Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świat Książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świat Książki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 stycznia 2024

Na domowym froncie – Kristin Hannah

Od dłuższego czasu mam „problem” z historiami opowiadanymi przez KH. Nie zaprzeczam, że jest mistrzynią w fabułach opiewających rodzinne relacje – jest w tym naprawdę dobra. Mnie jednak niezmiennie przeszkadza tendencja pisarki do lukrowania dialogów i wewnętrznych przeżyć bohaterów. Jest w tym coś z przesłodzonego amerykańskiego kina familijnego. I niestety spora dawka schematów.


Nie mniej postanowiłam dać szansę książce „Na domowym froncie”, bo porusza tematykę, która jest mi bliska. Od lat, ze względów rodzinnych tradycji i zawodowych wyborów, jestem związana ze środowiskiem wojskowym i lotniczym. Byłam zwyczajnie ciekawa historii (fikcyjnej) kobiety pilotującej śmigłowiec Black Hawk, która kierowana służbowym zobowiązaniem, wyrusza na wojnę w Iraku. Rzecz dzieje się w roku 2005, gdy w Ameryce po ataku terrorystycznym 11 września 2001, trwa zaostrzenie polityki wobec Bliskiego Wschodu.

Książka skupia się na przeżyciach amerykańskich żołnierzy (głównie kobiet) doświadczonych w tym konflikcie. Przekaz dotyczący samej operacji wojskowej, czy politycznych niuansów, potraktowany jest marginalne. Co raczej jest zrozumiałe w kontekście literatury obyczajowej – bo tym ta powieść jest.

Nie udało mi się polubić, ani w jakimś stopniu zbliżyć do któregokolwiek z bohaterów. A nastoletnia córka Jo i jej męża Michaela ocieka pretensjonalnością.

Druga część książki, po powrocie głównej bohaterki z Iraku, zdecydowanie ciekawsza. Przyznam, że chwilami wywołała we mnie wzruszenie – czyli dobrze mówię: KH to mistrzyni manipulowania emocjami czytelnika – i nie jest to wbrew temu co sądzę o tej powieści, zarzut :)

Wciąż tęsknię za Hannah, którą odkryłam w „Słowiku” i „Wielkiej samotności”, czy „Zimowym ogrodzie”. Właśnie te powieści uważam za najlepsze w Jej dorobku.

wtorek, 8 listopada 2022

Pozłacane lata – Karin Tanabe

Szalenie lubię powieści inspirowane życiorysami prawdziwych postaci. „Pozłacane lata” to fabularyzowana historia Anity Hemmings, uznawanej za pierwszą ciemnoskórą amerykankę, która ukończyła w 1897 roku prestiżową, żeńską uczelnię Vassar College. Ambitna dziewczyna, składając podanie o przyjęcie do uczelni, nie wyjawiła swojej faktycznej przynależności rasowej.


Jej wygląd powodował, że Anita z powodzeniem uchodziła za białą. Niestety, według ówczesnego ustawodawstwa Stanów Zjednoczonych człowiek, który posiadał domieszkę choćby „jednej kropli krwi” rasy czarnej, nie był uważany za białego. Dlatego Anita, marząca o zdobyciu dobrego wykształcenia, ukrywała swoje prawdziwe pochodzenie.

Temat książki bardzo ciekawy, także ze względu na obraz, odmiennej od współczesnej, pozycji kobiety w amerykańskim społeczeństwie końca XIX wieku. Jej prawa do zdobywania wykształcenia, dążenia do samodzielności i samostanowienia o własnym życiu. 

W moim odczuciu jednak autorka nie wykorzystała w pełni tej inspirującej biografii. Chociaż, jak zapewnia w posłowiu, poświęciła sporo czasu i archiwalnych badań, aby wnikliwie przeanalizować historię Anity. Z perspektywy współczesnej poprawności społeczno-politycznej raziły mnie, obarczone złymi skojarzeniami określenia „murzyn”, „murzyńskie”, które dodatkowo odbierałam jako archaicznie. Rozumiem jednak, że było to niezbędne, aby uwiarygodnić historyczny kontekst kulturowy fabuły.

Dość dobrze oddane jest rozdarcie bohaterki pomiędzy jej szacunkiem dla środowiska, z którego się wywodziła, a tym, które zapewnić mogło jej wykształcenie i perspektywy na rozwój osobisty. Podczas lektury towarzyszyła mi myśl: jak dobrze, że minęły już czasy, gdy kobieta w poszukiwaniu lepszej przyszłości dla siebie, musi udawać kogoś, kim nie jest. Ale po głębszej analizie sama sobie odpowiedziałam: CZY NA PEWNO???

Warto po lekturze książki wyszukać w Internecie informacji o Anicie Hemmings.

poniedziałek, 13 czerwca 2022

Miłość w czasie zagłady. Historia z Krakowskiego getta – Dominik W. Rettinger

Rok 1942, sam środek drugiej wojny światowej w Krakowie. On – niemiecki urzędnik jednej z formacji powołanej do szerzenia terroru. Ona – piękna, żydowska wdowa z dwójką malutkich dzieci, w samym sercu piekła – krakowskim getcie, w którym rozpoczyna się akcja likwidacyjna. Oswald i Rebeka – dwoje ludzi, należących do dwóch wrogich światów. Oswald – człowiek, który przeprowadził Rebekę przez piekło.


Może się Wam wydać, że brzmi jak kolejne romansidło dla efektu wpisane w wojenną scenografię, no bo to taka książkowo medialna tematyka. Nic bardziej błędnego. Fabuła książki przywołuje pamięć prawdziwych postaci, o których nie wolno zapominać. To ludzie, którzy poświęcali życie, aby chronić Żydów przed doprowadzeniem ich na Plac Zgody*. Cóż za przewrotna nazwa dla miejsca, z którego rozpoczynała się ich podróż, w której ostatnią stacją była: Śmierć.

Oswald Bouska był zastępcą komendanta Schutzpolizei. Za swoje czyny na rzecz ratowania Żydów został w 1964 roku uhonorowany medalem Sprawiedliwego Wśród Narodów Świata. Nie są znane prawdziwe personalia książkowej Rebeki, ale istniała na pewno, to między innymi z powodu udzielonej jej pomocy, Oswald został skazany przez sąd Rzeszy na śmierć.

Powieść bardzo trudna w odbiorze emocjonalnym. Przejmujące są drastyczne obrazy bestialskiego zabijania niewinnych ludzi na ulicach getta. Autorowi udało się sugestywnie oddać uczucia, jakie stawały się udziałem osób ustawicznie narażonych na śmierć podczas okupacji. Uwikłanych w czas odmierzany nienawiścią.

To książka, która uczy doceniania zwykłego, codziennego (s)pokoju. Uświadamia jak potwornie ciężkie musi być trwanie każdego dnia w niekończącym się strachu o życie swoje i swoich bliskich, a może zwłaszcza ich...

Rebeka zadawała sobie pytanie, czy po koszmarze wojny ludzie staną się lepsi? Rebeko, jak trudno byłoby mi teraz odpowiedzieć Ci na to pytanie…


Dziękuję Wydawnictwu Świat Książki
za zaproszenie do lektury powieści.


* Plac Zgody w Krakowie w 1948 r. nazwano Placem Bohaterów Getta.



Zapisane cytaty:

„Dzieci przestawały być dziećmi w świecie wypełnionym okrucieństwem.”

„Nikt nie wie, ile jest w stanie znieść.”

 


poniedziałek, 19 lipca 2021

Jabłoń – Christian Berkel

Rzadko zdarza mi się kupić książkę pod wpływem zauroczenia okładką – naprawdę! Ta mnie zwyczajnie przyciągnęła. A kiedy doczytałam, że „Jabłoń” oparta jest na życiorysach autentycznych postaci – wiedziałam, że muszę ją przeczytać.


Autorem jest Christian Berkel – niemiecki aktor, którego polski widz może znać z takich filmów jak „Bękarty wojny”, czy „Walkiria”. „Jabłoń” to opowieść o losach jego przodków: rodziców (Sali Nohl i Otto Berkela), a także dziadków ze strony matki (Izy Prussak i Johannesa Nohl), które kształtowała historia Niemiec i Europy pierwszej połowy XX wieku. Nadawały im ton przede wszystkim antysemityzm, rasizm, „wszystkie odcienie czerni, skrywane pod czarną swastyką”…

Matka Sali była Żydówką wywodzącą się z Łodzi. Sala absolutnie nie akceptowała tego narzuconego dziedzictwa narodowościowego – wiara i kultura judaistyczna były jej obce. Czuła się Niemką. Wolną kobietą wychowywaną w rodzinie bardzo liberalnej pod względem moralności.

Otto – ojciec aktora – pochodził z niemieckich nizin społecznych. W dzieciństwie doświadczał przemocy, zwykłej ludzkiej niegodziwości. Tak naprawdę spotkanie Sali i Otto było dziełem przypadku, owocem trudnej i burzliwej młodości chłopaka. Ich życiorysy to pasmo skrajnych zdarzeń, naprzemiennych spotkań ze złem i dobrem w okrutnych czasach.

Berkel szukając własnej tożsamości dociera do swoich korzeni, podążając śladami dziadków i rodziców, których w każdej sytuacji cechowała wysoka niezależność i wola przetrwania.

Historia rodziców Christiana Berkela urzekła mnie, choć przyznam, że sama książka ma pewne niekonsekwencje narracyjne. Autor operuje kilkoma planami czasowymi, a sam zabieg retrospekcji zastosowany jest dynamicznie i nie zawsze jednoznacznie zaznaczony. Wspomnienia wojenne Sali i współczesne rozważania samego Christiana momentami prowadzone są równocześnie, wnosząc lekki chaos w ciągłość opowieści.

„Jabłoń” ma duże walory poznawcze. Nowością były dla mnie fakty związane z utopijną kolonią artystów, intelektualistów i osób poszukujących „alternatywnego” życia, która istniała na początku XX wieku na wzgórzu Monte Verita w Asconie, gdzie wczesną młodość spędzili rodzice Sali.

To książka pełna nietuzinkowych osobowości i niebanalnych życiorysów.


Zapisane cytaty:

"Człowiek dłużej się pnie w górę, niż spada w dół." 

"Najpierw umiera człowiek, potem pamięć o nim.
Odpowiedzialność za tę drugą śmierć spoczywa na potomnych."