I takie książki, proszę szanownego państwa, ja kocham – i tylko takich sobie życzę. To moje pierwsze spotkanie z tym pisarzem i już wiem, że sięgnę po kolejne tytuły.
Szczerze mówiąc, po Gołoborze sięgnęłam z czystej ciekawości i z sentymentu do miejsca, w którym osadzona jest akcja. W czasach zamierzchłej młodości ;) spędziłam bowiem sporo czasu, przemierzając Góry Świętokrzyskie wzdłuż i wszerz. Z plecakiem wypakowanym konserwami na kilka dni – bo kto ze sobą żarcia nie dźwigał, ten nie jadł. Takie to były czasy.
Nie nocowało się w pensjonatach, hotelach czy choćby agroturystykach, tylko zwyczajnie: u chłopa w stodole, na sianie. Myło się w studni. Serio. Dzięki temu miałam okazję naprawdę dobrze poznać klimat świętokrzyskich okolic i obcować z temperamentem tamtejszych ludzi. Legendy o gołoborzach, Świętym Krzyżu, Łysicy i sabatach czarownic znałam od lat. No i ten mit scyzoryków – któż o nim nie słyszał.
W Gołoborzu jest wszystko, co składa się na świetną literaturę: rozległe tło historyczne – od powstania styczniowego, przez drugą wojnę światową, czasy PRL-u, aż po obalenie komuny i nieporadne początki nowej rzeczywistości – oraz wspaniale wykreowani bohaterowie z krwi i kości. Majstersztyk. Są tu ludzkie namiętności: miłość, żądza władzy, honor (nie zawsze rozumiany w kategoriach prawości), zemsta, rodzinne i sąsiedzkie waśnie. Jest też odrobina legend, zabobonów i wierzeń, które idealnie splatają się z głównymi wątkami powieści. I odniesienia do autentycznych, wstrząsających wydarzeń.
Książka jest świetnie skonstruowana i znakomicie napisana. Naprawdę – szczerze polecam. Nominacja w Plebiscycie Lubimy Czytać 2026 jest jak najbardziej zasłużona; trzymam kciuki za wygraną.
Czytałam, że Gołoborze ma zostać zekranizowane. Zwykle nie lubię, gdy film „kradnie” książki, które mnie zachwycają. Ale tym razem… czekam niecierpliwie.



.jpeg)
.jpeg)


