Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cykl. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cykl. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 września 2026

Rodzeństwo – Moa Herngren

Wnikliwy i momentami niepokojący obraz rodzinnych relacji, opowiedziany z trzech różnych perspektyw. Dwie siostry i brat wracają pamięcią do wspólnego dzieciństwa, jednak szybko okazuje się, że choć dorastali pod jednym dachem, każde z nich nosi w sobie zupełnie inną wersję tych samych wydarzeń.


Punktem wyjścia jest śmierć jednego z rodziców i wszystko, co przychodzi później. Strata ważnej osoby staje się katalizatorem zmian, ale też konfrontacji z tym, co przez lata pozostawało niewypowiedziane. Każde z rodzeństwa inaczej radzi sobie z żałobą, inaczej patrzy na swoją przeszłość, kieruje się odmiennymi priorytetami i ma zupełnie inne wyobrażenie o tym, jak powinno wyglądać ich życie dalej.

Herngren bardzo dobrze pokazuje, jak subiektywna potrafi być pamięć i jak łatwo można patrzeć na te same wydarzenia przez zupełnie inne emocje, doświadczenia i potrzeby.

Książka ma w sobie ciężar emocji, a miejscami pojawia się wręcz niepokojący klimat. Jest dużo psychologicznego napięcia, niedopowiedzeń. Czytając, można mieć wrażenie, że coś cały czas delikatnie drży i nie pozwala odłożyć tej historii bez refleksji.

„Rodzeństwo” to książka przede wszystkim dla tych, którzy lubią rozbudowaną warstwę psychologiczną i historie o skomplikowanych relacjach rodzinnych. Bardzo dobra powieść obyczajowo-psychologiczna.


środa, 29 lipca 2026

Schronisko, które przestało istnieć – Sławek Gortych

To jedna z tych książek, które zdążył przeczytać już chyba cały #bookstagram, a ja dotarłam do niej z lekkim opóźnieniem. Nie dołączyłam do grona czytelników zachwyconych od pierwszej do ostatniej strony, ale chyba rozumiem, skąd wziął się sukces tej powieści – i całego cyklu. 


Największym atutem książki są bez wątpienia Karkonosze. To miejsce, które ma w sobie moc: piękne krajobrazy, górskie szlaki, zmienną pogodę i atmosferę, która sprzyja tajemnicom. Gortych świetnie wykorzystuje ten potencjał, pokazując góry nie tylko jako tło wydarzeń, ale jako pełnoprawnego bohatera opowieści. 

Równie ważna jest historia tego regionu. Karkonosze przez wieki znajdowały się na styku kultur i państw, a ich przeszłość – zwłaszcza burzliwe wydarzenia XX wieku, zmiany granic i losy dawnych mieszkańców – dostarcza materiału na wiele fascynujących opowieści. 

Autor umiejętnie splata fikcję z autentycznymi wydarzeniami i miejscami, dzięki czemu czytelnik ma ochotę samemu sprawdzić, co jest literacką kreacją, a co historycznym faktem. Ja np. od razu wygooglałam willę Gerharta Hauptmanna – niemieckiego pisarza i laureata nagrody Nobla z 1912 roku, którego postać pojawia się na kartach powieści. 

Wątek kryminalny to bardziej taka zagadka zatopiona w historii niż krwista intryga, ale ja akurat takie klimaty lubię. 

Czy sięgnę po kolejne części? Pewnie tak. Bardziej dla Karkonoszy i ich historii niż dla samych wątków kryminalnych – ale czasem to właśnie miejsce jest największym bohaterem książki. 

niedziela, 26 lipca 2026

Sceny z życia rodzinnego (Rozwód. Teściowa.) – Moa Herngren

Rozwód (tom 1)       Teściowa (tom 2)

Przyznam szczerze, że już same tytuły książek „Rozwód” i „Teściowa” autorstwa Moa Herngren nie zachęcały mnie do lektury. Spodziewałam się lekkich, przewidywalnych obyczajówek, może nawet czegoś w rodzaju „obyczajowej papki”. Ale zaryzykowałam i zabrałam je ze sobą na wakacyjny wyjazd. Okazało się, że to naprawdę mądre i poruszające powieści, które skłaniają do refleksji.


Obie książki należą do cyklu Sceny z życia rodzinnego, jednak nie łączy ich fabuła ani bohaterowie. To dwie całkowicie niezależne historie, które można czytać w dowolnej kolejności.

Największą siłą tych powieści jest sposób, w jaki autorka przedstawia rodzinne konflikty i relacje. W obu książkach poznajemy wydarzenia z perspektywy kilku bohaterów. Dzięki temu czytelnik nie otrzymuje prostego podziału na „dobrych” i „złych”, lecz ma możliwość zrozumienia motywacji każdej ze stron. To sprawia, że trudno jednoznacznie ocenić, kto ma rację, ponieważ każdy patrzy na tę samą sytuację przez pryzmat własnych doświadczeń, emocji i zranień.

Szczególnie wciągająca jest „Teściowa”. Niby powieść obyczajowa, a momentami buduje napięcie niemal jak thriller psychologiczny. Z pozoru zwyczajne rodzinne sytuacje stopniowo odsłaniają coraz głębsze konflikty, niedopowiedzenia, traumy sprzed lat.

Moa Herngren pokazuje, że życie rzadko jest czarno-białe i trudno w nim o proste rozwiązania. Każda ze stron ma swoje argumenty, swoje racje i swoje błędy. Właśnie ta wielowymiarowość sprawia, że książki są tak wiarygodne i wartościowe. To nie tylko ciekawe historie o rodzinie, ale także opowieści, które skłaniają do zastanowienia się nad własnymi relacjami, komunikacją i ocenianiem innych.

Zdecydowanie polecam każdemu, kto ceni literaturę obyczajową z psychologiczną głębią. A ja na pewno sięgnę po kolejną książkę z tej serii: „Rodzeństwo”.

Cytaty ("Teściowa"):
"[...] najgorsza rzeczą, jaką można zrobić, jest brak komunikacji między ludźmi."
"Niestety, prawda jest taka, że im bardziej unikamy myślenia o jakiejś sprawie, tym bardziej nie możemy wyrzucić jej z głowy."
"[...] czasami najlepsza pomoc może polegać na tym, żeby się do niczego nie wtrącać."



poniedziałek, 30 grudnia 2024

Szept lawendowego ogrodu – Agnieszka Zakrzewska

Przeszłość i teraźniejszość – lubię tak ułożone fabuły. Można wówczas głębiej wejść w sekrety bohaterów, poznać motywy ich życiowych wyborów, dokonywanych na przestrzeni wielu lat. Wejrzeć w ich młodość… Odkryć, co ich ukształtowało, co miało wpływ na to, kim są TU i TERAZ.


Zatem o czym szepcze lawendowy ogród? W tym przypadku – o życiu Rossetty, pół-Włoszki, pół-Holenderki, która swoje miejsce na ziemi odnalazła w niewielkiej nadmorskiej miejscowości w Polsce.

Książka o sile rodzinnych więzi, pięknie przyjaźni i… miłości, która nie przemija. I o pasji. A może przede wszystkim o pasji? Pasji, która łączy, wiąże, buduje. Powieść pachnie smakowitą, aromatyczną kuchnią (głównie włoską) i bujnym ogrodem ziołowym. Ogrzewa dobrymi relacjami międzyludzkimi. Otula ciepłymi emocjami, pomimo tego, że trudne wydarzenia życiowe nie omijały głównej bohaterki.

A na końcu książki – ukłon w stronę kochających gotować: garść przepisów, które pojawiały się na stołach bohaterów powieści. Ja zamierzam kilka wykorzystać :)

wtorek, 26 listopada 2024

Uczniowie Hippokratesa – Ałbena Grabowska

Doktor Bogumił, t.1
Doktor Anna, t.2
Doktor Zosia t.3


Nadrabiam zaległości w prezentowaniu książek, które przeczytałam/przesłuchałam w tym roku. Cykl „Uczniowie Hippokratesa” miałam na słuchawkach w… lutym! Tak dużo się zaraz potem w moim życiu prywatnym i zawodowym zadziało, że zwyczajnie zabrakło czasu na pisanie.

A z całego serca polecam ten cykl fanom powieści, gdzie wydarzenia i losy postaci fikcyjnych przeplatają się z prawdziwymi. Motywem przewodnim całości jest medycyna – jej historia, postęp, naukowcy, których badania zmieniały standardy i procedury, wybitni lekarze, przełomowe odkrycia. Wszystko to, co spowodowało, że dzisiaj zdecydowana większość chorób – zwłaszcza z naszej obecnej perspektywy, banalnych – jest zwyczajnie uleczalna i niegroźna.

Dla mnie najlepszą częścią była ta ostatnia, „Doktor Zosia”, ale zdecydowanie polecam wszystkie tomy, które można czytać też niezależnie. Czuć, że Autorka napisała je z pasją. Pasją do medycyny, wszak sama jest lekarzem.

czwartek, 14 listopada 2024

Garnet - Karolina Wójciak

Garnet, tom 1, Droga
Garnet, tom 2, Cel
Garnet, tom 3, Wybór


Od kiedy polubiłam się z czytaniem elektronicznym, lubię mieć jednocześnie dwie książki w czytaniu – jedną na moim kochanieńkim PocketBooku, drugą na słuchawkach, do słuchania w trakcie różnych codziennych aktywności (prasowanie, sprzątanie, rower, i takie tam). I jakoś tak przypadkiem trafiłam na serię Karoliny Wójciak „Garnet”. I rozpatrując ów cykl właśnie pod takim kątem – lekka lektura, przerywnik, takie „oczyszczenie” czytelnicze, by dalej podążać ścieżkami przebogatego świata książek – sprawdzi się dobrze.

To historia dwóch sióstr, Izzy i Katie, angielskich arystokratek, które w wyniku życiowych zawirowań (ach te angielskie damy i „dżentelmeny” z końca XIX wieku, konserwatywny „ton” i… obłudna mentalność wyższych sfer ściśniętych gorsetem konwenansów) trafiają na… Dziki Zachód w USA, gdzie w najlepsze trwa gorączka złota.

Pierwszy tom ukazuje drogę (w tym także dosłownie) panien z wiktoriańskiego Londynu wprost na Dziki Zachód, drugi ich wtapianie się w nowe, obce dla nich mentalnie i kulturowo środowisko, trzeci zaś ocieka romansidłem, jakiego ja osobiście nie trawię.

Podobno Autorka pisze dobre kryminały. Postaram się sprawdzić...

Cykl „Garnet” zapewne trafi w gusta fanek obyczajowej literatury rozrywkowej.


czwartek, 18 stycznia 2024

Ślady Leszego – Magdalena Zawadzka-Sołtysek (części 1-5)

1. Ślad wody,
2. Czas cieni,
3. Dzieci zimy,
3,5 Żywa woda (opowiadanie),
4. Czerwony kur,
5. Martwy świt.


Świadomy wybór czytanych książek, to także słuchanie tego, co o książkach piszą/mówią inni. Dzięki temu trafiłam na perełkę związaną z tematyką, która zwykle leży na rubieżach moich czytelniczych preferencji – a więc fantastyka i mitologia. Chociaż być może właśnie to się zmienia?

W ubiegłym roku zachwyciła mnie „Stara Słaboniowa i Spiekładuchy”, więc kiedy przeczytałam na jakiejś grupie czytelniczej, że seria Magdaleny Zawadzkiej-Sołtysek „Ślady Leszego”, to w sam raz lektura dla tęskniących za Starą Słaboniową – wiedziałam, że to coś dla mnie.

„Ślady Leszego” oparte są na słowiańskiej mitologii i ludowych podaniach, i przeprowadzają czytelnika przez rok obrzędowy dawnych Słowian. Elementy świata nadprzyrodzonego i ludzkiej rzeczywistości ściśle ze sobą współgrają. To nie tylko bogowie, bóstwa, duchy, wszelkiej maści mamuny, rusałki, wodniki, utopce, licha, kikimory i inne wrogie lub przychylne ludziom stwory, ale też funkcjonowanie społeczności wiejskiej, obyczaje, styl życia i mentalność. A w tym wszystkim zwyczajne ludzkie sprawy, niezależne od czasów tak naprawdę bliskie także nam, ludziom współczesnym.

Cykl spokojnie można traktować jako kompendium wiedzy o słowiańskim świecie, podane w fikcyjnej formie beletrystycznej. Seria konsultowana jest z etnografami, archeologami, historykami. Zaopatrzona w słownik terminów i pojęć.

Cykl obejmuje tytuły (stan na styczeń 2024):
Ślad wody, Czas cieni, Dzieci zimy, Żywa woda (opowiadanie), Czerwony kur, Martwy świt. Docelowo tomów ma być 10 – czekam na kolejne niecierpliwie.

Wysłuchałam audiobooków – interpretacja lektora Wojciecha Żołądkowicza – mistrzostwo świata!
Bardzo polecam! Cudownie się tego słucha.

Wzmianki o treści poszczególnych tomów prezentuję także w formie opracowanych przez siebie grafik – zapraszam :)

Ślad wody

Króciutka nowelka wprowadzająca w serię, w której poznajemy głównych bohaterów i ich osadę – Krukowiec, leżącą na skraju puszczy i bagien nad rzeczką Wesoła. Znajdziemy w nim także nawiązanie do „patrona” serii: Leszego – najważniejszego pana i władcy lasu.

W „Starej Słaboniowej i Spiekładuchów” wiodącą postacią była Teofila Słaboniowa, w „Śladach Leszego” ton nadaje charakterna Gniewicha. Wyraziście wykreowana postać kobieca. Zresztą wszyscy bohaterowie serii są doskonale sportretowani.

Całość spowita w tajemniczym mroku, miejscami okraszona humorem.

Świetne preludium, zachęcające do dalszej lektury, uświadamiającej, jak bardzo słowiańska mitologia zbudowana była na zjawiskach i żywiołach natury.

Czas cieni

Mieszkańcy Krukowca szykują się do obrzędów Dziadów. Tymczasem w puszczy zaczyna grasować Brzoziec, upiorny duch syna cieśli, który postanowił zakończyć swój żywot na drzewie. Co go pchnęło do tego czynu? I jaki będzie to miało związek z nadchodzącymi Dziadami? Spokój mieszkańców zakłóca też niesforna koza Osetka. Pojawiają się kolejni bohaterowie ze swoimi problemami.

To część, w której bliżej poznajemy przeszłość Gniewichy, zaczynamy rozumieć dlaczego wybrała życie poza nawiasem wiejskiej społeczności.

Człowiek czasem kocha, ale nie wie dlaczego.”
„Łatwo rzec słowo, a trudniej odwrócić.”
„Ciało bez zdrowego ducha nie wyżyje.”

Dzieci zimy

Ta część uświadomiła mi, jak wiele słowiańskich obrzędów zostało w pewien sposób „przeniesionych”, czy też zaadoptowanych do kalendarza świąt chrześcijańskich. Uderza podobieństwo tradycji Słowian i chrześcijan.

Osią „Dzieci zimy” są przygotowania mieszkańców Krukowca do obchodów tzw. szczodrych godów, przypadających na chrześcijańskie Święta Bożego Narodzenia. W tradycji słowiańskiej celebrowano wówczas przesilenie zimowe.

Wiodące wydarzenie to narodzenie dziecka, które budzi strach wśród mieszkańców, „odmieńca”, „zwiastuna nieszczęścia”. Przenosząc reakcje i zachowanie bohaterów powieści na współczesność – rządzi tu mechanizm napiętnowania, odrzucenia inności – skąd my to znamy? „Co ludzie powiedzą?” – fraza, która zawsze niesie zło…

Żywa woda

Nad Krukowiec nadciągają ulewy i mieszkańcy osady zmagają się z niszczącą i niosącą śmierć powodzią. Króciutkie opowiadanie, które w moim odczuciu jest ważne w kontekście wydarzeń opisywanych w kolejnych tomach. Zawiązana jest w nim bowiem intryga dotycząca jednego z bohaterów – Sambora, która będzie miała swoje rozwinięcie w „Czerwonym kurze”. Rodzą się kolejne demony…

Czerwony kur

Zbliża się Święto Kupały! Czyli słowiańskie walentynki :) Ale w Krukowcu zaczynają wieść prym nie tylko zmysłowe żądze i namiętność. Pojawia się mała demonica, niewidzialna dla większości upiorna dziewczynka (świetnie wykreowana postać, niemalże wyjęta z najlepszego horroru!), która namiesza w życiu bohaterów. Czy w nawiedzonym przez upalne lato miejscu zakwitnie kwiat paproci? I czy budowa karczmy we wsi przyniesie coś dobrego dla słowiańskich osadników? Dużo się dzieje – zostają wyjawione dawne tajemnice, kończy się życie niektórych kluczowych postaci…

Tom dynamiczny, pełen wydarzeń i zwrotów akcji. Aktywności demonów, nie tylko „prawdziwych”, ale i tych w ludzkiej skórze…

„Gdy kogoś uratujesz, jesteś za niego odpowiedzialny.”

Martwy świt

Zaskakujące, że w chyba najbardziej mrocznej części, jest też najwięcej humoru. A to za sprawą tajemniczych „strażniczek losu”, przybyszek z… no właśnie: skąd właściwie? Czyżby ze współczesności? Wątek bardzo odświeżający całość.

Motywem wiodącym jest śmierć. Obrzędy związane z tryzną – słowiańskim pochówkiem. Krukowczanie szykują się do pożegnania i odprawienia w zaświaty zmarłego członka swojej społeczności... Próbują wchodzić w targi z demonami, aby zmienić przyszłość.


Podążając „Śladem Leszego” wkracza się na trop „słowiańskiej duszy”, której przypisuje się: uczuciowość, wyobraźnię, wrażliwość, związek z naturą, ale też porywczość i uleganie namiętnościom. Skuście się na tę wędrówkę!

niedziela, 8 października 2023

William – Elizabeth Strout

Jak ja lubię tę autorkę! Jej wrażliwość, styl, ciepło, prawdę. Życiowość. Mistrzowską umiejętność pisania o relacjach rodzinnych. Lubię to jej dążenie do rozpoznawania i rozumienia uczuć, które rodzą się w każdym człowieku w różnych sytuacjach. Strout uświadamia, że mamy prawo do każdych uczuć, także tych, których zwykle chcielibyśmy uniknąć. One nas kształtują.




William to były mąż Lucy, z którym po rozwodzie nie zerwała całkiem kontaktu. W chwili, gdy umiera drugi mąż Lucy, dawni małżonkowie zbliżają się ponownie do siebie. Ale to zbliżenie nie ma nic wspólnego z namiętnością. Jest bardziej powrotem do przeszłości każdego z nich, wspólnym odkrywaniem rodzinnych tajemnic. Współodczuwaniem.

Powieść kameralna. Spokojna. Zbudowana z obrazów, chwil, wspomnień. Bez epickich zwrotów akcji, chociaż odkrycie skrywanej przez lata tajemnicy związanej z pochodzeniem rodziców Williama, zdecydowanie jest najbardziej energicznym momentem w fabule.

Powieść inspiruje do własnych refleksji. Jak daleko odchodzimy od swoich korzeni? Ile w nas zostaje z domu, w którym dorastamy, i jak bardzo sobie tego nie uświadamiamy? Dlaczego dokonujemy takich, a nie innych wyborów w życiu?

Co jeszcze zostanie we mnie po lekturze „Williama”?
Łzy są darem, bo czasami smutek zwyczajnie trzeba opłakać, by ruszyć dalej.
Rozmowa to dar wsparcia – bo oznacza, że ktoś nas słucha.
I najważniejsze: RODZINA, która jest darem absolutnym. Nawet wówczas, gdy nie jest to rodzina idealna. Ale zawsze nas kształtuje i tylko od nas samych zależy, czy traumatyczne doświadczenia domu rodzinnego potrafimy przekuć w zbudowanie własnej rodziny, gdzie każdy jej członek będzie czuł potrzebny się, kochany, szanowany i bezpieczny.

„William” to trzecia część cyklu „Lucy Barton”. Czytałam tylko „Lucy”, i uważam, że spokojnie można książki tej serii czytać niezależnie od siebie.

Pomimo tego, że książka bardzo się mi podobała, uważam, że lepiej zaczynać poznawanie twórczości Strout od innych jej powieści – choćby Olive Kitteridge, czy Amy i Isabelle.


Zapisane cytaty:

„Żal, to taki stan samotności. To jak zsuwanie się po zewnętrznej ścianie bardzo wysokiego, szklanego budynku, gdy nikt cię nie dostrzega.”

„Tak to już w życiu jest. Nie zdajemy sobie sprawy z wielu rzeczy, dopóki nie jest za późno.”

„Wszyscy jesteśmy zbiorem mitów i tajemnic.”

„Gdy masz dzieci, zawsze się o nie martwisz.”

wtorek, 12 lipca 2022

Dziewczyna z Berlina – Kate Hewitt

Obłęd totalitaryzmu ukazany z perspektywy społeczeństwa niemieckiego. Akcja powieści rozgrywa się w dwóch, dość bliskich planach czasowych: drugiej połowie lat trzydziestych w Niemczech, gdzie nazistowska partia kładzie fundamenty pod wyniszczającą wojnę, i tuż po jej zakończeniu, we Frankfurcie i w podzielonym na cztery strefy Berlinie, w którym trwają prace nad gromadzeniem materiałów obciążających zbrodniarzy wojennych, sądzonych w procesach norymberskich.


Przyglądając się dostatniemu życiu rodziny chemika Otto Scholza – jego żony Ilse, oraz dzieci, nastoletniej Liesel i sześcioletniego Friedricha, poznajemy realia społeczne III Rzeszy. Liesel krytycznie ocenia otaczającą rzeczywistość. Podżeganie nienawiści do Żydów i klimat tolerancji dla przemocy wobec nich, budzi sprzeciw dziewczyny. Obywatele niemieccy od najmłodszych lat wychowywani są w aurze antysemityzmu oraz wiary w potęgę militarną Rzeszy. W szkołach, prasie, radiu, literaturze, publicznych imprezach, gloryfikowany jest Hitler i ruch narodowo-socjalistyczny. Proces ten jest w książce świetnie ukazany. Jesteśmy świadkami brutalności Nocy Kryształowej, czy demonstracji propagandowej potęgi Niemiec podczas letniej Olimpiady w roku 1936.

W wątku powojennym towarzyszymy amerykańskiemu żołnierzowi Samowi, który został delegowany do służby przy denazyfikacji Niemiec. Do pomocy zatrudnia niemiecką tłumaczkę i sekretarkę Annę. Sam od początku czuje, że piękna dziewczyna nosi w sobie tajemnicę, która związana jest z jej wojenną przeszłością.

Powieść wzbudza różnorodne emocje. Bardzo podobało się mi ukazanie przemian zachodzących w poszczególnych bohaterach. Za serce chwyta wątek dotyczący młodszego, kalekiego brata Liesel… Zaciekawia obraz codziennego życia w hitlerowskich Niemczech, gdzie do niebezpiecznych granic absurdu w najlepsze trwa nazistowska demagogia. System reguluje każdy aspekt życia, wpływając na międzyludzkie relacje, także w samych rodzinach.

Refleksyjna i przejmująca opowieść.

Zapisane cytaty:

„W tych dziwnych i nieszczęśliwych czasach wszyscy musimy robić rzeczy, których normalnie nigdy byśmy nie robili.”

„Tylko dlatego, że kogoś słuchasz, nie znaczy, że musisz mu wierzyć.”

„Życie to seria kompromisów.”

„Zapamiętujemy ludzi tak, jak tego chcemy.”

„Miłość […] jest wyborem, którego można dokonywać każdego dnia, z wysiłkiem, ze świadomością, z trudem.”

niedziela, 10 lipca 2022

Mam na imię Lucy – Elizabeth Strout

Elizabeth Strout nazwałabym mistrzynią nieśpiesznych fabuł. Lektura jej książek to gwarancja spotkania bohaterów wyjętych prosto z życia i możliwość wnikliwej obserwacji rzeczywistości. Jej pióro jest subtelne, ale nie traci nic na wyrazistości. Posiada niebywały talent do budowania treści pomiędzy napisanymi słowami. I taka też jest „Mam na imię Lucy”. Jak trudne musiało być jej dorastanie w biedzie, poczuciu bycia gorszym, możemy się więcej domyślać, niż doczytać.


Tytułowa bohaterka trafia do szpitala, gdzie spędza dłuższy czas na rekonwalescencji i trwa w zawieszeniu, co do ostatecznej diagnozy. Niespodziewanie odwiedza ją niewidziana przez lata matka. Czuwa przy córce niestrudzenie pięć dni. Panie prowadzą rozmowy, snują wspomnienia o znajomych, czy rodzinnych wydarzeniach. Jak w soczewce odbijają się w nich dawne przeżycia i emocje.

Rozmowy o przeszłości rodziny Lucy, przefiltrowane przez pryzmat dorosłej już kobiety, ukazują, że relacje z rodzicami zmieniają się wraz z naszym wzrastaniem i nabieraniem doświadczenia. Bolesne dzieciństwo zrodziło w Lucy przekonanie, że ludzie są obojętni na innych i tak naprawdę nie łakną przyjaźni. W trudnych chwilach toną w samotności. Smutna refleksja…

Powieść uświadamia, że traumatyczne dzieciństwo na zawsze pozostawia ślad, a emocjonalne braki są nie do nadrobienia.

Lubię smakować codzienność prostym stylem Strout, ale zdaję sobie sprawę, że nie każdemu może spodobać się pewna powolność w tworzonych przez nią fabułach. Na pierwsze spotkanie z jej prozą poleciłabym inne książki, bardziej soczyste: moją ulubioną „Amy i Isabelle” i oczywiście „Olive Kitteridge”.

Gówna bohaterka „Mam na imię Lucy” jest uznaną pisarką. Stara się być wierna słowom swojej mentorki, pisarki, którą spotkała na początku literackiej drogi – na pytanie co należy do zadań pisarza odpowiedziała: „opowiadanie o kondycji człowieka, mówienie, kim jesteśmy, co myślimy i robimy”. Odnoszę wrażenie, że to także twórczy drogowskaz Strout. Spróbujcie nim podążyć i wy.


Zapisane cytaty

„[…] aby coś było zrobione, trzeba to po prostu zrobić.”

„Nigdy nie wiadomo, co pociąga nas w innych.”

„Matki powinny chronić swoje dzieci.”

„Jak to zrobić, aby nie czuć się gorszym od innych?”

„Ludzie, którym władze dają najwięcej – wykształcenie, jedzenie, dopłaty do czynszu – są najbardziej skorzy do krytykowania rządzących.”

„Nie wiemy i nigdy się nie dowiemy, jak to jest w pełni kogoś zrozumieć.”

sobota, 30 kwietnia 2022

Głód. Saga wołyńska – Joanna Jax

„Głód” inauguruje cykl powieściowy Joanny Jax pt. „Saga wołyńska”. Skoncentrowany jest wokół dwóch tematów: losów ludzi dotkniętych hołodomorem – klęską głodu celowo wywołaną przemyślanymi politycznymi decyzjami Kremla w latach trzydziestych na Ukrainie oraz skomplikowanych relacjach Polaków i Ukraińców żyjących w tym samym czasie na kresach wschodnich.

Samo tło historyczne powieści jest szalenie ciekawe i przejmujące, ale czegoś zabrakło w samej fabule... Przykro, mi to pisać, ale ta książka zwyczajnie nie porwała mnie… Chociaż paradoksalnie przeczytałam ją z zaciekawieniem – po prostu chciałam dowiedzieć się jak potoczą się losy poszczególnych postaci. Tego dysonansu upatruję w zbyt mało wiarygodnych bohaterach. Wydawali się mi tacy… papierowi. Nie polubiłam się z nimi. Odnosiłam wrażenie, że ich osobowości są banalne, reakcje uproszczone, a dokonywane wybory życiowe mało przekonujące. A może to moja empatia tym razem zaszwankowała? Sam obraz skrajnych zachowań ludzi dotkniętych głodem na Ukrainie nie szokował, gdyż znam temat z innych publikacji – w tym doskonałego dokumentu Anne Applebaum „Czerwony głód”.


Płynność lektury zaburzała mi zastosowana w niektórych dialogach gwara lwowska – bałak. Na szczęście w książce zamieszczone są przypisy ze słowniczkiem, który ułatwia ich zrozumienie.

Szanuję wrażliwość historyczną pani Jax, ale „Głód”, pomimo dobrze oddanych realiów epoki, nie wywołał we mnie oczekiwanych emocji i czytelniczego zachwytu. Póki co moimi ulubionymi powieściami pani Joanny Jax pozostają cykle: „Zanim nadejdzie jutro” oraz debiutanckie „Dziedzictwo von Becków”, które gorąco polecam.

Czy sięgnę po kolejną część cyklu? Myślę, że dam mu szansę, bo jestem ciekawa jak potoczą się dalsze losy głównych bohaterów: Nadii Szewczenko i Wissariona Zinowjewa oraz Marty Osadkowskiej i Marcela Lemańskiego. Może będą bardziej dojrzale i pełniej skonstruowani. Bardzo na to liczę.

„Człowiek rodzi się sam i umiera sam.”

środa, 12 stycznia 2022

Cisza białego miasta – Eva García Sáenz de Urturi

Jest to książka z gatunku tych, w których absolutnie wszystko gra! Obowiązkowa dla fanów klimatycznych kryminałów, czy też thrillerów kryminalno-psychologicznych. DOSKONAŁA – tym przymiotnikiem mogłabym rozpoczynać każde zdanie mojej opinii o „Ciszy…”.

Wszystko bowiem składa się w niej na powieść DOSKONAŁĄ!


Przenikliwy śledczy-profiler z ponadprzeciętną umiejętnością psychologicznej analizy, do której doszedł nie tylko drogą kształcenia, ale w konsekwencji osobistych przeżyć. Opanowany, pełen równowagi, rozsądny, ale zdolny do wzruszających gestów, pięknych uczuć, nie pozbawiony empatii.

Intrygująca zagadka powtarzalnych zbrodni spod znaku podwójności, z nietuzinkowym tłem historyczno-kulturowym. Nawiązania do tradycji, architektury, obyczajowości i kultury baskijskiej stanowią o wyjątkowości fabuły. Z tą książką w ręku można podążać śladami zabytków i urokliwych miejsc Vitorii, albowiem w topografię miasta wkomponowane są poszczególne wydarzenia i… zbrodnie. Zbrodnie wpisane chronologicznie w dzieje miasta, depczące lokalne rytuały i zwyczaje.

Świetnie skrojeni bohaterowie – prawdziwi, nie papierowi. Ze swoim życiem, przekonaniami, ludzcy, tacy… normalni.

Naturalne, błyskotliwe dialogi, które płyną, które czyta się, jakby słuchało się przebiegającej tuż obok rozmowy.

Zachwyca w tej książce wysmakowana czułość, delikatność uczuć, pięknie ukazane więzi rodzinne i przyjacielskie. Niby kryminał, zbrodnia, zło, ale subtelnie odmalowane są relacje łączące poszczególnych bohaterów, ich złożoność, intymność. W zestawieniu z wyrafinowaną brutalnością popełnianych przestępstw, wzbudza to wręcz sensualne przeżycia podczas lektury.

Zakończenie nieprzewidywalne.

Wiem, że ten wpis to jeden wielki pean – ale nic na to nie poradzę. Takie wrażenie zrobiła na mnie „Cisza białego miasta”. Majstersztyk!




Zapisane cytaty:

„[…] życie potrafi być bardzo kreatywne w płataniu figli.”

„Co szykuje mi dzień, z jaką myślą zasnę tej nocy?”

„[…] rzeczywistość i fikcja to siostry bliźniaczki, jedna napędza drugą.”

„Ja zadbam o ciebie, ty zadbasz o mnie. Razem jesteśmy nie do pokonania.”

„[…] rozmowę kontroluje ten, kto mówi mniej.”

„Wszyscy kroczymy przez życie nieprzygotowani.”

„Wszystkie dobre pytania zaczynają się od: „a co, jeśli…”

„Czasami pamięć wbija pinezki w nieistotne momenty z przeszłości i utrwala je na zawsze.”

„Czasami wystarczy nadstawić ucha i słuchać.[…] Czasami trzeba po prostu słuchać.”

„Mam dość czekania na idealne okoliczności – nigdy nie są idealne.”

czwartek, 7 października 2021

Niespokojne niebo – Charlotte Link (III tom sagi „Czas burz”)

„Niespokojne niebo” to trzecia część sagi „Czas burz”. Losy kolejnych pokoleń niemieckiej rodziny, sięgającej korzeniami przedwojennego wschodniopruskiego majątku w Julinnie. Obecna nestorka rodu Felicja Lavergne, przekazuje stery swojej potężnej firmy zabawkarskiej młodszemu pokoleniu – stawia na Alex, córkę Belle. Być może to w jej szarych oczach widzi odbicie swojej osobowości – siły charakteru, umiejętności chłodnego osądu rzeczywistości? Na przestrzeni lat 1957 – 1994 poznajemy powojenne losy Felicji, jej rodziny, a także osób z jej bliższego lub dalszego otoczenia.


Tę część cyklu odebrałam jako słabszą. Warsztatowo bez zarzutu. Bohaterowie są dobrze wykreowani, ciekawi, niebanalni. Wszystko się niby zgadza, ale tym razem zabrakło mi tego „czegoś”. Czegoś, co powoduje, że książka porywa, skrada serce i nieustannie zajmuje myśli. Zabrakło rozmachu, głębi. Miałam wrażenie, że autorka zbyt powierzchownie potraktowała jakąś problematykę, czy perypetie poszczególnych postaci. Choć były i bardzo poruszające – na przykład losy rodziny, która usiłowała opuścić wschodnią część Niemiec, w czasie gdy Berlin przełamany był murem – absurdalnym i najbardziej rozpoznawalnym symbolem zimnej wojny i ustroju komunistycznego. Drugi ciekawie poprowadzony wątek związany jest z Sigrid, wnuczką Felicji. Obarczona piętnem ojca nazisty nieoczekiwanie trafia do… kibucu w Izraelu. Jak bardzo zmieni to jej życie? – polecam uwadze tę część opowieści.

Niestety tło historyczne, które dotychczas stanowiło mocną stroną cyklu, w „Niespokojnym niebie” jest moim zdaniem potraktowany zbyt marginalnie.

Oczywiście są to tylko moje subiektywne odczucia i absolutnie nie uważam za stracony czas poświęcony na lekturę. Z przyjemnością poznawałam losy bohaterów znanych z poprzednich części, teraz już znacznie starszych, bardziej doświadczonych. Ciekawie było poznać następne pokolenie rodziny Felicji i rodzin jej przyjaciół. Książkę polecam przede wszystkim czytelnikom poprzednich części, a więc „Czasu burz” i „Dzikiego łubinu”, który z kolei uważam za najlepszą część całości.

poniedziałek, 27 września 2021

Zimny trop – Beata i Eugeniusz Dębscy

„Zimny trop” duetu Beaty i Eugeniusza Dębskich, to druga część serii z Tomkiem Winklerem. Zwykle zachowuję chronologię w czytaniu książkowych cykli, ale tym razem to było moje inauguracyjne spotkanie z detektywem i jego charakterną Babcią Romą. Początkowo miałam pewien dyskomfort czytelniczy, ponieważ wstępne rozdziały zawierają sporo odniesień do powieści poprzedzającej „Zimny trop” – pt. „Dwudziesta trzecia”, ale szybko wgryzłam się w fabułę i zorientowałam kto jest kim, co, kogo i za co.


Gdyby Tomek Winkler miał na portalu społecznościowym oznaczyć swój status zawodowy, wybrałby „to skomplikowane”. Detektyw, były policjant wydalony ze służby za (rzekome) wymuszanie łapówek w środowisku lekarskim. Specjalista od najlepszego bigosu świata, luźno związany z Iwą, która „przytuli, pocieszy, podzieli się serca biciem”. Wnuk Romy – kpiarskiej, ironicznej, ze słabością do eleganckich, mocnych trunków i papierosków. W przypływie dobroci „wnuczęcego” serca, Tomek wysyła Romę do sanatorium w Polanicy. Nieoczekiwanie z tego wyjazdu odrodzi się dawna namiętność Romy i… sprawa kryminalna, za rozwiązanie której chwyci się Tomasz.

Powieść skrzy dowcipem, błyskotliwymi dialogami i przemyśleniami bohaterów, osobliwie ich charakteryzującymi. Autorzy zastosowali ciekawy dla czytelnika monolog wewnętrzny postaci, co ułatwia wgląd w tok rozumowania danej osoby. Państwo Dębscy uroczo bawią się językiem:

„Wżerna jakaś kobita, penetruje jak WD-40.”
„Noc była ciężka, dzień nie do końca relaksujący.”

Uwielbiam takie językowe smaczki, lingwistyczne zabawy.

Dobrze skonstruowana, zwarta i wiarygodna intryga. Interesujący, barwni bohaterowie. Dochodzenie do rozwikłania sprawy odbywa się drogą dedukcji i logicznego układania kolejnych elementów kryminalnej łamigłówki.

Polecam fanom lekkich kryminałów detektywistycznych, nieepatujących okrucieństwem, skupionych na analizie, ze spójną, rytmicznie toczącą się akcją.

Dziękuję Wydawnictwu Agora za egzemplarz recenzencki. 
Ukłony dla Autorów za złożenie na nim autografów – bardzo miła niespodzianka.


sobota, 28 sierpnia 2021

Cienie – Wojciech Chmielarz

Niewyjaśnione zdarzenia sprzed lat niczym cienie kładą się na życiorysach bohaterów znanych z poprzednich części z komisarzem Mortką w roli głównej. Jeśli dodam, że chodzi o zdarzenia niewygodne dla wysoko postawionych osób w policji, za rozwikłanie których bierze się Jakub Mortka ze zdeterminowaną aspirantką Suchą u boku, staje się zrozumiałe, że będziemy mieli do czynienia ze świetnie zbudowanym kryminałem. Mortka nie odpuszcza. Docieka, drąży. Analizuje i wyciąga wnioski, w czym jest przecież doskonały. Zderza się ze sprawą kilku powiązanych ze sobą morderstw dokonanych zarówno w czasie mu współczesnym, jak i w przeszłości. Kolejno rozwiązywane zagadki pojawiające się podczas prowadzonego śledztwa sprawiają, że musi zweryfikować swoje zaufanie do osób, z którymi dotychczas współpracował. Zaczyna się chwiać jego pewność co do instytucji, które uważał za gwarant prawości.


„Cienie” kończą (póki co?), cykl kryminałów z komisarzem Jakubem Mortką i jest to finał bardzo udany. Mam kilka drobniutkich rozczarowań: czuję niedosyt jeśli chodzi o kontynuacje i dość powierzchowne poprowadzenie niektórych, dodajmy marginalnych, wątków, ale na szczęście nie rzutują one na całościowy odbiór powieści. Zarówno tej, jak i całego cyklu.

Pozwolę sobie subiektywnie wybrać najlepsze części serii. Dla mnie jest to zdecydowanie „Farma lalek” i „Cienie”. Odrobinkę mniej podobało się mi „Przejęcie”, gdzie chyba było za duże zagęszczenie różnych wątków, ale finalnie, to też była świetna książka. Na pewno będę ten cykl polecała każdemu wielbicielowi kryminałów.

Chmielarz ma dar do sprawnego prowadzenia skomplikowanych opowieści, podczas rozwiązywania których czytelnik się nie gubi. Było to szczególnie ważne w „Przejęciu”, które cechowała dość rozbudowana fabuła. Tworzy wiarygodne postacie, z przekonywającą konstrukcją charakterologiczną. Bohaterowie, i ci główni i drugoplanowi, są żywymi postaciami, wyjętymi z rzeczywistości, a nie spomiędzy papierowych kart powieści. Możemy ich lubić lub nie, utożsamiać z nimi lub przeciwstawiać, rozumieć ich życiowe wybory, albo ich nie akceptować. Chmielarz stwarza możliwość do konfrontowania własnych przekonań czytelnika z tymi reprezentowanymi przez powieściowych bohaterów. No i moim zdaniem mistrzowsko pisze dialogi. Nie epatuje wulgaryzmami, choć wiadomo, że trudno ich uniknąć ze względu chociażby na kryminogenne środowisko, w którym toczy się fabuła. Imponuje mi Jego niewymuszona kultura słowa. Uroczo też buduje takie… „mikroświaty” – jaki na przykład w „Cieniach” tworzy cała ekipa zamieszkująca studenckie mieszkanie, w którym rozgrywa się kilka kluczowych dla powieści spraw.

Brawo!

Tylko jak tu teraz żyć bez Jakub Mortki? No jak?


Zapisane cytaty:

„[…] Kobieta, kiedy kocha, może zrobić wszystko.”

„[…] Matki tak po prostu mają. Strach o dziecko pojawia się, kiedy po raz pierwszy słyszą krzyk niemowlęcia i towarzyszy im już zawsze. W dobrych chwilach tkwi gdzieś w najciemniejszych zakamarkach mózgu przykryty grubym dywanem pogodnych myśli i tli się ledwo, ledwo. Nigdy jednak nie gaśnie i niewiele potrzeba, by wybuchnął jasnym, gorącym płomieniem.”


piątek, 20 sierpnia 2021

Osiedle marzeń – Wojciech Chmielarz

Luksusowe warszawskie osiedle. Strzeżone, z założenia mające zapewnić lokatorom spokój i bezpieczeństwo. Gwarantować dyskrecję. Rankiem na parkingu zostają odnalezione zwłoki młodej dziewczyny – Zuzanna wraz z koleżankami podnajmowała mieszkanie od Piotra Celtyckiego, polityka, który lata dobrej passy ma dawno za sobą. Dość wcześnie zostaje wytypowany potencjalny zabójca, ale to wcale nie oznacza szybkiego zamknięcia dochodzenia. Przeciwnie – z każdą kolejną osobą, niejasnym detalem, sprawa ewoluuje i obrasta w nowe przestępcze akcenty.


Chmielarz misternie tka intrygę, doskonale buduje napięcie i świetnie charakteryzuje kolejne osoby wprowadzane do akcji. Niczym wprawny scenarzysta tworzy obrazowe sceny. Mortka ma do rozwiązania złożoną sprawę, w której jak bumerang wraca postać Borzestowskiego, króla warszawskiego światka przestępczego, przewijająca się w różnych śledztwach już od pierwszej części serii.

Wciąż intryguje Sucha, współpracownica Mortki – wyraźnie pani aspirantka ma za sobą przeszłość, która w jakimś stopniu zdefiniowała ją jako nieugiętą policjantkę. Sama o sobie mówi:
„Zostałam policjantką, bo jest to jeden z nielicznych zawodów pozwalających w sprzyjających warunkach na zrobienie krzywdy tym, których się nienawidzi.”
Kogo nienawidzi Sucha? Cóż… autor powieści wciąż trzyma czytelnika w niepewności.

W sprawach osobistych komisarza zapada pewna stabilizacja, a istotny wpływ ma na to maklerka Olga, która jakiś czas temu pojawiła się w życiu rozwiedzionego policjanta.

Na obrzeżach głównej historii rozwija się wątek Kochana – byłego współpracownika Mortki. Kochan wraca w niełasce z przymusowego urlopu. Szef zarzuca go mało prestiżowym zadaniem weryfikacji nierozwiązanych i zawieszonych spraw kryminalnych. Co odkryje Kochan? I czy będzie to miało jakikolwiek związek z zabójstwem Zuzanny? Warto dokładnie śledzić jego poczynania – ich echa powrócą w kolejnej części serii „mortkowej”, w „Cieniach”.

Dynamiczny, pełen zwrotów akcji kryminał. Z barwnym wachlarzem nietuzinkowych, wyraziście sportretowanych bohaterów.


Zapisane cytaty:

„[…] jest tylko określona liczba ciosów, które człowiek może przyjąć, zanim coś w nim pęknie.”

„[…] jak odróżnić złego człowieka od dobrego?”

niedziela, 15 sierpnia 2021

Przejęcie – Wojciech Chmielarz

Trzecia część cyklu z komisarzem Jakubem Mortką ma dość zagmatwaną, wielowątkową fabułę – szczególnie w porównaniu do poprzedzających ją „Podpalacza” i „Fermy lalek”. Trochę przypomina to układankę z dużą ilością puzzli o drobnych i pozornie niepowiązanych ze sobą elementach, z bardzo drobiazgowym obrazkiem finałowym.


Mortka ponownie angażuje swój analityczny umysł oraz nieprawdopodobny dar obserwacji i kojarzenia, by z wyglądających na przypadkowe i niełączące się sprawy, zbudować związek przyczynowo-skutkowy dokonanego przestępstwa i doprowadzić do ujęcia sprawcy bądź sprawców.

Po powrocie z Krotowic, gdzie oficjalnie pełnił funkcję konsultanta w miejscowym komisariacie, a przy okazji rozwikłał aferę stojącą za morderstwami w okolicznej starej sztolni, Mortka na nowo rozpoczyna budować w stolicy swoje życie zawodowe i osobiste. U jego boku staje nowa współpracownica, Anna Suchocka. Sucha – silna i twarda pani aspirantka. Tak, tak aspirantka – Sucha zdecydowanie stawia na feminatywy w języku polskim. To ciekawa postać, która wnosi pewną świeżość i intryguje.

Dość szybko Mortka zostaje włączony do nowej sprawy – brutalnego i spektakularnie zaaranżowanego morderstwa młodego biznesmena. Żmudne dochodzenie, analiza sukcesywnie pojawiających się nowych wątków prowadzi śledztwo w kierunku kolumbijskich karteli narkotykowych i przemytu kokainy… Ale po drodze nie jest łatwo: zawiłości inwestycji giełdowych, inwestowanie w nowe technologie produkcji aluminium (!), powtarzające się samobójstwa, no i oczywiście dalsze problemy w życiu osobistym. Tym razem nie tylko Mortki…

Przy lekturze tej części trzeba być bardzo uważnym, aby pod kierunkiem sprawnego pióra Pana Chmielarza, ułożyć wraz z Jakubem Mortką skomplikowaną układankę, jaką pisarz skonstruował czytelnikom w „Przejęciu”. Jedno jest pewne – warto usiąść do tych kryminalnych puzzli!


Zapisany cytat:

„Nie znasz własnego ciała, jeśli nie rozumiesz sygnałów, które ono ci wysyła. Nie zrozumiesz sygnałów, jeśli nie nauczysz się ich rozpoznawać.”

sobota, 14 sierpnia 2021

Farma lalek – Wojciech Chmielarz

Powieściowe (fikcyjne) miasteczko Krotowice w Karkonoszach miało być dla Jakuba Mortki miejscem, gdzie, wg jego warszawskiego przełożonego Andrzejewskiego, zrewiduje swoje podejście do służby. Dla samego komisarza – spokojną, choć narzuconą przystanią, w której odpocznie od trudnych spraw kryminalnych (no bo co może wydarzyć się w takiej spokojnej, niewielkiej mieścinie?), „weźmie się za siebie”: schudnie, przejdzie na zdrową dietę, zacznie ćwiczyć. Oczywiście jak łatwo się domyślić pozostało to w sferze planów, a niewielki komisariat, gdzie został „zesłany” w ramach policyjnego programu wymiany doświadczeń „Most”, będzie musiał zmierzyć się z poważną i zagmatwaną sprawą.


Początek sugerował, że Mortkę czeka rozwikłanie przestępstwa o charakterze pedofilskim i przyznam, że podeszłam do tego z rezerwą. To tak koszmarny temat, że niekoniecznie chciałabym się w niego wikłać czytelniczo. Ale nie z @wojciechchmielarz takie numery, aby tak od razu – bach i wszystko kawa na ławę! Sprawa, która czekała na Mortkę i jego nowych kolegów z komisariatu – okazała się być bardziej złożona. Nie tak oczywista, jak wskazywałoby rozpoczęcie kolejnej książki z cyklu „mortkowego”. Z przyjemnością, z każdą kolejną stroną, podążałam śladem logicznego rozgryzania jej przez warszawskiego komisarza.

Wydawałoby się, że w tak małej miejscowości rozwiązanie zagadki okrutnych morderstw, będzie dość proste. Niestety Mortka musi stanąć wobec specyfiki kulturowej dość licznie zasiedlającej Krotowice romskiej społeczności i wszechobecnej, nieskrywanej do niej niechęci pozostałych mieszkańców. Prowadzenia śledztwa nie ułatwia też napięta atmosfera w samym komisariacie, u źródeł której stoją ambicjonalne zapędy miejscowego komendanta.

Dynamiczna akcja, wiarygodne postacie, świetne dialogi, no i kolejne komplikacje w życiu osobistym Mortki powodują, że książka pochłania bez reszty.

środa, 11 sierpnia 2021

Podpalacz – Wojciech Chmielarz

Komisarz Jakub Mortka wkracza na pokręconą ścieżkę faktów i domysłów, w ślad za podpalaczem domów na warszawskim Ursynowie.

„Podpalacz” to pierwsza część serii kryminałów, w których główną rolę śledczego odgrywa Jakub Mortka, trzydziestoparoletni komisarz stołecznego Wydziału do walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstw.

 
Serie kryminalne od dłuższego czasu święcą triumfy wśród polskich czytelników, a jednym z czynników wpływających na ich powodzenie jest charyzma głównej postaci cyklu – a więc człowieka, który stoi na straży prawa i porządku. W przypadku Mortki jest pewien schemat: facet z rodzinnymi problemami, z życiem osobistym wymykającym się z rąk – znamy to z innych kryminalnych powieści. Jednakże jest coś w Mortce, że i tak lubi się go niemalże od samego początku. Szybko czytelnik zaczyna mu kibicować, zwyczajnie trzymać za niego kciuki.

Za problemami w życiu osobistym stoi, jak to zwykle bywa, specyfika pracy zawodowej i pełna zaangażowania w nią postawa komisarza. Bo Mortka ma duże poczucie obowiązku. Nie odpuszcza, bo akurat ma wolny dzień – jest sprawa, jest nagły zwrot w akcji – rzuca wszystko i cały oddaje się śledztwu. Aktualnie w Polsce mamy spory problem ze społecznym szacunkiem wobec zawodu policjanta. W „Podpalaczu” wydaje się, że Chmielarz dąży do ukazania jak trudna, odpowiedzialna i wymagająca osobistych poświęceń jest to służba. I w moim odczuciu udaje się mu to. Mortka jawi się w tym wszystkim taki… normalny. Nie jest cukierkowy, ale i nie stoi na piedestale. Wraz z rozwojem akcji „Podpalacza” okazuje się, że pomimo wysokiego zawodowego morale, ma też niestety słabości, które powodują, że podejmuje się działania niekonwencjonalnego.

Książka jest świetnie napisana – wiem, że brzmi to bardzo ogólnie, ale naprawdę warsztat jakim operuje Chmielarz sprawia, że książka czyta się jakby sama, czytelnik po prostu płynie. Trzyma w lekkim napięciu, nieustannie intryguje, co będzie dalej. Poszczególne elementy kryminalnej łamigłówki, prowadzące do rozwikłania sprawy, układają się sukcesywnie w logiczną całość, i co ważne – odkrywane są przez autora w odpowiednich momentach akcji. Wszystkie postacie tworzące historię „Podpalacza” są obrazowo scharakteryzowane, łatwo jest sobie je wyobrazić, są autentyczne.

Z ogromną przyjemnością rozpoczęłam nową, czytelniczą przygodę z panem Chmielarzem.

Aż chce mi się wykrzyknąć: Mortka! Mordo ty moja! Co dalej wydarzy się w twoim życiu? 
Śmigam czytać kolejne części cyklu.

wtorek, 15 czerwca 2021

Cherub – Przemysław Piotrowski

Dlaczego my czytelnicy ekscytujemy się mrocznymi i pełnymi brutalności historiami? Ufam, że nie mordercze instynkty, ani (nie daj boszsz) nieuświadomione zamiłowanie do bestialstwa nami kierują.


Chcemy poznać jak rodzi się zło? Co leży u jego źródła? Pociąga nas tajemnica i cała droga dochodzenia do prawdy, by wreszcie znaleźć odpowiedź na pytanie: kto i dlaczego stoi za złem? Lubimy podglądać kulisy procedur kryminalnych, przeciętny czytelnik nie obcuje przecież z nimi na co dzień.

A jeśli do tego dodamy charyzmatycznego detektywa/śledczego na tropie zbrodni, jesteśmy kupieni na całego. Utożsamiamy się z nim i kibicujemy jego drodze prowadzącej do triumfu prawdy i dobra.

Tak jest z cyklem z komisarzem Igorem Brudnym. Truda przeszłość, z której pozornie się wykaraskał, poraniony, wciąż szukający prawdziwej równowagi, powoduje, że czytelnik z miejsca staje po jego stronie. Igor skupia na sobie uwagę, jest konkretny, wyrazisty.

Sprawny autor ma pole do popisu, by w literackim obrazie zbrodniczego świata przemycić mechanizmy zachowania ludzi w sytuacjach skrajnych i ekstremalnych.

Boimy się zła, a jednocześnie fascynuje nas ciemna strona ludzkiej natury. Z jednej strony interesują nas kulisy zbrodni, z drugiej realia prowadzące do wykrycia sprawcy.

I wszystko to mamy w cyklu Piotrowskiego. Uważam „Cheruba”, finałową część cyklu, za najlepszą. Jest niesamowicie skondensowany. Wycyzelowany, nie ma słabych punktów. Piotrowski nie bierze zakładników. Uderza mocnymi akcentami i nie ma litości dla czytelnika, który przez lekturę poprzednich części zdążył polubić, czy zaprzyjaźnić się z kolejnymi postaciami. Kilka zwrotów akcji autentycznie wprowadziło mnie w osłupienie i wyrwało pytanie: „DLACZEGO”?

„Cherub” jest mroczny do bólu. Wkracza w świat tabu – seksualnych wynaturzeń, najczarniejszej odsłony Internetu. „Cherub” jest brudny, pełen nienawiści, niewyobrażalnego okrucieństwa i dewiacji. Brr…

Czy Brudny wygra tę potworną walkę z koszmarem swojego dzieciństwa? Sprawdźcie to koniecznie!

Warto wspomnieć o okładkach kolejnych części – są sugestywne i doskonale dostosowane do fabuły. Brawa dla wydawnictwa!