Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura amerykańska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura amerykańska. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 sierpnia 2025

Gdy powrócą kanarki – Laura Barrow

Czy kiedykolwiek zakopaliście swoją kapsułę czasu? Przyznam, że ja tak :) Raz, dawno temu w dzieciństwie razem z moim Tatą… i drugi raz, kilka lat temu, wspólnie ze swoją Rodziną, w naszym ogrodzie… 


Dlatego zaciekawiła mnie ta książką: oto trzy siostry: Georgia, Rayanne i Sue Ellen powracają do rodzinnego domu, aby odkopać kapsułę czasu, którą kiedyś zakopały wspólnie z czteroletnią siostrą Savannah. Wkrótce po tym dziewczynka zaginęła w niewyjaśnionych okolicznościach…Każda z kobiet nosi w sobie inne wspomnienia i inną wersję tej samej przeszłości. Ich więzi, niegdyś serdeczne i silne, z biegiem lat poluzowały się i zblakły. Powrót do domu Babci Marylynn, kobiety surowej, lecz oddanej, która wzięła na siebie trud wychowania wnuczek, staje się czymś więcej niż sentymentalną podróżą. To konfrontacja z bolesnymi tajemnicami, z niezaleczoną traumą, i z pytaniem, które od lat nie daje spokoju: co naprawdę wydarzyło się tamtego dnia?

To nie jest powieść, która porywa tempem. Jej narracja toczy się niespiesznie, zatrzymując się na emocjach, detalach, cieniach przeszłości. Dla jednych będzie to atut, dla innych – może pewna trudność. Przyznam, że sama nie do końca odnalazłam się wśród bohaterek. Żadna nie stała mi się szczególnie bliska, choć, o dziwo, najciekawszą postacią wydała mi się Babcia. Nadopiekuńcza, milcząca, trochę zbyt surowa, a jednak najbardziej barwna.

To książka dla tych, którzy cenią sobie literaturę skupioną na psychologicznej głębi postaci, rodzinnych więzach i cichym dramacie codzienności. Spodoba się miłośnikom historii o siostrzanych relacjach i o utraconym dzieciństwie. Poruszy tych, którzy lubią powieści z subtelnym, emocjonalnym tłem.

czwartek, 12 czerwca 2025

Opowiedz mi wszystko – Elizabeth Strout

W świecie funkcjonującym jak gdyby na przyspieszonych obrotach, budowanym na krótkich przekazach słownych, błyskawicznie zmieniających się obrazkach, powierzchowności w uczuciach i spłycaniu relacji, literatura tworzona przez Elizabeth Strout jest jak hamulec bezpieczeństwa.


Wytchnienie – tym jest dla mnie zawsze spotkanie z pisarstwem tej autorki. Strout daje czytelnikowi przestrzeń na własne przemyślenia, na głęboką refleksyjność. Daleka od lukru, odległa od górnolotności. Zwykła, normalna.

Według Słownika PWN „opowiadać” znaczy: „przedstawić coś słowami”. I właśnie to robi Elizabeth Strout: po prostu OPOWIADA. Ale za słowami kryje się cały wachlarz emocji. Robi to mistrzowsko – bo chce się słuchać jej i wykreowanych przez nią postaci literackich, które są tak bardzo, bardzo ludzkie, prawdziwe.

W tej książce dominuje rozmowa, która jest fundamentem nawiązywania i, co ważne, podtrzymywania relacji międzyludzkich. Nawet jeśli są one trudne.

„Opowiedz mi wszystko” to kolejna część cyklu Lucy Barton, a więc ponownie spotykamy bohaterów z poprzednich części. Co ciekawe, pojawiają się też postacie z innych powieści (spoza cyklu), jak na przykład Olive Kitteridge, czy Isabelle z debiutanckiej „Amy i Isabelle”. Dla fanów prozy Strout to urocze smaczki.

Sednem każdej historii, która przewija się przez karty powieści są ludzie i życie jakie wiodą. Słuchajmy, dbajmy, wspierajmy. Powieść o przyjaźni, empatii, rodzinie. Piękna, klimatyczna. Otulająca. Niespieszna. Cała Elizabeth Strout.



Cytaty:

„Lubimy myśleć, że mamy własne życie pod kontrolą, ale niekoniecznie tak jest. Siłą rzeczy wpływają na nas ci, którzy byli przed nami.”

„Niczego nie rozumiemy, kiedy jesteśmy młodzi.”

niedziela, 4 maja 2025

To, co możliwe – Elizabeth Strout

Uwielbiam powieści Elizabeth Strout, ale ta do moich ulubionych nie będzie należała. To drugi tom cyklu o Lucy Barton, pisarce, którą po raz pierwszy poznajemy w książce „Mam na imię̨ Lucy”. 


Oczywiście jak u Strout jest tutaj mistrzowsko wykreowany świat małej miejscowości, z jej nietuzinkowymi, wyrazistymi postaciami. Niestety, to co zwykle podoba się mi w tworzonych przez nią fabułach – wysublimowana powolność w prowadzeniu narracji, literacki spokój i równowaga, tutaj leciutko skręcało w kierunku znużenia. Na plus – to możliwość wejrzenia w społeczność, w której wychowywała się Lucy, a z kolejnych powieści cyklu wiadomo, że jej dzieciństwo nie należało do najłatwiejszych. Po raz kolejny zastanawiałam się też, na ile Lucy Barton to alter ego samej pisarki…



niedziela, 6 kwietnia 2025

Zbieracze borówek – Amanda Peters

Historia rodziny – rdzennych mieszkańców Ameryki, która pewnego dnia, podczas pracy zarobkowej – zbierania borówek, w niewyjaśnionych okolicznościach traci najmłodsze dziecko.


Joe i Norma – z pozoru dwie oddzielne historie. Dość szybko czytelnik orientuje się kim jest Norma dla Joe’go. I wydawać by się mogło, że już nic ciekawego i zaskakującego w miarę czytania wydarzyć nie może… A jednak powieść ma jakąś magiczną siłę przyciągania. Finału właściwie możemy domyśleć się niemalże od początku, ale tutaj ważniejsza jest droga, jaką pokonują dwie rodziny: Joe’go i Normy, by odnaleźć spokój.

Książka o przeżywaniu straty, poczuciu winy. I ogromnej sile rodziny. Nadziei, która pozwala przetrwać najgorszą traumę. Co nas określa? Korzenie, czy otoczenie, w którym się wychowujemy? Gdzie szukać swojej tożsamości?

Toczy się dość powolnie. Skupia na relacjach. Przyznam, że fabuła jest nierówna. W połowie troszkę przeciągnięta, ale jak wspominałam – nie można się mimo tego od niej oderwać.

Warto poświęcić czas tej powieści.


CYTATY:

„Są na tym świecie rzeczy ważniejsze niż przypisywanie sobie zasług.”

„Im jesteśmy starsi, tym czas szybciej nam płynie, jakby wszechświat popychał nas w stronę mety, by zrobić miejsce dla młodszych i silniejszych; każe nam odhaczyć swoją niewiele znaczącą bytność na tym świecie i zniknąć.”

środa, 22 stycznia 2025

Klub Dzikiej Róży – Kate Quinn

O jaka to dobra książka! Kate Quinn jaką pokochałam za „Kod róży”. Za dużo o fabule nie napiszę, aby nie odbierać przyjemności z poznawania historii siedmiu mieszkanek Pensjonatu pod Dziką Różą. Domu, który sam, jako świadek morderstwa i niemy obserwator życia swoich mieszkanek, jest istotnym, uroczym bohaterem, mającym swój głos jako jeden z… narratorów. Choćby to był tylko głos w postaci… trzepotania firankami.


Początek lat 50-ych w Stanach Zjednoczonych, odbijających się od kryzysu lat przedwojennych i okresu II wojny światowej. Opętanych strachem przed „czerwoną zarazą”, czyli komunizmem. Wszyscy z zapartym tchem śledzącą proces małżeństwa Rosenbergów oskarżonego o szpiegostwo na rzecz Związku Radzieckiego, z entuzjazmem kibicują próbom nuklearnym i toną w stereotypach związanych z tożsamością społeczną ówczesnych kobiet: przesłodzony wizerunek szczęśliwej gospodyni domowej, bez prawa do samostanowienia i rozwoju.

To tylko doskonale nakreślone tło do ukazania losów siedmiu kobiet: Reki, Nory, Fliss, Bei, Arlene, Claire i Grace. Wyrazistych, niepokornych, z własną historią, traumami, marzeniami i sekretami.

To ich oczami przyglądamy się gorącym tematom ówczesnej Ameryki. Gdzieś w tle trwają badania nad tabletką antykoncepcyjną, wciąż aktualna jest problematyka segregacji rasowej, a państwo wysyła w daleki świat swoich żołnierzy, by walczyli z komunizmem w Korei.

Czytajcie, albo słuchajcie (doskonała lektorka!) koniecznie! I absolutnie nie zaglądajcie przed rozpoczęciem lektury do zmieszczonego przez Autorkę na końcu posłowia!

Cudowna opowieść o kobiecej przyjaźni i lojalności!

niedziela, 21 stycznia 2024

Na domowym froncie – Kristin Hannah

Od dłuższego czasu mam „problem” z historiami opowiadanymi przez KH. Nie zaprzeczam, że jest mistrzynią w fabułach opiewających rodzinne relacje – jest w tym naprawdę dobra. Mnie jednak niezmiennie przeszkadza tendencja pisarki do lukrowania dialogów i wewnętrznych przeżyć bohaterów. Jest w tym coś z przesłodzonego amerykańskiego kina familijnego. I niestety spora dawka schematów.


Nie mniej postanowiłam dać szansę książce „Na domowym froncie”, bo porusza tematykę, która jest mi bliska. Od lat, ze względów rodzinnych tradycji i zawodowych wyborów, jestem związana ze środowiskiem wojskowym i lotniczym. Byłam zwyczajnie ciekawa historii (fikcyjnej) kobiety pilotującej śmigłowiec Black Hawk, która kierowana służbowym zobowiązaniem, wyrusza na wojnę w Iraku. Rzecz dzieje się w roku 2005, gdy w Ameryce po ataku terrorystycznym 11 września 2001, trwa zaostrzenie polityki wobec Bliskiego Wschodu.

Książka skupia się na przeżyciach amerykańskich żołnierzy (głównie kobiet) doświadczonych w tym konflikcie. Przekaz dotyczący samej operacji wojskowej, czy politycznych niuansów, potraktowany jest marginalne. Co raczej jest zrozumiałe w kontekście literatury obyczajowej – bo tym ta powieść jest.

Nie udało mi się polubić, ani w jakimś stopniu zbliżyć do któregokolwiek z bohaterów. A nastoletnia córka Jo i jej męża Michaela ocieka pretensjonalnością.

Druga część książki, po powrocie głównej bohaterki z Iraku, zdecydowanie ciekawsza. Przyznam, że chwilami wywołała we mnie wzruszenie – czyli dobrze mówię: KH to mistrzyni manipulowania emocjami czytelnika – i nie jest to wbrew temu co sądzę o tej powieści, zarzut :)

Wciąż tęsknię za Hannah, którą odkryłam w „Słowiku” i „Wielkiej samotności”, czy „Zimowym ogrodzie”. Właśnie te powieści uważam za najlepsze w Jej dorobku.

sobota, 30 grudnia 2023

Cztery ostatnie książki w roku 2023

Koniec czytelniczego roku staje się faktem. Nie zdążę już oddzielnie wstawić recenzji książek, które przeczytałam ostatnio, a bardzo chciałabym, aby chociaż krótkie wzmianki o nich pojawiały się jeszcze w roku 2023. Dlatego tym razem nietypowo – ostatnie 4 książki, które towarzyszyły mi w okresie przed- i po- świątecznym w jednym wpisie.

A jutro – podsumowanie 2023 roku w BOOKowym zAGAjniku :)
Oczywiście książkowe :)


Stoner – John Williams

Literackie piękno tej książki odkrywałam stopniowo. W miarę podążania śladami życia Stonera – syna ubogich farmerów wspinającego się po szczeblach kariery naukowej na uniwersytecie. Urzekł mnie jednostajny spokój wynikający z linearnie prowadzonej fabuły, zestawiony z zawirowaniami w życiu głównego bohatera. Tej powieści trzeba dać czas. Aby wejść w emocje i przemyślenia Stonera, w jego poczucie przyzwoitości i prawości, ale też potknięcia, których jak każdy człowiek, nie jest w stanie uniknąć. Stoner to każdy z nas – zwykły człowiek ze zwykłym życiem. Pragnący rodziny, spełnienia w miłości, w rodzicielstwie, i w pracy zawodowej. Czuć w niej ducha fatalizmu. Piękny język, ale pozbawiony pruderii. Naprawdę wspaniała powieść, odkryta przez świat literacki po wielu latach od wydania.

CYTATY:

„Wojna zabija nie tylko setki, czy tysiące ludzi. Wojna w ludziach coś zabija, niszczy coś w narodzie, co jest nie do odzyskania.”

„Zakochać się to jedno, a kochać to drugie.”


Dziadka nie ma – Michał Turowski

W wielu opiniach o tej książce czytałam, że jest ona formą terapii dla autora. Bo pisze w niej o sobie i swoich przemyśleniach wywołanych śmiercią bliskiego członka rodziny. A ja zawsze chylę czoła przed pisarzami wprost obnażającymi w swojej twórczości tak bardzo intymne przeżycia, w których czytelnik może odnaleźć siebie i swoje emocje. Każdy z nas musiał w swoim życiu pożegnać kogoś dla siebie ważnego. Każdy z nas stanął, albo stanie, wobec rozrywającego bólu niemożności, z zastygłymi wyrzutami do samego siebie: dlaczego nie zapytałem, dlaczego nie powiedziałem, dlaczego nie słuchałem, dlaczego nie byłem dla tej drugiej osoby BARDZIEJ?

Gorąco polecam.


Nic się nie działo. Historia życia mojej babki – Tomasz S. Markiewka

Nie pamiętam już kto i przy jakiej okazji polecił mi tę książkę? Może to było po lekturze „Chłopek”, a może „Starej Słaboniowej i spiekładuchów”? Nie mniej, choć czytało się mi tę książkę dobrze, warto uprzedzić – to nie powieść. Bliżej jej do dokumentu, czy reportażu, z próbą socjologicznej analizy życia wsi polskiej po II wojnie światowej. Autor na kanwie życia własnej Babci Anny kreśli krajobraz wiejskiej, powojennej rzeczywistości. Podparte źródłami i bibliografią. Zdecydowanie warto sięgnąć, chociażby właśnie przez wzgląd na wspomniane wcześniej „Chłopki”, które podejmują podobną tematykę, ale w innym i szerszym wymiarze czasowym i historycznym.


Chwile wieczności – Kjersti Anfinnsen

Ostatnia książka, której wysłuchałam w roku 2023. Wybitna. Dla kogoś, kto tak jak ja, lubi fabuły opowiadane przez ludzi… starych (celowo unikam eufemizmu, że: starszych, bardziej doświadczonych, w sile wieku). Narratorka jest kobietą starą. Bliską śmierci i w pełni tego świadomą. Tacy ludzie mają tak wiele cennego do przekazania. Jeśli chce się słuchać. I wziąć z tego coś ważnego dla siebie. Póki jeszcze mamy czas…

Powieść ma formę notatek, jakby fiszek, w których narratorka, Brigitte, snuje rozważania na różne tematy, a które finalnie tworzą spójną całość. Odnosi się w nich do swojej przeszłości – wzruszającej relacji z siostrą, z którą ma kontakt online, kariery uzdolnionej i cenionej kardiochirurżki, ale też pisze o tym, czego doświadcza tu i teraz: MIŁOŚCI.

Wspaniała literatura. Bardzo polecam.


piątek, 29 grudnia 2023

Demon Copperhead – Barbara Kingsolver

Powieść, wobec której nie sposób przejść obojętnie. Napisana z rozmachem, ze swadą. Świetna językowo, gawędziarska, potoczysta. I chociaż fabuła może łamać serce, nie ma tu miejsca na rzewność i ckliwość. Tę książkę niesie czarny humor i zdystansowanie głównego bohatera wobec ciosów zadawanych przez codzienność – być może wypracowane na zasadzie obronnej tarczy. Tętni MĄDROŚCIĄ.

Autorka nie ukrywa, że kierował nią zamysł napisania współczesnej wersji wiktoriańskiej powieści Charlesa Dickensa „David Copperfield”. Ja odnajdywałam w tej historii echa genialnej powieści Irvinga „Regulamin tłoczni win” (tam też były odniesienia do powieści Dickensa), a także „Szczygła” Donny Tartt – motyw samotności w okresie dorastania, gdy człowiek tak bardzo potrzebuje oparcia i punktu odniesienia.


Demon Copperhead – syn nastoletniej narkomanki, pozbawiony rodzinnej tożsamości, spogląda na swoje dzieciństwo i okres dojrzewania z perspektywy dorosłego człowieka. Siermiężny krajobraz biedy amerykańskiej prowincji lat 90-tych. Dzieciństwo naznaczone samotnością i odrzuceniem, a nade wszystko kryzysem opioidowym, kiedy rzesze młodych ludzi uzależniały się od tych substancji narkotycznych, lekką ręką przepisywanych na receptę przez lekarzy. Zderzenie z niewydolną opieką socjalną i tułaczka po kolejnych, niekompetentnych rodzinach zastępczych, które nigdy nie powinny nimi być.

Kiedy podążałam wraz z narratorem ścieżką jego życia, nieustannie zatrważała mnie świadomość, że opowiada on o DZIECIŃSTWIE i bardzo wczesnej MŁODOŚCI. Przejmujące jak wiele zła i rozczarowań było jego udziałem. Zawsze, gdy czytam o historiach dzieci wzrastających w nieudolnych wychowawczo, czy wręcz patologicznych środowiskach dorosłych, rodzi się we mnie bunt! Ale Demon ma w sobie siłę. Trywializując – nie daje sobie w kaszę dmuchać! Demon sprawnie meandruje w pogmatwanym labiryncie opresyjnej rzeczywistości. Oswaja ją. To nie jest bierny chłopak. To jest chłopak, który ma w sobie ogrom woli życia i PRZEŻYCIA.

poniedziałek, 27 listopada 2023

Bracia Burgess – Elizabeth Strout

Zaliczam się do wielbicieli prozy Elizabeth Strout, mam za sobą lekturę większości jej książek. Ta, niestety okazała się niezbyt wdzięczna do tego, abym pochłonęła ją w zachwycie. Ma jednak w sobie to, za co cenię pisarstwo Strout – czystość słowa, literacka elegancja i wyważenie. 


Pisarka ma niebywałą umiejętność klarownego opowiadania o zawiłościach ludzkiej psychiki, wnikliwej analizy psychologicznej występujących postaci oraz łączących ich relacji. Są to relacje bardzo złożone, i jak w życiu – niejednoznaczne. Autorka mistrzowsko opisuje trudne emocje, które w pewnym stopniu określają życiorysy trójki rodzeństwa: braci Jima i Boba oraz ich siostry Susan: samotność, nieudane związki, poczucie winy i wstydu. Naznaczeni tragicznym wydarzeniem w dzieciństwie, obarczeni problemami dorosłego życia, łączą siły, aby wesprzeć syna Susan, który zostaje oskarżony o przestępstwo na tle rasistowskim. Akcja rozwija się bez pośpiechu, bo powieść skoncentrowana jest na przeżyciach wewnętrznych postaci (nie tylko głównych), sposobie odczuwania przez nich świata, a także analizie ich życiowych decyzji i wyborów.

Historia rodzeństwa przedstawiona jest na tle problemów żywych w każdym współczesnym społeczeństwie, nie tylko amerykańskim – a więc sprawiedliwości społecznej i trudności adaptacyjnych emigrantów.

Mimo wszystko, tym razem czegoś mi zabrakło. Chyba z żadnym z bohaterów nie mogłam się utożsamić, żadnemu tak naprawdę do końca kibicować. A to zwykle w mojej ocenie podnosi lub obniża atrakcyjność lektury.

Zdecydowanie cykl "Olive Kitteridge", czy powieść "Amy i Isabelle", bardziej polecam osobom, które chcą rozpocząć poznawanie pióra autorki. A warto.

Strout tą powieścią robi, to zawsze: kreśli portret człowieka, uwikłanego w złożoność współczesnych wyzwań. Wsłuchuje się w człowieka. Każdego. I nie ocenia, bo „nie ma jednego idealnego sposobu na życie”. Nawet nie stara się go w jakikolwiek sposób tłumaczyć. Po prostu o nim opowiada.


Cytaty:

„Nikt nie chce wierzyć, że na coś może być za późno.”

„Nie ma jednego idealnego sposobu na życie.”

„Nic nie jest takie, jak sądzimy.”

niedziela, 8 października 2023

William – Elizabeth Strout

Jak ja lubię tę autorkę! Jej wrażliwość, styl, ciepło, prawdę. Życiowość. Mistrzowską umiejętność pisania o relacjach rodzinnych. Lubię to jej dążenie do rozpoznawania i rozumienia uczuć, które rodzą się w każdym człowieku w różnych sytuacjach. Strout uświadamia, że mamy prawo do każdych uczuć, także tych, których zwykle chcielibyśmy uniknąć. One nas kształtują.




William to były mąż Lucy, z którym po rozwodzie nie zerwała całkiem kontaktu. W chwili, gdy umiera drugi mąż Lucy, dawni małżonkowie zbliżają się ponownie do siebie. Ale to zbliżenie nie ma nic wspólnego z namiętnością. Jest bardziej powrotem do przeszłości każdego z nich, wspólnym odkrywaniem rodzinnych tajemnic. Współodczuwaniem.

Powieść kameralna. Spokojna. Zbudowana z obrazów, chwil, wspomnień. Bez epickich zwrotów akcji, chociaż odkrycie skrywanej przez lata tajemnicy związanej z pochodzeniem rodziców Williama, zdecydowanie jest najbardziej energicznym momentem w fabule.

Powieść inspiruje do własnych refleksji. Jak daleko odchodzimy od swoich korzeni? Ile w nas zostaje z domu, w którym dorastamy, i jak bardzo sobie tego nie uświadamiamy? Dlaczego dokonujemy takich, a nie innych wyborów w życiu?

Co jeszcze zostanie we mnie po lekturze „Williama”?
Łzy są darem, bo czasami smutek zwyczajnie trzeba opłakać, by ruszyć dalej.
Rozmowa to dar wsparcia – bo oznacza, że ktoś nas słucha.
I najważniejsze: RODZINA, która jest darem absolutnym. Nawet wówczas, gdy nie jest to rodzina idealna. Ale zawsze nas kształtuje i tylko od nas samych zależy, czy traumatyczne doświadczenia domu rodzinnego potrafimy przekuć w zbudowanie własnej rodziny, gdzie każdy jej członek będzie czuł potrzebny się, kochany, szanowany i bezpieczny.

„William” to trzecia część cyklu „Lucy Barton”. Czytałam tylko „Lucy”, i uważam, że spokojnie można książki tej serii czytać niezależnie od siebie.

Pomimo tego, że książka bardzo się mi podobała, uważam, że lepiej zaczynać poznawanie twórczości Strout od innych jej powieści – choćby Olive Kitteridge, czy Amy i Isabelle.


Zapisane cytaty:

„Żal, to taki stan samotności. To jak zsuwanie się po zewnętrznej ścianie bardzo wysokiego, szklanego budynku, gdy nikt cię nie dostrzega.”

„Tak to już w życiu jest. Nie zdajemy sobie sprawy z wielu rzeczy, dopóki nie jest za późno.”

„Wszyscy jesteśmy zbiorem mitów i tajemnic.”

„Gdy masz dzieci, zawsze się o nie martwisz.”

wtorek, 3 października 2023

Afgańska perła – Nadia Hashimi

Nie przepadam za literaturą wpisaną w obyczajowość krajów islamskich. Wyjątek stanowi twórczość Khaleda Hosseiniego, która ma w sobie coś wyjątkowego. Jednak raczej unikam książek o takiej tematyce. Zwyczajnie trudno jest mi zaakceptować bulwersującą mnie pozycję kobiet, która jest nierozerwalnie związana z tą kulturą i… religią. Z pewnością moja wiedza jest bardzo powierzchowna, oparta tylko na literaturze pięknej i zasłyszanych przekazach informacyjnych, więc wyrywkowa i zbudowana w dużej mierze na stereotypach.


Nie mniej „Afgańska perła” przykuła moją uwagę i rozbudziła emocje. To historia dwóch afgańskich kobiet, którą śledzimy na przestrzeni wieku XX – Rahimy i Szekiby, wnuczki i prababki. Ich losy, priorytety są zadziwiająco podobne. Życie prababki staje się inspiracją dla współcześnie żyjącej prawnuczki.

Większość zwyczajów regulujących życie rodzinne w Afganistanie jest dla mnie, Europejki, odrealnione i absolutnie nie do przyjęcia. I niestety na przestrzeni lat ten kraj nie ewoluuje w stronę poszanowania praw człowieka. Co jest w książce dobrze ukazane. Przeraża zwyczaj absurdalnej, czasowej „zamiany” dziewcząt w chłopców – „bacza posz”, a aranżowanie małżeństw dziewczynek – dzieci (!!!) z dojrzałymi mężczyznami, ociera tak naprawdę o, trzeba nazwać to dobitnie, pedofilię.

Powieść w moim odczuciu – choć wiem, że to tylko literacka fabuła, ale jednak oparta na wydarzeniach historycznych tego kraju – demaskuje też… brak solidarności kobiet. I to jest dojmująco smutne. Ich bezsilność, podporządkowanie wobec tradycji, zwyczajów. Czy to strach buduje w nich bierność? Uległość wpisana w genetyczną pamięć? Czy naprawdę jakakolwiek religia niesie przesłanie zniewolenia i totalnego braku szacunku dla kobiety?


niedziela, 24 września 2023

Olive powraca – Elizabeth Strout

Powróciłam do Olive jak do starej, dobrej znajomej. Olive jest starsza niż w pierwszej części, zatytułowanej po prostu „Olive Kitteridge”. Zmieniła się jej sytuacja rodzinna, osobista. I mam wrażenie, że zmieniła się ona sama. Złagodniała. Stała się bardziej stonowana, refleksyjna. Wciąż przenikliwa, czasami wścibska, kąśliwa. Ale przy tym tak cudownie, zwyczajnie ludzka. I prawdziwie empatyczna. Rozumiejąca, choć nie koniecznie wyrozumiała. Olive uczy, że rozmowa jest kluczem do porozumienia. I, że nigdy nie jest na nią za późno.


Podobnie jak w przypadku „Olive Kitteridge”, mamy do czynienia ze specyficzną kroniką życia głównej bohaterki i otaczających ją mieszkańców niewielkiego miasteczka Crosby w Nowej Anglii na północy USA. Niektórzy z nich są Olive bliscy, inni nie. Ale historia każdej postaci tworzy kalejdoskop pasjonujących ludzkich życiorysów.

Strout gra naszymi emocjami, ale nie wykorzystuje ich. Doskonale kreśli uczucia dojrzałych ludzi i określa ich prawo do bliskości. Prawo do własnego życia, w tym uczuciowego. Tak łatwo wśród powieściowych bohaterów, ich przeżyć, refleksji, życiowych postaw, odnaleźć siebie samego. To książka o przemijaniu, o starzeniu się, ale ileż w niej życia!

Rozstajemy się z Olive bardzo już starą. Olive, która musi „zaprzyjaźnić” się z… pieluchami dla dorosłych. Olive, która z racji starczej, postępującej niedołężności traci samodzielność i mobilność.

Ale nie traci godności. Specyficznego poczucia humoru. Błyskotliwości.

Będę za tobą tęskniła Olive…

Bardzo. Bardzo. Bardzo.

Ach, Olive…


Audiobook w interpretacji pani Izy Kuny – wspaniały!

I nie wiem dlaczego, ale ta część podobała się mi jeszcze bardziej niż część pierwsza. Może to właśnie zasługa lektorki?

sobota, 23 września 2023

Cieszę się, że moja mama umarła – Jennette McCurdy

Tytuł tej książki jest wstrząsający. No bo jak można cieszyć się ze śmierci kogokolwiek? A już MATKI??? Czyż nie jest to wbrew naturze, wbrew temu co wpaja się nam od najmłodszych lat? „Rodziców trzeba szanować. Kochać. Słuchać. Chcą naszego dobra. Robią dla nas wszystko. Poświęcają nam swoje życie.” Kłamstwo i prawda tych sformułowań wałkowane są zapewne w niejednym gabinecie psychoterapeutycznym na całym świecie…


„Cieszę się, że moja mama umarła” to gorzkie wspomnienia małoletniej gwiazdki amerykańskiej telewizji, od dziecka prowadzonej za rączkę przez matkę do sukcesu w show-biznesie. Jennette przez lata nie była świadoma, że jej matka poddaje ją psychologicznemu praniu mózgu. Matka głęboko zaburzona. Matka, która z córki uczyniła narzędzie do zaspakajania własnych chorych ambicji. Brrr! – mam „uczulenie” na rodziców manipulujących swoim dzieckiem. A pani McCurdy to klasyczny, rzec można: encyklopedyczny obraz osoby na wskroś toksycznej.

Jennette dojrzała do walki o siebie i do uwolnienia się z patologicznej więzi, która definiowała ją nawet po śmierci matki. Dopiero kiedy podjęła terapię, by zmierzyć się z uzależnieniami, uświadomiła sobie destruktywny wpływ matki na ukształtowanie jej jako kobiety. Niektóre opisy łączących ich relacji są… niesmaczne. Pani McCurdy przekraczała wszelkie granice poszanowania godności, a nawet intymności. Odbierała córce prawo do samostanowienia i zwyczajnie wykorzystywała dla zysku materialnego. Była uosobieniem najwyższego braku szacunku dla dziecka. Totalne uprzedmiotowienie i podporządkowanie własnym wizjom.

piątek, 18 sierpnia 2023

Lekcje chemii – Bonnie Garmus

Chociaż to połowa mojego czytelniczego roku, jestem PEWNA, że to będzie NAJLEPSZA książka jaką w nim przeczytam (a ściśle mówiąc przesłucham). Elizabeth Zott była i jest ze mną w każdej chwili. Jestem tą książką zachwycona. Chociaż jej wysłuchałam jako audiobooka, kupię wydanie książkowe, bo chcę do niej wracać.
Rzadko wystawiam ocenę 10 w skali od 1do10 według portalu lubimyczytac.pl, ale w przypadku tej powieści nawet dyszka to za mało!


Jestem absolutnie zachwycona tą książką.

Pokochacie Elizabeth Zott. Jestem tego pewna.

Zabierze Was na lekcję szacunku do samej siebie. Na lekcje siły i wiary w swoje kompetencje, umiejętności i pasje. Nauczy mówić serio – zawsze serio o swoich uczuciach i pragnieniach. Ta powieść to synonim intelektu i inteligencji. Z nieprawdopodobną mocą dopingowania do tego, aby być wiernym swoim priorytetom, nawet jeśli życie zmusza do bycia elastycznym wobec zaistniałych okoliczności. To historia, która dodaje odwagi, która motywuje.

Akcja powieści ma miejsce w latach 50-ych w Stanach Zjednoczonych, gdy rola kobiety sprowadzona była do bycia dobrą gospodynią, panią domu – uległą, podporządkowaną: mężczyznom, systemowi i stereotypom. Elizabeth na tym tle jawi się niczym dziwoląg: ukierunkowana na pracę naukową, stawiająca granice dla poszanowania własnej kobiecości, ale i człowieczeństwa. Domagająca się szacunku i zdobywająca go! Nie udaje, nie przymila się. Prostolinijna. Prawdziwa. Elizabeth nie potakuje. Wyznacza granice. Nie godzi się na podrzędną rolę kobiet. Nie daje się wmanewrować w stereotypy kulturowe.

Wspaniale nakreślone postacie główne i drugoplanowe, w tym… zwierzęce – ach, cudowny Szósta trzydzieści :) Świetnie poprowadzona dramaturgia. Dopracowane zakończenie. Piękna i naprawdę wyjątkowa miłość. Piękna, szczera przyjaźń.

Historia Elizabeth będzie ze mną zawsze. W chwili zwątpienia w siebie i w ludzi, chwili niewiary we własne możliwości i przygnieciona podłością świata przypomnę sobie Ciebie, Elizabeth.

Wpadnijcie do niej na kawę, którą przygotuje w… palniku Bunsena. Naczynia wyczyści oparami węglowodorów, a zupę doprawi szczyptą chlorku sodu.

Dziewczyny, kobiety, mężatki, singielki, matki, babcie, panie w każdym wieku i różnych życiowych ról – niech ktoś za Was nakryje do stołu! Potrzebujecie teraz chwili dla siebie! Aby rozpocząć lekcję z Elizabeth Zott! Wyjdziecie z niej silniejsze!


Zapisane cytaty:

„Często najlepszy sposób, aby poradzić sobie z czymś złym, to odwrócić to coś o 180 stopni, wykorzystać jako siłę, nie zgodzić się, żeby to coś złego cię zdefiniowało. Walczyć z tym!”

„Ludzie potrzebują otuchy.”

„Co by było, gdyby wszyscy mężczyźni traktowali kobiety serio?”



niedziela, 23 lipca 2023

Kwiaty dla Algernona – Daniel Keyes

„Nawet w świecie fikcji muszą istnieć jakieś zasady.”

Algernon to mysz laboratoryjna poddana eksperymentowi medycznemu, w wyniku którego poziom inteligencji zwierzęcia rośnie. Charlie Gordon to niepełnosprawny umysłowo mężczyzna, który jako pierwszy człowiek przechodzi podobną operację. Na polecenie swoich lekarzy prowadzi dziennik, w którym zapisuje swoje przemyślenia – stanowić mają wgląd w postępy eksperymentu. Są obrazem zmian zachodzących w sposobie myślenia bohatera powieści. 


Początkowo lektura jest wymagająca ze względu na celowo zastosowany zabieg – błędna pisownia. Ale do bólu błędna – nieprawidłowa ortografia, składnia, gramatyka: „Dźeńk 1 – 3 mażec”, „Doktur Sztros mówi ja mam pisać co myśle i pamientam i fszystko co się mi dziać od dziś”. Ów leksykalny zabieg jest celowy – w miarę zachodzących zmian w poziomie inteligencji Charliego, zmienia się nie tylko forma zapisu jego przemyśleń, ale też poszerza jego wiedza w każdej dziedzinie nauki. Niestety, wraz z rosnącym potencjałem intelektualnym, opuszcza go prostolinijność, ufność, pokora wobec niegodziwości innych. Charlie odkrywa, że ludzie wcale nie są tak przyjaźni, jak wówczas, gdy mógł być obiektem ich kpinek i pobłażliwego traktowania.

Przejmująca historia. O odtrąceniu osób z różnych powodów „innych”. O potrzebie miłości, bliskości, przynależności. Chwytają za serce wspomnienia Charliego dotyczące jego rodziny, porusza jego tęsknota za domem…

Powieść pierwotnie powstała jako opowiadanie i ukazała się w roku 1957 (!) w amerykańskim czasopiśmie publikującym literaturę science fiction i fantasy. Pozytywny odbiór czytelników spowodował, że autor rozbudował je do rozmiarów powieści. To zadziwiające, że od premiery tekstu minęło ponad 60 lat, a jest wciąż tak bardzo aktualny. Niby zaszły zmiany w postrzeganiu osób niepełnosprawnych (w tym intelektualnie), jednakże społeczne tabu i stereotypy wciąż funkcjonują.

Bardzo polecam tę lekturę każdemu. Forma pamiętnika potęguje uczucie empatii wobec głównego bohatera. Chwilami serce pęka…






wtorek, 25 kwietnia 2023

Tam, gdzie słońce złoci liście – Glendy Vanderah

To książka o podejmowaniu złych decyzji i o tym, jak zwodnicze jest budowanie życia na kłamstwie. Niestety rozczarowała mnie. Zakończenie w „holiłudzkim” stylu rodzinnego dramatu, typowego wyciskacza łez. Ale… ale wierzę, że książka może skraść serce. Czyta się ją dobrze. Być może na mój odbiór powieści wpłynęło to, że od początku nie akceptowałam i nie rozumiałam decyzji Ellis – matki trojga dzieci, która po zaginięciu najmłodszego dziecka – córeczki – postanawia w ramach „ukarania samej siebie” i nie krzywdzenia więcej swojej rodziny… opuścić ją. Nie spoileruję – takie informacje o fabule znajdują się na okładce.


Zdaję sobie sprawę, że to subiektywne odczucia, ale przecież tak odbieramy zwykle literaturę – przez pryzmat własnych priorytetów. Nie polubiłam głównej bohaterki – Ellis, a to zwykle zaburza mi lekturę. Długo sceptycznie obserwowałam jej drogę. Miała szczęście, że poza jednym wyjątkiem, spotykała prawdziwie dobrych ludzi.

O ile mierziła mnie historia Ellis, to z dużym zaciekawieniem i większą empatią śledziłam losy dziewczynki „z lasu”, „Córki Kruka” – Raven. Wydaje się mi, że jej wątek, i w ogóle konstrukcja jej osobowości, była bardziej wiarygodna. A może intuicyjnie stawałam po jej stronie?

Podobnie jak w poprzedniej swojej powieści (świetnej!) „Tam, gdzie las spotyka się z niebem”, autorka prowadzi narrację na mocnym fundamencie związku człowieka z naturą. I robi to bardzo dobrze. Sugestywnie. Osadzenie życiorysów bohaterów – także drugoplanowych – w środowisku naturalnym, niesie przesłanie o sile, jaką daje człowiekowi jedność z naturą, ale też przestrogę, jak zgubne potrafią być dobra cywilizacji.

Pomimo tego, że „Tam, gdzie las złoci liście” nie spełniła moich oczekiwań, z ciekawością czekam na kolejne powieści autorki. Przemawia do mnie przesłanie jakim kieruje się w tworzeniu fabuł, mówiące o nierozerwalności związku ludzi ze światem przyrody.

"[...]to było najważniejsze: dać ujście słowom,
zanim zgromadzisz ich w sobie zbyt wiele."

piątek, 31 marca 2023

Ostatnia księgarnia w Londynie – Madeline Martin

Czy można skutecznie sprzedawać coś, o czym wie się niewiele? Z takim niepokojem Grace Bennett rozpoczyna pracę w londyńskiej księgarni Primrose Hill Books, do której trafia tuż przed wybuchem II wojny światowej. Londyn szykuje się do wielkiego konfliktu zbrojnego, a Grace, wraz ze swoją przyjaciółką Viv planuje właśnie tutaj rozpocząć nowe życie. Z dala od rodzinnej wioski i niezbyt jej przychylnej rodziny zmarłej matki. Urok miasta niknie pod workami piasku, witrynami sklepów oklejonych taśmami zabezpieczającymi przed bombardowaniami, ciężkimi zasłonami służącymi zaciemnianiu.


Książka doskonale oddaje klimat miasta i jego mieszkańców zakleszczonych w wojennym koszmarze. Przejmujące i sugestywne są sceny bombardowania Londynu, strachu ludności kryjącej się w klaustrofobicznych, domowych schronach Andersona, które wyrosły w wielu przydomowych podwórkach w czasie II wojny w Londynie. Akcja powieści wiarygodnie wpisana jest w topografię miasta i to dodatkowy smaczek, szczególnie dla osób, które znają stolicę Anglii.

W powieści ukazana jest przemiana Grace – narodzenie się jej pasji do czytania. Proces ten ukazany jest naprawdę pięknie, także w kontekście rozkwitającego uczucia do mężczyzny.

Nie mam pojęcia dlaczego, ale nie poczułam chemii do tej powieści… I naprawdę nie potrafię znaleźć przyczyny? Bo niby ma wszystko, co lubię: okres II wojny światowej, świat książek, księgarń i ludzi kochających słowo pisane, odniesienia do prawdziwych zdarzeń. A jednak nie pochłonęłam tej powieści z zachwytem. Może to nie był „ten” czas akurat na taką lekturę dla mnie? Może była zbyt przewidywalna, a psychologiczna konstrukcja postaci dość szablonowa?

Mimo wszystko polecam, bo myślę, że osoby lubiące powieści w tematyce wojennej, z wątkiem miłosnym, spędzą z nią dobry, czytelniczy czas.

wtorek, 28 marca 2023

Krzesło do krępowania – Kathryn Harrison

Książka ma mroczny urok, bo mroczne są losy kobiet, które w większości stanowią bohaterki powieści. Zarówno główna – Chinka May, jak i drugoplanowe, są spętane tradycyjną rolą kobiety w Chinach i Europie na początku XX wieku (rzecz dzieje się w Szanghaju, Londynie oraz Nicei). Siłą powieści było dla mnie zderzenie obyczajów i mentalności chińskiej z kulturą zachodu. Szczególnie poruszający okazał się wiodący wątek – rytuał krepowania stóp Chinek, tak by uczynić je jak najbardziej małymi. Okaleczane dziewczęta wyrastały na niezdolne do samodzielnego, swobodnego życia kobiety. Zdane na łaskę rodziny i uzależnione od innych. Zwyczaj ów funkcjonował w tym kraju przez stulecia, oficjalnie zakazany po powstaniu Republiki Chińskiej w 1912 roku, ostatecznie został wyeliminowany dopiero po II wojnie światowej.


May jako mała dziewczynka została poddana temu rytualnemu zabiegowi, który na zawsze zdefiniował jej życie. Wykształcona, z silnie rozbudzonym poczuciem niezależności kobieta, zdobyła się na ucieczkę przed zaaranżowanym małżeństwem z majętnym i posiadającym już trzy żony handlarzem jedwabiem. Z własnej woli podjęła pracę w domu publicznym, gdzie poznała mężczyznę, który zafascynowany jej osobowością i nieprzeciętną urodą, poślubił ją. May została włączona do rodziny Artura.

Pomimo tego, że mąż obdarzył ją szczerą miłością i szacunkiem, jej losy przejmują. May skrywa tyle tajemnic… Osią powieści jest wyjątkowa więź, jaka połączyła główną bohaterkę z siostrzenicą jej męża – Alice.

Powieść pod wieloma aspektami odważna, pozbawiona tabu i obfitująca w naturalistyczne sceny. Lektura dość wymagająca ze względu na niezaznaczone wyraźnie ramy czasowe; autorka swobodnie meandruje pomiędzy latami i miejscami rozgrywanej akcji. To w pewnym stopniu utrudnia płynne śledzenie wydarzeń. Pomimo tego to dobra literatura. Cieszę się, że wypatrzyłam tę książkę w swojej bibliotece.

Zapisane cytaty:

„Młodość potrafi znaleźć optymizm.”

„Dzięki pieniądzom można zrekompensować sobie każdą niedogodność.”

czwartek, 19 stycznia 2023

Verity. Coraz większy mrok – Colleen Hoover

Lowen, pisarka niezbyt poczytnych powieści, dostaje propozycję dokończenia serii, rozpoczętej przez inną, bardziej uznaną „koleżankę” po piórze, która w wyniku problemów zdrowotnych, nie jest w stanie tworzyć. Lowen, przyjmuje ofertę ze względów finansowych. Konieczność poznania warsztatu literackiego Verity, prowadzi ją do domu kołysanego manipulacją i naznaczonego tragicznymi zdarzeniami…


Potrzebowałam książki-przerywnika, takiej do pociągu. Co to się szybko i niezobowiązująco czyta. Mam dość zróżnicowany stosik książek na zimowe ferie, więc padło całkiem przypadkowo na thriller autorstwa Colleen Hoover, i… cóż… spełnił on moje oczekiwania: dobry do czytania w podróży :) Zdecydowanie jednak wolę powieści z większymi pokładami prawdy i wiarygodności. W tym przypadku było dla mnie zbyt dużo wydumanych treści.

Ale:
fabuła wciągająca, przykuwająca uwagę czytelnika. Trzymająca w napięciu, z odrobiną dreszczyku, a więc wszystkie wymogi thrillera spełnione w stu procentach. Bo z drugiej strony, czy zawsze muszę czytać historie z dużym pierwiastkiem życiowego prawdopodobieństwa?

Dodam, że – o dziwo – nie znam twórczości Colleen Hoover, ale wiem, że thriller to nie jest typowy dla niej gatunek.

Pomimo tego, że książkę traktuję jako dobrze napisane czytadełko, sięgnę w przyszłości po inne, bardziej charakterystyczne dla tej autorki powieści, bo spodobał się mi wyrazisty styl Hoover i jestem ciekawa jej innych fabuł.

Konkludując: jeśli szukacie szybkiej książki na podróż pociągiem i dodatkowo lubicie psychologiczne thrillery – wejdźcie w mrok Verity i… Lowen.


niedziela, 15 stycznia 2023

Papierowy pałac – Miranda Cowley Heller

Papierowy pałac, od pokoleń wakacyjny dom, gdzie każde lato spędza Ella wraz ze swoim mężem, trójką dzieci i dość ekscentryczną matką. W sąsiedztwie zaprzyjaźnione rodziny, wspólny czas przy grillu, wyprawy na plażę… Zdawałoby się idylliczny obraz. Zdawałoby się…


Jeden wakacyjny dzień Elle staje się pretekstem do retrospektywnej opowieści o jej dotychczasowym życiu. Wszystko zmierza do dnia, w którym wraz z przyjacielem z dzieciństwa, Jonasem, w silnym stresie, w ułamku sekundy, stanęła wobec dramatycznego wyboru. Podjęła decyzję, która boleśnie wpłynęła na jej psychikę. Za sprawą jej wspomnień, którymi wraca do swojego dzieciństwa, a także dzieciństwa własnej matki, poznajemy historię licznej, patchworkowej rodziny. Rodziny, której nie omijały przytłaczające zdarzenia i wzbudzające zrozumiany sprzeciw czyny…

To opowieść o tym, jak bardzo dzieci i nastolatkowie potrzebują wsparcia i miłości dorosłych, by mogły chronić je przed złymi wyborami. Prowadzącymi do nieodwracalnych konsekwencji, ważących na całym ich późniejszym życiu. Być może, gdyby Ella wcześniej, jako młodziutka dziewczyna, zdradziła swojej matce Wallace, co działo się każdej nocy w rodzinnym, wakacyjnym Papierowym pałacu… jej życie potoczyłoby się inaczej.

Książka klimatyczna, poruszająca skomplikowane i wielowymiarowe relacje rodzinne. Narracja z dobrze rozłożonym napięciem. Ani przez chwilę nie ma nudy podczas lektury. Ani przez chwilę też nie trąci banałem, czy powierzchownością. Przy problematyce poruszanej w tej powieści, łatwo otrzeć się o niesmaczną wulgarność lub przeciwnie – zboczyć w stronę wyciskającej łzy, przesadnej ckliwości. Tymczasem tego w „Papierowym pałacu” nie ma. Kawał dobrej i wiarygodnej literatury psychologiczno-obyczajowej.

Piękna, sugestywna opowieść o szukaniu drogi, która pozwoliłaby pozostawić przeszłość, by ruszyć dalej…



Zapisane cytaty:

„Nie ma nic bardziej pociągającego od silnej kobiety.”

„Między ludźmi, którzy się kochają nie ma rzeczy niewybaczalnych.”