Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biografia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biografia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 września 2025

Pierwsza dama – Jolanta Kwaśniewska, Emilia Padoł

Pani Jolanta Kwaśniewska przez dziesięć lat (1995–2005) towarzyszyła swojemu mężowi, prezydentowi Aleksandrowi Kwaśniewskiemu, pełniąc rolę Pierwszej Damy RP. Książka Pierwsza Dama, będąca wywiadem rzeką przeprowadzonym przez dziennikarkę Emilię Padoł, to fascynująca podróż przez ten wyjątkowy okres w jej życiu, ale też – co równie ważne – przez świat wartości, osobistych przemyśleń i codziennych doświadczeń kobiety, która mimo oficjalnej funkcji pozostała sobą.

Na szczęście publikacja nie skupia się na polityce – jest jej tu tylko tyle, ile potrzeba, by nakreślić tło wydarzeń i atmosferę czasów, w których przyszło jej żyć i działać. Zamiast tego dostajemy mnóstwo ciepłych, nierzadko wzruszających wspomnień: zarówno tych związanych ze spotkaniami z głowami państw czy innymi ważnymi osobistościami, jak i tych bardziej prywatnych – z rodziną, przyjaciółmi czy zwykłymi ludźmi napotkanymi na swojej drodze.

W książce znajdziemy także sporo miejsca poświęconego działalności społecznej Pani Kwaśniewskiej – pełnej zaangażowania, pasji i prawdziwej chęci niesienia pomocy. Nie brakuje również tematów osobistych: refleksji nad macierzyństwem, związkami, codziennością czy przestrzenią, którą kobieta powinna umieć zostawić również dla siebie samej.

Całość napisana jest lekkim, przystępnym językiem – dzięki czemu lektura wciąga, a jednocześnie daje poczucie autentyczności i bliskości. Z kart książki wyłania się portret osoby nie tylko eleganckiej i charyzmatycznej, ale przede wszystkim serdecznej, empatycznej i bardzo ludzkiej.

Ciepła, inspirująca opowieść o kobiecie z klasą – pięknej nie tylko zewnętrznie, ale przede wszystkim duchem.

wtorek, 27 maja 2025

Jak powietrze – Ada D’Adamo

Poruszająca książka. Forma pożegnania autorki z córką i… z życiem. Ada D’Adamo była włoską tancerką baletową. Narodziny niepełnosprawnej córki Darii, całkowicie zmieniło jej świat.


Książek w podobnej tematyce bywa dużo – niepełnosprawne dziecko, choroba jednego z rodziców to literacko dość „chwytliwy” temat i murowany wyciskacz łez. Ale autorka zachowała rzadko spotykany balans: bez dramatyzowania, bez idealizowania snuje przemyślenia o doświadczaniu trudnego macierzyństwa i własnej choroby. W przypadku tej książki warto być czytelnikiem świadomym: to nie jest fabuła wymyślona. To zapis autentycznego życia.

Ada D’Adamo pozostawiła po sobie książkę, która pomimo tego, że podejmuje tematyką namacalnego nieszczęścia, ma w sobie piękny przekaz siły, miłości, zrozumienia. Tak dużo tu subtelności. 
Naprawdę bardzo Wam polecam…
Audiobook w mistrzowskiej interpretacji pani Marii Seweryn.


poniedziałek, 5 maja 2025

Ukrywałam Anne Frank. Wszystkie tajemnice Elisabeth – Jeroen De Bruyn, Joop van Wijk-Voskuijl

„Dziennik” Anne Frank to jedna z najważniejszych książek, jakie przeczytałam w życiu. Los mieszkańców oficyny w budynku przy Prinsengracht 263 w Amsterdamie, stał mi się bardzo bliski. Zawładnął moją wyobraźnią i zaangażował emocjonalnie…


„Ukrywałam Anne Frank” to próba opowiedzenia tej przejmującej historii niejako z drugiej strony regału na książki, które skrywały wejście do tajnej skrytki. Niewielkiej oficyny, w której w okresie od 6 lipca 1942 do 4 sierpnia 1944 ukrywała się rodzina Franków oraz czwórka innych Żydów.

Od zeszłego roku, gdy po latach wróciłam do „Dziennika” Anne, starałam się dotrzeć do różnych materiałów, opracowań na temat losów Anne i pozostałych, przymusowych lokatorów tajnej skrytki. Historia tych ludzi to symbol prześladowań Żydów w czasie II wojny. Ktoś ich zdradził. Kto? Autorzy podążają różnymi tropami, które pojawiały się przez lata, ale prawdy chyba już nigdy nie poznamy.

To także poruszająca opowieść o rodzinie jednego z autorów – Joopa van Wijk-Voskuijla, którego mama – Beb, była członkiem wąskiego grona Pomocników wspierających ósemkę ukrywających się Żydów. Poruszająca jest jego szczerość w opowiadaniu o rodzinnych problemach, które generowałą wojenna przeszłość Beb.

Od książki trudno się oderwać. Szalenie ciekawie skonstruowana. „Dziennik” Anne Frank to obraz tego, co działo się w ukrytym mieszkaniu, natomiast „Ukrywałam Anne Frank” to relacja w jaki sposób Pomocnicy organizowali logistycznie wsparcie ukrywającym się. Dostarczali im nie tylko żywność, leki, ale też dbali o ich dobrostan psychiczny – w miarę możliwości spędzali z nimi czas, rozmawiali, dostarczali książki, gazety… Naprawdę to było niesamowite przedsięwzięcie.

Książka zdecydowanie obowiązkowa dla wszystkich, których pochłonął „Dziennik” Anne Frank.


środa, 4 grudnia 2024

Ciekawostki o znanych kobietach

Skandalistki. Kobiety, które zadziwiały i szokowały – Małgorzata Czapczyńska

Kobiety z obrazów. Polki – Małgorzata Czyńska


Obydwie prezentowane książki można czytać z „doskoku”, we fragmentach, w przerwach między różnymi czynnościami lub w trakcie innych lektur. Obydwie prezentują rysy życiorysów kobiet znanych mniej lub bardziej, które zapisały się na kartach historii, szeroko rozumianej kultury, sztuki, literatury, filmu, czy nawet w annałach kryminalistyki. Wiele biogramów znam z obszerniejszych opracowań, czy filmów dokumentalnych lub fabularnych (jak chociażby w przypadku Olgi Boznańskiej, Rity Gorgonowej, Fridy Kahlo, Marii Dąbrowskiej, Edith Piaf, Zofii Stryjeńskiej, sióstr Pareńskich). Nie mniej, chociaż wszystkie zasługują na oddzielne biografie, i zresztą wiele z nich takie posiada, to jednak dobrze, że są takie wydawnictwa zbiorowe, które mogą być przyczynkiem do dalszych, głębszych poszukiwań.

Obydwie książki są ilustrowane oraz zaopatrzone w bibliografię i źródła.

poniedziałek, 5 sierpnia 2024

Ciała – Annie Ernaux

Ajć… pierwsza książka Annie Ernaux, która wzbudziła we mnie mieszane uczucia. Emocjonalna wiwisekcja, która zwyczajnie była dla mnie – chyba – za ciężka.


Na zbiór „Ciała” składają się trzy opowiadania: „Zdarzenie”, „Pamięć dziewczyny”, „Młody mężczyzna”. Wszystkie są zbudowane na autorefleksji i wspomnieniach. Tematy trudne, spowite zwykle tabu: aborcja, pierwsze kontakty seksualne, związek starszej kobiety z młodym mężczyzną. Bardzo intymna, odważna – ale to już znam z poprzednich powieści (doskonałych: „Bliscy” i „Lata”).

Tym razem nużyło mnie psychiczne obnażanie autorki, bezkompromisowość w opisywaniu własnych wyborów życiowych i emocji. Może po prostu to nie był dla mnie „ten” czas na tę książkę?

Literacko, jak zwykle u tej pisarki – absolutnie wybitnie.


piątek, 27 października 2023

Trylogia kopenhaska – Tove Ditlevsen

Na tę książkę trafiłam po lekturze „Lat” i „Bliskich” Annie Ernaux. Szukałam czegoś w podobnej estetyce i ktoś polecił mi właśnie tę duńską pisarkę. Książka absolutnie mnie pochłonęła. Pisarstwo doskonałe. Zachwyca literackim językiem. Powieść zbudowana na głębokiej autoanalizie. Emocjonalnie ekshibicjonistyczna. Bez lukru. Realistyczna do bólu. Przejmująca w surowości. Wybrzmiewa w niej wiele wątków autobiograficznych i silnie feministyczny głos Autorki.


„Trylogia kopenhaska” to trzy powiązane ze sobą mini powieści: „Dzieciństwo”, „Młodość”, „Uzależnienie”. Realistyczne ukazanie czasu dzieciństwa i dorastania w emocjonalnie zimnej rodzinnie i w siermiężnych warunkach kopenhaskiej dzielnicy robotniczej, w latach 30 XX wieku, gdy świat pogrążał się w mroku rosnącego w siłę Hitlera i jego chorej wizji zawojowania światem. Porażająco szczere wyznanie dotyczące moralnie kontrowersyjnych wyborów życiowych i popadania w narkotyczny nałóg.

Dzieciństwo tkwi w każdym z nas. Zakorzenia się w naszym umyśle. W różnym stopniu określa nas jako osoby dorosłe. Dzieciństwo Tove nauczyło ją, by nigdy nie zdradzać swoich marzeń. Dorasta w ubogiej dzielnicy, a na jej życie cieniem kładzie się trudna, surowa relacja z matką. Tove jako młoda dziewczyna pisze wiersze i marzy o ich opublikowaniu. Ojciec drwi z tego – „dziewczyna nigdy nie będzie poetką, ani pisarką” – wwierca w głowę córki. Żadnego wsparcia, zrozumienia, empatii.

Książka brzmi bardzo współcześnie. Byłam zaskoczona, że powstała na początku lat 60!

Wysłuchałam jej w formie audiobooka i początkowo przeszkadzała mi dość beznamiętna interpretacja lektorki. Jednakże w miarę rozwoju akcji i eskalacji trudnej tematyki (w tym brutalne realia aborcji i uzależnienie od opioidów) doceniłam ów dysonans: niezaangażowany głos lektorki paradoksalnie uwypuklał gorzki obraz przeżyć i refleksji głównej bohaterki.

Tove Ditlevsen zmarła w 1976 roku na skutek przedawkowania leków…

Polecam koneserom dobrej literatury.


Cytaty:

„Każdy ma swoją prawdę. I każdy ma swoje dzieciństwo.”

„Z dzieciństwa nie można się wydostać. Ono przykleja się do człowieka jak zapach. Można go wyczuć u innych dzieci, a każde dzieciństwo pachnie inaczej. Swojego zapachu się nie czuje i czasami pojawia się obawa, że jest ono gorsze niż innych.”

„Czasami trzeba kłamać, aby wydobyć prawdę.”

„Życie jest zabawne, chociaż człowiek dostrzega to, gdy je traci.”

„Świat chce być oszukiwany.”

„Nawet młodość jest tymczasowa, krucha i nietrwała. Trzeba przez nia przejść. Tylko taki jest sens.”

„Ludzie nie są stworzeni do życia w samotności.”

niedziela, 1 października 2023

Bliscy – Annie Ernaux

Zbiór trzech powiązanych ze sobą opowiadań: Miejsce, Pewna kobieta, Druga córka. Bardzo intymna i osobista próba zrozumienia członków własnej rodziny. Poruszająca proza, w której można znaleźć odbicie swoich doświadczeń, obraz swoich bliskich... Ja znalazłam…


Annie Ernaux wchodzi w rolę rodzinnej archiwistki. Krytycznej, demaskującej przywary i kompleksy poszczególnych jej członków. Poddaje dogłębnej wiwisekcji relacje zachodzące między nimi. Szuka samej siebie wśród niedopowiedzeń i gry pozorów, gdzie wszystko jest na pokaz, a uczucia – skrywane. W trudnych wspomnieniach i drobiazgowej analizie, czuć paradoksalnie nuty czułości i rodzącej się po latach wyrozumiałości.

Nieakceptowane zachowania, czy decyzje najbliższych – szczególnie matki – umieszcza w kontekście obyczajowości czasów w jakich żyli.

Literatura najwyższych lotów. Czysta przyjemność obcowania ze słowem i uczuciami.

Ujmuje mnie styl Ernaux. Niby chłodny, rzeczowy, a jednak bardzo empatyczny. Dla mnie rewelacja.


Cytat:

"Rodzice zmarłego dziecka nie wiedzą, jak ich cierpienie wpływa na to, które żyje."

sobota, 23 września 2023

Cieszę się, że moja mama umarła – Jennette McCurdy

Tytuł tej książki jest wstrząsający. No bo jak można cieszyć się ze śmierci kogokolwiek? A już MATKI??? Czyż nie jest to wbrew naturze, wbrew temu co wpaja się nam od najmłodszych lat? „Rodziców trzeba szanować. Kochać. Słuchać. Chcą naszego dobra. Robią dla nas wszystko. Poświęcają nam swoje życie.” Kłamstwo i prawda tych sformułowań wałkowane są zapewne w niejednym gabinecie psychoterapeutycznym na całym świecie…


„Cieszę się, że moja mama umarła” to gorzkie wspomnienia małoletniej gwiazdki amerykańskiej telewizji, od dziecka prowadzonej za rączkę przez matkę do sukcesu w show-biznesie. Jennette przez lata nie była świadoma, że jej matka poddaje ją psychologicznemu praniu mózgu. Matka głęboko zaburzona. Matka, która z córki uczyniła narzędzie do zaspakajania własnych chorych ambicji. Brrr! – mam „uczulenie” na rodziców manipulujących swoim dzieckiem. A pani McCurdy to klasyczny, rzec można: encyklopedyczny obraz osoby na wskroś toksycznej.

Jennette dojrzała do walki o siebie i do uwolnienia się z patologicznej więzi, która definiowała ją nawet po śmierci matki. Dopiero kiedy podjęła terapię, by zmierzyć się z uzależnieniami, uświadomiła sobie destruktywny wpływ matki na ukształtowanie jej jako kobiety. Niektóre opisy łączących ich relacji są… niesmaczne. Pani McCurdy przekraczała wszelkie granice poszanowania godności, a nawet intymności. Odbierała córce prawo do samostanowienia i zwyczajnie wykorzystywała dla zysku materialnego. Była uosobieniem najwyższego braku szacunku dla dziecka. Totalne uprzedmiotowienie i podporządkowanie własnym wizjom.

środa, 2 sierpnia 2023

Dziewczyny z Powstania Warszawskiego – Marcin Lwowski

1 sierpnia 1944 rok – tę datę zna każdy Polak. Oddajemy hołd mieszkańcom Warszawy, którzy po blisko pięciu latach niemieckiej okupacji znaleźli w sobie siłę, aby powstać i zawalczyć o wolność. Brzmi górnolotnie, ale chyba w tym przypadku inaczej się nie da. O dziwo, książka, którą dziś prezentuję, patetyczna nie jest, ani tak wprost wzruszająca. Powiedziałabym, że bardziej rzeczowa, konkretna. A jednak porusza wyobraźnię i chwyta za serce. Wyłuskuje emocje z zakamarków naszej wiedzy i serca. Ma w sobie ładunek realizmu i autentyczności, które powodują, że z zaangażowaniem śledzimy losy bohaterek.


Książka koncentruje się na działalności kobiecego oddziału Warszawskiego Okręgu Armii Krajowej, funkcjonującego od roku 1942 pod nazwą Dywersja i Sabotaż Kobiet („Dysk”). To właśnie kobiety zrzeszone w tej organizacji stały za akcjami sabotażowymi: dużymi (m.in. wysadzenie w 1942 roku pod Radomiem niemieckiego pociągu wojskowego) i drobnymi (ot, choćby „zasmradzanie” warszawskich kin), a gdy wybiła Godzina W, ruszyły na stołeczne ulice.

Osią powieści są wojenne życiorysy kobiet, m.in.: Wandy Gertz „Leny”, Jadwigi Podrygało „Isi”, Melanii Aniołowskiej „Meli”, Ewy Płoskiej „Ewy”. Autor w posłowiu przyznaje, że proces fabularyzacji działań „Dysku” wymagał zastosowania pewnych skrótów. I to trzeba mieć na uwadze podczas lektury – to nie jest stricte literatura faktu, ale też nie do końca powieść typowo fabularna. W moim odczuciu to wyróżnia tę książkę na tle literatury pięknej i dokumentów historycznych o Powstaniu Warszawskim.

Warto po nią sięgnąć. Aby być bliżej walczącej Warszawy, ale też, jeśli planuje się rozpocząć zgłębianie tematyki. Wydawnictwo wzbogacone jest o źródła, bibliografię, jak i o biogramy uczestników walk o niepodległość Polski w AK, zarówno w formacji „Dysk”, jak i innych oddziałach.

Znam historyczne uwarunkowania Powstania Warszawskiego, byłam kilkakrotnie w Muzeum Powstania, widziałam filmy, choćby: „Kanał” Wajdy, non-fiction „Powstanie Warszawskie”, „Miasto 44” Janka Komasy, na Czerniakowie, jako cywil Powstanie przetrwała młodziutka wówczas Babcia mojego Męża, uczestniczyła w nim Ciotka mojego Teścia – Janka, ale jestem zdania, że nie powinno się skąpić czasu, aby czytać o ludziach, którzy walczyli za Ojczyznę. A ta książka zbliża nie tylko do koszmaru wojny, ale do autentycznego bohaterstwa zwykłych kobiet, które w swoim odczuciu po prostu robiły to, co trzeba.


Bardzo dziękuję Wydawnictwu Świat Książki za egzemplarz,
dzięki akcji recenzenckiej na portalu Lubimy Czytać.


niedziela, 19 lutego 2023

Ty pieronie! Biografia Franciszka Pieczki – Magda Jaros

Jedni kochają go za Gustlika z „Czterech pancernych i psa”, inni za Stacha Japycza z „Rancza”. Zapamiętany z „Austerii”, „Rękopisu znalezionego w Saragossie”, z „Żywotu Mateusza”. Cudowny Jańcio Wodnik, czy niejednoznaczny moralnie, ale wzbudzający sympatię Kiemlicz w „Potopie”. Charyzmatyczny w rolach świętych i wiarygodny jako dziad, starzec-mędrzec. Z niepowtarzalnym tembrem głosu i wyróżniającą się posturą – wielki chłop, w którego postawie dostrzegało się cichość i pokorę. Skromność. Te cechy aktora przewijają się w wielu wypowiedziach osób, które podzieliły się swoimi wspomnieniami na potrzeby biografii „Ty pieronie”.


W powszechnej świadomości widzów, Pieczka przechodzi do historii kina jako charakterystyczny aktor filmowy i serialowy. Tymczasem zagrał genialne role teatralne, niestety zapisane tylko w pamięci i wspomnieniach. Zawodowo miał styczność z największymi – Grotowskim, Zelwerowiczem, Swinarskim, Hübnerem. Ci, którzy pasjonują się teatrem, wiedzą, że to nazwiska ikony!

Magda Jaros opowiada o Pieczce poprzez rozmowy z aktorami, reżyserami, ludźmi sceny i planu filmowego, którzy pracowali z Nim w różnych okresach Jego długiego życia. Piękne, wzruszające, czasami wesołe opowieści. Wiecie np., że dwunastoletni Jan Jakub Kolski, po raz pierwszy spotkał się z aktorem jako… dwunastolatek? Na planie serialu „Czterej pancerni i pies”, gdzie jego ojciec był montażystą. To wówczas zadeklarował, że kiedyś zostanie reżyserem i obsadzi pana Franka w swoim filmie :) Wiele lat później współpracowali przy kilkunastu.

Z przyjemnością czytałam tę książkę. Czułam dobro i ciepło tego pięknego Człowieka, emanującego siłą spokoju i życiową mądrością.

Może nie jest to typowa biografia, bo życie prywatne aktora potraktowane jest marginalnie, opowiedziane mimochodem. Pieczkę poznajemy poprzez analizę Jego filmowych kreacji i wspomnienia ludzi, którzy z nim pracowali.

Dziękuję za wszystkie filmowe wzruszenia, Panie Franciszku…

środa, 11 stycznia 2023

Oko snajperki – Kate Quinn

Bez względu na to jak twardy jest metal […] poddaje się sile człowieka.”


Powieść inspirowana jest życiem Ludmiły Pawliczenko – snajperki służącej w rosyjskiej armii w czasie II wojny. To historia kobiety, która w obliczu wojny porzuca swoje dotychczasowe role: młodej matki, bibliotekarki, pracownicy naukowej, aby walczyć z Niemcami w obronie swojej ojczyzny, a właściwie o świat, w jakim chciałaby, aby dorastał jej syn. I akurat ów argument mnie przekonuje i chwyta za serce.

Niestety, ale sama książka mnie nie porwała. Trzeba jednak oddać autorce, że historię Mili Pawliczenko opisała z pasją i doskonale ulokowała ją w faktach historycznych. Trudno jednak było mi nawiązać jakąś więź z główną bohaterką, a to zawsze przeszkadza mi w dobrym osadzeniu się w lekturze. Może za dużo jest tutaj atmosfery i wydarzeń z frontu, taktyki wojennej? Może to mój wewnętrzny bunt wobec rosyjskiej propagandy w budowaniu „ojczyźnianych bohaterów Związku Radzieckiego”? A może przeszkadzał mi współczesny kontekst – wojna wywołana przez Rosję na Ukrainie (nomen omen Pawliczenko była narodowości ukraińskiej)? Na plus daję to, że mogłam poznać zupełnie nieznaną mi historię, a zawsze cenię literaturę inspirowaną autentycznymi postaciami.

Warto wniknąć w świat tej charyzmatycznej kobiety, jednak zdecydowanie bardziej polecam wcześniejsze pozycje autorki, szczególnie „Kod róży”.

sobota, 10 grudnia 2022

Cesarzowa Sisi – Gigi Griffis

„Miłość jest jak drzewo, które człowiek sadzi, pielęgnuje i cierpliwie czeka.”


Elżbieta Bawarska, żona cesarza Franciszka Józefa I, znana jako Sisi (sama nie lubiła tego zdrobnienia), to jedna z najbardziej fascynujących kobiet w historii. Piękna i niezależna, na tyle, na ile niezależna mogła być arystokratka w XIX wieku. Wyszła za mąż za cesarza Franciszka z miłości, ale ostatecznie związek szczęśliwy nie był. Dodatkowo przez całe życie zmagała się ze sztywną, obcą jej temperamentowi, etykietą austriackiego dworu i nieprzychylną, wymagającą teściową – arcyksiężną Zofią. Powieść autorstwa Gigi Griffis opiewa wcześniejszy, króciutki wycinek życia przyszłej cesarzowej, skupia się tylko na okresie poprzedzającym jej koronowanie. To opis wydarzeń prowadzących do zaślubin Elżbiety Bawarskiej z cesarzem Austrii Franciszkiem Józefem I.

Elżbieta przybywa latem 1853 roku na dwór w Wiedniu wraz z matką i siostrą Heleną. To właśnie Helena pierwotnie miała wstąpić w związek małżeński ze swoim kuzynem Franciszkiem. Kiedy jednak Sisi i Franz spotykają się niespodziewanie w pałacowych ogrodach, rodzi się między nimi wyjątkowa więź. Franz, zwykle uległy wobec matki, w tej jednej kwestii pozostaje nieugięty: to niespełna szesnastoletnia Sisi zostanie wybranką jego serca.

Książka przybliża osobowość młodej, przyszłej cesarzowej. Poznajemy dziewczynę, która nie chciała wyrzec się nadziei, marzeń i miłości. Mówiła, co myśli, broniła swoich przekonań i nie kłaniała się społecznym oczekiwaniom wobec kobiety jej pozycji. Buntowała wobec matki, która zgodnie z panującymi wówczas zasadami, chciała wtłoczyć ją w ściśle określone ramy, „zasznurować duszę w ciasny gorset”, na wzór gorsetu modelującego talię ówczesnych kobiet.

Książka na pewno spodoba się fanom romansów historycznych. Mnie zainspirowała do zgłębienia wiedzy o losach tej historycznej… celebrytki :)

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję




wtorek, 8 listopada 2022

Pozłacane lata – Karin Tanabe

Szalenie lubię powieści inspirowane życiorysami prawdziwych postaci. „Pozłacane lata” to fabularyzowana historia Anity Hemmings, uznawanej za pierwszą ciemnoskórą amerykankę, która ukończyła w 1897 roku prestiżową, żeńską uczelnię Vassar College. Ambitna dziewczyna, składając podanie o przyjęcie do uczelni, nie wyjawiła swojej faktycznej przynależności rasowej.


Jej wygląd powodował, że Anita z powodzeniem uchodziła za białą. Niestety, według ówczesnego ustawodawstwa Stanów Zjednoczonych człowiek, który posiadał domieszkę choćby „jednej kropli krwi” rasy czarnej, nie był uważany za białego. Dlatego Anita, marząca o zdobyciu dobrego wykształcenia, ukrywała swoje prawdziwe pochodzenie.

Temat książki bardzo ciekawy, także ze względu na obraz, odmiennej od współczesnej, pozycji kobiety w amerykańskim społeczeństwie końca XIX wieku. Jej prawa do zdobywania wykształcenia, dążenia do samodzielności i samostanowienia o własnym życiu. 

W moim odczuciu jednak autorka nie wykorzystała w pełni tej inspirującej biografii. Chociaż, jak zapewnia w posłowiu, poświęciła sporo czasu i archiwalnych badań, aby wnikliwie przeanalizować historię Anity. Z perspektywy współczesnej poprawności społeczno-politycznej raziły mnie, obarczone złymi skojarzeniami określenia „murzyn”, „murzyńskie”, które dodatkowo odbierałam jako archaicznie. Rozumiem jednak, że było to niezbędne, aby uwiarygodnić historyczny kontekst kulturowy fabuły.

Dość dobrze oddane jest rozdarcie bohaterki pomiędzy jej szacunkiem dla środowiska, z którego się wywodziła, a tym, które zapewnić mogło jej wykształcenie i perspektywy na rozwój osobisty. Podczas lektury towarzyszyła mi myśl: jak dobrze, że minęły już czasy, gdy kobieta w poszukiwaniu lepszej przyszłości dla siebie, musi udawać kogoś, kim nie jest. Ale po głębszej analizie sama sobie odpowiedziałam: CZY NA PEWNO???

Warto po lekturze książki wyszukać w Internecie informacji o Anicie Hemmings.

poniedziałek, 10 października 2022

Testament – Cezary Harasimowicz

„Drugiemu człowiekowi trudno zrozumieć, co inny człowiek ma w sercu.”


Zanim sięgnęłam po „Testament” zastanawiałam się, co ja właściwie wiem o Tadeuszu Kościuszce? Bohater narodowy Polski i Stanów Zjednoczonych w czasie wojny o niepodległość tego kraju. Wódz polskiego powstania narodowego przeciw Rosji i Prusom w 1794 roku (insurekcja kościuszkowska). Niedaleko mojego miasta dowodził bitwą pod Maciejowicami, w wyniku której został wzięty do niewoli. No i jeszcze zwycięskie starcie zbrojne z wojskami rosyjskimi pod Racławicami. Jego imię nosi niezliczona ilość ulic, szkół, a także najwyższy szczyt Australii, po całym świecie rozsiane są pomniki ku jego czci. Ach! I jeszcze krakowski Kopiec Kościuszki, do którego „spacerował” Felicjan Dulski, krążąc wokół stołu w jadalni mieszczańskiej kamienicy w dramacie Gabrieli Zapolskiej. Krótko mówiąc posągowy obraz i okrojona do encyklopedycznych formułek wiedza.

Tymczasem Cezary Harasimowicz napisał książkę, która „uczłowiecza” ów patetyczny i mocno podręcznikowy wizerunek. Ściąga generała z piedestału, także dzięki oryginalnie prowadzonej narracji. Losy Kościuszki poznajemy za sprawą „wspomnień” szeregowca Agrippy Hulla, który faktycznie w czasach amerykańskiej części biografii Kościuszki, był jego ordynansem. Narracja, stylizowana na mowę prostego człowieka, wciąga od samego początku. Jest wartka, żywa, pełna dygresji i miejscami ma jowialny charakter. Wielbiciele przygód Wojaka Szwejka będą czerpali z tej lektury wielką satysfakcję. Agrippa opowiada barwnie, sprawia, że czytamy „jakbyśmy tam byli i na własne oczy wszystko widzieli”. Sam o sobie mówi, że „gadać” lubi i robi to ze swadą.

Tytułowy testament, to zapis ostatniej woli Kościuszki, która nigdy nie została wypełniona. Dlaczego? Zawiódł zaprzyjaźniony z nim Tomasz Jefferson, ówczesny wiceprezydent, a od roku 1801 roku, prezydent USA). Majątek Kościuszki, w tym niewypłacony wcześniej żołd oficera amerykańskiej rewolucji, miał być zgodnie z jego postanowieniem przekazany na wykupienie tylu czarnoskórych niewolników, aby pozostałe pieniądze zapewniły im edukację oraz godne warunki życia. Tą decyzją Kościuszko niejako przyrównał los chłopów pańszczyźnianych w Rzeczpospolitej, do trudów życia czarnych niewolników w Stanach Zjednoczonych. Zdecydowanie w swoich poglądach społecznych wyprzedzał epokę, w której żył. Bardzo możliwe, że także bliskie relacje z czarnoskórym ordynansem Hullem miały na to wpływ.

Z książki wyłania się naprawdę wyjątkowa osobowość światłego człowieka, dla którego idea wolności była tętnem życia. Ale też niekwestionowanym i przesympatycznym bohaterem tej opowieści jest Agrippa. Prostolinijny, z poczuciem humoru i cudownym dystansem do rzeczywistości, mistrz wyłapywania absurdów swoich czasów.

Kościuszko za sprawą Harasimowicza nabrał dla mnie realnych cech. A styl książki, choć bardzo oryginalny, zaciekawia i cudownie prowadzi przez meandry historii i polityki, ale także rozbawia. Brawo!

Dziękuję Wydawnictwo Agora za egzemplarz książki.


czwartek, 31 marca 2022

Jestem mordercą – Max Czornyj

Tej książki wołałbym nie przeczytać. Ale nie dlatego, że jest zła literacko, tylko dlatego, że jest o bezgranicznie złym człowieku i zwyczajnie wołałbym, aby taki ktoś nigdy nie istniał.

Sprawa austriackiego seryjnego mordercy Jacka Unterwegera jest dość znana: skazany za brutalne morderstwo w wieku 24 lat trafia do więzienia, w którym przechodzi rzekomo udaną resocjalizację. Za kratami wydaje autobiografię, pisze wiersze, opowiadania, wzbudza zainteresowanie wśród elit – ludzi kultury, sztuki i polityki, którzy wspierają jego starania o uwolnienie. Po piętnastu latach opuszcza więzienie.

Unterweger oszukał wszystkich. Wszyscy uwierzyli w jego odmianę, a tymczasem było to doskonale i świadomie przez niego zakamuflowane ZŁO. Był cwanym mordercą-aktorem i przebiegłym manipulatorem. Czystą podłością. Po wyjściu z więzienia pławił się w aurze zresocjalizowanego celebryty-dziennikarza i… zabijał. Długo nie padł najmniejszy cień podejrzenia, że może mieć związek z odrażającymi morderstwami kobiet, które tak łatwo poddawały się jego powierzchownemu urokowi.

Pan Max Czornyj zastosował narrację znaną mi z „Bestii z Buchenwaldu” – oddał głos głównemu bohaterowi. I podobnie czułam niesmak do samej siebie, że „pozwalam”, aby moją uwagę przykuł człowiek tak wypaczony i tak obrzydliwie przekonany o własnej wyjątkowości. Czy rzeczywiście za jego złamaną psychiką może stać totalnie zdewastowane dzieciństwo? Nie wiem, i przyznam, że absolutnie mnie to nie interesuje, bo nie chcę szukać usprawiedliwienia dla czynów tego człowieka. Opisy zbrodni są w tej powieści tak realistyczne, że trudno się je czyta. Bardzo trudno.

Polecam osobom, które naprawdę nie mają problemów z czytaniem makabrycznych szczegółów zbrodni – Pan Max Czornyj nie zawodzi :)

Podobał się mi też zastosowany już we wspomnianej przeze mnie „Bestii…” zabieg uwiarygodniania kolejnych faktów z życiorysu Unterwegera – przywoływanie informacji źródłowych. To czyni, że powieść nabiera cech dokumentu. Literackiego, bardzo dobrego dokumentu.

piątek, 28 stycznia 2022

Najszczęśliwszy człowiek na Ziemi – Eddie Jaku

Świadomie przeczytałam tę książkę w dniu 77. rocznicy wyzwolenia niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego i zagłady Auschwitz. W ten sposób oddaję pamięć wszystkim, którzy stracili życie w tym miejscu i składam hołd Ocalałym.


Z okładki spogląda uśmiechnięty mężczyzna. Uwagę przyciągają jego ciepłe, lekko zmrużone oczy, dłoń, która nosi ślady długiego życia i… wytatuowany numer na przedramieniu. Bardzo wyraźny: 172338. Eddie w czasie II wojny światowej był więźniem niemieckich obozów Buchenwald i Auschwitz. Na tym zdjęciu ma sto lat. Tak – STO!

Czytałam wiele wspomnień, pamiętników, czy powieści tematycznie związanych z Zagładą. Ale ta książka jest wyjątkowa. Choć relacjonuje okrucieństwo niemieckiego systemu faszystowskiego, jest pełna pozytywnych, przepięknych emocji. Jest pełna dobra i szczęścia. Niewiarygodne – zważywszy, że trzymamy w dłoni wspomnienia człowieka, który doświadczył piekła niemieckich obozów śmierci, irracjonalnego prześladowania, okrutnego zła. Wszystko za sprawą czułej, nienachalnej narracji autora. Książka nie jest zwykłym świadectwem obłędu Holokaustu, ale przepiękną, wzruszającą przypowieścią o… CZŁOWIECZEŃSTWIE.

Eddie Jaku zmarł 21 października 2021 roku, mając 101 lat. Zmarł jako człowiek spełniony i szczęśliwy. Otoczony miłością, rodziną i przyjaźnią.


Nigdy nie zapomnę tej książki i polecam ją każdemu, kto szuka w życiu swojej drogi. Każdemu, kto przechodzi trudny czas. Bo paradoksalnie w tych wspomnieniach o najgorszych czasach w historii ludzkości, jest przede wszystkim poruszający przekaz o przyjaźni, rodzinie, nadziei, sile człowieka i o miłości. Przesłanie, że nawet jeśli w danej chwili przeżywa się swój najgorszy dzień w życiu, to trzeba go przetrwać, wskrzesić w sobie nadzieję, bo jutro będzie można powiedzieć: ŻYJĘ. A wówczas wszystko może się zmienić na lepsze.

Dziękuję Eddie.
Przyjacielu.



Zapisane cytaty:

„[…] życie może być piękne, jeśli się je takim uczyni.”

„[…] najpiękniejsze, co może się człowiekowi przydarzyć, to bycie kochanym przez drugą osobę.”

„Gdy się ma choć jednego dobrego przyjaciela, to świat zyskuje nowe znaczenie. Jeden dobry przyjaciel może być całym Twoim światem.”

„Ludzkie ciało to najwspanialsza maszyna na świecie, ale bez siły ducha nie daje rady funkcjonować.”

„Życie staje się piękne, kiedy jest się szczęśliwym. Nie patrz, co jest po drugiej stronie płotu. Nigdy nie zaznasz szczęścia, jeśli będziesz porównywał się z sąsiadem i kiedy zatrujesz się zazdrością.”

„Szczęście nie spada z nieba, ono leży w twoich rękach. Rodzi się wewnątrz Ciebie i bierze się od ludzi, których kochasz.”

„Dobroć jest największym z bogactw.”

„Daj coś, a coś będzie ci dane. Gdy nic nie dajesz, nic nie będzie ci dane.”

wtorek, 4 stycznia 2022

Boznańska. Non finito – Angelika Kuźniak

Nastrój młodopolskiej dekadencji strasznie kiedyś mnie kręcił. Zaczytywałam się w biografii Przybyszewskiego i historii jego burzliwego związku z Dagny Juel („Stachu, jego kobiety i jego dzieci” Krystyny Kolińskiej), poznawałam twórczość Boya-Żeleńskiego, Wyspiańskiego, Zapolskiej. Uwielbiam zapomniany (niesłusznie) serial Andrzeja Wajdy „Z biegiem lat, z biegiem dni...” zrealizowany na podstawie utworów pisarzy młodopolskich i międzywojennych. Jest tam świetnie odmalowana atmosfera i obyczajowość fin de siècle. I ten sam „zakurzony” klimat przełomów wieku czułam podczas lektury biografii Olgi Boznańskiej autorstwa Angeliki Kuźniak.


Świetna!

Napisana z szacunkiem dla malarki, ze zrozumieniem dla Jej dziwactw, i w podziwie dla Jej pasji tworzenia, ale bez patosu. Doskonale udokumentowana – trafnie dobrane fragmenty listów, które wnikają w życiorysy adresatów i nadawców.

Boznańska urodziła się w czasach, gdy wykształcenie kobiet uznawane było za zbyteczne. Do Krakowskiej Szkoły Sztuk Pięknych kobiety nie mają wstępu aż do roku 1920! Wyjściem były szkoły prywatne – stąd Boznańska szlifuje swój warsztat w Monachium i później w Paryżu, z którym będzie związana już do końca swojego życia.

Boznańska kojarzona jest z portretami – takimi troszkę przydymionymi, zatopionymi w szarościach. W czasach, gdy tworzyła był to jeden z zarzutów pod adresem Jej malarstwa: rzekomy brak wyczucia koloru. Charakterystyczne zaś magnetyzujące oczy portretowanych postaci – zawsze żywe, mokre, świdrujące widza. Podczas lektury książki wielokrotnie spoglądałam na niezwykłe prace Boznańskiej. Poznawałam Jej malarstwo na nowo.

Boznańska wielokrotnie portretuje samą siebie. Zachowało się też sporo fotografii malarki we wnętrzach Jej pracowni. Zagraconej, zastawionej sztalugami, obrazami. A wśród tego wszystkiego Ona – drobniutka, maleńka, w koczku, z pędzlami w dłoni, albo papieroskiem. W ciemnej, powłóczystej, szerokiej sukni, w nieodłącznym malarskim fartuchu. Czasami z pieskiem. Kochała zwierzęta. Mieszkała razem z kanarkiem Maciusiem i… wolnożyjącymi myszkami.

Gorąco polecam!



czwartek, 30 grudnia 2021

Kobiety z obrazów – Małgorzata Czyńska

Myślę, że ta książka trafi do serc nie tylko osób interesujących się sztuką. Jest pełna smaczków, ciekawostek, a przecież to lubimy – odkrywać drugie dno, zerkać za kulisy, poznawać genezę – w tym przypadku znanych dzieł sztuki i szukać źródeł natchnienia wielkich artystów.


Tytuł sugeruje, że czytelnik będzie miał styczność z historiami artystek, muz i modelek, ale poprzez nie docieramy także do życiorysów znanych malarzy, twórców sztuki i nauki.

Lektura tej książki to fascynująca przygoda. Zaspokaja ciekawość wszystkich, którzy lubią dociekać co, kiedy, dlaczego, z kim? Odkrywać słabości, obsesje, ale i pasje twórców znanych z podręczników szkolnych, albumów malarstwa, czy poprzez dzieła sztuki podziwiane w galeriach i muzeach świata.

Wiele przedstawionych historii było mi mniej lub bardziej znanych z innych biografii, czy opracowań, ale nie zaburzyło to w żadnej mierze przyjemności z lektury. Świadczyć to może tylko o sprawnym piórze autorki – brawo!

Wydawnictwo jest też ilustrowane, choć przyznam, że wielokrotnie przerywałam lekturę, aby odszukać dodatkowe reprodukcje, czy fotografie w Internecie. Uznaję to jednak za dodatkowy atut „Kobiet z obrazów” – inspirujący i zachęcający do poszerzania swojej wiedzy.

Gorąco polecam i z przyjemnością sięgnę po część drugą książki.

A do fotograficznej aranżacji tej książki pozwoliłam sobie użyć portret wykonany przez Asię a Piece of Paper techniką papierowej wyklejanki. 
Inne Jej prace możecie obejrzeć tutaj: A Piece of Paper

niedziela, 7 listopada 2021

Miałam szczęśliwe życie. Ostatnia z Branickich – Anna Branicka-Wolska

Ta książka to gratka dla osób lubiących książki wspomnieniowe, pamiętniki, czy też historię pisaną wielkimi wydarzeniami XX wieku. Anna Branicka-Wolska, przed wojną hrabianka, córka Adama Branickiego, ostatniego właściciela Wilanowa, zaprasza w świat swojego dzieciństwa i młodości.


Niezwykle ciekawe są jej przedwojenne wspomnienia związane z miejscem wyjątkowym, wpisanym na trwale w dziedzictwo kulturowe Polski – siedzibą Muzeum w Wilanowie, które dla pani Anny było… domem rodzinnym.

Muzeum wilanowskie jest najstarszym polskim muzeum sztuki. Założone zostało w 1805 roku z inicjatywy ówczesnych właścicieli Aleksandry i Stanisława Kostki Potockich. Kolejni właściciele z rodu Potockich, a później Branickich – w tym rodzice autorki – udostępniali wnętrza pałacu zwiedzającym. Opiekowali się tym miejscem, strzegli kulturowego dziedzictwa pozostawionego w spadku po przodkach.

Anna Branicka-Wolska opowiada o codziennym życiu w Pałacu, ale też przybliża ciekawostki związane z przedwojenną arystokracją. Beztroskie, sielskie życie młodziutkiej hrabianki przerwała bezpowrotnie II wojna światowa.

W książce znajdziemy relację, co działo się w Pałacu w czasie wojennej pożogi, Powstania Warszawskiego i wreszcie powojenne losy rodziny. Rodziny wypędzonej z własnego domu, pozbawionej prawa do godziwego życia. Rodziny, która pomimo swojego bogactwa poznała smak nędzy, niewoli i odrzucenia.

Jakże prawdziwie brzmią słowa Anny Branickiej-Wolskiej: „Niczego, co materialne, nie można być w życiu pewnym, bo żadne, nawet największe bogactwo nie zabezpiecza człowieka przed zmiennymi kolejami losu.”

Pomimo trudnych losów, wspomnienia pani Anny przepełnione są ciepłym optymizmem. Godnością, kulturą. I miłością.


Zapisane cytaty:

„Nigdy się nie wie dokładnie, że właśnie w danym momencie przekracza się jakiś ważny próg w swoim życiu. Tę wiedzę zyskuje się dopiero później, patrząc z perspektywy czasu i nabytego doświadczenia.”

„Nigdy nie wiemy, kiedy kogoś ukochanego widzimy po raz ostatni. Ta wiedza zawsze przychodzi później i wtedy rozpaczliwie próbujemy wygrzebać z zakamarków pamięci wszystkie, najdrobniejsze nawet szczegóły tego spotkania.”

piątek, 10 września 2021

Bestia z Buchenwaldu – Max Czornyj

Ta książka jest horrorem. Niestety opartym na faktach. Myślę, że gdyby Max Czornyj stworzył ją w swojej pisarskiej wyobraźni, posądzony byłby o daleko posunięty brak literackiego smaku. Ale – powtarzam: NIESTETY, Ilse Koch żyła i w wymyślny sposób odbierała życie więźniom obozu w Buchenwaldzie. Znajdując niezrozumiałą satysfakcję w bestialstwie. Czyny Ilse Koch nie są światem wykreowanym przez pisarza. Fotograficzną dokumentację przerażających efektów okrucieństwa niemieckiej zbrodniarki wiernej idei tysiącletniej Rzeszy, można bez problemu wyszukać w Internecie. Zdjęcia przedmiotów wykonanych z ciał Ludzi są… straszne…


Przyznam, że początkowo irytowało mnie, że „muszę słuchać” opowieści Ilse – powieść ma formę fabularyzowanego pamiętnika, jest napisana w pierwszej osobie. Jakim prawem ta bestia chce skupić na sobie moją uwagę? – myślałam. Ten narracyjny zabieg doskonale potęguje u czytelnika emocje, budzi niedowierzenie i przerażenie.

Ilse beznamiętnie zamawia luksusowe produkty z Paryża: suknie, perfumy, biżuteria, drogie wina, gdy tuż za oknami jej willi giną z głodu i katorgi ludzie. Z przyjemnością wystawia twarz do słońca, chłonie zapach okolicznych lasów, wciąż świadoma unoszącego się nad nią fetoru śmierci. Co musiało być w głowie tej kobiety? Co musiało być w jej sercu? Na te pytania szuka odpowiedzi w swej powieści Max Czornyj, a wraz z nim my – czytelnicy.

Po każdym rozdziale, kiedy wydaje się, że opisane wydarzenia nie miały prawa zaistnieć w cywilizowanym świecie człowieczeństwa, autor zamieszcza notatkę źródłową. Tak jakby chciał za każdym razem przypomnieć, że to zdarzyło się naprawdę, że to nie jest jego konfabulacja.

Ukłony dla pana Maksa Czornyja, że miał siłę i dar, aby zmierzyć się z tą potworną historią. Mistrzostwo!

Książkę sfotografowałam w pół-sercu ułożonym z płatków róży, bo po jej lekturze moje serce jest złamane. Wędruję myślą do Wszystkich Ofiar zbrodniczych czynów Ilse Koch i pozostałych autorów Holokaustu. Oddaję Im cześć i pamięć.


Zapisane cytaty:

„W świetle można dostrzec nie tylko zagrożenie, lecz prawdę.”
„[…] na tym polega nasze życie – na pokonywaniu zakrętów.”
„Nie ufaj wszystkiemu, co mówią ludzie.”