czwartek, 11 sierpnia 2022

Moja kuzynka Rachela – Daphne du Maurier

Ach Rachela, Rachela, mistrzyni manipulacji! Pod słodką powierzchownością niewinności skrywa się świadoma swoich działań femme fatale. Do perfekcji potrafiąca wywierać wpływ na innych tak, aby ci pozornie z własnej woli realizowali jej plany. W tej powieści doskonale ów mechanizm jest oddany.


XIX wiek, Kornwalia. Ambroży Ashley przed laty przysposobił swojego kuzyna Filipa, dla którego stał się prawdziwym mentorem. Obydwaj bardzo sobie oddani, wiedli ustabilizowane życie. Majętny, uchodzący za zrównoważonego, choć nieco ekscentrycznego dżentelmena Ambroży, poznaje podczas wyjazdu w celach leczniczych do Włoch, tajemniczą kobietę. Filipa, pozostającego przez wiele miesięcy tylko w kontakcie listownym ze swoim opiekunem, zaczynają niepokoić nadchodzące z kontynentu wiadomości. Początkowo przepełnione zauroczeniem Ambrożego kobietą, szybko przeistaczają się w niepokojące doniesienia, które mogą świadczyć o destrukcyjnym wpływie Racheli na jego życie. Niespodziewana śmierć Ambrożego, oprócz zrozumiałej rozpaczy Filipa, budzi jego silną niechęć w stosunku do kobiety. Wszystko zmienia się, gdy Rachela zjawia się w Kornwalii i dochodzi do konfrontacji pomiędzy nią, a Filipem.

Historię poznajemy z perspektywy Filipa. Całość przefiltrowana jest tylko przez jego wyobrażenia i snute przemyślenia. Kim jest Rachela? Od początku nie wzbudza zaufania czytelnika. Z zaciekawieniem obserwujemy rozwój wypadków, a nade wszystko przemianę uczuć Filipa. Bo właśnie to jest siłą tej powieści, jej esencją. Narracja jest niespieszna, można rozsmakowywać się w słowie, stopniowo narastającym napięciu, pomimo tego, że nie ma ono takiego natężenia, jak w przypadku „Rebeki”.

Niestarzejąca się klasyka, którą zdecydowanie warto przeczytać. Ogromnie dobrze było mi w tym świecie pełnym niedomówień i domysłów. Wspaniała literacka uczta! A wydanie w serii butikowej Wydawnictwa Albatros to dodatkowo uczta estetyczna :)

Zapisane cytaty:

„Chodzi o to, że życie trzeba wytrzymać i przeżyć. Tylko jak przeżyć? – oto jest problem.”

„Człowiek samotny to coś niezgodnego z naturą, wkrótce więc nawiedza go niepokój.”

poniedziałek, 8 sierpnia 2022

Wchodzi koń do baru – Dawid Grosman

Emerytowany sędzia Awiszaj Lazar dostaje nieoczekiwanie zaproszenie od dawnego kolegi z dzieciństwa, na występ stand-up we własnym wykonaniu. Z założenia komediowy monolog przepełniony jest gorzkim rozliczeniem z przeszłością.


Stand-up to dość popularna forma komediowa, polegająca na prezentacji satyrycznego tekstu przez jednego komika. Sukces występu w dużej mierze zależy od treści monologu, jak i charyzmy samego komika.

W takiej zaskakującej formie napisana jest książka „Wchodzi koń do baru”, a ja niestety tego „nie kupiłam”. „Nie bierz tego osobiście, ale do mnie to naprawdę nie przemawia.” – tak próbował wywinąć się ze skorzystania z zaproszenia Awiszaj, i ja go doskonale rozumiem.

Nie lubię Stand-upu i być może dlatego od początku nie było mi po drodze z tą książką. A bardzo żałuję, bo z dużymi oczekiwaniami rozpoczynałam jej lekturę. Byłam pod wrażeniem innej powieści Grosmana pt. „Gdyby Nina wiedziała” i niestety „Wchodzi koń do baru” zwyczajnie mnie rozczarowała… Z większą przyjemnością czytałam nieliczne wstawki retrospekcji drugiego bohatera, niż teksty wygłaszane na scenie przez postać wiodącą – stand-upera Dowale G. Irytowały mnie wtrącane żarty, które odbierałam jako drętwe, bądź niesmaczne. Nie mogłam prawdziwie zaangażować się we właściwy przekaz komika, który dokonuje przejmującej wiwisekcji własnego życia. Są to wspomnienia dramatyczne, pełne traum i obrazu trudnego dzieciństwa, a we mnie nie wzbudzały empatii.

Książka jest przepięknie wydana. Okładka jest magiczna, z wymowną w swojej dwoistości grafiką, która nabiera innego znaczenia po odwróceniu książki dołem do góry. Wizualna forma nawiązania do treści książki zrobiła na mnie wrażenie i… wzruszyła.


Cieszę się, że to nie było moje pierwsze spotkanie z autorem, bo być może nie sięgnęłabym po Jego inne powieści. Zdecydowanie „Gdyby Nina wiedziała” powoduje, że wciąż jestem ciekawa pióra pana Dawida Grosmana.

piątek, 5 sierpnia 2022

Zaginiony chłopiec – Nicole Trope

„My matki nigdy nie przestajemy się martwić.”

Rozdzierający serce i przejmujący dramat o rodzinie pogrążonej w chaosie. Książka porusza problem porwań rodzicielskich. Okrutnego czynu, który krzywdzi nie tylko jedno z rodziców, ale przede wszystkim jest agresją skierowaną na niedojrzałą psychikę dziecka.


Gehenna Megan rozpoczyna się w dniu, gdy ze szkoły znika jej 6 letni syn Daniel. Właściwie od samego początku wiadomo, że w zaginięcie chłopca zamieszany jest jego ojciec, Greg. Małżeństwo jakiś czas wcześniej rozpadło się, a w miarę lektury poznajemy prawdziwe oblicze byłego związku. Po upływie sześciu lat największe pragnienie Megan spełnia się. Otrzymuje telefon: „Znaleźli go!”. Syn wraca do domu, ale czy Megan PRAWDZIWIE go odzyskała?

Narracja powieści prowadzona jest dwutorowo: w czasie rzeczywistym i kolejnych latach, upływających od porwania, z perspektywy różnych bohaterów: Megan, Grega i Daniela.

Greg porywając syna zabrał Megan jej życie. To potworne uczcie utracić ze swojej bliskości dziecko… i w tej książce bezmiar rozpaczy matki jest doskonale oddany. Jak również proces, jaki musiała przejść, aby odważyć się budować swoją przyszłość, bez kontaktu z synem i wiedzy o tym, gdzie i jak żyje. Autorka sugestywnie odwzorowała emocje towarzyszące wszystkim postaciom. Bez popadania w zbędny sentymentalizm, czy czułostkowość. To nie jest na szczęście wyciskacz łez i ukłony za to składam Autorce.

Książka wciąga od pierwszych zdań. Bardzo angażuje emocjonalnie czytelnika.

Każda postać oddana jest wiarygodnie, z dużą znajomością ludzkiej psychiki. Jej reakcji na skrajny stres, czy długotrwałą manipulację.

Polemizowałabym z reklamowaniem jej jako thriller psychologiczny – no może pod koniec faktycznie mamy do czynienia z emocjonalnym rollercoasterem. Ale przede wszystkim to bardzo dobra współczesna proza psychologiczna. Z przepięknym wątkiem wspierającej miłości, dla przeciwwagi toksycznych relacji jakie łączyły Meg i Grega.

Nieodkładalna – bardzo polecam!

środa, 3 sierpnia 2022

Dom przy ulicy Amélie – Kristin Harmel

Główna bohaterka powieści, Ruby, kierując się głosem serca, wyjeżdża z Kalifornii z nowo poślubionym mężem Marcelem, do jego rodzinnej Francji. W Paryżu zastaje ich II wojna światowa, która zmienia losy świata i jednostek. Ich związek od początku nie jest stabilny. Marcel okazuje się nie dość wspierającym partnerem, nawet, gdy młodych małżonków dotyka bolesne doświadczenie… Nieoczekiwanie wsparciem dla Ruby staje się mieszkająca po sąsiedzku Charlotte – żydowska dziewczynka. Z czasem mieszkanie przy ulicy Amélie stanie się ważnym miejscem dla ruchu oporu. W nim też pewnego dnia pojawi się Thomas, angielski pilot…


Książka dotyka trudnej historii okupowanej Francji, podzielonej po roku 1940 na strefę północną okupowaną przez Niemców i południową, „wolną”, rządzoną przez rząd z Vichy. Dysonans polityczny odbił się znacząco na społeczeństwie –rodzi się silny ruch oporu, osławione La Résistance, jednocześnie kwitnie kolaboracja. Osią fabuły jest działalność siatki przerzutowej ratującej lotników angielskich zestrzelanych przez Niemców nad Francją.

W podobnej tematyce czytałam książki, które bardziej mnie porwały np. „Słowika” Kristin Hannah, czy „Pod szkarłatnym niebem” Marka Sullivana. „Dom…” momentami trąci brakiem wiarygodności. Wkrada się też zbyt wiele szczęśliwych zbiegów okoliczności, które upraszczają całą historię. Nie do końca prawdziwa wydawała się mi postać Charlotte, skrojona zbyt dorośle, nieprzekonująco. A szkoda, bo historia Ruby powstała z inspiracji prawdziwą postacią – Virginią d’Albert-Lake.

Mimo moich zastrzeżeń, warto przeczytać książkę, ponieważ płynie z niej piękne świadectwo miłości. Prawdziwa, nie zważa na wiek i na upływ czasu. To co łączy dwoje ludzi zostaje zweryfikowane poprzez wspólnie doświadczane chwile, zarówno dobre, jak i złe. Trwałe uczucie chroni dwoje ludzi przed najtrudniejszymi zawirowaniami losu.


Zapisane cytaty:

„Okrucieństwo jest bronią ignoranta.”

„Burze są po to, by stawiać im czoło.”

„Sprawy nigdy nie są tak ponure, jak się wydaje.”

„Możesz nosić w sobie smutek, ale nie poczucie winy.”

„Rodzina to o wiele więcej niż pokrewieństwo krwi.”

„To przyszłość jest czymś, na co mamy wpływ.”

Spowiedź – Celek Perechodnik

Wspomnienia Celka Perechodnika, na wskroś złamanego emocjonalnie człowieka...
Kontrowersyjny pamiętnik, autorstwa funkcjonariusza Żydowskiej Służby Porządkowej w getcie w Otwocku. W 1942 roku, podczas likwidacji getta otwockiego, uczestniczył w załadowaniu Żydów do wagonów jadących do obozu w Treblince. Także w dniu, gdy trafiły do jednego z nich żona i dwuletnia córeczka Celka... O ich śmierć obwiniał siebie samego.

Wyjątkowo przejmujące świadectwo Zagłady, spisane w trakcie wojny. Przepełnione goryczą. Celek oskarża o zło wojny nie tylko naród niemiecki, ale też artykułuje oskarżenia pod adresem narodu polskiego i żydowskiego. Zarzuca, że zabijanie Żydów odbywa się za „milczącą obojętnością” świata.


Bardzo trudna lektura zarówno pod względem emocjonalnym, jak i formy. Tekst surowy, reportażowy, bliski dokumentowi notowanemu na żywo. To bardziej relacja, zapis chwili, bez zabiegów interpretacyjnych. Z racji okresu, w którym wspomnienia zostały spisane, brak im z oczywistych względów szerszej perspektywy i kontekstu analizy historycznej.

„Gdzie są uczeni, autorzy, profesorowie? Jak świat może milczeć? […] Gdzie opinia kulturalna świata?” – pisał te słowa w roku 1943, tak bardzo świadomy skrupulatnego i zaplanowanego unicestwiania narodu żydowskiego.
To nie jest proza ubrana w wojenny anturaż. To przerażające świadectwo człowieka, który był w otchłani zła, który oskarża Niemców, Polaków, Żydów i nade wszystko siebie samego. Do głębi poruszająca książka.

Celek „Spowiedź” spisał ukrywając się w Warszawie przy ul. Pańskiej. Zadedykował ją: „sadyzmowi niemieckiemu, podłości polskiej i tchórzostwu żydowskiemu”. Nie przeżył wojny. Zginął tuż po upadku Powstania Warszawskiego, w którym czynnie uczestniczył, w pierwszych dniach października 1944 r. w wieku 28 lat.

Jeśli zdecydujecie się przeczytać tę książkę, do czego zachęcam, to uprzedzam, że nie jest to lektura łatwa. Ale ważna. Szczególnie dzisiaj, gdy czcimy pamięć walczącej w 1944 roku Warszawy.



piątek, 29 lipca 2022

Dom na Riwierze – Natasha Lester

Druga wojna światowa to przede wszystkim czas okrucieństwa skierowanego wobec ludzi. I niezaprzeczalnie jest to najstraszniejsza odsłona konfliktu, który trawił świat w latach 1939-1945. Jednakże Niemcy nazistowskie są też autorami zorganizowanej grabieży dóbr kultury w skali dotychczas niespotykanej. Rabowano nie tylko muzea, ale i kolekcje znajdujące się w prywatnych rękach rodzin żydowskich. Dzieła uznane za niewartościowe lub sprzeczne z ideologią nazistowską – niszczono. Wiele z nich trafić miało w ręce dygnitarzy niemieckiego reżimu.


W tym kontekście historycznym i tematycznym poznajemy losy dwóch kobiet – żyjącej w okupowanym Paryżu Eliane Dufort i współcześnie – amerykanki Remy Lang. Chociaż dzieli je czas i miejsce, ich życiorysy są ze sobą powiązane. Remy, wychowana w rodzinie adopcyjnej, otrzymuje jako dar po nieznanych biologicznych rodzicach, dom na francuskiej Riwierze. Tragedia osobista powoduje, że postanawia do niego wyjechać. Podążając tropem obrazu, który zawsze był w jej pokoju, odkryje prawdę o swoim pochodzeniu. W jej życiu niespodziewanie pojawi się także ktoś, kto pozwoli jej uwierzyć, że jest kimś więcej, niż tylko pogrążoną w smutku kobietą.

Eliane marząc o związaniu swojej przyszłości ze sztuką, pracuje w Muzeum Luwr. Jest świadkiem ewakuacji bezcennych zbiorów, w tym obrazu Mona Lisy i rzeźby Nike z Samotraki, które za sprawą ówczesnego dyrektora Jacquesa Jaujarda, miały szansę przetrwać wojenną zawieruchę. Wątek ten jest bardzo pasjonujący i odtworzony przez autorkę wiarygodnie na podstawie źródeł historycznych. Wyjęte z ram obrazy katalogowano w zakodowany sposób i ukrywano z nadzieją, że w przyszłości powrócą. Działano w myśl przekonania, że: „Cywilizacja to coś więcej niż masa ludzi; to także poruszające serca piękne rzeczy, które powstały dzięki pracy umysłów i rąk.”

W książce wybrzmiewa przesłanie, że pielęgnowanie w sobie w najtrudniejszym czasie nadziei, jest czymś bezcennym i czymś, co może nadać sens naszej przyszłości.

Dziękuję Wydawnictwo Słowne za zaproszenie do lektury powieści.


Zapisane cytaty:

„Sztuka przypomina nam, że istnieje świat lepszy od tego, w którym żyjemy.”

„Sztuka jest wszystkim, co mamy, kiedy zawodzą słowa, kiedy zawodzi ludzkość i kiedy my sami zawodzimy siebie nawzajem.”

„Żal to bardzo uciążliwa rzecz […]. Nie polecam tego jako strategii życiowej.”

wtorek, 26 lipca 2022

Gdy ją odnajdą – Lia Middleton

„Czasem krzywdzimy ludzi niechcący.”

Thriller psychologiczny, który trzyma w napięciu. Spirala niepewności nakręca się równomiernie aż do zaskakującego finału. Niby od początku wiemy co się wydarzyło w rodzinnym domu Naomi, na nieczynnej farmie, ale… czy na pewno?


Studium psychologiczne młodej matki, która traci swoje dziecko. Zarówno z bieżącej narracji, jak i retrospekcji, dowiadujemy się, że szczęśliwe do pewnego momentu małżeństwo Naomi i Aidena, rozpadło się. Opieka nad czteroletnią Freyą została powierzona mężczyźnie. Przebyte załamanie nerwowe, lęki i bezsenność, powodują, że Naomi nie jest pewna, co do swojego zachowania. Tak naprawdę sama nie wie, co się wydarzyło w noc zaginięcia jej ukochanej córeczki, gdy mąż zgodził się, aby po dłuższej przerwie Freya u niej zanocowała. Rozpacz i niepewność powodują, że ucieka się do kłamstwa. A później kolejnego… i kolejnego. Czy, gdy wreszcie zdecyduje się wyznać prawdę, zostanie wysłuchana? Zrozumiana?

Książka porusza problematykę emocjonalną macierzyństwa tuż po narodzinach dziecka i psychologicznego ryzyka związanego z realizowaniem scenariusza „idealnej matki”. Tego od młodej mamy oczekuje zwykle jej najbliższe otoczenie, jak i ona sama. Tymczasem stres związany z nową rolą życiową może stać się czynnikiem wywołującym depresję. Na zachowanie i decyzje Naomi dodatkowo ma wpływ trauma spowodowana nagłą śmiercią jej ojca. Niby w pierwszych miesiącach po narodzinach dziecka otoczona była troską męża, uwagą oddanych przyjaciółek, ale tak naprawdę była osamotniona w swoich niepokojach. Tonęła w obsesji i paraliżującym strachu o bezpieczeństwo córki, z jednoczesnym poczuciem, że nie jest wystarczająco dobrą mamą. Nie uświadamiała sobie, że aby zadbać dobrze o swoje dziecko, musi w pierwszej kolejności zadbać o samą siebie. Było mi szkoda tej kobiety… Współczułam jej zagubienia, niepewności, obwiniania się, uciekania do kłamstw. Jakież to obciążające…

Prawda o tym co wydarzyło się w domu Naomi była straszna, ale to kłamstwo spotęgowało jej tragizm.