Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grabowska Ałbena. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grabowska Ałbena. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 listopada 2024

Uczniowie Hippokratesa – Ałbena Grabowska

Doktor Bogumił, t.1
Doktor Anna, t.2
Doktor Zosia t.3


Nadrabiam zaległości w prezentowaniu książek, które przeczytałam/przesłuchałam w tym roku. Cykl „Uczniowie Hippokratesa” miałam na słuchawkach w… lutym! Tak dużo się zaraz potem w moim życiu prywatnym i zawodowym zadziało, że zwyczajnie zabrakło czasu na pisanie.

A z całego serca polecam ten cykl fanom powieści, gdzie wydarzenia i losy postaci fikcyjnych przeplatają się z prawdziwymi. Motywem przewodnim całości jest medycyna – jej historia, postęp, naukowcy, których badania zmieniały standardy i procedury, wybitni lekarze, przełomowe odkrycia. Wszystko to, co spowodowało, że dzisiaj zdecydowana większość chorób – zwłaszcza z naszej obecnej perspektywy, banalnych – jest zwyczajnie uleczalna i niegroźna.

Dla mnie najlepszą częścią była ta ostatnia, „Doktor Zosia”, ale zdecydowanie polecam wszystkie tomy, które można czytać też niezależnie. Czuć, że Autorka napisała je z pasją. Pasją do medycyny, wszak sama jest lekarzem.

poniedziałek, 9 października 2023

Najważniejsze to przeżyć – Ałbena Grabowska

Zdawałoby się, że koniec wojny da ludziom poczucie bezpieczeństwa i upragnioną stabilizację. Warszawa mozolnie zaczyna dźwigać się z gruzowiska, nikt nikogo nie zabija…, a jednak tak trudny jest powrót do normalności, jaką się znało przed wojną. Bo inna jest Polska i inni w niej ludzie.


Mało kto wierzy, że spopielona Warszawa stanie się kiedyś ponownie miastem, a jednak ludzie do niej wracają.

Opowieść rozpisana jest na cztery głosy rodziny Pataczków: matki, przedwojennej nauczycielki, teraz trudniącej się spisywaniem przeżyć mieszkańców stolicy dla redakcji „Kuriera Porannego”, ojca – lekarza, który w szpitalu jest najbliżej historii pacjentów straumatyzowanych, bądź okaleczonych wojenną pożogą, oraz ich córek: młodszej, energicznej, zaradnej Mirki i starszej Tereski, która przy odgruzowywaniu Politechniki, szuka drogi powrotu do przedwojennego narzeczonego.

Autorka mistrzowsko poprowadziła różne narracje. Bardzo polecam wysłuchanie chociaż fragmentu książki w postaci audiobooka, ponieważ każdą postać czyta inny lektor i moim zdaniem idealnie oddaje charakter każdej z nich. Ciekawostką jest to, że jedną z lektorek jest sama autorka pani Ałbena Grabowska. Spisała się w tej roli doskonale!

Przeżyć wojnę! – niby tak dużo, niby „najważniejsze”, ale okazuje się, że to nie wszystko. Bohaterowie muszą poradzić sobie z żywą pamięcią o złu, z brakiem bliskich i przyjaciół, którzy stracili życie, albo których wojenne doświadczenia zmieniły nieodwracalnie. Szukać miejsca w zupełnie innej rzeczywistości. Rodzą się nowe miłości, budzą nadzieje na zmiany.

Powieść ma bardzo ciekawą kompozycję i jest bogata w wątki. Realistycznie oddaje problemy tonącego w rumowisku miasta. Mamy obrazy, które tak dobrze znane są chociażby z kronik filmowych: poszukiwanie zaginionych, odkopywanie na ulicach prowizorycznych grobów, „dzikich” lokatorów za wszelką cenę poszukujących w uszkodzonych kamienicach kąta dla siebie.

Zakończenie chwyta za serce.

Szczerze polecam.

Dziękuję Dom Wydawniczy REBIS za egzemplarz książki.

czwartek, 8 kwietnia 2021

Lady M. – Ałbena Grabowska

Po książkę sięgnęłam, bo daję duży kredyt zaufania twórczości pani Ałbeny Grabowskiej. Kilka lat temu spodobała się mi Jej saga o rodzinie Winnych (czytałam jeszcze zanim pojawiła się informacja, że „Stulecie Winnych” będzie zekranizowane), a zachwyciły losy bohaterek powieści „Matki i córki”. Poza tym wszystkim, autorka wydaje się być osobą bardzo ciepłą, sympatyczną i podziwiam, że łączy wymagającą pracę zawodową (jest lekarzem neurologiem) z pisarstwem. 



Niestety w przypadku „Lady M.” mam kłopot. Nie chciałabym napisać, że książka jest… słaba, bo od wiedzy i warsztatu krytyka literackiego dzieli mnie przestrzeń kosmiczna, ale… porywająca nie jest. A szkoda, bo tematyka – zdrada, pragnienie uznania, władzy i sukcesu – pomimo tego, że stara jak świat, to jednak wciąż jest w literaturze eksploatowana, często z powodzeniem. Nie w tym przypadku. Coś poszło nie tak. 

Szekspirowska Lady Makbet to symbol kobiety żądnej władzy i zaszczytów, nieznającej skrupułów i niecofającej się przed największym złem. Ile z tej demonicznej postaci jest w Małgorzacie stworzonej przez pióro Pani Ałbeny Grabowskiej? Bo tytuł powieści jednoznacznie nawiązuje do napisanej około roku 1606 tragedii Wiliama Szekspira „Makbet”. 

Małgorzata to kobieta dążąca do doskonałości, perfekcjonistka, wymagająca wiele od siebie, ale też i od innych. Szczególnie od męża, na którym wywiera presję odnośnie jego kariery naukowej i awansu zawodowego. Nie jest to jednak budująca motywacja, wspieranie poprzez towarzyszenie w rozwoju osobistym, tylko właściwie… wymuszanie, stawianie celów do bezwarunkowego realizowania. Kiedy w usystematyzowaną codzienność dwojga bohaterów wkradają się namiętności ulokowane poza ich związkiem, a na horyzoncie pojawiają się nowe możliwości zawodowe Krzysztofa, coś zaczyna pękać. Atmosfera w książce jest ciężka, duszna, spięta, by finalnie eksplodować dramatycznymi wydarzeniami. 

Nie czuję się kompetentna, aby oceniać warsztat pisarski twórcy, ale jako czytelnik-odbiorca mogę napisać, że miejscami powieść czytało się mi… niewygodnie, tak jakby pewne elementy fabuły były niespójne, kanciaste. Z bohaterów dość wyraziście, choć z drugiej strony stereotypowo, zarysowana jest postać Małgorzaty – tytułowej Lady M. oraz jej męża Krzysztofa. Zupełnie niedopracowana wydaje się mi konstrukcja relacji małżonków z synami. Noszą bardziej znamiona zarysu, niż dobrze zbudowanych i pełnych. Totalnie nijaka postać nowego dyrektora szkoły, w której jako nauczycielka nauczania początkowego pracuje Małgorzata. 

Wielu czytelników wspomina, że zakończenie książki wbija w fotel i jest zaskakujące. W mojej opinii zakończenie jest niesmaczne i definitywnie nurza „Lady M.” w kiczu… czyniąc przeciętnym czytadłem. Być może pominięcie dwóch ostatnich akapitów powieści, w jakimś stopniu by ją obroniło. 

Ze spraw czysto technicznych, zupełnie nieistotnych dla merytorycznej opinii o lekturze – irytowała mnie czcionka użyta do wydruku tekstu (zbyt drobna i jakby za szeroka) oraz niewielkie potknięcia redakcyjne, jak np. wyrazy ze znakiem przeniesienia w środku wersu. Zauroczyła natomiast okładka, ale tutaj do głosu dochodzą moje subiektywne upodobania estetyczne – lubię okładki graficzne, a nie przepadam za modnymi i często teraz stosowanymi fotograficznymi. Taka tam fanaberia ;) 

Aż mi smutno, że dzielę się takimi niefajnymi przemyśleniami. Mimo wszystko na pewno będę sięgała po powieści pani Ałbeny Grabowskiej, wszak nawet najwięksi pisarze mają w swoim dorobku niezbyt udane pozycje :) Na pewno z czystym sumieniem mogę polecić wspomniane na początku tego wpisu „Matki i córki”. 


Zapisane cytaty:

„Na tym polega związek. Ludzie się wspierają i pomagają sobie. Nie wymagają jedno od drugiego, nie stawiają sobie warunków, nie walczą i nie negocjują.”

„… specyficzne zlepki słów niosące jakiś przekaz, zwane wierszami…”