Pokazywanie postów oznaczonych etykietą międzywojnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą międzywojnie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 kwietnia 2026

Mrok jest po naszej stronie – Katarzyna Zyskowska

Przeczytałam Mrok jest po naszej stronie już jakiś czas temu i teraz, gdy mam o niej napisać kilka zdań, trudno jest mi przywołać emocje, jakie wtedy we mnie wywołała. Na pewno była to historia bardzo posępna, dokładnie taka, jak sugeruje tytuł — mroczna i przytłaczająca.


Na duży plus zasługuje barwne oddanie tła historycznego, które zawsze jest dla mnie istotnym elementem lektury. Relacje pomiędzy głównymi bohaterami autorka, Katarzyna Zyskowska, kreśli w szerokiej perspektywie — od czasów przedwojennych po realia stalinizmu, pełne szykan, inwigilacji i całkowitego braku szacunku dla jednostki. Ciekawym zabiegiem jest także nawiązanie do prawdziwych postaci, które nie są powszechnie znane z kart podręczników historii, w tym m.in. Marii Przymanowskiej — współscenarzystki serialu Czterej pancerni i pies, prywatnie żony autora tej powieści, a w czasach sanacyjnych sekretarki premiera Stanisław Mikołajczyk.

Nie do końca przekonało mnie natomiast wprowadzenie tajemniczej, niejednoznacznej narratorki w części powieści — ten zabieg momentami utrudniał mi odbiór historii.

Ostatecznie mam poczucie pewnego niedosytu. To książka solidna pod względem realiów, ale chłodna i momentami nużąca w odbiorze. Wolę inne powieści tej autorki, które potrafią mocniej wciągnąć i poruszyć czytelnika. Tutaj coś mi się „rozchodziło” — żaden z bohaterów nie stał mi się naprawdę bliski.

Piękna okładka.

piątek, 8 listopada 2024

Nigdy się nie poddam – Barbara Wysoczańska

Uwielbiam tytuł tej książki. Ma w sobie moc, stanowość, pewność. Zadziorność. Brzmi jak motywacja i obietnica. I pomimo tego, że oczekiwałam… może większej siły, to i tak nie zawiodłam się. Mocną stroną powieści autorstwa pani Wysoczańskiej jest fundament historyczny. A to akurat w literaturze popularnej bardzo lubię. Kolejna cecha charakterystyczna dla twórczości autorki to bohaterki – zwykle są to kobiety silne, odważne w dokonywanych wyborach, nie wahające się zawalczyć o siebie, i budujące swą codzienność na własnych zasadach.


W tym przypadku moje serce było bardziej po stronie bohaterki z przeszłości – Gretel Vogel. Z jednej strony dlatego, że ciekawią mnie lata międzywojenne w historii Europy, z drugiej, bo bohaterka z tego okresu wydała się mi bardziej wiarygodna. Ale to oczywiście moje subiektywne odczucia.

Po tragicznym wydarzeniu w swoim życiu, Alicja postanawia pójść drogą zmiany. Nadzieje na zbudowanie czegoś nowego, wiąże ze starą winnicą, którą kupuje w przypływie impulsu. W ogrodzie odkopuje skrzyneczkę, która prowadzi ją do odkrycia historii tego miejsca, ale też rozpoczyna coś nowego, ważnego w jej życiu.

Kapsuła czasu, głos z przeszłości…

Od jakiegoś czasu podobna zakopana jest też w moim ogrodzie… Na pewno ma szansę na dłuższe przetrwanie niż te ślady po przeczytanych przeze mnie książkach, które zostawiam w wirtualnej rzeczywistości…

poniedziałek, 29 stycznia 2024

Nikodem Dyzma między ustami, a brzegiem pucharu ;)

Tytuł dzisiejszego wpisu to oczywiście nawiązanie do dwóch powieści, o których chcę dzisiaj napisać.


Czasami lubię wracać do książek, które kiedyś już czytałam. 

Dołęgę-Mostowicza uwielbiam. Oprócz: „Kariery Nikodema Dyzmy”, czy „Znachora”, godne uwagi dla współczesnego czytelnika są te mniej popularne: „Złota maska” i „Wysokie progi”, czy „Kiwony”.
Pamiętam natomiast, że przez „Między ustami, a brzegiem pucharu” Marii Rodziewiczówny nie przebrnęłam. Pokonały mnie wybrzmiewający literacką naiwnością styl pisarki i dziewiętnastowieczna mentalność stworzonych przez nią bohaterów. 

Tym razem z ciekawością powróciłam do przewrotnej historii Nikodema Dyzmy, w nowej odsłonie Wydawnictwo Harde. Opowieść o prostym cwaniaku, którego nazwisko stało się synonimem karierowiczostwa – niezmiennie aktualne! Historia znana mi, także dzięki serialowej roli Romana Wilhelmiego, a mimo tego, pochłonęła całkowicie, jakby czytana na nowo. 

Mniejszy entuzjazm wywołał we mnie romans „Między ustami, a brzegiem pucharu”, opowiadający o przemianie, jakiej dokonać się może w człowieku tylko pod wpływem prawdziwej miłości. Pomimo językowego uwspółcześnienia, wciąż brzmi dla mnie anachronicznie. Może ze względu na samą fabułę? Psychologiczne kreacje bohaterów odebrałam też jako zbyt silnie naznaczone mentalnością z przełomu wieków. I nawet (skądinąd bardzo dobra) współczesna redakcja, nie wyrwała do końca tej książki z XIX-wiecznej narracji, chociaż z pewnością znacznie ułatwia jej czytanie. 

W powieściach Rodziewiczówny i Dołęgi-Mostowicza zaczytywałam się jako nastolatka, wertując w czasie wakacji bibliotekę swojej Babci! Już wówczas, z nie do końca ukształtowanym gustem czytelniczym, wyczuwałam, że Rodziewiczówna jest dla mnie zbyt melodramatyczna, zaś Dołęga-Mostowicz – to było to! 

Podobne odczucia miałam teraz, czytając te dwie, odświeżone redakcyjnie powieści. Być może na taki, a nie inny odbiór, ma też wpływ to, że uwielbiam dwudziestolecie międzywojenne, a Dołęga-Mostowicz świetnie w swoich powieściach oddawał ówczesne realia. Maria Rodziewiczówna, nazywana swego czasu „królową polskiego romansu”, mimo wszystko nie przetrwała według mnie próby czasu. 

Bardzo dziękuję Wydawnictwo Harde 
za obdarowanie mnie pięknie wydanymi 
i na nowo zredagowanymi książkami.

wtorek, 19 grudnia 2023

Trylogia niemiecka – Grzegorz Kozera

Noc w Berlinie – cz. 3
Berlin, późne lato – cz. 1
Króliki pana Boga – cz. 2


Książki dystrybuowane są jako trylogia, ale można je czytać niezależnie. Bohaterowie poszczególnych części są ze sobą luźno powiązani. Wydawnictwo oznaczyło kolejność według zapisu, jaki podaję przy tytułach, ale ja czytałam je w kolejności chronologicznej fabuły, tak jak omawiam – sami możecie dokonać wyboru, jaki układ będzie Wam pasował.

Noc w Berlinie – cz. 3

Okres międzywojenny w Berlinie. Wraz z pogarszaniem się sytuacji gospodarczej Niemiec na początku lat 30. XX wieku do władzy dochodzi nacjonalistyczne ugrupowanie, na czele z pokracznym szaleńcem, które wkrótce zmieni losy świata. To na swoich obywatelach Hitler i jego poplecznicy „trenują” przygotowania do holokaustu. Losy bohaterów wplecione są w działania władzy, mające na celu dopasowanie niemieckiego społeczeństwa do ideologii nazistowskiej: absurdalnie nieskończona kontrola nad wszystkimi aspektami życia.


Oczami bohaterów książki podglądamy znane momenty przełomowe w marszu nazistów do rozpętania II wojny światowej. Wprowadzenie dyktatury, nasilenie terroru wobec własnych obywateli, eliminacja politycznych wrogów, antysemickie rozruchy: pożar Reichstagu w 1933, Noc długich noży (wymordowanie przeciwników Adolfa H.) z 1934, Noc kryształowa, czyli pogrom niemieckich Żydów w roku 1938. Śledzimy nastroje społeczne i poczynania władzy w trakcie letniej olimpiady w Berlinie w 1938 roku. A w tym wszystkim przepiękna historia miłości, zwieńczona poruszającym wyznaniem Autora w epilogu.

Berlin, późne lato – cz. 1

Kameralna opowieść o miłości, która nie miała prawa zdarzyć się w nazistowskim państwie (akcja rozgrywa się w roku 1943 w Berlinie). Otto Peters, pisarz, który w wojennej rzeczywistości, i po osobistych dramatach rodzinnych, utracił też wolę i chęć tworzenia. Nieoczekiwanie otrzymuje zlecenie na korektę scenariusza propagandowego filmu „Kolberg” (choć powieść jest literacką fikcją, taki film faktycznie III Rzesza wyprodukowała w roku 1945). Życie Petersa odmieni pojawienie się Haliny, Polki poszukiwanej przez gestapo...


Niby prosta fabuła, wiele przecież takich książek powstało i zapewne niejedna jeszcze zostanie napisana. Jednakże autorowi udało się zbudować tę historię na silnym przekazie moralnym. Czy w wojennej codzienności, w totalitarnym państwie, znienawidzonym przez cały świat (w końcu to Niemcy, agresorzy, autorzy antyhumanitarnych potworności), jest miejsce na bezinteresowną pomoc, poświęcenie dla drugiego człowieka?

Przejmujący obraz tego, jak wielka, niechciana historia wraz z nieakceptowaną ideologią, siłą wkraczają w życie zwykłego człowieka.

Króliki pana Boga – cz. 2

Ta powieść to taka powojenna książka drogi. Apokaliptyczna. Surowa. Chropowata z racji czasu, w jakim rozgrywa się jej akcja. Zdawałoby się, że koniec wojny w maju 1945 roku może oznaczać radosną ulgę, że oto odchodzi kres niewiarygodnego zła zmajstrowanego rękami nazistowskiej partii. Niestety, wojna pozostawiła zgliszcza i chaos nie tylko w wymiarze materialnym. Wojna zgruchotała życiorysy tak wielu, wielu ludzi. Odebrała im poczucie bezpieczeństwa, zmieniła psychikę. A poza tym tak naprawdę przyniosła kolejne zło, tym razem zakamuflowane pod komunistycznymi hasłami.


Trójka przypadkowo złączonych w jednym celu bohaterów: podróży powrotnej do domu…, który dla każdego z nich jest czym innym. Łamią serce ich wspomnienia: Adama z czasów robót przymusowych, Haliny i kilkuletniego Honzy z obozu koncentracyjnego. Smutna, ale pięknie opisana historia.


***

Moje serce całkowicie skradła „Noc w Berlinie”. Tematycznie, to co bardzo lubię: losy bohaterów ściśle związane z procesem wchodzenia Niemiec w potworne czasy nazizmu. Po raz pierwszy w życiu wzruszył mnie epilog i przejmujące wyznanie Autora o genezie książki i pierwowzorach głównych bohaterów. Kłaniam się Panu za to niesamowicie emocjonalne dopełnienie powieści. Dzięki temu książka zyskuje na autentyczności.

Gorąco polecam całą serię. Powieści napisane z pasją, znajomością historii i realiów czasów, w których poznajemy bohaterów.

Serdecznie dziękuję @wydawnictwodobraliteratura
za zaproszenie do obcowania z prawdziwie… dobrą literaturą. 


piątek, 20 października 2023

Chłopki. Opowieść o naszych babkach – Joanna Kuciel-Frydryszak

Czy wiecie, że na polskiej wsi dwudziestolecia międzywojennego zapałki były towarem luksusowym? To wówczas dzielono je na czworo w znaczeniu dosłownym, a nie metaforycznym.


Skala ubóstwa materialnego, mentalnego i intelektualnego wsi polskiej pierwszych trzydziestu lat XX wieku, poraża. Ogólne wyobrażenie o społeczeństwie tych lat mamy zbudowane głównie na obrazie miejskich elit – politycznych i artystycznych. Tymczasem polska wieś, gdzie mieszka blisko 75% społeczeństwa, tonie w biedzie.

Rodzina mojej Mamy ma korzenie chłopskie. Istnieje więc bardzo duże prawdopodobieństwo, że moja Prababcia, jako mała dziewczynka, miała takie marzenie, jak większość prezentowanych w książce bohaterek: mieć własne buty i móc chodzić do szkoły, by nauczyć się pisać i samodzielnie złożyć podpis. Jej córka, a moja Babcia wychowywała się już w lepiej sytuowanej rodzinie chłopskiej. Na jednym z ocalałych zdjęć rodzinnych z końca lat 30-ych, kiedy była nastolatką, ma na sobie ładną, prostą sukienkę z kołnierzykiem i prawdziwie eleganckie buciki z klamerką, na niewielkim obcasiku. Z pewnością był to strój odświętny. Ta książka wywołała we mnie ogromny żal, że tak mało wiem o życiu swojej Prababci Felicji. Babci właściwie też… I, że jest to już nie do nadrobienia...

Sielski obraz polskiej wsi ginie w tym doskonałym reportażu. Dom rodzinny chłopskiego dziecka był szkołą oschłości. Dzieci chowane w biedzie pielęgnowały kompleks niższości. Życie kobiet naznaczone było fatalizmem. Biernym przytakiwaniem. Niczego nie żądać, nic nie oczekiwać.

Na szczęście autorka wyłuskała z setek opowieści, historie wiejskich kobiet, które pełne determinacji, umiały wykorzystać najdrobniejszą szansę, aby zmienić swój los.

Doskonale udokumentowana książka. Czyta się pasjonująco. Gorąco polecam.

niedziela, 18 czerwca 2023

Wiek czerwonych mrówek – Tania Pjankowa

„Człowiek bez człowieka nie przeżyje, 
bo tylko żywe ciepło innych ludzi trzyma cię na tym świecie.”


Głównym bohaterem powieści jest GŁÓD. Ale nie taki, jaki czasami odczuwamy, kiedy od śniadania minęło parę godzin, a my gnamy do domu, ze świadomością, że za chwilę nasycimy swój żołądek smacznym obiadem. To głód bolesny. Odzierający z człowieczeństwa. Głód zabijający. Wytrawiający człowieka nie tylko z sił witalnych, ale duszy.

„Wiek czerwonych mrówek” to czas Wielkiego Głodu na Ukrainie. Sztucznie wywołanego przez Stalina Hołodomoru. Okrutne czasy w historii Ukrainy, gdy nawet trawa nie miała szans wyrosnąć, bo ledwie wykiełkowała, lądowała w żołądkach przeraźliwie głodnych ludzi.

„My, szczęśliwe „dzieci ojczulka Stalina”, [..] skrycie marzymy, żeby jak najszybciej zostać sierotami.” – mówi jedna z bohaterek powieści i jakże aktualne są te słowa – tylko nazwisko inne :(

Przejmuje zderzenie opisów Dusi i jej rodziny, ludzi puchnących z głodu, prawdziwego, niosącego śmierć głodu i Soli, kobiety, która puchnie… z obżarstwa. Sola tęskni, Sola cierpi, Sola napełniając się jedzeniem, a jako żona sowieckiego prominenta ukraińskiego głodu nie zna, wypełnia pustkę po stracie...

Myślę, że ta książka była wyzwaniem dla tłumacza i choć trudno mi porównać polskie wydanie do oryginału, to moim zdaniem wspiął się na wyżyny. Bo książkę w warstwie językowej czyta się gładko, zaś z racji podejmowanej tematyki – okrutnie. Miejscami styl nabiera szyku i rytmiki charakterystycznych dla wiejskiej gwary. Przemawia do wyobraźni realistyczny obraz wsi Macochy, dogorywającej w wyniku przymusowej kolektywizacji rolnictwa. Poetycki język wyostrza okrucieństwo zamieszczonych opisów głodujących ludzi i bestialskich czynów, jakich dopuszczała się władza sowiecka na Ukrainie na początku lat 30-ych XX wieku.

Gorąco polecam osobom ceniącym w literaturze solidne fundamenty historyczne i literacki język. Świetnie wykreowani bohaterowie, piękny styl – wyśmienita lektura.




sobota, 3 czerwca 2023

Klimaty – André Maurois

André Maurois to klasyk literatury francuskiej, pisarz, eseista, historyk żyjący w latach 1885 – 1967. Pisał biografie, między innymi Prousta, George Sand, Wiktora Hugo, czy trzech panów Dumas. Wśród esejów, rozpraw historycznych ma w swoim dorobku powieści psychologiczne osadzone w środowisku mieszczańskim. I właśnie taką chciałam dziś Wam polecić.


Akcja „Klimatów” rozgrywa się na początku XX wieku w latach poprzedzających I wojnę światową oraz głównie powojennych. Ale to historyczne wydarzenie, nie jest motywem wiodącym w fabule. Powieść – niewielkich rozmiarów – podzielona jest na dwie części. Pierwsza to swoista spowiedź głównego bohatera – Filipa Marcenata, który w liście do, póki co, nieznanej czytelnikowi Izabelli Cheverny, opisuje swoją fascynację kobietą o imieniu Odyla. Druga część to monolog Izabeli. Dzięki takiej formie poprowadzenia narracji, czytelnik ma pełny wgląd w opowiadaną historię. Poznaje punkt widzenia dwojga głównych bohaterów. Nie zdradzę kim była dla Filipa, ani jedna, ani druga kobieta, aby nie zabrać przyjemności z lektury.

Fascynujące studium ludzkich namiętności: miłości i zazdrości. Głębokie portrety psychologiczne występujących postaci. Ciekawy obraz wyższych sfer francuskich na początku XX wieku. Wszystko to sprawia, że tę mini powieść czyta się naprawdę pasjonująco.

Książkę odkryłam w swojej bibliotece. Lubię buszować wśród regałów i wyłuskiwać nieznane mi pozycje. O ile fabuła, styl pisania, bardzo mnie ujęły i czytelniczo był to świetny czas, o tyle mam zastrzeżenia co do samego wydawnictwa. Nie pamiętam, abym kiedykolwiek spotkała się w jakieś książce z tyloma literówkami. Egzemplarz, który czytałam wydany był w roku 1992 (premiera książki to rok 1928), przez chyba już nieistniejące wydawnictwo Artes. Dobrze, że minęły czasy takiego niechlujstwa wydawniczego. „Klimaty” zdecydowanie zasługują na perfekcyjną oprawę graficzną i prawdziwą korektę. Marzy mi się wznowienie tej książki np. w serii butikowej :)

Gorąco polecam wielbicielom psychologiczno-obyczajowej klasyki literatury pięknej.


Zapisane cytaty:

„Szczęście nigdy nie jest nieruchome. Szczęście to przerwa w niepokoju.”

„Bywają wrażenia tajemnicze i przelotne, które wywierają niemały wpływ na nasze życie.”

„Człowieka zawsze kusi rozczulać się nad sobą i odmalować siebie takim, jakim by chciał być.”

„O losie naszym decyduje jeden gest, jedno słowo: z początku najmniejszy wysiłek wystarczyłby, żeby go zatrzymać, potem puszcza się w ruch cały olbrzymi mechanizm.”

„Trzeba żyć teraźniejszością. Z każdego momentu należy wydobyć to, co może on zawierać w sobie intensywnego.”

„Jesteśmy prawie zawsze sprawcami własnej niedoli.”

„Najbardziej dzieli istoty chyba to, że jedne żyją przede wszystkim przeszłością, a inne tylko chwilą obecną.”

niedziela, 23 kwietnia 2023

Sąsiednie kolory – Jakub Małecki

Jestem szczęśliwa, że w Światowy Dzień Książki mogę zaprosić Was do lektury niezwykłej powieści. Pięknej. „Sąsiednie kolory” Jakuba Małeckiego to sto procent Małeckiego w Małeckim. Kto zna twórczość pisarza, wie o co chodzi. I jeśli ta książka wzbudzi w recenzentach opinię, że jakoby autor „wszedł na ścieżkę schematu”, to odpowiem: nie, Nie, NIE! To nie schemat! To STYL! To niepowtarzalna estetyka, która czyni Małeckiego twórcą wyjątkowym w polskiej literaturze współczesnej. Wyrazistym i rozpoznawalnym. Ujmuje mnie wyczuwalna w każdej linijce tekstu wrażliwość. Wyczucie ludzkich pragnień i tęsknot. Wirtuozeria kreślenia ich losów delikatnymi muśnięciami, które przemawiają do wyobraźni i własnych doświadczeń czytelnika. Umiejętność osadzania ich w wykreowanej rzeczywistości, ubarwionej szczyptą magicznego realizmu. Tyle ile trzeba, aby móc w życiorysach bohaterów próbować odnajdywać drogowskazy dla samego siebie. Tyle ile trzeba, aby z prozaicznej codzienności, wyłuskać drobinki niezwykłości. Bez spektakularnej fabuły, bez akcji pędzącej na łeb na szyję, niespodziewanych zwrotów w poszczególnych wątkach – a jednak nie da się oderwać od historii mieszkańców Koła latem 1929 roku.


Krystian Dzierzba, stolarz, wytwarzający dla mieszkańców Koła „meble na ostatnią drogę”, niespodziewanie dla samego siebie ulega fascynacji zmarłą kobietą, dla której ma zrobić zgodnie z wolą rodziny, trumnę. Czy rzeczywiście kobieta zmarła z tęsknoty? Czy to w ogóle jest możliwe? Co spowodowało, że stateczny mąż i ojciec, szanowany stolarz, zaczyna podążać śladami zmarłej Iwony Graczyk? Nie ma tutaj postaci głównych i drugoplanowych. Wszyscy są równoważni, tworzą związek przyczynowo-skutkowy. Szalona Leokadia wypatrująca kormoranów, tajemniczy Diabeł „z znikąd”, leczący tańcem doktor Stein, jego syn Mikołaj, dźwigający ciężar wydarzenia w obliczu, którego stchórzył, skrzywdzona Werka, wreszcie sam Krystian, jego żona Regina i córeczki Pola i Misia. Sąsiadujące ze sobą jednostkowe życiorysy, które przenikają się i mieszają niczym kolory w kole barw.



Myślę, że ta powieść jest pięknym prezentem dla mieszkańców rodzinnej miejscowości autora – Koła. Jestem pewna, że odnajdą w niej wiele, wiele smaczków, których inni czytelnicy tylko mogą się domyślić. Chociażby lokalna prasa wydawana w mieście w latach międzywojennych, wspomniany klub sportowy Olimpia, ulice, różne lokacje w mieście i jego okolicach, czy też niektóre postacie. Ja np. jestem bardzo ciekawa, czy jedna z bohaterek, Szalona Leokadia, tylko przez przypadek ma na nazwisko Małecka?

Dla mnie Jakub Małecki to poeta prozy. Czekam na kolejne literackie spotkania z Jego wrażliwością. Bo właśnie tego szukam w literaturze.

Czy można umrzeć z tęsknoty? Ja będę umierać z tęsknoty za kolejną powieścią Jakuba Małeckiego.






niedziela, 5 marca 2023

Miłość w Zakopanem – Agnieszka Jeż

"Doświadczenie to siostra edukacji.”

Inspiracją do napisania powieści była postać Marii Jadwigi Strumff, autorki poradnika z początku XX wieku „Spostrzeżenia nad ludźmi. Szczere wyznania masażystki”.


W „Miłości w Zakopanem” wybrzmiewa echo tych wspomnień – ukazana jest sytuacja kobiety, która podejmuje decyzję o samodzielnym zarabianiu i utrzymywaniu rodziny, co w latach 30 XX wieku (ramy czasowe powieści) stanowiło pewną sensację i nie było powszechne. Oczywiście wśród kobiet pochodzących z wyższych warstw społecznych.

Powieściowa Jadwiga porzucona przez męża, dezerterującego w chwili bankructwa, postanawia wbrew społecznym konwenansom oraz wbrew rodzinie, samodzielnie zarabiać na siebie i swoje potomstwo. Współcześnie to nie jest jakieś odosobnione wyzwanie, ale na początku XX wieku (właściwie niemalże do wybuchu II wojny światowej), gdy rola kobiety dobrze sytuowanej ograniczała się do funkcji reprezentującej męża i dom, stanowiło jednak wyjątek.

Jadwiga rozpoczyna swoją drogę ku niezależności i samodzielności w Zakopanem, gdzie otwiera gabinet masażu leczniczego. Zakopane błyszczało statusem supermodnego kurortu, było miejscem odpoczynku, relaksu i rekonwalescencji. Miasto pod Giewontem przyciągało artystyczną bohemę Polski. Poznajemy nietuzinkowych klientów i klientki odwiedzających gabinet Jadwigi. Przez karty powieści przewijają się też znane postacie: Zofia Nałkowska, czy Stanisław Witkacy i jego „Firma Portretowa”, a także wspominany jest jego ojciec Stanisław Witkiewicz, twórca zakopiańskiego stylu w architekturze. U podnóża Tatr Jadwiga odmieni swoje życie, także uczuciowe.

Książka nie porwała mnie w jakiś wybitny sposób, czegoś mi zabrakło. Doceniam przywołanie prawdziwych postaci, a także próbę odtworzenia zakopiańskiego spleenu, wyjątkowego kolorytu miasta z lat 30 XX wieku. Przeszkadzał mi zbyt współcześnie brzmiący motyw feministyczny.

czwartek, 2 lutego 2023

Empuzjon – Olga Tokarczuk

Dobrze, że lubię przed lekturą obejrzeć książkę ze wszystkich stron i przeczytać zamieszczane ewentualne noty od autorów. Gdybym w tym przypadku tego nie uczyniła, to krew by mnie zalała już po kilku pierwszych stronach, ze względu na dialogi ociekające pogardą dla kobiet. Ale przecież nie z naszą noblistką takie numery :) Wypowiadane przez męskie postacie kwestie o wydźwięku mizoginistycznym, to parafraza tekstów znamienitych (NIESTETY!) pisarzy, naukowców, filozofów. Warto zerknąć na te nazwiska, niektóre zaskakują. Ciekawy zabieg demaskacyjny.


Rzecz dzieje się w roku 1913 w sanatoryjnej wiosce Görbersdorf (obecnie Sokołowsko) na Dolnym Śląsku, gdzie z całej Europy przybywają kuracjusze z „chorobami piersiowymi i gardlanymi”. Mieczysław Wojnicz, student ze Lwowa, podejmuje przyrodoleczniczą terapię gruźlicy. Miejsce jawi się dość ezoterycznie. Tu nie tylko zażywa się leczniczych kuracji, ale i wpada w „dziwny stan umysłu”, a pensjonariuszy śledzą osobliwe oczy spozierające z „dziur w ziemi”.

Blisko natury, magicznie i mitologicznie.

Panowie toczą dysputy o świecie im współczesnym, o sztuce, o politycznych doktrynach, o kobietach (pożal się boszsz te ich szowinistyczne wywody, ale o ich źródle wspomniałam wyżej). W swojej dystyngowanej megalomanii mają się za światłych, racjonalnych Europejczyków...

Mroczne siły krążą w powietrzu. Wybrzmiewają echa lokalnych wierzeń ludowych. Pęcznieje tajemnica, którą skrywa Mieczyś… Enigmatycznie gęstnieje atmosfera ostateczności. Bo my przecież wiemy więcej niż mieszkańcy „Pensjonatu dla Panów”. Chociażby o ich faktycznych szansach na wyzdrowienie z gruźlicy przy stanie ówczesnej medycyny, jak i tego co przyniesie rok 1914…

Dobrze mi w światach tworzonych przez Panią Olgę Tokarczuk. Tutaj było powolutku, lirycznie, troszkę sekretnie. Lubię takie niespiesznie snute opowieści, w których można spokojnie się umościć. Poobserwować, posłuchać. Pomyśleć. I delektować przepięknym językiem literackim.


Zapisane cytaty:

„Na tym polega starość. To niezdolność do zmian.”

sobota, 30 kwietnia 2022

Głód. Saga wołyńska – Joanna Jax

„Głód” inauguruje cykl powieściowy Joanny Jax pt. „Saga wołyńska”. Skoncentrowany jest wokół dwóch tematów: losów ludzi dotkniętych hołodomorem – klęską głodu celowo wywołaną przemyślanymi politycznymi decyzjami Kremla w latach trzydziestych na Ukrainie oraz skomplikowanych relacjach Polaków i Ukraińców żyjących w tym samym czasie na kresach wschodnich.

Samo tło historyczne powieści jest szalenie ciekawe i przejmujące, ale czegoś zabrakło w samej fabule... Przykro, mi to pisać, ale ta książka zwyczajnie nie porwała mnie… Chociaż paradoksalnie przeczytałam ją z zaciekawieniem – po prostu chciałam dowiedzieć się jak potoczą się losy poszczególnych postaci. Tego dysonansu upatruję w zbyt mało wiarygodnych bohaterach. Wydawali się mi tacy… papierowi. Nie polubiłam się z nimi. Odnosiłam wrażenie, że ich osobowości są banalne, reakcje uproszczone, a dokonywane wybory życiowe mało przekonujące. A może to moja empatia tym razem zaszwankowała? Sam obraz skrajnych zachowań ludzi dotkniętych głodem na Ukrainie nie szokował, gdyż znam temat z innych publikacji – w tym doskonałego dokumentu Anne Applebaum „Czerwony głód”.


Płynność lektury zaburzała mi zastosowana w niektórych dialogach gwara lwowska – bałak. Na szczęście w książce zamieszczone są przypisy ze słowniczkiem, który ułatwia ich zrozumienie.

Szanuję wrażliwość historyczną pani Jax, ale „Głód”, pomimo dobrze oddanych realiów epoki, nie wywołał we mnie oczekiwanych emocji i czytelniczego zachwytu. Póki co moimi ulubionymi powieściami pani Joanny Jax pozostają cykle: „Zanim nadejdzie jutro” oraz debiutanckie „Dziedzictwo von Becków”, które gorąco polecam.

Czy sięgnę po kolejną część cyklu? Myślę, że dam mu szansę, bo jestem ciekawa jak potoczą się dalsze losy głównych bohaterów: Nadii Szewczenko i Wissariona Zinowjewa oraz Marty Osadkowskiej i Marcela Lemańskiego. Może będą bardziej dojrzale i pełniej skonstruowani. Bardzo na to liczę.

„Człowiek rodzi się sam i umiera sam.”

sobota, 19 marca 2022

Siła kobiet – Barbara Wysoczańska

Polska w pierwszych latach niepodległości. Wyczekiwanej, a jednak nieidealnej. Arena politycznych sporów na tle różnych poglądów, jaka ta odrodzona Polska ma być? Kraj boryka się z problemami społecznymi – bezrobociem, biedą, analfabetyzmem, brakiem edukacji i dostępem do opieki zdrowotnej. Kipi tarciami na tle mniejszości narodowych.


W powieści uwypuklona jest tematyka pozycji kobiet w okresie dwudziestolecia międzywojennego w Polsce, doganiającej idee równouprawnienia głośne w Europie na początku XX wieku. Polki były nadal w dużym stopniu wykluczone z życia publicznego. Po odzyskaniu niepodległości śmielej artykułowały swoje dążenia emancypacyjne. Pomimo tego, że otrzymały prawa wyborcze, tak naprawdę stosunek do ich równouprawnienia był sceptyczny. Tło społeczno-polityczne jest doskonale w powieści oddane.

Tytuł koresponduje z charakterem głównych bohaterek. Smagane pręgierzem opinii publicznej, muszą mierzyć się z konwenansami sprowadzającymi rolę kobiety do bezwolnej towarzyszki mężczyzny, pozbawionej możliwości własnego rozwoju. Losy Rozalii, Zuzanny, Klary i Ady to obraz kobiet, które potrafią podnieść się z porażki, otrzepać popiół po zgliszczach i z podniesioną głową dalej dążyć do własnej niezależności, do życia na własnych warunkach, choć czasami okupionego bolesnymi konsekwencjami.

Na kartach książki przewijają się postacie autentyczne, m.in. królowa art déco, malarka Tamara Łempicka. Wspomniane są aktywistki, które działały na rzecz zwiększenia udziału kobiet w życiu publicznym, zrównania dostępu do edukacji, krzewiły ideały ich samorealizacji i niezależności ekonomicznej.

Odrobinę przeszkadzał mi w lekturze ewidentnie współczesny kontekst. Z drugiej strony smutne jest to, że wiele z postulatów dawnych feministek wciąż tchnie aktualnością... Od stulecia kobiety muszą udowadniać, że są równoprawnymi członkami społeczeństwa, a ludzkie słabości – w tym podwójna moralność, mają się w najlepsze bez względu na czasy i rozwój cywilizacji.

Wybrzmiewa jednak budująca myśl: my kobiety mamy siłę. Siła kobiet ma moc! Wybitnie ukazana jest autentyczna, kobieca solidarność.



„Robię to z miłości do życia […]! Bo chcę, żeby było lepsze, piękniejsze!”

niedziela, 28 listopada 2021

Koronkowa robota – Cezary Łazarewicz

"Człowiek potrafi [...] dźwigać ciężar życia, chociaż przekracza on jego siły."

„O Gorgonowej słyszałem od dziecka” – tak rozpoczyna swój reportaż Cezary Łazarewicz, a ja mogłabym powiedzieć to samo. Wydaje się mi, że od zawsze wiedziałam o tej najgłośniejszej sprawie kryminalnej II Rzeczypospolitej. Oczywiście oglądałam też głośny film „Sprawa Gorgonowej” z 1977 roku w reżyserii Janusza Majewskiego, ze wspaniałą rolą Ewy Dałkowskiej w tytułowej roli. Pomimo znajomości faktów, okoliczności tej bulwersującej sprawy i jej finału, reportaż czytało się mi wyśmienicie! Niczym najlepszy, klasyczny kryminał.


Łazarewicz skrupulatnie przywołuje przebieg wydarzeń tragicznej nocy z 30 na 31 grudnia 1931, kiedy w brzuchowickiej willi znanego lwowskiego architekta Henryka Zaremby, w bestialski sposób zostaje zabita jego córka Lusia. Zabiera nas na niekończące się rozprawy procesu karnego i kolejne wizje lokalne. Wraz z nim czytamy ówczesną prasę, która żyła morderstwem. Za sprawą jego doskonałego reporterskiego pióra, chłoniemy atmosferę ulicy – ulicy, która była żądna krwi, która niemalże na drugi dzień po morderstwie krzyczała bezrefleksyjnie jednym głosem: ZABIŁA!

Siłą tego reportażu jest z pewnością bezstronność autora, ale i doskonałe oddanie ducha epoki, społecznych nastrojów, stylu życia. To także ukłon w stronę ludzi ówczesnej nauki, których badania i odkrycia przyczyniały się do rozwoju kryminalistyki.

Podczas lektury nasunęła się mi porażająca refleksja: sto lat temu nie było Internetu, nie było telewizji, nawet radio było luksusem dostępnym lepiej sytuowanym Polakom. A jednak, jakbyśmy to teraz powiedzieli, „hejt” miał się w najlepsze. Tak zwana opinia publiczna linczowała, piętnowała i wydawała wyroki z równie okrutną siłą jak dzisiaj, gdy byle informacja w minutę okrąża świat.

Imponuje praca archiwistyczna, jaką musiał wykonać autor przy gromadzeniu materiałów do tej książki. Imponuje też szacunek, jakim obdarzył żyjące osoby bliskie Ricie Gorgonowej – skazanej za tę zbrodnię. Poruszająca jest też część książki poświęcona dalszym losom jej rodziny.

Porywający, dynamiczny reportaż. Gratka dla fanów gatunku, ale też wielbicieli kryminałów, czy też po prostu epoki – dwudziestolecia międzywojennego w Polsce.

Ale czy można było oczekiwać czegoś innego po zdobywcy Nike 2017 za równie doskonały reportaż „Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka.”? 
Polecam!

poniedziałek, 17 maja 2021

Nigdy o tobie nie zapomnę – Agnieszka Zakrzewska

Sięgnęłam po tę książkę, ponieważ bardzo lubię literaturę osadzoną w historii. Szczególnie, gdy obejmuje ona wydarzenia okresu międzywojennego. Nieustannie intryguje mnie mechanizm rodzenia się zbrodniczego w skutkach nacjonalizmu narodowego. Ciekawi funkcjonowanie w tym wszystkim społeczeństwa europejskiego. Im więcej czytam o Zagładzie, tym bardziej chcę zrozumieć, dlaczego świat tak naprawdę milczał? W zapowiedzi powieści Agnieszki Zakrzewskiej dodatkowo wspomniane jest, że historia przedstawiona na kartach książki oparta jest na prawdziwych wydarzeniach.


Młodziutka Annemarie dorasta w zamożnym domu swoich rodziców – holenderskiego bankiera Frederika Engelena i jego kochającej luksusy małżonki Nene. Państwo Engelenowie jawią się jako osoby – delikatnie rzecz nazywając – zblazowane, czy wręcz zepsute dobrobytem, obrosłe w konwenanse na pokaz, o podwójnej moralności. Annemarie ma przed sobą perspektywę kariery pianistki i w zamyśle swoich rodziców, ślub z kimś odpowiednim, a więc zamożnym, z tak zwanego towarzystwa. I wszystko toczyłoby się według utartego schematu, gdyby nie miłość, którą Annemarie obdarzyła z wzajemnością Aarona, chłopca pochodzącego z żydowskiej rodziny, a więc absolutnie nie do zaakceptowania przez Engelenów, dodatkowo sympatyzujących z dochodzącym do władzy Hitlerem.

Mocną stroną książki jest jej holenderski klimat – można przenieść się do przedwojennego Amsterdamu. Miło czytało się też o stylu życia mieszkańców holenderskiej stolicy w latach trzydziestych XX wieku – zarówno sfer wyższych, jak i tych ze społecznych nizin. Ciekawostką i dla mnie nowością było przybliżenie postaci Josepha Asschera – twórcy słynnego szlifu kamieni szlachetnych, autora obróbki największego diamentowego samorodka wszech czasów, gigantycznego Cullinana. Frapująca jest też tajemnicza postać mężczyzny, którego historia rozgrywa się w latach 80, w Brazylii – kim jest i co, jeśli w ogóle – łączy go z główną bohaterką „Nigdy o tobie nie zapomnę”?

A poza tym… wiele się w tej książce rozsypuje. A może ja oczekiwałam czegoś więcej? W moim odczuciu wiele wątków poprowadzono niespójnie. Kilka się rozmyło. Kilka utonęło w oparach infantylności. Być może zostaną rozwinięte i sprawniej poprowadzone w kontynuacji powieści, bo jej zakończenie – dość zaskakujące – wskazuje na taki zamysł. Czy po nią sięgnę? Szczerze powiem, że póki co nie wiem…


Zapisane cytaty:

„Nikt nigdy nie powiedział, że dobre decyzje nie będą cię ranić…”

„Im więcej świat widział, tym bardziej zazdrościł. Zawiść niszczyła wiele, a litość mogła czasem pomóc.”

środa, 28 kwietnia 2021

Gdzie poniesie wiatr – Kristin Hannah

"Miej swoje zdanie...
bądź konsekwentna...
podejmuj ryzyko...
nigdy się nie poddawaj."

Najnowsza powieść Kristin Hannah, ważkością podjętego tematu, moim zdaniem dorównuje jej słynnemu „Słowikowi”.


W „Gdzie poniesie wiatr” Hannah swoich bohaterów umieszcza w jednym z najczarniejszych – dosłownie – okresie historii Stanów Zjednoczonych, Wielkiego Kryzysu, jaki nastąpił po Czarnym Czwartku 24 października 1929 roku. Dniu, który zachwiał Nowojorską Giełdą Papierów Wartościowych i stał się początkiem ogólnoświatowego kryzysu ekonomicznego. W USA krach zbiegł się z katastrofalnymi anomaliami pogodowymi określanymi mianem Dust Bowl. Klęska ekologiczna, będąca skutkiem suszy i silnej erozji gleb, objęła w okresie od 1931 do 1938 roku dziewiętnaście stanów na obszarze Wielkich Równin w Stanach Zjednoczonych. Między innymi stan Teksas, gdzie wśród pszenicznych farm poznajemy Elsę.

Wychowana w dość zamożnym, konserwatywnym domu, od dzieciństwa z łatką słabej, chorowitej, a dodatkowo niezbyt urodziwej i niechybnie pozbawionej przyszłości w postaci możliwości założenia rodziny. Być może dlatego, pozbawiona prawdziwej uwagi i miłości swoich najbliższych, całkiem irracjonalnie i wbrew wychowaniu, rzuciła się w związek, który w jej przeświadczeniu dawał nadzieję na dobre życie i poczucie przynależności.

Niespodziewanie dla samej siebie w nowej rzeczywistości odnalazła w sobie siłę, która ją samą zaskakiwała. Zyskała też wsparcie i uczucie, choć nie koniecznie tam, gdzie spodziewać się tego powinna.

Losy Elsy ukazane na tle nędzy lat trzydziestych USA porażają realizmem i surowością. To nie jest Ameryka mlekiem i miodem płynąca, Ameryka możliwości i równości. To Ameryka brutalnej, mozolnej pracy, walki z żywiołami, z niesprawiedliwym traktowaniem, z pogardą, z uprzedzeniami, z brakiem tolerancji, z dyskryminacją, z wyzyskiem, wreszcie z ksenofobią skierowaną wobec migrantów wewnętrznych.

Elsę poznajemy jako dziewczynę, później kobietę z pozoru poddaną biegowi losu, bierną wobec tego, co niesie bezwzględna rzeczywistość. W najtrudniejszych chwilach mobilizuje ją wspomnienie słów bliskiej jej w dzieciństwie osoby: „Odwagi. Albo udawaj, że się nie boisz. Na to samo wychodzi.” Bo tak naprawdę w historii Elsy drzemie siła: ile razy upadała, ile razy życie przygniatało ją swoim ciężarem i przeciwnościami, zawsze z tego upadku dźwigała się. W tej cichej, pokornej kobiecie była niezłomność, która uwypukliła się dopiero w sytuacjach ekstremalnych. Źródłem jej waleczności, żarliwości w działaniu było też macierzyństwo: „Nic na świecie tak nie przywracało sił, jak miłość dzieci.”

Kristin Hannah po raz kolejny pokazuje w tej książce to, co stanowi o sile Jej pióra: świetne sportretowanie psychologiczne bohaterów, poruszające tło społeczne, burzliwe realia historyczne i wiarygodnie oddane relacje międzyludzkie.

Nie sposób przy okazji tej książki, nie wspomnieć o poruszającym „Słowie od autora”. Pisarka odwołała się w nim do aktualnych wydarzeń w świecie – pisała je w maju 2020 roku, gdy cały świat rozpoczynał zupełnie wówczas nieprzewidywalną, nieznaną walkę z pandemią koronawirusa. To także sytuacja, która niesie za sobą zagrożenia pozamedyczne: zachwianie stabilności gospodarczej, zagrożenie bezrobociem i powszechny lęk o przyszłość. „Gdzie poniesie wiatr” to powieść, która paradoksalnie pozwala czerpać nadzieję z trudnych doświadczeń innych ludzi.

„Odwagi!”

Wyruszcie wraz z Elsą Martinelli po lepsze życie. Choć to bardzo ponura historia, bardzo trudna emocjonalnie, niesie w sobie siłę, mobilizację do tego, aby nigdy, nigdy, NIGDY się nie poddawać!


Zapisane cytaty:

"Biblioteka. W książkach znajdzie odpowiedź na wszelkie pytania."

"Nie martw się umieraniem. Martw się, żeby nie przegapić życia. Odwagi!"

"W dziennym świetle wszystko lepiej wygląda."

"Nie jesteś gorsza od innych."

"[...] przebywając ciągle z tymi samymi ludźmi, nie zauważa się zachodzących w nich zmian."

"Jeśli nie masz innego wyjścia, udawaj odważną."

"[...] kto ma krótką pamięć, nie uczy się na błędach."

"Ludzie, którzy tkwią w przeszłości, nie mają szans na przyszłość."

"Miłość w dobrych czasach jest marzeniem. W złych ratunkiem."

"Miej swoje zdanie...
bądź konsekwentna...
podejmuj ryzyko...
nigdy się nie poddawaj."