To jest książka, której czytanie boli. Bo niesprawiedliwość boli, bo nierówne traktowanie ludzi boli. Upokarzanie, odbieranie godności boli, bo po prostu ZŁO czynione drugiemu człowiekowi boli.
Autor porusza problematykę wykluczenia i zepchnięcia na margines społeczny osoby czarnoskóre. A dokładniej – bardzo młodych czarnoskórych chłopaków, skazanych na pobyt w poprawczaku na Florydzie w latach 60. XX wieku. Powód skazania jednego z głównych bohaterów, jest co najmniej absurdalny...
Trochę bałam się tej książki, bo spodziewałam się epatowania przemocą. A ta stosowana wobec dzieci i młodzieży, bezbronnych, z racji wieku zależnych od (nie)mądrość dorosłych, którzy z założenia powinni roztaczać nad nimi opiekuńczy parasol, wstrząsa szczególnie. Na szczęście ta eskalacja zła podana jest w sposób wysublimowany. Pozbawiony dosadnej dosłowności.
