chmurach. Warto odkryć… swoje własne miasto w chmurach wraz z Anną i Omeirem w XV wiecznym Konstantynopolu, Zenem i Seymourem we współczesnej Ameryce, Konstance na statku kosmicznym, zmierzającym do odległej planety BetaOph2.

Powieść, niczym biblioteczny katalog szufladkowy, kryje bogactwo tematów, emocji i wrażeń. Kompletna, wciągająca historia. Piękna historia. 
Takie książki chcę czytać!


Zapisane cytaty:


„Nieznajomy, kimkolwiek jesteś, otwórz mnie, a dowiesz się rzeczy zdumiewających.”

„Tutaj uzyskasz odpowiedzi.” (napis w bibliotece)

„Każda z tych książek, jest drzwiami, bramą do innego miejsca, innego czasu. Masz przed sobą całe życie i te książki do samego końca będą twoje.”

„Tekst, książka to miejsce spoczynku dla wspomnień ludzi, którzy żyli przed nami. Sposób na to, żeby pamięć została utrwalona, po tym jak dusza uleci stąd daleko.”

„Bohater walczy za tych, którzy nie mogą się bronić.”

„Dlaczego tak trudno uwolnić się od tożsamości, które nam przypisanej, gdy byliśmy dziećmi?”

„Nadzieja to kolumna podtrzymująca świat.”

środa, 14 lipca 2021

Shuggie Bain – Douglas Stuart

Tę książkę skończyłam czytać ponad dwa tygodnie temu, ale dopiero teraz dzielę się swoimi przemyśleniami. Potrzebowałam czasu, aby uspokoić emocje, uniknąć sentymentalizmu, nie chciałam, aby moją opinię zdominowało niesamowite poruszenie historią małego Shuggiego Baina...


Teraz jednak już wiem, że nie da się od tych uczuć uciec. Wiem też, że po „Ósmym życiu”, to druga najważniejsza książka, jaką dotychczas przeczytałam w tym roku.

Nie ukrywam też, że mniej więcej w połowie powieści zaczęłam szukać informacji o autorze – Douglasie Stuarcie i dopiero wywiad z nim pozwolił mi czerpać z tej książki siłę. Dlatego też wszystkim, którzy sięgną po tę pozycję zachęcam do przeczytania wywiadów z pisarzem, a właściwie projektantem mody, którego korzenie sięgają szkockiego Glasgow.

Bo „Shuggie Bain” to beletryzowana historia dzieciństwa i wczesnej młodości Stuarta. Dzieciństwa, które przypadło na trudne lata osiemdziesiąte w Anglii – czas reform Margaret Thatcher.

„Żelazna Dama” wyprowadzała państwo z zapaści gospodarczej poprzez bezwzględne stosowanie zasad wolnego rynku. Prywatyzacja i likwidacja państwowych przedsiębiorstw spowodowały dramatyczny wzrost stopy bezrobocia oraz doprowadziły do powstawania enklaw biedy, szczególnie w regionach utrzymujących się do tej pory z przemysłu wydobywczego.

W takiej rzeczywistości poznajemy losy Agnes Bain i jej rodziny (córki Catherine, synów Leeka i Shuggiego, byłego męża Shuga, rodziców Lizzi i Wulliego Campbell) oraz całej plejady współtowarzyszy tego ponurego, jałowego życia – beneficjentów opieki społecznej. Żyjących rytmem „wtorkowego” – tygodniowej zapomogi wypłacanej najuboższym. Żyjących tymczasowością naznaczoną poczuciem beznadziei, niemocy, biernością. Wreszcie – i to jest clou powieści – unurzanych w nałogach.

Shuggi już jako kilkuletni chłopiec jest świadomy powolnego staczania się własnej matki w otchłań alkoholizmu. Mimo wszystko, z dziecięcą miłością wierzy, że znajdzie sposób, aby wyrwać ją z dna. To właśnie relacje łączące Shuggiego z matką porażają wrażliwość czytelnika. Przerzucanie przez dorosłych własnych problemów na kruche barki swoich dzieci jest w moim odczuciu… bestialstwem, emocjonalnym żerowaniem na bezwarunkowej miłości dziecka. Jest niedopuszczalne! Zawsze wywołuje to we mnie sprzeciw!

Moje serce łamały opisy emocji, jakie towarzyszyły Shuggiemu, kiedy wracał ze szkoły i po dobiegających z domu dźwiękach, zapachach, układzie firanek w oknach, starał się odczytać co zastanie w środku, w jakim stanie będzie matka. Czułam jego strach, samotność, smutek…

Poruszają jego zabiegi mające na celu chronienie matki przed innymi…

Sam Shuggi jest nieakceptowany w środowisku szkolnym i wyśmiewany w szorstkiej społeczności robotniczych przedmieść Glasgow. Odbierany jako zbyt „dziewczęcy”, wyzywany od „ciot”, „pedałów”. Jest to dla niego tym bardziej bolesne, że początkowo sam nie rozumie swojej odmienności i seksualnej tożsamości.

Wrażliwy, delikatny chłopiec rośnie w poczuciu tego, że jest słabszy, inny i gorszy. Ma sączone do uszu przez najbliższych sprzeczne sygnały:

„Uczucia są dla cieniasów” – głosił jego brat Leek.
„[…] chowanie się jest dla tchórzy” – oznajmiała jego siostra Catherine.
Ojciec Shug wyznaje zasadę: „Uderz zanim sam zostaniesz uderzony.” 
O matce słyszy od rodzeństwa: „Będzie piła tyle, że wypłucze całą dobroć z serca.”

Bezsilność tego dziecka jest tak trudna do uniesienia…

To wyjątkowa powieść. Ważna. Wspomnę jeszcze raz na koniec – aby unieść jej mroczny realizm, frustrujący ciężar, warto zapoznać się z życiorysem autora.

Książka napisana jest plastycznym językiem. Tutaj z pewnością należą się ukłony w stronę tłumacza Krzysztofa Cieślika, który doskonale oddał charakter niedbałej, miejscami prostackiej mowy – jakby nie patrzeć – angielskich nizin społecznych.

Książka w roku 2020 została wyróżniona Nagrodą Bookera – najbardziej prestiżową nagrodą literacką w Wielkiej Brytanii.


Zapisane cytaty:

„Nie poddawaj się, bez względu na wszystko, nawet jeśli nie dla siebie, nawet jeśli tylko dla innych. Nie poddawaj się. Tak robią mamy.”

„Jestem w płomieniach lecz nie płonę.”

„Nawet w ciemnościach wciąż jest nadzieja.”

„Płomienie nie są jedynie końcem, to także nowy początek.”

„Wszystko co człowiek zniszczył, można odbudować.”

„Tylko sam możesz sobie pomóc.”