Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielka Litera. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielka Litera. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 września 2025

Trwaj przy mnie – Elizabeth Strout

Elizabeth Strout potrafi z najprostszych ludzkich historii wydobywać uniwersalne prawdy o samotności, winie, nadziei i złożoności relacji międzyludzkich. Powieść kameralna, cicha w tonie, a jednocześnie pełna wewnętrznego napięcia – emocje wrą tu pod powierzchnią, schowane pod warstwą codzienności, konwenansów i milczenia.


Akcja książki rozpoczyna się jesienią 1959 roku w niewielkiej, prowincjonalnej miejscowości West Annett, w stanie Maine. Głównym bohaterem jest Tyler Caskey – ewangelicki pastor, owdowiały ojciec dwóch małych córek. Spokój jego uporządkowanego życia zostaje zakłócony, gdy nauczycielki z przedszkola zwracają uwagę na niepokojące zachowanie jego starszej córki.

Strout z wrażliwością portretuje swoich bohaterów. Ich psychologiczne rysy są delikatne, ale precyzyjnie nakreślone – każdy z nich nosi w sobie bagaż doświadczeń i prób godzenia się z losem. Nie ma tu dramatycznych zwrotów akcji ani łatwych rozwiązań. Autorka operuje sennym, powściągliwym stylem, który wymaga od czytelnika uważności, ale w zamian oferuje satysfakcję z obcowania z literaturą głęboką i subtelną.

Strout nie mówi wszystkiego wprost, zostawia przestrzeń, aby czytelnik sam dopowiedział sobie motywy i intencje postaci, wszedł w ich wewnętrzny świat. To literatura, która zaprasza do refleksji – nad tym, jak łatwo oceniamy innych, nie znając całej prawdy, i jak trudno jest być sobą w społeczeństwie, które oczekuje określonych ról i zachowań.

To także portret małej społeczności – miejsca, gdzie każdy zna każdego, ale znajomość często jest powierzchowna i podszyta domysłami. Strout ukazuje blaski i cienie takiego życia: poczucie wspólnoty, ale też presję, obłudę i trudność w przełamywaniu schematów.

Dla tych, którzy znają styl autorki – jej powściągliwe narracje, psychologiczną precyzję i czułość wobec zwykłych ludzi – będzie to kolejna ważna lektura. To proza, którą się smakuje powoli, uważnie, z empatią.

Elizabeth Strout słucha, obserwuje i rozumie.

Ja czuję się doskonale w jej pisarstwie...

czwartek, 12 czerwca 2025

Opowiedz mi wszystko – Elizabeth Strout

W świecie funkcjonującym jak gdyby na przyspieszonych obrotach, budowanym na krótkich przekazach słownych, błyskawicznie zmieniających się obrazkach, powierzchowności w uczuciach i spłycaniu relacji, literatura tworzona przez Elizabeth Strout jest jak hamulec bezpieczeństwa.


Wytchnienie – tym jest dla mnie zawsze spotkanie z pisarstwem tej autorki. Strout daje czytelnikowi przestrzeń na własne przemyślenia, na głęboką refleksyjność. Daleka od lukru, odległa od górnolotności. Zwykła, normalna.

Według Słownika PWN „opowiadać” znaczy: „przedstawić coś słowami”. I właśnie to robi Elizabeth Strout: po prostu OPOWIADA. Ale za słowami kryje się cały wachlarz emocji. Robi to mistrzowsko – bo chce się słuchać jej i wykreowanych przez nią postaci literackich, które są tak bardzo, bardzo ludzkie, prawdziwe.

W tej książce dominuje rozmowa, która jest fundamentem nawiązywania i, co ważne, podtrzymywania relacji międzyludzkich. Nawet jeśli są one trudne.

„Opowiedz mi wszystko” to kolejna część cyklu Lucy Barton, a więc ponownie spotykamy bohaterów z poprzednich części. Co ciekawe, pojawiają się też postacie z innych powieści (spoza cyklu), jak na przykład Olive Kitteridge, czy Isabelle z debiutanckiej „Amy i Isabelle”. Dla fanów prozy Strout to urocze smaczki.

Sednem każdej historii, która przewija się przez karty powieści są ludzie i życie jakie wiodą. Słuchajmy, dbajmy, wspierajmy. Powieść o przyjaźni, empatii, rodzinie. Piękna, klimatyczna. Otulająca. Niespieszna. Cała Elizabeth Strout.



Cytaty:

„Lubimy myśleć, że mamy własne życie pod kontrolą, ale niekoniecznie tak jest. Siłą rzeczy wpływają na nas ci, którzy byli przed nami.”

„Niczego nie rozumiemy, kiedy jesteśmy młodzi.”

niedziela, 4 maja 2025

To, co możliwe – Elizabeth Strout

Uwielbiam powieści Elizabeth Strout, ale ta do moich ulubionych nie będzie należała. To drugi tom cyklu o Lucy Barton, pisarce, którą po raz pierwszy poznajemy w książce „Mam na imię̨ Lucy”. 


Oczywiście jak u Strout jest tutaj mistrzowsko wykreowany świat małej miejscowości, z jej nietuzinkowymi, wyrazistymi postaciami. Niestety, to co zwykle podoba się mi w tworzonych przez nią fabułach – wysublimowana powolność w prowadzeniu narracji, literacki spokój i równowaga, tutaj leciutko skręcało w kierunku znużenia. Na plus – to możliwość wejrzenia w społeczność, w której wychowywała się Lucy, a z kolejnych powieści cyklu wiadomo, że jej dzieciństwo nie należało do najłatwiejszych. Po raz kolejny zastanawiałam się też, na ile Lucy Barton to alter ego samej pisarki…



poniedziałek, 27 listopada 2023

Bracia Burgess – Elizabeth Strout

Zaliczam się do wielbicieli prozy Elizabeth Strout, mam za sobą lekturę większości jej książek. Ta, niestety okazała się niezbyt wdzięczna do tego, abym pochłonęła ją w zachwycie. Ma jednak w sobie to, za co cenię pisarstwo Strout – czystość słowa, literacka elegancja i wyważenie. 


Pisarka ma niebywałą umiejętność klarownego opowiadania o zawiłościach ludzkiej psychiki, wnikliwej analizy psychologicznej występujących postaci oraz łączących ich relacji. Są to relacje bardzo złożone, i jak w życiu – niejednoznaczne. Autorka mistrzowsko opisuje trudne emocje, które w pewnym stopniu określają życiorysy trójki rodzeństwa: braci Jima i Boba oraz ich siostry Susan: samotność, nieudane związki, poczucie winy i wstydu. Naznaczeni tragicznym wydarzeniem w dzieciństwie, obarczeni problemami dorosłego życia, łączą siły, aby wesprzeć syna Susan, który zostaje oskarżony o przestępstwo na tle rasistowskim. Akcja rozwija się bez pośpiechu, bo powieść skoncentrowana jest na przeżyciach wewnętrznych postaci (nie tylko głównych), sposobie odczuwania przez nich świata, a także analizie ich życiowych decyzji i wyborów.

Historia rodzeństwa przedstawiona jest na tle problemów żywych w każdym współczesnym społeczeństwie, nie tylko amerykańskim – a więc sprawiedliwości społecznej i trudności adaptacyjnych emigrantów.

Mimo wszystko, tym razem czegoś mi zabrakło. Chyba z żadnym z bohaterów nie mogłam się utożsamić, żadnemu tak naprawdę do końca kibicować. A to zwykle w mojej ocenie podnosi lub obniża atrakcyjność lektury.

Zdecydowanie cykl "Olive Kitteridge", czy powieść "Amy i Isabelle", bardziej polecam osobom, które chcą rozpocząć poznawanie pióra autorki. A warto.

Strout tą powieścią robi, to zawsze: kreśli portret człowieka, uwikłanego w złożoność współczesnych wyzwań. Wsłuchuje się w człowieka. Każdego. I nie ocenia, bo „nie ma jednego idealnego sposobu na życie”. Nawet nie stara się go w jakikolwiek sposób tłumaczyć. Po prostu o nim opowiada.


Cytaty:

„Nikt nie chce wierzyć, że na coś może być za późno.”

„Nie ma jednego idealnego sposobu na życie.”

„Nic nie jest takie, jak sądzimy.”

niedziela, 8 października 2023

William – Elizabeth Strout

Jak ja lubię tę autorkę! Jej wrażliwość, styl, ciepło, prawdę. Życiowość. Mistrzowską umiejętność pisania o relacjach rodzinnych. Lubię to jej dążenie do rozpoznawania i rozumienia uczuć, które rodzą się w każdym człowieku w różnych sytuacjach. Strout uświadamia, że mamy prawo do każdych uczuć, także tych, których zwykle chcielibyśmy uniknąć. One nas kształtują.




William to były mąż Lucy, z którym po rozwodzie nie zerwała całkiem kontaktu. W chwili, gdy umiera drugi mąż Lucy, dawni małżonkowie zbliżają się ponownie do siebie. Ale to zbliżenie nie ma nic wspólnego z namiętnością. Jest bardziej powrotem do przeszłości każdego z nich, wspólnym odkrywaniem rodzinnych tajemnic. Współodczuwaniem.

Powieść kameralna. Spokojna. Zbudowana z obrazów, chwil, wspomnień. Bez epickich zwrotów akcji, chociaż odkrycie skrywanej przez lata tajemnicy związanej z pochodzeniem rodziców Williama, zdecydowanie jest najbardziej energicznym momentem w fabule.

Powieść inspiruje do własnych refleksji. Jak daleko odchodzimy od swoich korzeni? Ile w nas zostaje z domu, w którym dorastamy, i jak bardzo sobie tego nie uświadamiamy? Dlaczego dokonujemy takich, a nie innych wyborów w życiu?

Co jeszcze zostanie we mnie po lekturze „Williama”?
Łzy są darem, bo czasami smutek zwyczajnie trzeba opłakać, by ruszyć dalej.
Rozmowa to dar wsparcia – bo oznacza, że ktoś nas słucha.
I najważniejsze: RODZINA, która jest darem absolutnym. Nawet wówczas, gdy nie jest to rodzina idealna. Ale zawsze nas kształtuje i tylko od nas samych zależy, czy traumatyczne doświadczenia domu rodzinnego potrafimy przekuć w zbudowanie własnej rodziny, gdzie każdy jej członek będzie czuł potrzebny się, kochany, szanowany i bezpieczny.

„William” to trzecia część cyklu „Lucy Barton”. Czytałam tylko „Lucy”, i uważam, że spokojnie można książki tej serii czytać niezależnie od siebie.

Pomimo tego, że książka bardzo się mi podobała, uważam, że lepiej zaczynać poznawanie twórczości Strout od innych jej powieści – choćby Olive Kitteridge, czy Amy i Isabelle.


Zapisane cytaty:

„Żal, to taki stan samotności. To jak zsuwanie się po zewnętrznej ścianie bardzo wysokiego, szklanego budynku, gdy nikt cię nie dostrzega.”

„Tak to już w życiu jest. Nie zdajemy sobie sprawy z wielu rzeczy, dopóki nie jest za późno.”

„Wszyscy jesteśmy zbiorem mitów i tajemnic.”

„Gdy masz dzieci, zawsze się o nie martwisz.”

niedziela, 24 września 2023

Olive powraca – Elizabeth Strout

Powróciłam do Olive jak do starej, dobrej znajomej. Olive jest starsza niż w pierwszej części, zatytułowanej po prostu „Olive Kitteridge”. Zmieniła się jej sytuacja rodzinna, osobista. I mam wrażenie, że zmieniła się ona sama. Złagodniała. Stała się bardziej stonowana, refleksyjna. Wciąż przenikliwa, czasami wścibska, kąśliwa. Ale przy tym tak cudownie, zwyczajnie ludzka. I prawdziwie empatyczna. Rozumiejąca, choć nie koniecznie wyrozumiała. Olive uczy, że rozmowa jest kluczem do porozumienia. I, że nigdy nie jest na nią za późno.


Podobnie jak w przypadku „Olive Kitteridge”, mamy do czynienia ze specyficzną kroniką życia głównej bohaterki i otaczających ją mieszkańców niewielkiego miasteczka Crosby w Nowej Anglii na północy USA. Niektórzy z nich są Olive bliscy, inni nie. Ale historia każdej postaci tworzy kalejdoskop pasjonujących ludzkich życiorysów.

Strout gra naszymi emocjami, ale nie wykorzystuje ich. Doskonale kreśli uczucia dojrzałych ludzi i określa ich prawo do bliskości. Prawo do własnego życia, w tym uczuciowego. Tak łatwo wśród powieściowych bohaterów, ich przeżyć, refleksji, życiowych postaw, odnaleźć siebie samego. To książka o przemijaniu, o starzeniu się, ale ileż w niej życia!

Rozstajemy się z Olive bardzo już starą. Olive, która musi „zaprzyjaźnić” się z… pieluchami dla dorosłych. Olive, która z racji starczej, postępującej niedołężności traci samodzielność i mobilność.

Ale nie traci godności. Specyficznego poczucia humoru. Błyskotliwości.

Będę za tobą tęskniła Olive…

Bardzo. Bardzo. Bardzo.

Ach, Olive…


Audiobook w interpretacji pani Izy Kuny – wspaniały!

I nie wiem dlaczego, ale ta część podobała się mi jeszcze bardziej niż część pierwsza. Może to właśnie zasługa lektorki?

niedziela, 10 lipca 2022

Mam na imię Lucy – Elizabeth Strout

Elizabeth Strout nazwałabym mistrzynią nieśpiesznych fabuł. Lektura jej książek to gwarancja spotkania bohaterów wyjętych prosto z życia i możliwość wnikliwej obserwacji rzeczywistości. Jej pióro jest subtelne, ale nie traci nic na wyrazistości. Posiada niebywały talent do budowania treści pomiędzy napisanymi słowami. I taka też jest „Mam na imię Lucy”. Jak trudne musiało być jej dorastanie w biedzie, poczuciu bycia gorszym, możemy się więcej domyślać, niż doczytać.


Tytułowa bohaterka trafia do szpitala, gdzie spędza dłuższy czas na rekonwalescencji i trwa w zawieszeniu, co do ostatecznej diagnozy. Niespodziewanie odwiedza ją niewidziana przez lata matka. Czuwa przy córce niestrudzenie pięć dni. Panie prowadzą rozmowy, snują wspomnienia o znajomych, czy rodzinnych wydarzeniach. Jak w soczewce odbijają się w nich dawne przeżycia i emocje.

Rozmowy o przeszłości rodziny Lucy, przefiltrowane przez pryzmat dorosłej już kobiety, ukazują, że relacje z rodzicami zmieniają się wraz z naszym wzrastaniem i nabieraniem doświadczenia. Bolesne dzieciństwo zrodziło w Lucy przekonanie, że ludzie są obojętni na innych i tak naprawdę nie łakną przyjaźni. W trudnych chwilach toną w samotności. Smutna refleksja…

Powieść uświadamia, że traumatyczne dzieciństwo na zawsze pozostawia ślad, a emocjonalne braki są nie do nadrobienia.

Lubię smakować codzienność prostym stylem Strout, ale zdaję sobie sprawę, że nie każdemu może spodobać się pewna powolność w tworzonych przez nią fabułach. Na pierwsze spotkanie z jej prozą poleciłabym inne książki, bardziej soczyste: moją ulubioną „Amy i Isabelle” i oczywiście „Olive Kitteridge”.

Gówna bohaterka „Mam na imię Lucy” jest uznaną pisarką. Stara się być wierna słowom swojej mentorki, pisarki, którą spotkała na początku literackiej drogi – na pytanie co należy do zadań pisarza odpowiedziała: „opowiadanie o kondycji człowieka, mówienie, kim jesteśmy, co myślimy i robimy”. Odnoszę wrażenie, że to także twórczy drogowskaz Strout. Spróbujcie nim podążyć i wy.


Zapisane cytaty

„[…] aby coś było zrobione, trzeba to po prostu zrobić.”

„Nigdy nie wiadomo, co pociąga nas w innych.”

„Matki powinny chronić swoje dzieci.”

„Jak to zrobić, aby nie czuć się gorszym od innych?”

„Ludzie, którym władze dają najwięcej – wykształcenie, jedzenie, dopłaty do czynszu – są najbardziej skorzy do krytykowania rządzących.”

„Nie wiemy i nigdy się nie dowiemy, jak to jest w pełni kogoś zrozumieć.”