Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Książnica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Książnica. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 maja 2025

Matilde – R.A. Olek

Dużo oczekiwałam od tej powieści i może dlatego troszkę mnie zawiodła. Tło takie jak lubię, a więc przemiany społeczne w Niemczech w okresie dojścia do władzy Hitlera, realia wojenne i jednostkowe losy ludzi uwikłanych w wielką, bezwzględną politykę, dwie przestrzenie czasowe. A jednak zabrakło jakiegoś magicznego elementu, który spowodowałby, że pokochałabym tę historię. Historię młodej dziewczyny z Breslau, która ulega fascynacji nazizmem, by następnie zderzyć się z grozą i okrucieństwem zbrojnego konfliktu.


Tylko, że powieści w podobnej tematyce czytałam ogrom i niestety ta niczym mnie nie zaskoczyła, nie porwała w jakiś szczególny sposób. A tytułowa Matilde momentami irytowała naiwnością, bezrefleksyjnością. Może w kolejnym tomie to się zmieni? Może bohaterka dojrzeje? Trudno było mi ją „polubić”, a brak empatycznej relacji z głównymi postaciami, zwykle utrudnia mi odbiór czytanej fabuły.

Powieść jest natomiast ciekawie skonstruowana – początek osadzony we współczesności intryguje i zachęca do lektury.

Pomimo mieszanych uczuć, uważam, że jest w niej potencjał, dlatego czekam na kolejny tom.

czwartek, 11 stycznia 2024

Florentyna od kwiatów – Agnieszka Kuchmister

„Po co się zamartwiać czymś, co się jeszcze nie wydarzyło?”

Ta książka przewijała się w moich planach czytelniczych już od jakiegoś czasu. W końcu sięgnęłam po nią, niesiona zachwytem nad słuchaną aktualnie serią „Ślady Leszego” Magdaleny Zawadzkiej-Sołtysek, a także ubiegłoroczną lekturą „Starej Słaboniowej i Spiekładuchów” Joanny Łańcuckiej. Szukałam podobnych klimatów: odniesień do ludowych wierzeń, folkloru i specyfiki małej, wiejskiej społeczności, której rytm życia wyznaczają zmieniające się pory roku. I zapewne, gdybym nie miałam za sobą powyższych lektur, a w pamięci także i doskonałego „Prawieku i innych czasów” Olgi Tokarczuk, „Florentyna…” wywarłaby na mnie inne wrażenie.


Niestety czułam pewien niedosyt, czegoś mi brakowało. Trudno było mi zaangażować się emocjonalnie w opowiadaną historię. W moim odczuciu tej powieści bliżej do obyczajówki, niż magicznego realizmu. Nie zraża mnie wielość wątków, czy bohaterów występujących w powieściach, ale tutaj miejscami czułam się zawiedziona, że niektóre były ledwo muśnięte, jakby niedoprowadzone do końca, nie spięte wyraźnie w całość. Nie wybrzmiały tak, jak bym tego oczekiwała. Subiektywne uczucie, przyznaję.

Nie mniej wierzę, że można pokochać tę książkę. Dać się porwać magii związku człowieka z naturą, która stanowi tutaj jakby odrębnego, istotnego bohatera.

Florentyna przychodzi na świat we wsi Sokołów w roku, gdy Polska wraca po latach niewoli na mapę Europy. Jest wrażliwa na głosy natury, grają w niej baśniowe nuty. Przyglądamy się życiu Florentyny na przestrzeni wielu lat i wielu wydarzeń historycznych, które pomimo tego, że dzieją się gdzieś w oddali, mają wpływ na losy jej, i mieszkańców Sokołowa. Mocną stroną książki jest część, gdy akcja dociera do okresu II wojny. Autorka nie wprost, ale sugestywnie oddała zło, które wówczas toczyło ludzkość.

Ta książka kojarzy mi się z jednym słowem: tęsknota. Za ludźmi, za światem, który mija. Za trudnym do uchwycenia uczuciem szczęścia i osiągnięcia równowagi i stabilizacji w życiu.

poniedziałek, 6 listopada 2023

Podróż w niechciane – Danuta Chlupowa

Poruszający obraz pierwszych dni i miesięcy września 1939. Historia skupiona na losach mieszkańców Drogomyśla, związanych w mniejszym lub większym stopniu z Państwowym Stadem Ogierów, które faktycznie funkcjonowało w tym miasteczku na Śląsku Cieszyńskim. Gdy wybuchła wojna, stacjonujące tu stado, które zabezpieczało konie na potrzeby wojska, zostało ewakuowane na wschód. Wraz z zatrudnionymi masztalerzami, innymi pracownikami i ich rodzinami.


Zdezorientowani ludzie uciekają przed niemieckimi bombami, jeszcze pełni wiary, że wojna potrwa chwilę, że za lada moment wrócą do swoich domów.

Na kartach książki przywołane są prawdziwe postacie związane z tym miejscem – między innymi wieloletni, przedwojenny dyrektor Stada w Drogomyślu Kajetan Kajetanowicz. Sugestywnie oddane są realia ewakuacji ludności cywilnej – taborem kolejowym, później autobusami. Dla mnie osobiście niezwykle ciekawy był wątek lubelski – ponieważ jestem troszkę z tym miastem związana. Babcia jednej z bohaterek trafia do szpitala przy ulicy Staszica, gdzie przed laty urodził się mój syn... Zainspirowało mnie to też, do poszukania informacji o historii szpitala (jego przedwojenne nazwa to: „Szpital Św. Wincentego á Paulo w Lublinie”), a to zawsze cenię w literaturze, także beletrystycznej – odniesienia do faktów, prawdziwych miejsc i biografii.

Autorka sugestywnie oddała chaotyczne reakcje przerażonych ludzi, jeszcze nieświadomych, jak przerażający czas właśnie się dla nich rozpoczyna. Opisuje skutki bombardowań, tragiczne przeżycia bohaterów, którzy drżą w niepewności o los swoich bliskich.

Bardzo udane połączenie faktów i literackiej fikcji. Na pewno sięgnę po drugi tom „Droga ku nadziei”.