środa, 29 lipca 2026

Schronisko, które przestało istnieć – Sławek Gortych

To jedna z tych książek, które zdążył przeczytać już chyba cały #bookstagram, a ja dotarłam do niej z lekkim opóźnieniem. Nie dołączyłam do grona czytelników zachwyconych od pierwszej do ostatniej strony, ale chyba rozumiem, skąd wziął się sukces tej powieści – i całego cyklu. 


Największym atutem książki są bez wątpienia Karkonosze. To miejsce, które ma w sobie moc: piękne krajobrazy, górskie szlaki, zmienną pogodę i atmosferę, która sprzyja tajemnicom. Gortych świetnie wykorzystuje ten potencjał, pokazując góry nie tylko jako tło wydarzeń, ale jako pełnoprawnego bohatera opowieści. 

Równie ważna jest historia tego regionu. Karkonosze przez wieki znajdowały się na styku kultur i państw, a ich przeszłość – zwłaszcza burzliwe wydarzenia XX wieku, zmiany granic i losy dawnych mieszkańców – dostarcza materiału na wiele fascynujących opowieści. 

Autor umiejętnie splata fikcję z autentycznymi wydarzeniami i miejscami, dzięki czemu czytelnik ma ochotę samemu sprawdzić, co jest literacką kreacją, a co historycznym faktem. Ja np. od razu wygooglałam willę Gerharta Hauptmanna – niemieckiego pisarza i laureata nagrody Nobla z 1912 roku, którego postać pojawia się na kartach powieści. 

Wątek kryminalny to bardziej taka zagadka zatopiona w historii niż krwista intryga, ale ja akurat takie klimaty lubię. 

Czy sięgnę po kolejne części? Pewnie tak. Bardziej dla Karkonoszy i ich historii niż dla samych wątków kryminalnych – ale czasem to właśnie miejsce jest największym bohaterem książki. 

Testament - Nina Wähä

Przejmujący portret rodziny naznaczonej trudnymi doświadczeniami i skomplikowanymi relacjami. Rodzina Toimich jest bardzo liczna: rodzice, dwanaścioro żyjących dzieci i dwoje zmarłych, których nieobecność również odgrywa istotną rolę w tej historii. Niezwykła mozajka charakterów. Każdy wnosi do tej opowieści coś własnego, a wzajemne relacje bohaterów są pełne sprzeczności.



Mimo całego ciężaru, jaki ta rodzina niesie, nie rozpada się. W ich historii jest wiele bólu, zaniedbań i błędów. Mroku i zachowań skrajnie patologicznych. A jednak pomiędzy tym wszystkim wciąż istnieją więź, oddanie i gotowość do wspierania się. To chyba najbardziej zaskakujący element tej powieści – to, co powinno ostatecznie rozdzielić bohaterów, nieustannie ich do siebie przyciąga.

To książka, po której trudno od razu zebrać myśli. Nie daje prostych odpowiedzi ani jednoznacznych ocen bohaterów. Zostawia raczej z refleksją nad tym, jak skomplikowane potrafią być rodzinne więzi i jak wielką siłę mogą mieć nawet wtedy, gdy wydaje się, że wszystko już dawno powinno się rozpaść.

„Testament” nie idealizuje rodziny jako takiej, a jednocześnie pokazuje, jak wiele może ona przetrwać.
Powieść gęsta od skrajnych emocji i momentami wymagająca w lekturze. Bardzo dobra warsztatowo. Ta historia, opowiedziana w bardziej melodramatyczny sposób, mogłaby łatwo zamienić się w łzawy dramat rodzinny. Nina Wähä wybiera jednak powściągliwość. Nie epatuje cierpieniem ani nie próbuje wymusić emocji na czytelniku. Dzięki temu wszystko wybrzmiewa mocniej, a bohaterowie pozostają przede wszystkim ludźmi – pełnymi sprzeczności, a nie jedynie nośnikami rodzinnych traum.

Czy polecam?
To książka dla cierpliwego czytelnika, wymaga uważności. Propozycja dla osób lubiących powieści, które bardziej skłaniają do refleksji niż dostarczają szybkiej akcji.


Cytaty:
"Czas płynie wszędzie, nie tylko tam, gdzie człowiek akurat przebywa."
"Czy na tym świecie istneje miejsce dla kogokolwiek?"
"[...] prawdziwych przyjaciól poznaje się po tym, że mozna w ich towarzystwie pomilczeć."

niedziela, 26 lipca 2026

Sceny z życia rodzinnego (Rozwód. Teściowa.) – Moa Herngren

Rozwód (tom 1)       Teściowa (tom 2)

Przyznam szczerze, że już same tytuły książek „Rozwód” i „Teściowa” autorstwa Moa Herngren nie zachęcały mnie do lektury. Spodziewałam się lekkich, przewidywalnych obyczajówek, może nawet czegoś w rodzaju „obyczajowej papki”. Ale zaryzykowałam i zabrałam je ze sobą na wakacyjny wyjazd. Okazało się, że to naprawdę mądre i poruszające powieści, które skłaniają do refleksji.


Obie książki należą do cyklu Sceny z życia rodzinnego, jednak nie łączy ich fabuła ani bohaterowie. To dwie całkowicie niezależne historie, które można czytać w dowolnej kolejności.

Największą siłą tych powieści jest sposób, w jaki autorka przedstawia rodzinne konflikty i relacje. W obu książkach poznajemy wydarzenia z perspektywy kilku bohaterów. Dzięki temu czytelnik nie otrzymuje prostego podziału na „dobrych” i „złych”, lecz ma możliwość zrozumienia motywacji każdej ze stron. To sprawia, że trudno jednoznacznie ocenić, kto ma rację, ponieważ każdy patrzy na tę samą sytuację przez pryzmat własnych doświadczeń, emocji i zranień.

Szczególnie wciągająca jest „Teściowa”. Niby powieść obyczajowa, a momentami buduje napięcie niemal jak thriller psychologiczny. Z pozoru zwyczajne rodzinne sytuacje stopniowo odsłaniają coraz głębsze konflikty, niedopowiedzenia, traumy sprzed lat.

Moa Herngren pokazuje, że życie rzadko jest czarno-białe i trudno w nim o proste rozwiązania. Każda ze stron ma swoje argumenty, swoje racje i swoje błędy. Właśnie ta wielowymiarowość sprawia, że książki są tak wiarygodne i wartościowe. To nie tylko ciekawe historie o rodzinie, ale także opowieści, które skłaniają do zastanowienia się nad własnymi relacjami, komunikacją i ocenianiem innych.

Zdecydowanie polecam każdemu, kto ceni literaturę obyczajową z psychologiczną głębią. A ja na pewno sięgnę po kolejną książkę z tej serii: „Rodzeństwo”.

Cytaty ("Teściowa"):
"[...] najgorsza rzeczą, jaką można zrobić, jest brak komunikacji między ludźmi."
"Niestety, prawda jest taka, że im bardziej unikamy myślenia o jakiejś sprawie, tym bardziej nie możemy wyrzucić jej z głowy."
"[...] czasami najlepsza pomoc może polegać na tym, żeby się do niczego nie wtrącać."



czwartek, 23 kwietnia 2026

Mokradła – Maria Turtschaninoff

„Człowiek nosi swoje blizny. Nie znikają.”

Bardzo się cieszę, że w #światowydzieńksiążki mogę podzielić się opinią o książce, która mnie oczarowała. To opowieść, której nie tyle się czyta, co się w niej zanurza.


Klimat, aura, bohaterowie – wszystko zdaje się tu oddychać jednym rytmem. Język i styl pulsują własną melodią, a forma, choć nie dla każdego, ma w sobie coś hipnotyzującego. Na przestrzeni czterech stuleci poznajemy losy ludzi związanych z jednym miejscem, siedliskiem Nevabacka, gdzieś na północy Finlandii. Pokolenia przychodzą i odchodzą, życie zmienia swoje oblicza, lecz jedno trwa niezmiennie – przyroda. Tytułowe mokradła. Milczący świadkowie wszystkiego. Bywają źródłem smutku i ciemności, innym razem – wybawieniem i ukojeniem. Są jak oddech tej historii.

Wysłuchałam audiobooka, w którym lektor sugestywnie oddał rytm narracji, szczególnie w pierwszej części, zanurzonej w XVII wieku.

To nie jest książka dla tych, którzy szukają zwartej, linearnej fabuły. Każdy rozdział przypomina osobne opowiadanie, osobny oddech, a jednak wszystko splata się w jedną, spójną całość.

Zainspirowana powieścią pozwolę sobie na osobistą refleksję. Mam dwie symboliczne fotografie z miejsca, w którym mieszkamy od kilkunastu lat. Jedna z nich pochodzi z około 1942 roku. Czasami spoglądam na nią i myślę o ludziach, którzy mieli tu swoje siedlisko – prostą, wiejską zabudowę z budynkami gospodarczymi. Druga przedstawia nasz dom, wybudowany przez nas mniej więcej 70 lat później. Za kolejne 80 lat – co będzie sfotografowane w miejscu, w którym piszę te słowa? A za następne 400?






poniedziałek, 13 kwietnia 2026

Mrok jest po naszej stronie – Katarzyna Zyskowska

Przeczytałam Mrok jest po naszej stronie już jakiś czas temu i teraz, gdy mam o niej napisać kilka zdań, trudno jest mi przywołać emocje, jakie wtedy we mnie wywołała. Na pewno była to historia bardzo posępna, dokładnie taka, jak sugeruje tytuł — mroczna i przytłaczająca.


Na duży plus zasługuje barwne oddanie tła historycznego, które zawsze jest dla mnie istotnym elementem lektury. Relacje pomiędzy głównymi bohaterami autorka, Katarzyna Zyskowska, kreśli w szerokiej perspektywie — od czasów przedwojennych po realia stalinizmu, pełne szykan, inwigilacji i całkowitego braku szacunku dla jednostki. Ciekawym zabiegiem jest także nawiązanie do prawdziwych postaci, które nie są powszechnie znane z kart podręczników historii, w tym m.in. Marii Przymanowskiej — współscenarzystki serialu Czterej pancerni i pies, prywatnie żony autora tej powieści, a w czasach sanacyjnych sekretarki premiera Stanisław Mikołajczyk.

Nie do końca przekonało mnie natomiast wprowadzenie tajemniczej, niejednoznacznej narratorki w części powieści — ten zabieg momentami utrudniał mi odbiór historii.

Ostatecznie mam poczucie pewnego niedosytu. To książka solidna pod względem realiów, ale chłodna i momentami nużąca w odbiorze. Wolę inne powieści tej autorki, które potrafią mocniej wciągnąć i poruszyć czytelnika. Tutaj coś mi się „rozchodziło” — żaden z bohaterów nie stał mi się naprawdę bliski.

Piękna okładka.

środa, 8 kwietnia 2026

Pachinko – Min Jin Lee

Tytuł książki Pachinko autorstwa Min Jin Lee początkowo kojarzył mi się z azjatyckim imieniem żeńskim. Dopiero w trakcie lektury dowiedziałam się, że pachinko to popularne w Japonii „kasyna” z automatami do gry, które – o dziwo – pojawiają się wyraźniej dopiero mniej więcej w połowie powieści.

Książka opowiada historię koreańskiej rodziny na przestrzeni kilkudziesięciu lat, ukazując jej losy na tle skomplikowanych i często bolesnych relacji między Koreą a Japonią – od lat 30. XX wieku aż po końcówkę lat 80. To rozbudowana, wielopokoleniowa saga, w której jednostkowe wybory bohaterów splatają się z wielką historią.

Powieść jest wciągająca, a bohaterowie barwni i dobrze zarysowani. Szczególnie doceniam wnikliwe spojrzenie na mentalność postaci oraz społeczne zależności, które wpływają na ich życie i decyzje. Autorka pokazuje też, jak silnie historia i pochodzenie determinują los człowieka.

W moim odczuciu książka jest jednak nieco nierówna – mniej więcej w połowie tempo narracji wyraźnie spada i niektóre wątki tracą swoją dynamikę. Mimo to całość pozostawia bardzo dobre wrażenie. To poruszająca, momentami trudna, ale zdecydowanie wartościowa i interesująca lektura, która skłania do refleksji.


Ogród rozpaczy ziemskich – Beatriz Serrano

Fajny tytuł – nawiązujący oczywiście do fantastycznego tryptyku Hieronima Boscha. Zresztą reprodukcja dzieła pojawia się we wklejce w wydaniu książkowym. I to tyle jeśli chodzi o plusy tej powieści. Przynajmniej dla mnie. 


Tematyka ważna, aktualna – konsumpcjonizm, zagubienie i osamotnienie we współczesnym społeczeństwie, zakłamywanie prawdy poprzez sztuczne kreowanie swojej codzienności w świecie wirtualnym, ale podane jakoś tak… nudno. Mam wrażenie, że potencjał tej historii gdzieś się rozmywa, a zamiast wciągającej opowieści dostajemy raczej jednostajny zapis emocjonalnego marazmu. Zero przysłowiowego światełka w tunelu.


Fabuła nie tyle smutna, co dołująca – i to w sposób, który nie prowadzi do żadnego oczyszczenia czy refleksji, tylko zostawia czytelnika z poczuciem ciężaru i bezsensu.

Nie odnalazłam się w tej książce.