Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psychologiczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psychologiczna. Pokaż wszystkie posty

sobota, 16 listopada 2024

Beksa – Marcin Grzelak

Po lekturze drugiej książki Marcina Grzelaka mogę już śmiało powiedzieć: odkryłam dla siebie nowego, polskiego pisarza. Przemawia do mnie taka wrażliwość literacka. Zachwyca język. Pewnie pisarze za tym nie przepadają, ale ja jako czytelnik lubię podążać drogą podobieństw. W pisaniu Marcina Grzelaka odnajduję to, za co kocham literaturę tworzoną przez… Jakuba Małeckiego. Tylko bez elementów realizmu magicznego. Mam na myśli wrażliwość na świat i drugiego człowieka, empatię, piękny, soczysty język, bogactwo metafor. Przefiltrowane przez męską wrażliwość.


Sprawnie opowiedziana historia dwóch mężczyzn: uciekającego przed mafijną przeszłością Adama i uwikłanego w przestępczy światek Irka, który boryka się z problemami natury psychicznej. Wątek kryminalny dodaje pazura i trzyma w napięciu. Warstwa psychologiczna porusza, skłania do refleksji.

Audiobook mistrzowsko przeczytany przez Mikołaja Krawczyka.

Pisarz do tej pory wydał trzy powieści. Przede mną #cukiernaduszy, a potem pozostanie mi oczekiwanie na kolejne wydawnictwa pana Grzelaka. Czekam niecierpliwie.

Nie przeoczcie twórczości tego pisarza.

poniedziałek, 27 listopada 2023

Bracia Burgess – Elizabeth Strout

Zaliczam się do wielbicieli prozy Elizabeth Strout, mam za sobą lekturę większości jej książek. Ta, niestety okazała się niezbyt wdzięczna do tego, abym pochłonęła ją w zachwycie. Ma jednak w sobie to, za co cenię pisarstwo Strout – czystość słowa, literacka elegancja i wyważenie. 


Pisarka ma niebywałą umiejętność klarownego opowiadania o zawiłościach ludzkiej psychiki, wnikliwej analizy psychologicznej występujących postaci oraz łączących ich relacji. Są to relacje bardzo złożone, i jak w życiu – niejednoznaczne. Autorka mistrzowsko opisuje trudne emocje, które w pewnym stopniu określają życiorysy trójki rodzeństwa: braci Jima i Boba oraz ich siostry Susan: samotność, nieudane związki, poczucie winy i wstydu. Naznaczeni tragicznym wydarzeniem w dzieciństwie, obarczeni problemami dorosłego życia, łączą siły, aby wesprzeć syna Susan, który zostaje oskarżony o przestępstwo na tle rasistowskim. Akcja rozwija się bez pośpiechu, bo powieść skoncentrowana jest na przeżyciach wewnętrznych postaci (nie tylko głównych), sposobie odczuwania przez nich świata, a także analizie ich życiowych decyzji i wyborów.

Historia rodzeństwa przedstawiona jest na tle problemów żywych w każdym współczesnym społeczeństwie, nie tylko amerykańskim – a więc sprawiedliwości społecznej i trudności adaptacyjnych emigrantów.

Mimo wszystko, tym razem czegoś mi zabrakło. Chyba z żadnym z bohaterów nie mogłam się utożsamić, żadnemu tak naprawdę do końca kibicować. A to zwykle w mojej ocenie podnosi lub obniża atrakcyjność lektury.

Zdecydowanie cykl "Olive Kitteridge", czy powieść "Amy i Isabelle", bardziej polecam osobom, które chcą rozpocząć poznawanie pióra autorki. A warto.

Strout tą powieścią robi, to zawsze: kreśli portret człowieka, uwikłanego w złożoność współczesnych wyzwań. Wsłuchuje się w człowieka. Każdego. I nie ocenia, bo „nie ma jednego idealnego sposobu na życie”. Nawet nie stara się go w jakikolwiek sposób tłumaczyć. Po prostu o nim opowiada.


Cytaty:

„Nikt nie chce wierzyć, że na coś może być za późno.”

„Nie ma jednego idealnego sposobu na życie.”

„Nic nie jest takie, jak sądzimy.”

poniedziałek, 13 listopada 2023

Ulica dzieciństwa – Tove Ditlevsen

Dzieciństwo Ester to ulica biednej części Kopenhagi w latach 30 i 40. XX wieku. Towarzyszymy jej w czasie, gdy analizuje swoje dzieciństwo, które przepełnione jest wstydem z powodu biedy, dojmującym smutkiem i trudną do określenia tęsknotą za czymś lepszym, doskonalszym. Ester wie, że poza „jej” ulicą istnieje inny świat, ale szuka wskazówki, jak się do niego dostać? Jak może uciec z ulicy dzieciństwa, która kształtuje ją na całe życie, budując w niej lęki i rodząc poczucie niższości?


Dzieciństwo to zestawienie radości i bólu. To obrazy, które zostają w człowieku na zawsze. Jest jak rzeka, która żłobi koryto. Człowiek powinien mieć coś niezmiennego, z czego będzie mógł czerpać siłę na całe życie, szczególnie w chwilach trudnych. Takie powinno być dzieciństwo. Mocnym fundamentem.

Wszystko co wydarzy się na ulicy naszego dorastania, kogo na niej spotkamy, odciśnie na nas swoje piętno. Pozostanie w nas nawet, gdy tę ulicę opuścimy. Pozostaną rzeczy dobre i złe. Ulica Ester tonie w mroku ludzkich spraw.

Świetny portret psychologiczny młodej kobiety, jak i rodziny w kryzysie – biernej i jednocześnie niezbyt stabilnej. Głos dziecka pragnącego szczęśliwej rodziny – wspierającej i kochającej.

Książka inspiruje do przemyśleń na temat okresu własnego dzieciństwa. Czy jest ono źródłem naszej siły, czy też przepełnione smutnymi wspomnieniami, goryczą, która blokuje w rozwoju i życiu pełną piersią?

Literacko – proza najwyższych lotów. I, co jest typowe dla twórczości pisarki, bardzo osobista, niemalże intymna, oparta o jej własne doświadczenia. Warto zapoznać się z tą książką także z tego powodu, że otrzymujemy tutaj obraz innej Danii niż jest znana współcześnie – jako państwo opiekuńcze, dobrobytu i szczęśliwych ludzi, zadowolonych z poziomu życia.


Zapisane cytaty:

„Temu co niezauważalne, dane jest żyć najdłużej.”

„Niespełnionymi nadziejami lepiej z nikim się nie dzielić.”

„Bez rozmowy nikt na dłuższą metę nie może odczuwać zadowolenia.”

piątek, 5 sierpnia 2022

Zaginiony chłopiec – Nicole Trope

„My matki nigdy nie przestajemy się martwić.”

Rozdzierający serce i przejmujący dramat o rodzinie pogrążonej w chaosie. Książka porusza problem porwań rodzicielskich. Okrutnego czynu, który krzywdzi nie tylko jedno z rodziców, ale przede wszystkim jest agresją skierowaną na niedojrzałą psychikę dziecka.


Gehenna Megan rozpoczyna się w dniu, gdy ze szkoły znika jej 6 letni syn Daniel. Właściwie od samego początku wiadomo, że w zaginięcie chłopca zamieszany jest jego ojciec, Greg. Małżeństwo jakiś czas wcześniej rozpadło się, a w miarę lektury poznajemy prawdziwe oblicze byłego związku. Po upływie sześciu lat największe pragnienie Megan spełnia się. Otrzymuje telefon: „Znaleźli go!”. Syn wraca do domu, ale czy Megan PRAWDZIWIE go odzyskała?

Narracja powieści prowadzona jest dwutorowo: w czasie rzeczywistym i kolejnych latach, upływających od porwania, z perspektywy różnych bohaterów: Megan, Grega i Daniela.

Greg porywając syna zabrał Megan jej życie. To potworne uczcie utracić ze swojej bliskości dziecko… i w tej książce bezmiar rozpaczy matki jest doskonale oddany. Jak również proces, jaki musiała przejść, aby odważyć się budować swoją przyszłość, bez kontaktu z synem i wiedzy o tym, gdzie i jak żyje. Autorka sugestywnie odwzorowała emocje towarzyszące wszystkim postaciom. Bez popadania w zbędny sentymentalizm, czy czułostkowość. To nie jest na szczęście wyciskacz łez i ukłony za to składam Autorce.

Książka wciąga od pierwszych zdań. Bardzo angażuje emocjonalnie czytelnika.

Każda postać oddana jest wiarygodnie, z dużą znajomością ludzkiej psychiki. Jej reakcji na skrajny stres, czy długotrwałą manipulację.

Polemizowałabym z reklamowaniem jej jako thriller psychologiczny – no może pod koniec faktycznie mamy do czynienia z emocjonalnym rollercoasterem. Ale przede wszystkim to bardzo dobra współczesna proza psychologiczna. Z przepięknym wątkiem wspierającej miłości, dla przeciwwagi toksycznych relacji jakie łączyły Meg i Grega.

Nieodkładalna – bardzo polecam!

czwartek, 24 marca 2022

Z czułością dla siebie – Gerald Hüther

Co możemy zrobić, aby być zdrowszym i szczęśliwszym? 

Interesowałam się kiedyś tematyką samouzdrawiania. I od razu zaznaczę, że podchodziłam do tego sceptycznie, ale… przekonałam się kilkakrotnie w swoim życiu, że nasz organizm ma moc. Dokładnie – nasz mózg. Dlatego z ogromnym zainteresowaniem sięgnęłam po „Z czułością dla siebie”. Książka uporządkowała wiele moich przemyśleń, a także dostarczyła nowych informacji, które z pewnością będą mi pomocne w podążaniu drogą szacunku do samej siebie i dbałości o samą siebie. I nie ma to nic wspólnego z egoizmem. To książka o wadze naszej własnej godności, której nikt nie powinien naruszać – także my sami – a może zwłaszcza my sami!


Autor prezentuje ciekawą i chyba nawet rewolucyjną tezę, która sprowadza się do tego, że tym co wpędza nas w choroby, są nie tyle psychiczne i fizyczne obciążenia, a nawet wszechobecne patogeny, ale nasze błędnie ukształtowane przekonania i wyobrażenia o tym, jak nasze życie ma wyglądać, szczęśliwe życie.

Gerald Hüther pozornie nie odkrywa niczego nowego: każdy z nas wie, że do zdrowia potrzebne jest nam życie w zgodzie z własną naturą. A więc odpowiednie odżywianie, dostarczanie organizmowi ruchu, usystematyzowany czas aktywności i relaksu, równowaga psychiczna. Ale… to tylko informacje, to wiedza, z którą zwykle nie polemizujemy. Tylko rodzi się pytanie: co my z tą wiedzą robimy? Podstawa naszego dobrego samopoczucia i zdrowia to miłość. Rozumiana w szerokim kontekście dobra wobec samego siebie i otaczającej nas rzeczywistości.

Ta książka jest wezwaniem do zatrzymania się i posłuchania samego siebie: Czego potrzebuję, czy to jest dla mnie dobre? Szukania w sobie, a nie na zewnątrz, w innych. Wiadomo, człowiek jest istotą społeczną, ale tylko wewnętrza stabilizacja, rozwijanie własnej osobowości pozwoli nam na satysfakcjonujące uksztaltowanie własnego życia.


Autor, który jest neurobiologiem, odnosząc się do sposobu działania mózgu człowieka, wyjaśnia w niezwykle prosty i przekonujący sposób, jak bardzo nasza zdolność do leczenia się jest tłumiona przez pozbawione miłości zachowanie wobec siebie i innych. Wg niego tajemnica każdego szczęśliwego i zdrowego człowieka jest prosta: podchodźmy do siebie z większą dawką miłości, przestańmy robić wszystko to, co nam nie służy. Może brzmi ogólnikowo, czy trywialnie, ale zastanówmy się chwilę nad tym – truizm, ale czyż nie ma ziarna prawdy?

Budujące jest to, że na szczęście nasz mózg – genialne „urządzenie”, wykazuje przez całe nasze życie trwałą elastyczność, także nigdy nie jest za późno na powrót do zdrowych zachowań.

No to jak? Uczymy się kochać siebie?

Książka napisana jest bardzo przystępnym językiem, a autor doskonale dostosował treści do przeciętnego odbiorcy. Jeśli obawiacie się zbyt naukowej terminologii to zapewniam, że niepotrzebnie.

Za zaproszenie do lektury książki dziękuję
Wydawnictwu Dobra Literatura


Zapisane cytaty:

„Nikt nie jest w stanie zmienić swojego dotychczasowego życia. To, co minęło, nie wróci. Ale każdy może w dowolnym momencie stwierdzić, że odtąd jego życie będzie wyglądało inaczej.”

"W świecie, który nieustannie zmienia się pod wpływem naszych działań, możemy pozostać zdrowi tylko wtedy, kiedy jako istoty zdolne do refleksji sami będziemy gotowi na nieprzerwane przemiany.”

„Wszyscy rodzimy się z potrzebą samodzielnego kształtowania własnego życia.”

"Życie nie jest stanem, ale procesem."

czwartek, 30 grudnia 2021

Dziewczyna z gór – Małgorzata Warda

Pewnej sierpniowej nocy z rodzinnego domu ginie 11-letnia Nadia. Poszukiwania nie dają efektu, potencjalny porywacz nie odzywa się. Dziewczynka dosłownie przepada bez śladów. Jej rodzice przez całe lata z nadzieją, ale też rujnowani emocjonalnie rozpaczą, czekają na jakikolwiek znak, co stało się z ich dzieckiem. Czekają na Nadię żywą… Olga i Michał jeszcze przed jej narodzinami podjęli się pełnienia funkcji rodziny zastępczej dla dzieci porzuconych, z rodzin dysfunkcyjnych. Ich pierwszym podopiecznym był Jakub, nastolatek ze skrajnie traumatycznymi przeżyciami, których doświadczył w poprzedniej rodzinie zastępczej. Chłopak okrutnie zraniony, z którym od początku kontakt był bardzo utrudniony.


Historię poznajemy z perspektywy narracji prowadzonej przez Nadię. Nadię już dorosłą, bo 25-letnią. Od pierwszych stron książki wiemy, że Nadia żyje, i że wciąż (!!!) jest ze swoim porywaczem. Dlaczego? To właśnie cała tajemnica tej niesamowicie wciągającej powieści.

„Dziewczyna z gór” oscyluje wokół problematyki mechanizmów zachodzących w psychice człowieka w sytuacjach kryzysowych. Porusza też wątek funkcjonowania rodzin zastępczych w Polsce.

Istotnym tłem powieści jest bieszczadzka natura – dzika, ustronna, tajemnicza. Bieszczady jako ostoja dzikich zwierząt i schronienie dla ludzi szukających odosobnienia, swojej ścieżki w życiu, uciekających, pragnących zagubienia…

Świetnie się czyta, trzyma w napięciu. I nieustannie stawia czytelnika przed pytaniem: czy ze zła może narodzić się dobro? 

Warto dodać, że pierwsze wydanie powieści (2018 rok) nie zapowiadało jej kontynuacji, choć zakończenie jest dość otwarte. Doczytałam, że w roku 2021 autorka napisała dalszą część „Dziewczyny z gór”, nadając pierwszej podtytuł „Tropy”, a drugą sygnując „Śniegi”. Zdecydowanie mam ją w czytelniczych planach już na nowy rok :)

sobota, 16 października 2021

Lato, gdy mama miała zielone oczy – Tatiana Tîbuleac

Czy jedno wspólne lato jest w stanie naprawić, a właściwie zbudować czułe relacje między synem i matką? Lato pierwsze i jednocześnie ostatnie. Spędzone wśród pół słoneczników i maków. Lato niechciane, zabarwione odchodzeniem, zderzone z ostatecznością.


Historia rodziny rozbitej niespodziewaną i zawsze dojmująco bolesną śmiercią jednego z dzieci. Rodziny rozedrganej, niestabilnej, toksycznej.

Aleks snuje wspomnienia z lat dziecięcych i młodzieńczych z perspektywy dorosłego człowieka. Poznajemy go jako nastolatka z psychicznymi problemami, pełnego buntu wobec rodziny. Buntu, u podstaw którego leży destrukcyjne uczucie nienawiści wobec matki i ojca. Wydaje się, że jedyną osobą z bliskich, którą darzy uczuciem jest nieżyjąca siostra. Aleks, dorastający bez miłości, nagle mierzy się z ogromem tego uczucia i staje wobec niego zupełnie bezradny. Złamany prośbą mamy o zielonych oczach, która mówi: „przebacz mi”.

To książka, którą filtruje się przez własne doświadczenia i relacje rodzinne. Być może własne przeżyte dramaty? Obserwujemy drogę, jaką pokonuje bohater i idziemy nią, szukając odpowiedzi na własne pytania. Szukamy otuchy. Bywamy pełni zrozumienia, bo przecież być może znamy to, być może sami przeżyliśmy podobne historie… Być może sami uczymy się sztuki przebaczania – bo o tym też jest ta kameralna powieść.

Soczysty język, bezpośredni, pełen wyobraźni sprawia, że lektura jest czystą przyjemnością. Miejscami zabarwiony ponurym sarkazmem i zgryźliwą ironią, a miejscami tak bardzo poetycki, delikatny. Niebywałe są te językowe i stylistyczne współistnienia w „Lecie…”.

„Lato, gdy mama…” sprawia, że analizujemy świat osobistych więzi z bliskimi. Ale też zastanawiamy się nad słusznością własnych wyborów życiowych.

Bardzo polecam tę szalenie intymną opowieść o lecie, w którym wymarzona podróż z kolegami do Amsterdamu, zamienia się w nieplanowaną i niechcianą podróżą z matką do Francji. Lato spędzone we francuskiej wsi diametralnie zmieni życie Aleksa. Także jego uczucia wobec mamy. Przejmująca mikropowieść – niewielkich rozmiarów, ale przebogata w treść i emocje.


Zapisane cytaty:

„Tyle rzeczy mogłam zrobić w życiu.”

„Byliśmy niczym, robiliśmy n i c.”

„Kochałam cię, […] kochałam cię jak mogłam.”

„[…] śmierć jest tym, co najprawdopodobniej przytrafi się człowiekowi zamiast wszystkich wymarzonych rzeczy. Właściwie to jedyne, co przytrafi mu się na pewno.”

„[…] jedna głupia decyzja wynika z innej głupiej decyzji.”

„[…] nigdy nie postępuj niewłaściwie, tak jakbyś miał jeszcze mnóstwo czasu, żeby naprostować sprawy, ponieważ nie będziesz go miał.”

 

 

piątek, 16 lipca 2021

Bezmatek – Mira Marcinów

Dobra literatura wywołuje skrajne emocje.
Czasami wcale nie zachwyca.
I właśnie ta książka mnie nie zachwyciła.
Nie wzruszyła nawet.
Ale i nie zabolała w jakiś szczególny sposób.
Wywołała rozedrganie. Wewnętrzny niepokój.
Pozostanie po niej we mnie przejmująca świadomość, że w żałobie człowiek tak naprawdę jest osamotniony. I w tym tkwi dla mnie jej siła... 


Paradoksalnie, choć tak bardzo emocjonalna – surowa.

Choć z taką otwartością poruszająca bolesną tematykę przeżywania żałoby – bardzo intymna. Miejscami czułam się jak podglądacz tropiący skrycie narratorkę w jej najbardziej osobistym momencie życia. Jak gdybym potajemnie czytała cudzy pamiętnik. Nie współczesnego bloga prowadzonego online, gdzie niby piszemy o sprawach prywatnych ze świadomością, że czytają to inni, ale tak naprawdę do końca się nie odsłaniamy. Ta książka jest jak tradycyjny pamiętnik pisany offline. Zeszyt zapisany odręcznymi notatkami w chwilach, gdy brak sił, najtrudniejszych, najbardziej samotnych. Tylko dla siebie. Z poczuciem bezpieczeństwa, że nikt do nich nie zajrzy. A jednak autorka obnaża przed czytelnikiem ten najtrudniejszy okres w życiu każdego człowieka – bo przecież ze stratą kogoś bliskiego wcześniej, czy później, zetknie się każdy z nas.

Myślę, że lektura tej książki może być bardzo trudna dla osób, które są w trakcie przeżywania żałoby. Które straciły kogoś, albo towarzyszą komuś w ostatecznym odchodzeniu…

Może być dla nich nie do przebrnięcia, a może… odwrotnie: stać się oczyszczeniem. Katharsis uwalniającym od cierpienia.

Z ciekawością sięgnę po kolejne pozycje, które wyjdą spod pióra pani Miry Marcinów, bo czuć dobrą literaturę.


Zapisane cytaty:

„Była źródłem mojej największej radości, tak jak dziś jest źródłem mojej największej rozpaczy.”

„Matka była źródłem mojej największej przyjemności. I moich największych przykrości.”

„Bo nie ma nic ohydniejszego na świecie niż to, gdy człowiek umiera drugiemu człowiekowi.”