Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura skandynawska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura skandynawska. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 kwietnia 2026

Mokradła – Maria Turtschaninoff

„Człowiek nosi swoje blizny. Nie znikają.”

Bardzo się cieszę, że w #światowydzieńksiążki mogę podzielić się opinią o książce, która mnie oczarowała. To opowieść, której nie tyle się czyta, co się w niej zanurza.


Klimat, aura, bohaterowie – wszystko zdaje się tu oddychać jednym rytmem. Język i styl pulsują własną melodią, a forma, choć nie dla każdego, ma w sobie coś hipnotyzującego. Na przestrzeni czterech stuleci poznajemy losy ludzi związanych z jednym miejscem, siedliskiem Nevabacka, gdzieś na północy Finlandii. Pokolenia przychodzą i odchodzą, życie zmienia swoje oblicza, lecz jedno trwa niezmiennie – przyroda. Tytułowe mokradła. Milczący świadkowie wszystkiego. Bywają źródłem smutku i ciemności, innym razem – wybawieniem i ukojeniem. Są jak oddech tej historii.

Wysłuchałam audiobooka, w którym lektor sugestywnie oddał rytm narracji, szczególnie w pierwszej części, zanurzonej w XVII wieku.

To nie jest książka dla tych, którzy szukają zwartej, linearnej fabuły. Każdy rozdział przypomina osobne opowiadanie, osobny oddech, a jednak wszystko splata się w jedną, spójną całość.

Zainspirowana powieścią pozwolę sobie na osobistą refleksję. Mam dwie symboliczne fotografie z miejsca, w którym mieszkamy od kilkunastu lat. Jedna z nich pochodzi z około 1942 roku. Czasami spoglądam na nią i myślę o ludziach, którzy mieli tu swoje siedlisko – prostą, wiejską zabudowę z budynkami gospodarczymi. Druga przedstawia nasz dom, wybudowany przez nas mniej więcej 70 lat później. Za kolejne 80 lat – co będzie sfotografowane w miejscu, w którym piszę te słowa? A za następne 400?






niedziela, 25 stycznia 2026

Kiedy żurawie odlatują na południe – Lisa Ridzén

Hm… nie załapałam klimatu tej powieści. Nie zbliżyłam się emocjonalnie do żadnego z bohaterów. Moja empatia tym razem nie zadziałała – a może podświadomie wyparłam fakt, że tak naprawdę każdy z nas, w różnym wymiarze, dotknie kiedyś tego, o czym ta książka opowiada: starości i odchodzenia.


To lektura smutna i trudna w odbiorze. Myślę, że nie jest dla każdego. Młodszego czytelnika może znudzić, a dojrzałego – zaniepokoić, wywołać bolesne wspomnienia i bardzo osobiste skojarzenia.

Centralnym punktem powieści jest obraz mężczyzny w mocno zaawansowanym wieku, który za wszelką cenę próbuje zachować sprawczość i samodzielność. Pięknie pokazana została troska najbliższych o jego bezpieczeństwo, a także cały system opieki nad osobą starszą. Mimo to książka nie wzbudziła we mnie tej czułości, o której tak często czytałam w opiniach innych czytelników.


Najbardziej poruszające okazały się fragmenty retrospektywne – wspomnienia dzieciństwa, własnej dorosłości, miłości i przyjaźni. Za serce chwyta również relacja starszego pana z jego psem, Sixtenem, oraz lęk przed tym, że opiekujący się nim ludzie – rodzina i pracownicy opieki społecznej – próbują przekonać go, iż jest już zbyt niedołężny, by móc zajmować się swoim pupilem.

To niełatwa opowieść o przemijaniu, która bardziej niepokoi niż koi. Będę szczera – nie miałabym odwagi jej polecać innym…


poniedziałek, 6 maja 2024

Trzy książki

Zmiany w życiu zawodowym i… Bronek na pokładzie ;) troszkę zweryfikowały mój czas przeznaczony na czytanie. I nie znaczy to, że czytam mniej, ale mam mniej czasu na dzielenie się swoimi opiniami po lekturze. Dlatego dziś krótko o trzech książkach przeczytanych lub wysłuchanych w ostatnich tygodniach.



Lucy i morze – Elizabeth Strout

Uwielbiam styl Elizabeth Strout.

Książka osadzona jest w czasie, który teraz, z perspektywy zaledwie kilku lat, jawi się mi jako abstrakcyjny. Mowa o pandemii koronawirusa. Strout pod postacią bohaterki znanej z cyklu „Lucy Barton”, mierzy się z tym dziwnym czasem – bo myślę, że tak właśnie będziemy ten okres pandemiczny odbierać – w Stanach Zjednoczonych Ameryki.

Niepewność, dezinformacja, lęk przed nieznanym. Ale bez obaw – to nie jest kronika rodziny i jej przyjaciół w dobie walki z zarazą. Dla Strout to tylko tło do tego, aby wykazać, że tak naprawdę człowiek współczesny żyje w ciągłej izolacji, niezależnie od wydarzeń społecznych, czy politycznych.

Bardzo dobre studium obyczajowości i kondycji rodziny w dość chaotycznym okresie. Autorka wplata postaci ze swoich innych powieści – pojawia się nawet we wzmiankach moja ukochana Olive Kitteridge, czy Bob Burgess. Przyczynkiem do głębokich rozważań są także wydarzenia w USA, które były też obecne w polskich serwisach informacyjnych: protesty społeczne, które wybuchły po zabójstwie Afroamerykanina George’a Floyda, czy zamieszki do jakich doszło w styczniu 2021 roku na Kapitolu po wyborach przegranych przez Donalda Trumpa.

Pomimo tego, że historia osadzona jest w bardzo konkretnej przestrzeni czasowej, Strout udało się stworzyć ponadczasową opowieść o nas samych – relacjach rodzinnych, małżeństwie, trudnym rodzicielstwie, miłości, przyjaźni, wyborach, których każdy z nas musi dokonywać i związanych z nimi konsekwencjami.

Dla fanów charakterystycznego stylu Strout – świetna. Dla tych, którzy chcą dopiero poznawać twórczość pisarki, nie polecam jako książki pierwszego wyboru. Tutaj zdecydowanie proponuję dwie części „Olive Kitteridge” (szczególnie druga – majstersztyk!) i „Amy i Isabelle”.

„Każdy potrzebuje czuć się ważnym.”
„W naszym życiu to dar, że nie wiemy co nas czeka.”
„Robimy co możemy, żeby przetrwać.”


Śnieg jeszcze czysty – Anna Musiałowicz

Bardzo smutna w tematyce, ale napisana pięknym językiem powieść. Wrażliwie o ludzkiej niewrażliwości. Przejmujący los wiejskiej rodziny w latach 60-ych. O ludziach, którzy absolutnie nie potrafili radzić sobie z emocjami. Żadnymi – ani tymi dobrymi, a tym bardziej trudnymi.

Kilkuletnia Gabrysia po śmierci matki jest tak naprawdę osamotniona w dorastaniu i dojrzewaniu. Nie ma wsparcia ani w ojcu, ani w nieporadnej w nowej roli, babce. Nikt nie potrafi dać dziewczynie wsparcia, wprowadzić w życie. W tym także w sprawy płciowości.

Tęsknota, osamotnienie, strata, szorstkość emocjonalna – to słowa opisujące naturalistyczny klimat tej powieści.


Ostatnie stadium – Nina Lykke

Słodko-gorzka. Bardzo pasuje to określenie do tej powieści. Wewnętrzne przemyślenia Elin, która z jednej strony w codziennej praktyce lekarki rodzinnej, boryka się z dość roszczeniowymi pacjentami, a z drugiej strony sama usiłuje poukładać osobiste sprawy małżeńskie. Przez przypadek wplątała się w romans i teraz usiłuje dociec, czy chce ratować małżeństwo, czy iść drogą zmiany…

W powieści wybrzmiewa sceptycyzm, sarkazm, a czasami zgorzknienie, czy wręcz zniesmaczenie nieudolnością ludzi wobec codziennych wyzwań. Narratorka snuje refleksje na temat kondycji współczesnego społeczeństwa. Roszczeniowość, wygodnictwo, skupienie na samych sobie. Nieumiejętność rozwiązywania problemów, bierność wobec życiowych trudności.

Tematyka książki może jawić się jako ponura, ale jest – niestety – tak bliska prawdzie o społeczeństwach żyjących w dobrobycie, że trudno odłożyć ją na bok. Wysłuchałam audiobooka – świetnie przeczytany.

„Ciało to klatka, w której żyjemy i tylko czasem, nie wiedząc dlaczego, podchodzimy do krat i szarpiemy za nie, aż wszystko wokół się trzęsie.”

poniedziałek, 13 listopada 2023

Ulica dzieciństwa – Tove Ditlevsen

Dzieciństwo Ester to ulica biednej części Kopenhagi w latach 30 i 40. XX wieku. Towarzyszymy jej w czasie, gdy analizuje swoje dzieciństwo, które przepełnione jest wstydem z powodu biedy, dojmującym smutkiem i trudną do określenia tęsknotą za czymś lepszym, doskonalszym. Ester wie, że poza „jej” ulicą istnieje inny świat, ale szuka wskazówki, jak się do niego dostać? Jak może uciec z ulicy dzieciństwa, która kształtuje ją na całe życie, budując w niej lęki i rodząc poczucie niższości?


Dzieciństwo to zestawienie radości i bólu. To obrazy, które zostają w człowieku na zawsze. Jest jak rzeka, która żłobi koryto. Człowiek powinien mieć coś niezmiennego, z czego będzie mógł czerpać siłę na całe życie, szczególnie w chwilach trudnych. Takie powinno być dzieciństwo. Mocnym fundamentem.

Wszystko co wydarzy się na ulicy naszego dorastania, kogo na niej spotkamy, odciśnie na nas swoje piętno. Pozostanie w nas nawet, gdy tę ulicę opuścimy. Pozostaną rzeczy dobre i złe. Ulica Ester tonie w mroku ludzkich spraw.

Świetny portret psychologiczny młodej kobiety, jak i rodziny w kryzysie – biernej i jednocześnie niezbyt stabilnej. Głos dziecka pragnącego szczęśliwej rodziny – wspierającej i kochającej.

Książka inspiruje do przemyśleń na temat okresu własnego dzieciństwa. Czy jest ono źródłem naszej siły, czy też przepełnione smutnymi wspomnieniami, goryczą, która blokuje w rozwoju i życiu pełną piersią?

Literacko – proza najwyższych lotów. I, co jest typowe dla twórczości pisarki, bardzo osobista, niemalże intymna, oparta o jej własne doświadczenia. Warto zapoznać się z tą książką także z tego powodu, że otrzymujemy tutaj obraz innej Danii niż jest znana współcześnie – jako państwo opiekuńcze, dobrobytu i szczęśliwych ludzi, zadowolonych z poziomu życia.


Zapisane cytaty:

„Temu co niezauważalne, dane jest żyć najdłużej.”

„Niespełnionymi nadziejami lepiej z nikim się nie dzielić.”

„Bez rozmowy nikt na dłuższą metę nie może odczuwać zadowolenia.”

piątek, 27 października 2023

Trylogia kopenhaska – Tove Ditlevsen

Na tę książkę trafiłam po lekturze „Lat” i „Bliskich” Annie Ernaux. Szukałam czegoś w podobnej estetyce i ktoś polecił mi właśnie tę duńską pisarkę. Książka absolutnie mnie pochłonęła. Pisarstwo doskonałe. Zachwyca literackim językiem. Powieść zbudowana na głębokiej autoanalizie. Emocjonalnie ekshibicjonistyczna. Bez lukru. Realistyczna do bólu. Przejmująca w surowości. Wybrzmiewa w niej wiele wątków autobiograficznych i silnie feministyczny głos Autorki.


„Trylogia kopenhaska” to trzy powiązane ze sobą mini powieści: „Dzieciństwo”, „Młodość”, „Uzależnienie”. Realistyczne ukazanie czasu dzieciństwa i dorastania w emocjonalnie zimnej rodzinnie i w siermiężnych warunkach kopenhaskiej dzielnicy robotniczej, w latach 30 XX wieku, gdy świat pogrążał się w mroku rosnącego w siłę Hitlera i jego chorej wizji zawojowania światem. Porażająco szczere wyznanie dotyczące moralnie kontrowersyjnych wyborów życiowych i popadania w narkotyczny nałóg.

Dzieciństwo tkwi w każdym z nas. Zakorzenia się w naszym umyśle. W różnym stopniu określa nas jako osoby dorosłe. Dzieciństwo Tove nauczyło ją, by nigdy nie zdradzać swoich marzeń. Dorasta w ubogiej dzielnicy, a na jej życie cieniem kładzie się trudna, surowa relacja z matką. Tove jako młoda dziewczyna pisze wiersze i marzy o ich opublikowaniu. Ojciec drwi z tego – „dziewczyna nigdy nie będzie poetką, ani pisarką” – wwierca w głowę córki. Żadnego wsparcia, zrozumienia, empatii.

Książka brzmi bardzo współcześnie. Byłam zaskoczona, że powstała na początku lat 60!

Wysłuchałam jej w formie audiobooka i początkowo przeszkadzała mi dość beznamiętna interpretacja lektorki. Jednakże w miarę rozwoju akcji i eskalacji trudnej tematyki (w tym brutalne realia aborcji i uzależnienie od opioidów) doceniłam ów dysonans: niezaangażowany głos lektorki paradoksalnie uwypuklał gorzki obraz przeżyć i refleksji głównej bohaterki.

Tove Ditlevsen zmarła w 1976 roku na skutek przedawkowania leków…

Polecam koneserom dobrej literatury.


Cytaty:

„Każdy ma swoją prawdę. I każdy ma swoje dzieciństwo.”

„Z dzieciństwa nie można się wydostać. Ono przykleja się do człowieka jak zapach. Można go wyczuć u innych dzieci, a każde dzieciństwo pachnie inaczej. Swojego zapachu się nie czuje i czasami pojawia się obawa, że jest ono gorsze niż innych.”

„Czasami trzeba kłamać, aby wydobyć prawdę.”

„Życie jest zabawne, chociaż człowiek dostrzega to, gdy je traci.”

„Świat chce być oszukiwany.”

„Nawet młodość jest tymczasowa, krucha i nietrwała. Trzeba przez nia przejść. Tylko taki jest sens.”

„Ludzie nie są stworzeni do życia w samotności.”

wtorek, 16 sierpnia 2022

Sąsiadka – Helene Flood

Gdy przeczytałam zapowiedź książki, zaniepokoiłam się, że jest w niej zdradzone zbyt wiele z treści. Jakże zbyteczne były moje obawy! Zarys fabuły to jedno, ale cała siła tej książki leży w jej warstwie psychologicznej. A tę trzeba „dotknąć” własnymi emocjami.


Małżeństwo z dwójką dzieci, Rikke i Åsmund, wprowadza się do wymarzonego mieszkania w prestiżowej dzielnicy Oslo. Oprócz nich w budynku mieszkają trzy rodziny, z którymi nawiązują sąsiedzkie kontakty towarzyskie. Spokój małej społeczności burzy śmierć jednego z sąsiadów, Jørgena. Według ustaleń policji mordercą musi być ktoś z mieszkańców domu...

Wydarzenie to zmienia teraźniejszość każdej rodziny i obnaża prawdziwe relacje pomiędzy sąsiadami, a także ukazuje ich samych w nowym świetle. Następuje kres karnawału masek, oto poznajcie tajemnice każdego z nich, i tak jak oni, sami stańcie twarzą w twarz z prawdą!

Osią fabuły jest zakazany romans, który tak naprawdę w ogóle nie powinien mieć miejsca. No bo co właściwie spowodowało, że zakochana w swoim mężu Rikke, spełniona zawodowo młoda kobieta, rzuciła się w tak ryzykowny związek z żonatym sąsiadem? To właśnie ona jest narratorką całej historii, dlatego też mamy idealny wgląd w jej wewnętrzne rozterki i przemyślenia.

Wszystkie postacie są wielowarstwowe, wiodące wydarzenia obudowane są ciekawymi wątkami pobocznymi, które w miarę rozwoju akcji splatają się w trzymającą w napięciu opowieść o rządzących człowiekiem namiętnościach. Autorce udało się uniknąć łatwego moralizatorstwa, za to sugestywnie oddała emocje towarzyszące poczuciu winy i wyrzutom sumienia.

Powieść ma specyficzny, niespieszny klimat. Nie ma atmosfery rozpędzonego, mocnego thrillera, ale subtelnie pulsuje jednostajnym niepokojem. Posiada wszystko, co może zagwarantować doskonałą lekturę: zagadka kryminalna, bogato zarysowane tło obyczajowe, intrygujący bohaterowie i rządzący nimi namiętności, wreszcie najważniejszy as w rękawie autorki Helene Flood: wiarygodna warstwa psychologiczna.

Wejdźcie w krąg sąsiadów domu, gdzie ściany słuchają, poznajcie ich tajemnice, może wśród nich znajdziecie też siebie?

Dziękuję @wydawnictwo_agora
za zaproszenie do lektury powieści.


Zapisane cytaty:

„Czyż istnieje potężniejsza deklaracja miłości niż ta: dzień po dniu, rok za rokiem robić wszystko, co w naszej mocy, aby drugiemu człowiekowi było dobrze?”

„Człowiek lubi drobne pochlebstwa.”

„Człowiekowi podoba się to, że nauka nie jest ideologią, tylko metoda podejścia do problemów.”