Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Albatros. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Albatros. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 września 2026

Rodzeństwo – Moa Herngren

Wnikliwy i momentami niepokojący obraz rodzinnych relacji, opowiedziany z trzech różnych perspektyw. Dwie siostry i brat wracają pamięcią do wspólnego dzieciństwa, jednak szybko okazuje się, że choć dorastali pod jednym dachem, każde z nich nosi w sobie zupełnie inną wersję tych samych wydarzeń.


Punktem wyjścia jest śmierć jednego z rodziców i wszystko, co przychodzi później. Strata ważnej osoby staje się katalizatorem zmian, ale też konfrontacji z tym, co przez lata pozostawało niewypowiedziane. Każde z rodzeństwa inaczej radzi sobie z żałobą, inaczej patrzy na swoją przeszłość, kieruje się odmiennymi priorytetami i ma zupełnie inne wyobrażenie o tym, jak powinno wyglądać ich życie dalej.

Herngren bardzo dobrze pokazuje, jak subiektywna potrafi być pamięć i jak łatwo można patrzeć na te same wydarzenia przez zupełnie inne emocje, doświadczenia i potrzeby.

Książka ma w sobie ciężar emocji, a miejscami pojawia się wręcz niepokojący klimat. Jest dużo psychologicznego napięcia, niedopowiedzeń. Czytając, można mieć wrażenie, że coś cały czas delikatnie drży i nie pozwala odłożyć tej historii bez refleksji.

„Rodzeństwo” to książka przede wszystkim dla tych, którzy lubią rozbudowaną warstwę psychologiczną i historie o skomplikowanych relacjach rodzinnych. Bardzo dobra powieść obyczajowo-psychologiczna.


czwartek, 27 sierpnia 2026

Odległe życie – M.L. Stedman

Seria dobrych książek towarzyszy mi na końcówce wakacji, a „Odległe życie” M. L. Stedman zdecydowanie się w niej mieści. To jedna z tych historii, które wciągają po cichu, a potem nagle orientujesz się, że jesteś po uszy w życiu bohaterów i absolutnie nie chcesz ich opuszczać.


Historia rozpoczyna się pod koniec lat 60. w Australii i skupia na rodzinie MacBride’ów – hodowców owiec ze stacji Meredith Downs. Jest tu wszystko, co lubię w dużych, rodzinnych opowieściach: skomplikowane relacje, rodzinne tajemnice, poczucie winy, zakazane uczucia i wydarzenia, które w jednej chwili potrafią odebrać człowiekowi wszystko. Do tego bardzo dobre społeczne i historyczne tło Australii.

Trudne wybory, w których naprawdę nie ma dobrych rozwiązań. Są decyzje, z którymi trzeba później żyć. I właśnie ten ciężar wyborów, ich konsekwencji i sekretów sprawia, że „Odległe życie” tak mocno wchodzi pod skórę.

Jedną z najbardziej wyrazistych postaci jest Lorna – silna, charyzmatyczna kobieta, której historia pokazuje, ile może znieść człowiek i jak wysoką cenę czasem płacimy za próbę ochrony tych, których kochamy.

Na kartach książki pada zdanie: „Pilnuj swoich sekretów”. Ale czy faktycznie chronimy bliskich, kiedy za wszelką cenę strzeżemy ich przed prawdą? A może najbardziej bolesna prawda jest lepsza niż życie zbudowane na przemilczeniach?

„W życiu każdego z nas jest taki czas, gdy wszystko jest możliwe, gdy wydaje się nam, że możemy wszystko i zostaniemy tym, kim tylko zechcemy. Potem dopada nas rzeczywistość.”

To chyba kwintesencja tej historii. Bo świat potrafi odebrać człowiekowi niemal wszystko. A jednak człowiek ma w sobie zdumiewającą siłę, żeby podnieść się nawet z najgłębszej przepaści.

„Odległe życie” jest opowieścią o stracie, miłości, przetrwaniu i konsekwencjach decyzji, których nie da się cofnąć. Epicką, emocjonalną i momentami naprawdę łamiącą serce. I taką, od której naprawdę trudno się oderwać.

Mam tylko jedno zastrzeżenie, dotyczące realizacji audiobooka. I piszę to z prawdziwą przykrością – lektorka momentami wkłada w interpretację tekstu zdecydowanie zbyt dużo emocji. Bywało to zwyczajnie irytujące, ale cóż… to konsekwencja wyboru audiobooka ;)

niedziela, 26 lipca 2026

Sceny z życia rodzinnego (Rozwód. Teściowa.) – Moa Herngren

Rozwód (tom 1)       Teściowa (tom 2)

Przyznam szczerze, że już same tytuły książek „Rozwód” i „Teściowa” autorstwa Moa Herngren nie zachęcały mnie do lektury. Spodziewałam się lekkich, przewidywalnych obyczajówek, może nawet czegoś w rodzaju „obyczajowej papki”. Ale zaryzykowałam i zabrałam je ze sobą na wakacyjny wyjazd. Okazało się, że to naprawdę mądre i poruszające powieści, które skłaniają do refleksji.


Obie książki należą do cyklu Sceny z życia rodzinnego, jednak nie łączy ich fabuła ani bohaterowie. To dwie całkowicie niezależne historie, które można czytać w dowolnej kolejności.

Największą siłą tych powieści jest sposób, w jaki autorka przedstawia rodzinne konflikty i relacje. W obu książkach poznajemy wydarzenia z perspektywy kilku bohaterów. Dzięki temu czytelnik nie otrzymuje prostego podziału na „dobrych” i „złych”, lecz ma możliwość zrozumienia motywacji każdej ze stron. To sprawia, że trudno jednoznacznie ocenić, kto ma rację, ponieważ każdy patrzy na tę samą sytuację przez pryzmat własnych doświadczeń, emocji i zranień.

Szczególnie wciągająca jest „Teściowa”. Niby powieść obyczajowa, a momentami buduje napięcie niemal jak thriller psychologiczny. Z pozoru zwyczajne rodzinne sytuacje stopniowo odsłaniają coraz głębsze konflikty, niedopowiedzenia, traumy sprzed lat.

Moa Herngren pokazuje, że życie rzadko jest czarno-białe i trudno w nim o proste rozwiązania. Każda ze stron ma swoje argumenty, swoje racje i swoje błędy. Właśnie ta wielowymiarowość sprawia, że książki są tak wiarygodne i wartościowe. To nie tylko ciekawe historie o rodzinie, ale także opowieści, które skłaniają do zastanowienia się nad własnymi relacjami, komunikacją i ocenianiem innych.

Zdecydowanie polecam każdemu, kto ceni literaturę obyczajową z psychologiczną głębią. A ja na pewno sięgnę po kolejną książkę z tej serii: „Rodzeństwo”.

Cytaty ("Teściowa"):
"[...] najgorsza rzeczą, jaką można zrobić, jest brak komunikacji między ludźmi."
"Niestety, prawda jest taka, że im bardziej unikamy myślenia o jakiejś sprawie, tym bardziej nie możemy wyrzucić jej z głowy."
"[...] czasami najlepsza pomoc może polegać na tym, żeby się do niczego nie wtrącać."



niedziela, 25 stycznia 2026

Kiedy żurawie odlatują na południe – Lisa Ridzén

Hm… nie załapałam klimatu tej powieści. Nie zbliżyłam się emocjonalnie do żadnego z bohaterów. Moja empatia tym razem nie zadziałała – a może podświadomie wyparłam fakt, że tak naprawdę każdy z nas, w różnym wymiarze, dotknie kiedyś tego, o czym ta książka opowiada: starości i odchodzenia.


To lektura smutna i trudna w odbiorze. Myślę, że nie jest dla każdego. Młodszego czytelnika może znudzić, a dojrzałego – zaniepokoić, wywołać bolesne wspomnienia i bardzo osobiste skojarzenia.

Centralnym punktem powieści jest obraz mężczyzny w mocno zaawansowanym wieku, który za wszelką cenę próbuje zachować sprawczość i samodzielność. Pięknie pokazana została troska najbliższych o jego bezpieczeństwo, a także cały system opieki nad osobą starszą. Mimo to książka nie wzbudziła we mnie tej czułości, o której tak często czytałam w opiniach innych czytelników.


Najbardziej poruszające okazały się fragmenty retrospektywne – wspomnienia dzieciństwa, własnej dorosłości, miłości i przyjaźni. Za serce chwyta również relacja starszego pana z jego psem, Sixtenem, oraz lęk przed tym, że opiekujący się nim ludzie – rodzina i pracownicy opieki społecznej – próbują przekonać go, iż jest już zbyt niedołężny, by móc zajmować się swoim pupilem.

To niełatwa opowieść o przemijaniu, która bardziej niepokoi niż koi. Będę szczera – nie miałabym odwagi jej polecać innym…


czwartek, 5 czerwca 2025

Colette – Valérie Perrin

Na ten rok miałam dwa czytelnicze marzenia: nowa książka Jakuba Małeckiego i przekład nowej książki Valérie Perrin. I oto się spełnia! Pan Jakub Małecki kilka dni temu ogłosił, że właśnie ukończył pisanie nowej powieści, a ja niemalże w tym samym czasie przeczytałam ostatnią stronę „Colette” Valérie Perrin!


Pisarka udowadnia, że jest narratorką DOSKONAŁĄ. Jej historie tak angażują, że podczas lektury po prostu JEST się w środku opowieści. Towarzyszy się bohaterom, kibicuje im, dogłębnie przeżywa ich rozterki, analizuje ich przemyślenia i podejmowane wybory. Myśl o Colette, Blanche, Agnes i pozostałych postaciach, była ze mną nawet w chwili, gdy odkładałam książkę i oddawałam się codziennym obowiązkom. Coś wspaniałego!

Czuć też scenopisarskie doświadczenie autorki. Dynamicznie poprowadzona opowieść powoduje, że historia nieustannie trzyma w emocjonalnym napięciu, porusza i angażuje. Sprzyjają temu różne formy narracji, w tym ciekawy pomysł z wprowadzeniem monologu nagranego przez jedną z bohaterek na taśmie magnetofonowej oraz przedstawienie wydarzeń z perspektywy kilku bohaterów. Dodatkowo wykreowana rzeczywistość jest taka pełna, wielowymiarowa, brak tu luk, niedomówień. Za każdą postacią kryje się jakaś historia, która wraz z wątkiem głównym tworzy doskonałą całość.

Wszystko zaczyna się w chwili, gdy Agnes, uznana reżyserka, otrzymuje telefon, że zmarła jej ciocia, Colette. Informacja jest zaskakująca, ponieważ Colette została pochowana… trzy lata wcześniej. Dlaczego sfingowała swoją śmierć? Co się za tym kryje? Odpowiedź skrywają taśmy magnetofonowe, które pozostawiła dla swojej bratanicy.

Wsłuchajcie się koniecznie w jej opowieść… Tak jak Agnes, która dzięki temu odkryje nie tylko sekrety trudnego życia Colette, ale też zawędruje w prawdę o życiu swoim, swoich rodziców i bliskich jej osób.

Książka, w której wybrzmiewają pasje, i w której słuchać muzykę. Ale też książka, która ukazuje mroczną stroną człowieczeństwa. Książka z tych, do których się wraca.



Cytaty:

„Ulegli potrafią być bestiami.”

„Ludzie wciąż porównują. Szufladkują, rozdzielają, grupują.”

„Zawsze trzeba myśleć o tych, którzy przyjdą po tobie, niezależnie od tego, gdzie jesteś.”

„Żadna rola nie jest mała dla wielkiego aktora.”

„- Myśli pan, że niektóre dni tygodnia są weselsze od innych?
  - To zależy z kim się jest.”

„Słowa, które człowiek zbyt długo powstrzymuje, wymykają się czasem wbrew woli.”

„Tymczasem, jakie to w ogóle ma znaczenie, jak ludzie na ciebie patrzą?”

„Człowiek powinien częściej słuchać swoich dzieci.”

„Gdy ktoś powierza ci sekret, trzeba zachować milczenie.”

„Niczego się nie bój, rób tak, jak chcesz.”

„Najtrudniejsze, gdy się kogoś spotyka, to powiedzieć mu o swoich uczuciach.”



wtorek, 27 maja 2025

Jak powietrze – Ada D’Adamo

Poruszająca książka. Forma pożegnania autorki z córką i… z życiem. Ada D’Adamo była włoską tancerką baletową. Narodziny niepełnosprawnej córki Darii, całkowicie zmieniło jej świat.


Książek w podobnej tematyce bywa dużo – niepełnosprawne dziecko, choroba jednego z rodziców to literacko dość „chwytliwy” temat i murowany wyciskacz łez. Ale autorka zachowała rzadko spotykany balans: bez dramatyzowania, bez idealizowania snuje przemyślenia o doświadczaniu trudnego macierzyństwa i własnej choroby. W przypadku tej książki warto być czytelnikiem świadomym: to nie jest fabuła wymyślona. To zapis autentycznego życia.

Ada D’Adamo pozostawiła po sobie książkę, która pomimo tego, że podejmuje tematyką namacalnego nieszczęścia, ma w sobie piękny przekaz siły, miłości, zrozumienia. Tak dużo tu subtelności. 
Naprawdę bardzo Wam polecam…
Audiobook w mistrzowskiej interpretacji pani Marii Seweryn.


piątek, 5 kwietnia 2024

Zapomniane niedziele – Valérie Perrin

„Tylko literatura jest w stanie pozwolić nam wejść głęboko w życie drugiej istoty, rozumieć jej racje, dzielić jej uczucia, przeżyć jej los.”
Olga Tokarczuk, wykład noblowski


Zastanawiam się, czy gdybym „Zapomniane niedziele” – debiut Valérie Perrin, przeczytała jako Jej pierwszą książkę, to czy też zachwyciłaby mnie tak, jak było to w przypadku „Życia Violette”? Zapewne moja odpowiedź obiektywna nie będzie, ale tak: zachwyciłaby mnie. Bo Perrin w swoim pisarstwie ma to, o czym w noblowskim wykładzie mówiła Olga Tokarczuk: CZUŁOŚĆ. Dzięki wyjątkowej wrażliwości nadaje sens i znaczenie najdrobniejszym doświadczeniom i wewnętrznym przeżyciom swoich bohaterów.

Gdy poznaję historie opowiadane przez Perrin, czuję, że dotykam prawdy o człowieku. Czuję szacunek jakim Autorka obdarza tworzone przez siebie postacie. I czuję Jej zrozumienie dla ich życiowych wyborów. Nie zawsze prostych, i nie zawsze właściwych.

Kiedy zaczyna się starość? Gdy zaczynamy gubić klucze? Łamiemy kość biodrową? Czy może wtedy, gdy zostajemy samotni? Albo osamotnieni.
Czy człowieka można… ukraść? Tak jak pieniądze z banku? Pozbawić go tożsamości, miłości jaką znał, przeszłości, która tworzyła jego życie? I zrobić to po to, aby zbudować swoje szczęście?

Główną bohaterką powieści „Zapomniane niedziele” jest niewiele ponad dwudziestoletnia Justine. Starzy ludzie z domu opieki „Pod Hortensjami”, gdzie pracuje jako opiekunka, obdarzają ją prezentami najpiękniejszymi: opowieściami o swoim życiu. Najbliższa Justine, a tym samym i nam – czytelnikom, staje się Hélène Hel. Historia życia tej staruszki stanowi równoległą do głównej, linię narracyjną.
Teraźniejszość Justine determinuje bolesna strata z dzieciństwa. Towarzyszymy jej dojrzewaniu do tego, aby podążyć śladem tajemnicy, która zakleszcza rodzinę w niedomówieniach i stępionych emocjach. Czy odkrycie, jakiego dokona pomoże jej otworzyć się na własną przyszłość?

Przepiękna powieść. Delikatna. Subtelna. Wyważona. Prawdziwa. CZUŁA. Mądra.

wtorek, 25 lipca 2023

Kozioł ofiarny – Daphne du Maurier

Podobno każdy z nas ma gdzieś w świecie swojego sobowtóra. Nie każdy zaś, tak jak John, ma okazję spotkać się z nim zupełnie przypadkowo twarzą w twarz. A to właśnie przydarzyło się temu angielskiemu wykładowcy języka francuskiego, samotnemu, rozczarowanemu jałowym życiem, pozbawionym emocji i bodźców. Spotkany w Le Mans w dworcowym bufecie Jean, wydaje się być jego przeciwieństwem – w sensie stylu prowadzonego życia, priorytetów, rodzinnej sytuacji, pozycji społecznej.


Inicjatorem szaleńczej zamiany, do której dojdzie wbrew Johna, jest ów zmanierowany, uciekający przed (jak się później okaże) zobowiązaniami wobec rodziny i prowadzonej firmy, hrabia de Gué.

Tydzień – to czas darowany Johnowi w Saint Gilles, rodzinnej posiadłości sobowtóra, aby posmakować jak to jest: nie być samemu na świecie, mieć obok siebie ludzi, za których jest się odpowiedzialnym. Czas na narodzenie uczuć.

Zadziwiająco dobrze zacznie się odnajdywać w nowych realiach. Rzucony w krąg ludzi, o których nic nie wie, bez wiedzy o relacjach między nimi. Bez orientacji w sytuacji finansowej, w jakiej znajduje się fabryka szkła hrabiego Jeana de Gué’a. Dominuje atmosfera niepewności, mroku goszczącego w sercach właściwie każdego z członków „nowej” rodziny. Gęstniejąca niczym zaplatana bez końca pajęcza nić.

Du Maurier (mistrzyni literackiej empatii!) doskonale kreuje układ rodzinnych intryg i zależności. Subtelnie kreśli prawdziwy charakter mieszkańców Saint Gilles, skrępowanych pozorami, znajdujących się tak naprawdę na krawędzi. Nie tylko finansowej, ale przede wszystkim emocjonalnej.

Zakończenie powieści wywołało we mnie… smutek. Polubiłam Johna. Jego poczciwość, czystość intencji. Pragnienie zaszczepienie dobra w pokiereszowanej rodzinie swojego sobowtóra. Narracja, prowadzona w pierwszej osobie, daje możliwość wejścia w emocje Johna. Jego przemyślenia, analizowanie sytuacji, rozterki, prawdziwe zaangażowanie w problemy obcych ludzi.

Książka miała swoją premierę w roku 1957 i ma wciąż aktualny, bo ponadczasowy, wydźwięk. Czyż czasami nie dopada nas myśl, aby na chwilę uciec od własnej codzienności i posmakować innego życia?


Zapisane cytaty:

„Nikt nie ma prawa igrać z życiem innych.”

„Wszystko zostaje z czasem zapomniane. Takie jest życie.”

czwartek, 13 lipca 2023

Zatoka Francuza – Daphne du Maurier

„Kobiety nie lubią dowiadywać się o sobie prawdy.”

Na wakacyjny wyjazd do Grecji zabrałam trzy książki. W ciągu 10 dni przeczytałam w całości tylko dwie i połowę trzeciej. Zbyt pochłaniało mnie błogie celebrowanie leniwych chwil, szum morza, przecudne rodyjskie widoki, zwiedzanie wyspy w diabelskim słońcu, a wszystko w rytm osławionego greckiego siga-siga. Postawiłam między innymi na Daphne du Maurier, i o ile „Kozioł ofiarny” pochłonął mnie bez reszty, o tyle z książką, którą dzisiaj prezentuję – miałam problem. Nie wiem, co nie pykło? Może moje osobiste upodobania – nigdy nie byłam fanką powieści, ani filmów kostiumowych z awanturniczym motywem pirackim. A w tej du Maurier postanowiła zabawić się tą konwencją.


Nastrojowość godna mistrzyni klimatycznych fabuł – bez zarzutu. I jak to w twórczości du Maurier bywa, intryguje postać kobieca – silna, podążająca za głosem własnego serca i sumienia, ceniąca niezależność.

Dona, Lady St. Columb, żona i matka, 30-letnia kobieta z wyższych sfer, znudzona życiem pełnym zbytku u boku męża arystokraty, spotyka Jeana-Benoit Aubéry – outsidera, a właściwie… przestępcę na miarę siedemnastowiecznych opowieści morskich: pirata. Co mogą sobie wzajemnie ofiarować ludzie ze skrajnych środowisk i z odmiennym systemem wartości? A jednak zaiskrzy!


Powieść powstała na początku lat 40-ych XX wieku, akcję zaś autorka umiejscowiła w XVII wieku w Kornwalii. Zadziwia jak niezmiennie aktualne są moralne rozterki głównej bohaterki. Jej pragnienie ucieczki od pozorów, miałkości towarzyskich kontaktów. Upragnienie wolności i niezależności. Dążenie do tego, aby nadać swojemu życiu jakość. Du Maurier to potrafiła – pisać ponadczasowo. Bo skupiała się na ludzkich uczuciach, pragnieniach i namiętnościach, które okazuje się są niezmienne i nie poddają się czasowi.

Książka na pewno przypadnie do gustu fanom romansu historycznego i przede wszystkim powieści awanturniczo – przygodowej.






wtorek, 4 kwietnia 2023

Cudowne lata – Valerie Perrin

W tej historii można się zakochać, ale trzeba dać jej szansę. Trzeba dać sobie czas, aby poznać bohaterów, wczuć się w klimat lat przywołanych na kartach powieści (osiemdziesiąte i dziewięćdziesiąte XX wieku) i postarać się emocjami wrócić do swojego cudownego czasu – własnego dorastania. Przyjaźni, pasji, przemyśleń, marzeń, ale też niepokojów i traum. Nawet jeśli, tak jak w przypadku bohaterów tej książki, nie będą to wspomnienia łatwe.


Autorka jest mistrzynią emocjonalnego, ale nie ckliwego tworzenia literackiej fikcji.

Jest taki moment w tej książce, dopiero w dwóch trzecich całego woluminu, gdy po prostu odpada się emocjonalnie. Na nowo składa się w myślach wszystko, co do tej chwili się przeczytało. Gdy nagle chce się rozpocząć lekturę od początku, by dostrzec więcej. I zrozumieć, co spowodowało, że trójka nierozłącznych przyjaciół z czasów nastoletnich – Adrien Bobin, Étienne Beaulieu i Nina Beau – jako dorośli ludzie nie mają ze sobą kontaktu? Kim jest jedna z narratorek, z relacji której poznajemy losy przyjaźni nierozłącznej Trójki?

Cudowna historia. Bogata w treść, z ciekawymi, niebanalnymi osobowościami. Inspirująca i wzbudzająca własne wspomnienia. Absolutnie nie zawiodłam się na drugiej książce Valerie Perrin. Stała mi się bliska, tak jak bliska będzie mi na zawsze powieść „Życie Violette”.


Zapisane cytaty:

„Dojrzewanie jest brutalne: gwałtowne zmiany, konieczność zaakceptowania ich.”

„Dzieło sztuki potrafi oderwać od najgorszej rzeczywistości.”

„Skóra bez dotyku umiera. W ciele, na które nikt nie patrzy zawsze panuje zima.”

„Morze to niebo, które usiadło na ziemi.”

„Czasem myśli się, że NIE, a potem okazuje się, że TAK.”

„Cierpienie niszczy wszystko, nawet plany na przyszłość.”

„Życie to samotność, a jeśli przypadkiem trafi się na bratnia duszę, trzeba to traktować jak prezent od losu.”

„Prawdziwe słońce świeci tam, gdzie są nasi bliscy.”

„W duszach matek, dzieci pozostają na zawsze dziećmi.”

„Stajemy się tacy, jakimi czynią nas inni, stajemy się tacy, jakimi zgadzamy się być.”

czwartek, 17 listopada 2022

Światło między oceanami – M.L. Stedman

„Każdy z nas ma wybór. Zawsze.”

Nie pamiętam, abym sięgnęła po książką, na podstawie której wcześniej obejrzałam nakręcony film. Zwykle obawiam się, że znajomość fabuły odbierze mi przyjemność z lektury. Niepotrzebnie się obawiałam i cieszę się, że dla tej historii zrobiłam wyjątek. Fabuła to jedno, ale tylko słowo pisane daje pole dla naszej wyobraźni, dogłębnie pozwala na empatyczne wejście w sytuację bohaterów. Śledząc losy Isabel i Toma oraz małej społeczności portowego miasteczka Point Partageuse, szalenie trudno stanąć po którejkolwiek ze stron konfliktu. Bo każda ma swoją prawdę i swoje prawo. Swoją miłość. I swoją stratę.


Cóż może potrzebować dwoje kochających się ludzi w miejscu, które daje schronienie przed światem? Bezludna wyspa Janus Rock, niosąca w czerń nocy światło latarni, położona między oceanami Spokojnym i Indyjskim, tuż u wybrzeża Australii, jawi się niczym utopijne rajskie miejsce. Latarnikowi Tomowi i jego świeżo poślubionej żonie brakuje tylko jednego: dziecka. Tom – zrównoważony, obowiązkowy i Isabel – pracowita, oddana, wnosząca w życie promienie spontaniczności i czystej radości. Boleśnie doświadczeni przez los młodzi małżonkowie, stają przed trudnym wyborem, które odmieni życie nie tylko ich, ale też pewnej małej dziewczynki i jej najbliższych.

Tom doświadczył na froncie pierwszej wojny światowej okrucieństwa. To spowodowało, że pragnął tylko jednego. Życia. Po prostu, zwyczajnie. TYLKO.

Isabel pragnęła po prostu i zwyczajnie doświadczenia cudu macierzyńskiej miłości.

Przepiękna historia, opowiedziana w sposób pełny. Bez ckliwości, a jednak chwyta za serce. Bez narzucania osądów. Czytelnik ma nie lada problem: kto ma rację, komu kibicować, komu oddać serce?

Jeśli oglądaliście film – przeczytajcie książkę. Jeśli czytaliście książkę – obejrzyjcie film. Rzadki przypadek, gdy historia opowiedziana przez dwie różne formy sztuki jest w stanie porwać odbiorcę.


Zapisane cytaty:

„Człowiek nigdy nie wie, za co będzie wdzięczny losowi.”

„Macierzyństwo to tajemnicza rzecz. Jak odważna musi być kobieta, by się na nią zdecydować.”

„Jesteś moją druga połówką w niebie.”

„Wystarczyła chwila, by życie ograbiło człowieka ze wszystkiego, co tak pieczołowicie pielęgnował, i nie było szans, by to odzyskać.”

„Historia jest tym, na co przyzwala społeczeństwo.”

„Życie […] to parszywy drań, któremu nigdy nie wolno ufać. To co daje hojnie jedną ręką, bez zastanowienia odbiera drugą.”

„Ludzie, którzy myślą o dobrych rzeczach są szczęśliwi.”

„Każdy z nas ma wybór. Zawsze.”

"Aby myśleć o przyszłości, należy pogodzić się z tym, że nie zmieni się przeszłości.”

czwartek, 14 kwietnia 2022

Życie Violette – Valérie Perri

„Jeśli tak szybko przechodzimy przez życie, to chociaż siejmy po drodze kwiaty.”


Przeczytałam w swoim życiu ogrom książek. Przeczytam ich zapewne jeszcze dużo, dużo... I już teraz wiem, że „Życie Violette” będzie ze mną ZAWSZE. Jeśli w sercu miłośnika literatury jest szufladka na lektury niezapomniane i doskonałe, to właśnie do niej chowam dziś tę powieść.

Valérie Perrin, niczym tytułowa Violette, ma zdolność ukazywania rzeczy w zupełnie innym świetle, niż widzieliby je inni. No bo pomyślcie tylko: jak to możliwe, że książka, której bohaterka jest dozorczynią cmentarza i wokół niego rozgrywa się duża część fabuły, książka, która tak naprawdę jest smutna, może nosić w sobie potężny ładunek dobra, budującej nadziei, optymizmu i ciepła?

To książka, która otula. Która koi. Która pomimo mrocznych brzmień, jest sama w sobie jasnością i czystością. Równocześnie miłością i cierpieniem. W piękny i prosty sposób, bez epatowania banałem, opowiada o skomplikowanych relacjach i boleśnie trudnych wydarzeniach. Utkana z opowieści o Violette i ludziach, którzy na różnych etapach jej życia znajdują się blisko niej. Wszystkie razem tworzą subtelne przesłanie o wyjątkowości i niepowtarzalności życia. Życia, które nigdy nie jest jednoznacznie dobre i jednoznacznie złe. Uczy pielęgnowania małych, codziennych radości.

Książka, która pozostanie ze mną na zawsze, której nigdy nie zapomnę, do której będę wracała w różnych momentach mojego życia – szczęśliwych i trudnych.

Idźcie na spotkanie z Violette – stanie się ona dla Was kimś wyjątkowym, kimś bardzo, bardzo bliskim… Przeprowadzi Was przez smutek, nauczy pogodnego uśmiechu. Bo to nie jest książka tylko o życiu Violette, to książka o życiu każdego z nas.

Chylę czoła przed wrażliwością Autorki. Żałuję, że nie znam francuskiego, mam nadzieję, że internetowy translator nie sprofanuje za bardzo moich podziękowań pod adresem Valérie Perrin: Chère Madame, je vous remercie beaucoup pour votre merveilleux livre "Changer l'eau des fleurs".


Zapisane cytaty:

„Każdy mój dzień to prezent od niebios.”

„Śmierć zaczyna się wtedy, kiedy już dla nikogo nie możesz być obiektem marzeń.”

„Księga życia to najważniejsza księga, której nie można ani zamknąć, ani otworzyć, kiedy się chce; chciałoby się wrócić do ulubionych fragmentów, a tu pod palcami już pojawia się strona, na której przychodzi śmierć.”

„Ludzi nigdy nie spotyka się przez przypadek. Pisane im było, żeby drogi ich przecięły się z jakiegoś powodu.”

„Gdyby za każdym razem, kiedy o Tobie myślę, wyrastał kwiat, ziemia byłaby jednym wielkim ogrodem.”

„Ciemności nigdy nie są całkowite, u kresu drogi zawsze pojawia się jakieś otwarte okno.”

„Wiosną wszystko wydaje się możliwe, świetlane, obiecujące.”

„Gdyby tak robić tylko to, co należy, życie byłoby smutne.”

„Liście spadają, pory roku mijają, tylko wspomnienie trwa wiecznie.”

„To takie cudowne uczucie, jak ktoś człowieka całuje w piękne dni.”

„[…] życie i przyzwyczajenia da się zmienić.”

niedziela, 13 marca 2022

Rebeka – Daphne du Maurier

Wydana w 1938 powieść brytyjskiej pisarki Daphne du Maurier to klasyka, którą każdy książkoholik powinien przeczytać. Zadowoli wielbicieli kryminałów, powieści romantycznych, a także podążających za dreszczykiem emocji. Uczta dla tych, którzy lubią śledzić wewnętrzne monologi bohaterów. W tej powieści do perfekcji doprowadzona jest narracja w pierwszej osobie. Czytelnik nieustannie towarzyszy myślom głównej bohaterki. To jej oczami śledzimy tok wydarzeń, jej emocjami poznajemy całą historię i wszystkie osoby dramatu.


Nie nazwana z imienia dziewczyna opowiada o swoim życiu u boku Maxima de Winter w majątku Manderley. Poznali się przypadkiem w Monte Carlo. On – przystojny, bogaty mężczyzna uciekający od wspomnień o tragicznej śmierci pierwszej żony – tytułowej Rebeki. Ona, młodziutka, niedoświadczona, uboga dama do towarzystwa dość irytującej pani van Hopper. Młoda mężatka trafia do majątku mężczyzny, gdzie każdy kąt tchnie obecnością zmarłej poprzedniej pani de Winter, każda rzecz, mebel, bibelot pamięta dotyk jej dłoni.

Z początku narratorka wydawała się mi naiwna, chwiejna. Sparaliżowana nieśmiałością, przewrażliwiona na własnym punkcie. Poddająca się emocjom i własnym wyobrażeniom. Na szczęście w miarę rozwoju akcji pomyślałam, że jest po prostu wrażliwą, delikatną dziewczyną pragnącą miłości i rodzinnego szczęścia. Onieśmieloną stylem życia, którego nie znała, przerażona oczekiwaniami społecznymi, zdominowana przez pełną mroku i złośliwości gospodynię panią Danvers, a nade wszystko mierząca się z nieustannym wspomnieniem pozornie idealnej Rebeki, zmarłej pierwszej żony Maxima.

Lektura tej powieści jest magnetyzująca, pełna tajemnicy, z lekko gotycką aurą. Napięcie rośnie miarowo. Nic dziwnego, że zafascynował się nią mistrz suspensu Alfred Hitchcock. W roku 1940 za ekranizację „Rebeki” został uhonorowany Oscarem.

Warto zapoznać się z biografią autorki – Daphne du Maurier, której życie osobiste obfitowało w nieoczywiste wątki i tajemnicze zdarzenia...

Zapisane cytaty:

„Podobno istnieje taka teoria, że przeżyte cierpienia udoskonalają zarówno mężczyzn, jak i kobiety i że aby osiągnąć cos na tym lub innym świecie, musimy przejść próbę ognia.”

„Szczęście nie jest wartością, która można ocenić, jest to sposób myslenia, stan umysłu.”

„[…] jakie to dziwne, że życie biegnie niezmiennie swoim trybem, niezależnie od jakichkolwiek wypadków. Wykonujemy mechaniczne te same czynności – jemy, śpimy, myjemy się. Żadne dramatyczne wydarzenie nie może przełamać siły życia.”

piątek, 4 lutego 2022

Czerń i purpura – Wojciech Dutka

„Czerń i purpura” inspirowana jest życiorysami słowackiej żydówki Heleny Citronovej i Franza Wunscha – austriackiego esesmana zasilającego załogę SS w KL Auschwitz.


Koleje losu powieściowych Mileny Zinger i Franza Weimerta poznajemy na tle wnikliwie odtworzonej sytuacji politycznej Europy końca lat trzydziestych, zmierzającej ku najstraszliwszej z wojen. Czuć, że powieść wyszła spod pióra historyka. I ja to szalenie cenię!

Często w książkach z tego okresu historycznego poszukuję wyjaśnienia, jak to możliwe, że Hitlerowi i jego faszystowskiej spółce udało się omamić blisko 70-milionowy naród? W powieści Wojciecha Dutka odnalazłam obraz budowania przez niemiecki system podwalin pod Zagładę. A także, po raz kolejny, literacko zmierzyłam się z nierealnym wprost okrucieństwem Shoah.

Franz, z religijnego chłopca przeistacza się w młodego mężczyznę, który przyjmuje chorą etykę jako swój nowy życiowy drogowskaz. Obserwujemy proces, który doprowadził go do pełnej identyfikacji z ideologią faszystowską i bezrefleksyjnej akceptacji kryteriów czystości rasy według paranoicznej pseudo-lekcji anatomii wg Mengele. Dał się zaplątać w kłamstwo między prostacką rasistowską ideologią a romantycznym mitem niemieckiego rycerza. Poddał systemowi odzierania Żydów z człowieczeństwa. Bo, aby narodziło się zło, należało właśnie odhumanizować, odczłowieczyć, uprzedmiotowić.

Milena z kolei z dziewczyny podporządkowanej tradycyjnej, żydowskiej rodzinie, przeistacza się w niezależną i pewną siebie młodą kobietę, świadomie rozpoczynającą budowanie swojego życia. Ale okrutne tryby dziejów mają dla niej inną rolą – więźniarki numer 1970… Przewrotny chichot historii zaś spowodował, że Franz, wierny strażnik faszyzmu ulokował uczucia w kobiecie-podczłowieku, żydowskiej dziewczynie, więźniarce w Auschwitz.

Książka jest reklamowana jako historia miłości żydówki i esesmana. Moim zdaniem jest to określenie na wyrost. Między dwojgiem bohaterów nie ma namiętności, nie ma właściwie oznak czułości. Oprócz BEZCENNYCH gestów ze strony Franca, który w najbardziej dramatycznych momentach obozowej rzeczywistości czuwa nad Mileną, aby ta miała szansę na przeżycie. Jest między nimi trudna do określenia relacja. Jednocześnie intymna i nierzeczywista, niemożliwa.

Na kartach powieści przewija się bardzo wiele postaci historycznych. Przede wszystkim ogrom załogi obozu w Auschwitz i Birkenau, ale też więźniów. Niektórzy mieli decydujący wpływ na głównego bohatera – powieściowy Franc obserwuje 9 sierpnia ostatnie chwile przed zagazowaniem zakonnicy Teresy Benedykty od krzyża (Edyty Stein).

Lektura książki budzi refleksję: czy istnieje jakakolwiek zasada, która sankcjonowałaby zło w imię czynienia dobra? Przerażający obraz Zagłady. Naprawdę niektóre fragmenty są trudne do przebrnięcia ze względu na nieprawdopodobną bestialskość...


Zapisane cytaty:

„Rasizm czyni ludzi ślepymi.”

„Cierpienie w samotności jest drogą prowadzącą ku rozpaczy i pustce.”

„W Auschwitz nie istniały żadne zasady moralne, które mogły zapewnić przetrwanie. […]”

środa, 26 stycznia 2022

Malarz dusz – Ildefonso Falcones

Fascynująca powieść, którą pokochają osoby zaczytujące się w fabułach osadzonych w historii.


Początek XX wieku w sercu hiszpańskiej Katalonii. Barcelona trawiona przez gospodarczą zapaść. Trwa walka niższych warstw społecznych o lepsze życie, o 8 godzinny dzień pracy. Rozwój przemysłu i postępująca mechanizacja pozbawiają pracy tysiące robotników. Miasto zalewa fala bezrobotnych, niewykwalifikowanych analfabetów. Ulica wybrzmiewa hasłami anarchistycznymi i antyklerykalnymi.

Barcelona tętni armią dzieci ulicy i żebraków, drobnych przestępców, szukających sposobów na przeżycie. Żyjących nawet nie z dnia na dzień, co z godziny na godzinę. Barcelona – zbrukana, pełna oszustów, dla których liczył się tylko zysk w czasach, gdy bieda była codziennością większej części mieszkańców.

Ale obok Barcelony pełnej ulicznej nędzy i brudu, funkcjonuje miasto bogactwa, piękna, w którym rodzi się i rozkwita secesja. Nabrzmiała nadzwyczajnymi, baśniowymi elementami i zdobieniami. Za sprawą dwóch geniuszy – Gaudiego i Domènecha, architektów zmieniających najprostszą nawet rzecz użytkową w sztukę, „ożywiających kamienie”. Wiele wątków i wydarzeń rozgrywa się w scenerii tworzonych wówczas perełek architektury, które możemy podziwiać do dzisiaj: Park Güell, wieża Bellesguard, Casa Milà, Sagrada Familia, Casa Batlló, Pałac Muzyki Katalońskiej, Szpital św. Pawła w Barcelonie.

Książka kipi bogatą i kontrastową paletą uczuć i emocji. Niczym w charakterystycznych dla katalońskiego modernizmu trencadís – mozaikach wykonanych z połączonych odłamków płytek i połamanej porcelany. Wszystko razem komponuje się w wyśmienitą ucztę literacką.

Na tle precyzyjnie odtworzonego tła historyczno-społecznego poznajemy losy Dalmaua i Emmy. Dalmau, utalentowany malarz, projektant ceramiki, okrzyknięty malarzem dusz, balansuje na granicy dwóch odległych światów: biedoty przesiąkniętej rewolucyjnymi ideałami i bogatego, snobistycznego mieszczaństwa. Emma – odważna, silna, zdeterminowana w dążeniu o równość i sprawiedliwość społeczną. Ich zmysłowy i uwikłany w burzliwe wydarzenia związek stanowi oś powieści.

„Malarz dusz” charakteryzuje zagęszczona atmosfera. Całość napisana jest plastycznym językiem, który doskonale oddaje różnorodność i skrajności Barcelony w pierwszych latach XX wieku.

Falcones stworzył wspaniałych bohaterów. Wyrazistych, chciałoby się napisać: poczętych z krwi i kości. Zachwyciła mnie postać Josefy – matki Dalmaua, ciepła, dobra, pełna zrozumienia i miłości, pokorna wobec życia, ale wierna swoim poglądom politycznym i społecznym.

Ta książka rozbudziła moją tęsknotę za tym niesamowitym miastem. Na listę marzeń wpisuję: zwiedzić Barcelonę, przespacerować się jej ulicami, wejść do Parku Güell, stanąć pod majestatyczną Sagrada Familia, oszałamiającymi budowlami katalońskich modernistów!


Zapisany cytaty:

„My, matki, nie zatrzymujemy w pamięci krzywd tych, których urodziłyśmy.”

„Sztuka należy do ludzi.”