Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Agora. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Agora. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 marca 2025

Dziewczyna w czarnej sukience. Historia zbrodni miłoszyckiej – Ewa Wilczyńska

Brutalne zabójstwo niespełna piętnastoletniej Małgosi w sylwestrową noc w Miłoszycach pod Wrocławiem. 


O tej sprawie słyszał chyba każdy. W ostatnich latach głównie za sprawą historii niesłusznie oskarżonego o tę zbrodnię Tomasza Komendy. Reportaż wielowątkowy, drobiazgowy, dokładny, wnikliwy. W odbiorze przeszywający, mroczny i zimny – tak jak zapewne ciemna i mroźna była noc, podczas której cały świat witał nowy, 1997 rok, a w zgiełku wiwatów katowana była młodziutka dziewczyna.


„Kto ci to zrobił dziewczyno?”

Wstrząsająca lektura.

Spoczywaj w spokoju Małgosiu…

środa, 25 października 2023

Rak i dziewczyna. Jak ułożyłam sobie życie z rakiem – Jagna Kaczanowska

Długo czekała na mnie ta książka, bo zbierałam w sobie odwagę. Odwagę, aby zmierzyć się z tematem, którego każdy się boi. Także osobiste doświadczenia rodzinne wpływały na mój lęk przed lekturą. Bałam się zderzenie z rozpaczą, poczuciem bezsilności i beznadziei. Bałam się powrotu wspomnień, tego, czego byłam świadkiem we własnej rodzinie i wśród bliskich znajomych.


Niespodziewanie otrzymałam ogromną dawkę siły! Determinacji. Świadectwa, że poddawać nie wolno się nigdy. Szczególnie, gdy idzie się na najważniejszą wojnę – o własne życie. Chociaż Autorka unika określania swojej onkodrogi mianem wojny – bo na wojnie oprócz zwycięzców są też pokonani. Wolała odejść od tej retoryki i w pełni Jej się to udało.

Jagna Kaczanowska nie poprzestała na opisie własnych emocji, ani przytaczaniu suchego schematu (dość wyboistego) leczenia pacjenta onkologicznego w Polsce, ale potraktowała temat szerzej. Przytacza rozmowy z osobami wspierającymi chorych, ale też tymi, którzy pokonali chorobę i żyją. Cenne i inspirujące są też zamieszczone odniesienia do nauki, literatury i sztuki. Z tych powodów ta książka może być odczytywana w kontekście motywacyjnym: nabywania umiejętności działania w kryzysie. W sytuacji ekstremalnej. I dlatego jest wyjątkowa. Pozwala prześledzić wiele aspektów problemów medycyny zajmującej się onkologią. Od diagnozy, poprzez poszczególne etapy leczenia prowadzącego do zdrowienia. Bo takie nastawienie miała Autorka od początku – podejść do sprawy zadaniowo. Cel jeden: ŻYĆ! Wyjść cało, nie tylko w sensie zdrowia fizycznego, ale psychicznego. I nie opaść z sił, nie pozwolić na odarcie z sensu życia, także po tym, gdy rak zostanie unieszkodliwiony. Wiele się mówi, że w każdej chorobie psychika pacjenta może być wsparciem lub przeciwnie – przeszkodą w procesie zdrowienia. W przypadku tej, jakby nie było, autobiografii mamy przykład ogromnej determinacji i energii, pomimo początkowego, zrozumiałego wyparcia, czy też paraliżu z powodu druzgocącej diagnozy. Oczywiście nie były Jej obce chwile emocjonalnego załamania, bólu, złości – dlaczego ja? Ale postawiła na wiedzę i działanie.

Ta książka to mądre i ważne świadectwo. A także kronika kondycji polskiej służby zdrowia w czasie pandemicznym – Autorka zachorowała w czasie licznych obwarowań wywołanych pandemią Covid.

Z całego serca dziękuję Pani #jagnakaczanowska za odwagę, jaką musiała mieć w sobie przystępując do pisania tej książki. Wysyłam Pani serdeczne pozdrowienia!

A książkę polecam – daje prawdziwego kopa!

Za egzemplarz dziękuję @wydawnictwo_agora oraz PRart Media.

piątek, 9 grudnia 2022

Lunia i Modigliani – Sylwia Zientek

„Każdy chce być kimś, będąc po prostu sobą.”

Amadeo Modigliani to włoski malarz, który żył i tworzył w Paryżu na początku XX wieku. Zmarł w wieku 35 lat w roku 1920, wycieńczony gruźlicą i nałogami. Za życia nie doczekał się sławy i uznania. Współcześnie, płótna sygnowane jego nazwiskiem, osiągają zawrotne sumy. Tematem jego prac był przede wszystkim człowiek. Wyróżniają się oryginalnym stylem: wydłużone rysy portretowanych postaci hipnotyzują charakterystycznymi, pustymi oczami w kształcie migdałów. Tchną pozornym niepokojem i dziwną melancholią. Namalował też wiele kobiecych aktów, które nawet teraz mogą uchodzić za szalenie odważne, a w czasach, gdy powstały, wywoływały skandal i obrzucenie.


Lunia Czechowska przybyła do Paryża wraz ze znajomymi rodziny latem 1913 roku. Jak sama wspominała, miała jeszcze okazję dotknąć końca barwnej belle époque, nacieszyć się ostatnim, beztroskim czasem Europy, która już zmierzała ku wyniszczającej wojnie 1918 roku. Dzięki paryskiemu marszandowi Leopoldowi Zborowskiemu i jego towarzyszce życia Annie Sierzpowskiej, poznała Amadeo Modiglianiego, z którym połączyła ją głęboka, przyjacielska relacja. Blisko trzy lata miała okazję być blisko codzienności Modiglianiego. Obserwować jego proces twórczy, szalone życie i burzliwy, ostatecznie tragiczny związek z Jeanne Hébuterne. Lunia dożyła sędziwego wieku i zawsze chętnie opowiadała o swoim związku z malarzem, skrzętnie kryjąc w niedomówieniach charakter łączących ich uczuć. Pozowała do wielu jego prac. Malarza nie było stać na zatrudnianie profesjonalnych modelek, dlatego też często portretował osoby z bliskiego mu otoczenia.

Za sprawą powieści pani Zientek dotykamy artystycznego klimatu paryskiego Montparnasse, zaglądamy do legendarnej kawiarni „La Rotonde”, gdzie spotykała się ówczesna bohema artystyczna. Ogromną wartością tej powieści było dla mnie zaglądanie za kulisy powstania wielu znanych dzieł Modiglianiego. Podczas lektury nieustannie przeglądałam albumy z malarstwem artysty. Autorce sugestywnie udało się opisać warunki i odtworzyć atmosferę pracy twórczej Modiglianiego. Jak również oddać klimat Paryża w czasie I wojny światowej i nastroje panujące wśród jego mieszkańców.

Gorąco polecam fanom powieści inspirowanych faktami i oczywiście tym, którym bliska jest twórczość… „tej świni i perły” – jak o Modiglianim napisała jedna z jego licznych kochanek, dziennikarka Beatrice Hastings.

Dziękuję Wydawnictwu Agora 
za zaproszenie do zrecenzowania książki.




poniedziałek, 21 listopada 2022

Śmierć druga – Beata i Eugeniusz Dębscy

Seria z Tomkiem Winklerem cz. 4

Rynek powieści kryminalnych zawsze był mocno zagęszczony. Należy sobie zadać pytanie: czym na tym ogromnym czytelniczym poletku, wyróżnia się twórczość państwa Dębskich, w książkach z serii z detektywem Tomkiem Winklerem? Mnie absolutnie urzeka niebanalny styl autorów, a szczególnie błyskotliwe poczucie humoru. Mistrzostwo języka. Autorzy operują nim bez kompleksów i bardzo sprawnie. Skrzy inteligencją, ale niewymuszoną. Świetnie się czyta. No i subtelne „wycieczki” komentujące otaczającą nas – czytelników, rzeczywistość – ja to kupuję!


Tomek Winkler sam w sobie jest ciekawie skonstruowaną postacią, ale w duecie z nietuzinkową Babcią Romą, to już inna forma bytu. Ale spokojnie – Babcia Roma to nie tylko „dodatek” dla wprowadzenia akcentu humorystycznego w powieści. Babcia Roma ma nie tylko cięty język, trzeźwe spojrzenie na rzeczywistość i ludzi, poparte życiowym doświadczeniem. Babcia Roma ma w sobie konstruktywną ciekawość i detektywistyczny instynkt. Jest zwyczajnie pełnoprawnym ogniwem ekipy śledczej, pomocnym w rozwikłaniu kryminalnej zagadki. W tej części ów specyficzny duet, zasila Iwa – sympatia Tomka. Przeurocze jest podpatrywanie związku tych dwojga.

Zaczyna się dość prosto – jest brutalna śmierć, jest podejrzany. Ale to tylko pozory, bo sprawa ma sporo supełków, które usiłuje rozwiązać Tomek, ze wsparciem swoich sojuszników i z obciążającym bagażem sceptyków.

Pomimo tego, że to czwarta część cyklu, nowi czytelnicy bez trudu odnajdą się w fabule.

Bonus w postaci przepisu na ragout wg Tomka Winklera, to fajny ukłon w stronę czytelników – lubię takie „smaczki”, czy też gesty budujące więź autorów z czytelnikiem. Stąd inspiracja na fotkę książki :)


Bardzo dziękuję Wydawnictwu Agora
za zaproszenie do lektury powieści :)


Cytat z mądrości Babci Romy ;)

„Jak się nie ma kompleksów, to grozi mania wielkości.”

„Świat i czas pędzą szybko, a człowiek, jeśli chce zachować się godnie,
musi mocno zaznaczyć swoje człowieczeństwo.”

poniedziałek, 10 października 2022

Testament – Cezary Harasimowicz

„Drugiemu człowiekowi trudno zrozumieć, co inny człowiek ma w sercu.”


Zanim sięgnęłam po „Testament” zastanawiałam się, co ja właściwie wiem o Tadeuszu Kościuszce? Bohater narodowy Polski i Stanów Zjednoczonych w czasie wojny o niepodległość tego kraju. Wódz polskiego powstania narodowego przeciw Rosji i Prusom w 1794 roku (insurekcja kościuszkowska). Niedaleko mojego miasta dowodził bitwą pod Maciejowicami, w wyniku której został wzięty do niewoli. No i jeszcze zwycięskie starcie zbrojne z wojskami rosyjskimi pod Racławicami. Jego imię nosi niezliczona ilość ulic, szkół, a także najwyższy szczyt Australii, po całym świecie rozsiane są pomniki ku jego czci. Ach! I jeszcze krakowski Kopiec Kościuszki, do którego „spacerował” Felicjan Dulski, krążąc wokół stołu w jadalni mieszczańskiej kamienicy w dramacie Gabrieli Zapolskiej. Krótko mówiąc posągowy obraz i okrojona do encyklopedycznych formułek wiedza.

Tymczasem Cezary Harasimowicz napisał książkę, która „uczłowiecza” ów patetyczny i mocno podręcznikowy wizerunek. Ściąga generała z piedestału, także dzięki oryginalnie prowadzonej narracji. Losy Kościuszki poznajemy za sprawą „wspomnień” szeregowca Agrippy Hulla, który faktycznie w czasach amerykańskiej części biografii Kościuszki, był jego ordynansem. Narracja, stylizowana na mowę prostego człowieka, wciąga od samego początku. Jest wartka, żywa, pełna dygresji i miejscami ma jowialny charakter. Wielbiciele przygód Wojaka Szwejka będą czerpali z tej lektury wielką satysfakcję. Agrippa opowiada barwnie, sprawia, że czytamy „jakbyśmy tam byli i na własne oczy wszystko widzieli”. Sam o sobie mówi, że „gadać” lubi i robi to ze swadą.

Tytułowy testament, to zapis ostatniej woli Kościuszki, która nigdy nie została wypełniona. Dlaczego? Zawiódł zaprzyjaźniony z nim Tomasz Jefferson, ówczesny wiceprezydent, a od roku 1801 roku, prezydent USA). Majątek Kościuszki, w tym niewypłacony wcześniej żołd oficera amerykańskiej rewolucji, miał być zgodnie z jego postanowieniem przekazany na wykupienie tylu czarnoskórych niewolników, aby pozostałe pieniądze zapewniły im edukację oraz godne warunki życia. Tą decyzją Kościuszko niejako przyrównał los chłopów pańszczyźnianych w Rzeczpospolitej, do trudów życia czarnych niewolników w Stanach Zjednoczonych. Zdecydowanie w swoich poglądach społecznych wyprzedzał epokę, w której żył. Bardzo możliwe, że także bliskie relacje z czarnoskórym ordynansem Hullem miały na to wpływ.

Z książki wyłania się naprawdę wyjątkowa osobowość światłego człowieka, dla którego idea wolności była tętnem życia. Ale też niekwestionowanym i przesympatycznym bohaterem tej opowieści jest Agrippa. Prostolinijny, z poczuciem humoru i cudownym dystansem do rzeczywistości, mistrz wyłapywania absurdów swoich czasów.

Kościuszko za sprawą Harasimowicza nabrał dla mnie realnych cech. A styl książki, choć bardzo oryginalny, zaciekawia i cudownie prowadzi przez meandry historii i polityki, ale także rozbawia. Brawo!

Dziękuję Wydawnictwo Agora za egzemplarz książki.


wtorek, 31 maja 2022

Proste równoległe – Agata Romaniuk

„Nie w słowach, ale w gestach mieszka czułość.”

Dwie kobiety – młodziutka, utalentowana Marta Rychter i światowej sławy skrzypaczka Wanda Krajewska – połączone pasją do wirtuozerskiej gry na skrzypcach i relacją uczeń-mistrz, ale też rozdzielone wiekiem, życiowym doświadczeniem i planem na swoją przyszłość.


Ta powieść rozpisana jest niczym doskonała partytura, bogata w różnorodne osobowości i koleje losu dwóch głównych bohaterek. Muzyka brzmi nie tylko w jej treści, ale ma melodykę w konstrukcji. Lektura przepełniona wiarygodnymi postaciami – zarówno fikcyjnymi, jak i autentycznymi – ze świata muzyki poważnej. A jednocześnie bardzo bliska normalnemu życiu i codziennym rozterkom przeciętnego człowieka. Czyż każdy z nas nie staje wobec dylematu złapania równowagi pomiędzy pasjami, marzeniami, życiowymi pragnieniami, zawodowymi celami? Bardzo dobrze oddane realia lat, w których rozgrywa się akcja – głównie czasy PRL-u i początków transformacji politycznej państw wschodniej Europy.

Marta Rychter sugestywnie opisała swoje pierwsze spotkanie ze znaną skrzypaczką, swoją przyszłą nauczycielką: „ja, wciąż projekt, zarys jeszcze, niepewny co do efektu końcowego, i ona, kompletna, skończona.” Nie wiedziała, że za tym idealnym wizerunkiem wirtuozki skrzypiec, kryje się skomplikowany życiorys mentorki, która od samego początku próbuje ukształtować uczennicę nie tylko jako doskonałą skrzypaczkę, ale też kobietę, na swój wzór, choć w udoskonalonej wersji. Dużo czasu upłynie zanim dotrze do Wandy Krajewskiej, że Martę nie będzie łatwo pchnąć ścieżką wytyczoną przez nią samą. Że zdolna uczennica nie stanie się kopią nauczycielki, i bezrefleksyjnie nie pójdzie po jej śladach. Marta wybierze własną drogę.

W książce ukazany jest obraz dzieciństwa osoby, która od najmłodszych lat przeznaczona jest muzyce. To obraz dzieciństwa poddanego rygorom ćwiczeń i nauki. Pozbawione beztroskiej zabawy z rówieśnikami na podwórku. Marta muzykę kochała, skrzypce były jej wrażliwością, jej krwiobiegiem, ale pragnęła też po prostu zwyczajnego życia – rodziny, dziecka, stabilizacji jaką ten zwyczajny, domowy świat daje. Była jakaś siła w tej dziewczynie, która pozwoliła jej, aby muzyka nie stała się jej jedynym domem, osaczeniem, tak jak miało to miejsce w przypadku jej profesorki. Pragnęła wolności jaką daje muzyka, ale nie zakleszczenia w ograniczeniach, jakie niesie praca nad doskonaleniem swoich umiejętności i szlifowaniem talentu. I nigdy nie pragnęła być taka jak Krajewska.

Bohaterki są postaciami fikcyjnymi, ale inspirowane wielkimi skrzypaczkami polskimi: Idy Haendel, Eugenii Umińskiej, Kai Danczowskiej i Wandy Wiłkomirskiej.

Bardzo mądra, wartościowa i wciągająca powieść. Gorąco polecam!

Bardzo dziękuję Wydawnictwu Agora za zaproszenie
do nieznanego mi, ale ekscytującego świata muzyki
i… spojrzenia na życie właśnie z tej perspektywy.

sobota, 12 marca 2022

Wojenka. O dzieciach, które dorosły bez ostrzeżenia – Magdalena Grzebałkowska

„Och nie, synu, nie martw się. Jeszcze będzie lepiej, niech tylko skończy się wojna. Życie nie jest tak złe, jak teraz myślisz.”
                                         Minoru Tonai, jeden z bohaterów książki


Książkę rozpoczęłam czytać tuż po haniebnej agresji Rosji na Ukrainę w dniu 24 lutego 2022 roku. Bestialski akt agresji wpłynął na mój emocjonalny odbiór tej lektury. Kilka dni temu zetknęłam się osobiście z rodzinami, a właściwie kobietami i dziećmi, uciekającymi przed wojną w Ukrainie…
Jak to możliwe, że ZŁO II wojny światowej powraca namacalnie tak blisko nas? Tak realnie burzy poczucie naszego bezpieczeństwa?


Nie potrafię przyjąć do wiadomości, że wciąż żyjemy w rzeczywistości, w której z tak niskich i zupełnie niezrozumiałych pobudek, ktoś (tfu, tfu, po stokroć TFU na tego „ktosia”) wysyła jednych ludzi, by zabijali innych ludzi…

Wracając do świetnego dokumentu autorstwa Grzebałkowskiej – gorąco go polecam osobom lubiącym zarówno literaturę faktu, reportaże, jak i oczywiście tematykę wojenną. A wydarzenia, których teraz jesteśmy świadkami dobitnie pokazują, że pokój wcale nie jest oczywistym stanem.

Złowroga wojna, wojenka, opowiedziana losami dzieci różnych narodowości, wyznań, warstw społecznych. Dla każdego dziecka – polskiego, rosyjskiego, żydowskiego, niemieckiego, japońskiego – wojna to trauma, która kaleczy na zawsze.
Ogrom pracy reporterskiej i dokumentalnej. Obraz empatii autorki i Jej talentu do prowadzenia rozmowy z drugim człowiekiem i umiejętności słuchania. Musi tak być – inaczej Grzebałkowska nie dotarłaby do tak osobistych i bolesnych wspomnień… Historia każdej z tych osób, to materiał na obszerną książkę.

Pięknie wydana, ilustrowana zarówno zdjęciami bohaterów dokumentu, jak i wymownymi pracami plastycznymi, które powstały w roku 1946 w polskich szkołach w ramach akcji „Moje przeżycia wojenne” zainicjowanej przez Ministerstwo Oświaty.



„Wojenka” to dwanaście losów, w których mogą się przejrzeć ci, którzy jako dzieci przeszli piekło II wojny światowej. Myślałam, że Świat zapamiętał jej lekcję na zawsze... Okazuje się, że nie.

Okazuje się, że być może kolejne dzieci będą zmuszone do szukania swoich losów w życiorysach bohaterów „Wojenki”. Być może za kilkanaście lat to z ich opowieści jakaś pisarka lub pisarz utka kolejną książkę wspomnieniową. Tak bardzo, bardzo mi z tym źle, że kiedyś ona zostanie napisana…


poniedziałek, 27 września 2021

Zimny trop – Beata i Eugeniusz Dębscy

„Zimny trop” duetu Beaty i Eugeniusza Dębskich, to druga część serii z Tomkiem Winklerem. Zwykle zachowuję chronologię w czytaniu książkowych cykli, ale tym razem to było moje inauguracyjne spotkanie z detektywem i jego charakterną Babcią Romą. Początkowo miałam pewien dyskomfort czytelniczy, ponieważ wstępne rozdziały zawierają sporo odniesień do powieści poprzedzającej „Zimny trop” – pt. „Dwudziesta trzecia”, ale szybko wgryzłam się w fabułę i zorientowałam kto jest kim, co, kogo i za co.


Gdyby Tomek Winkler miał na portalu społecznościowym oznaczyć swój status zawodowy, wybrałby „to skomplikowane”. Detektyw, były policjant wydalony ze służby za (rzekome) wymuszanie łapówek w środowisku lekarskim. Specjalista od najlepszego bigosu świata, luźno związany z Iwą, która „przytuli, pocieszy, podzieli się serca biciem”. Wnuk Romy – kpiarskiej, ironicznej, ze słabością do eleganckich, mocnych trunków i papierosków. W przypływie dobroci „wnuczęcego” serca, Tomek wysyła Romę do sanatorium w Polanicy. Nieoczekiwanie z tego wyjazdu odrodzi się dawna namiętność Romy i… sprawa kryminalna, za rozwiązanie której chwyci się Tomasz.

Powieść skrzy dowcipem, błyskotliwymi dialogami i przemyśleniami bohaterów, osobliwie ich charakteryzującymi. Autorzy zastosowali ciekawy dla czytelnika monolog wewnętrzny postaci, co ułatwia wgląd w tok rozumowania danej osoby. Państwo Dębscy uroczo bawią się językiem:

„Wżerna jakaś kobita, penetruje jak WD-40.”
„Noc była ciężka, dzień nie do końca relaksujący.”

Uwielbiam takie językowe smaczki, lingwistyczne zabawy.

Dobrze skonstruowana, zwarta i wiarygodna intryga. Interesujący, barwni bohaterowie. Dochodzenie do rozwikłania sprawy odbywa się drogą dedukcji i logicznego układania kolejnych elementów kryminalnej łamigłówki.

Polecam fanom lekkich kryminałów detektywistycznych, nieepatujących okrucieństwem, skupionych na analizie, ze spójną, rytmicznie toczącą się akcją.

Dziękuję Wydawnictwu Agora za egzemplarz recenzencki. 
Ukłony dla Autorów za złożenie na nim autografów – bardzo miła niespodzianka.


piątek, 16 lipca 2021

Dom tęsknot – Piotr Adamczyk

Narrator – Piotr – zaprasza nas w podróż do czasów swojego dzieciństwa i wczesnej młodości spędzonej we Wrocławiu, w poniemieckiej kamienicy rodziny popularnego przed wojną w Niemczech pisarza – Gustawa Freytaga. Jak w kalejdoskopie poznajmy poszczególnych mieszkańców, zasiedlających kamienicę w ramach akcji polonizowania terenów, które według propagandy ówczesnych władz „wróciły do macierzy”.


Nad kamienicą wciąż unosi się duch dawnych mieszkańców. Ci obecni zaś przez długie lata żyją w poczuciu tymczasowości – według nich „przecież Niemiec tu wróci”, tak naprawdę to nie jest ich dom. Jest to szczególnie widoczne w rodzinie Piotra. Jego matka, z pochodzenia Niemka, pielęgnuje przedmioty należące do dawnych właścicieli, Piotr wychowuje się w respekcie dla nich.

Towarzyszymy Piotrowi w jego dojrzewaniu, odkrywaniu świata, dziecięcych eksploracjach, podczas których nieustannie natrafia na wciąż obecne ślady nie tak odległej przeszłości – niemieckie szyldy, pomniki, cmentarze, echa dawnych mieszkańców obecne w jego własnym domu. W świecie dziecka to miejsca tchnące magią…

Asystujemy narodzinom jego miłości do Laurki i kolejnym etapom ich związku.

W „Domu tęsknot” wszyscy tęsknią. Za dawnym życiem, przedwojennym narzeczonym, dostępnymi niegdyś produktami, za tym co minęło i do tego co ma nadejść. Tęskni nawet kot… O dziwo, klimat książki wzbudza też tęsknotę w czytelniku. Za czasami własnego dzieciństwa, rodzinnymi opowieściami – czyż chwilami nie nachodzą każdego z nas takie uczucia? „[…] tęsknić można nie tylko za czymś, co zdarzyło się dawno, lecz także za tym, co było przed chwilą […]”

Książka pięknie smakuje – język, którym jest napisana wywołuje emocje i rozbudza wyobraźnię. Ujmuje plastycznymi metaforami: „nosiła ponure w kolorze spódnice za kolana i równie zmartwione żakiety”, sformułowaniami o żartobliwych konotacjach: „[…] wypili na jedną mogę, otrzęśli się z obrzydzenia i od razu wypili na drugą nogę w celu uzyskania równowagi.”, „Zadowolony klepnął mnie w plecy z siłą, po której było widać, że nie bez powodu otrzymał kiedyś tytuł przodownika pracy.” Uwielbiam takie smaczki w literaturze!

„To właśnie w tęsknocie jest takie pociągające. Pewność, że byłeś w miejscach, co do których nawet nie jesteś pewien, że istnieją, i wiara, że kiedyś do nich wrócisz.”

Stare domy są przesiąknięte historią, nostalgią, kryją sekrety, uwodzą tajemnicą. Dajcie się uwieść i wy klimatem „Domu tęsknot”.


Zapisane cytaty:

„Nic nie wywołuje między ludźmi tyle kwasów, co zasady.”

„Jeśli książka jest osobnym istnieniem, to biblioteka jest rodzajem arki, w której istnienia te chowa się, by przetrwały na zawsze.”

„[…] po śmierci nie ma już żadnego „potem”, nie ma „później” albo „kiedy indziej”, nie ma nawet „za jakiś czas” albo chociaż „może kiedyś”.”

„Nie ma co się przejmować śmiercią, większość ludzi nie żyje.”

„[…] bycie matką to ciągłe, nieustające przywracanie ładu we wszechświecie.”

„[…] polityka to rzecz okropnie szkodliwa dla ludzi i powinno się jej zabronić.”

„Czasami wraz z ludźmi odchodzą ich tajemnice.”

„Od zwykłych historii sekrety różnią się tym, że opowiada się je na ucho lub za zamkniętymi drzwiami.”

„Na wzruszenie kobiet, mężczyzna nie powinien odpowiadać wzruszeniem ramion.”

„Jak ktoś ma coś do powiedzenia, to nie krzyczy.”

„Jesteśmy naznaczeni historią naszych przodków.”

„Jeśli mężczyzna nie kocha kobiety naprawdę, to bywa małostkowy i może irytować go w niej wszystko.”