Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Literackie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Literackie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 listopada 2025

Stowarzyszenie miłośników zagadek – Samuel Burr

„Idąc razem, dojdzie się dalej.”

Ciepła, kojąca opowieść o potrzebie przynależności, akceptacji i o sile wspólnoty. To także historia o tym, jak pasja, w tym przypadku zamiłowanie do zagadek, szyfrów i łamigłówek, potrafi łączyć ludzi, tworząc między nimi więzi silniejsze niż niejedna rodzina.


Członkowie tytułowego stowarzyszenia nie tylko układają krzyżówki, rebusy, quizy, budują labirynty. Dla nich to coś więcej niż hobby, to sposób na życie, język, którym komunikują się ze światem i ze sobą nawzajem. Ta wyjątkowa grupa mistrzów zagadek i kodów wspiera się każdego dnia, tworząc małą, bardzo nieoczywistą rodzinę.

Największą tajemnicą pozostaje jednak najmłodszy członek stowarzyszenia – Clay, podrzucony jako niemowlę na schodach posiadłości. Jego pojawienie się rozbudziło w dorosłych przede wszystkim troskę i odpowiedzialność. Ta improwizowana rodzina wzięła go pod swoje skrzydła, otaczając miłością i ucząc świata przez pryzmat łamigłówek.

Przed śmiercią założycielka stowarzyszenia, Pippa Allsbrook, pozostawiła Clayowi serię misternie zaplanowanych zagadek. Wyruszając ich śladem, chłopak krok po kroku zbliża się do odkrycia prawdy o swoim pochodzeniu.

Poruszająca, pełna uroku książka o rodzinie, którą można stworzyć z zupełnie obcych sobie ludzi – jeśli połączy ich pasja, czy wspólne wartości.

Idealna dla tych, którzy lubią ciepłe, mądre historie z odrobiną tajemnicy. Polecam.

środa, 26 listopada 2025

Jakub Jarno – Kontury

Po fascynującym debiucie (?) Jakuba Jarno (?), czyli „Światłoczułości”, spodziewałam się kolejnej, dobrze poprowadzonej i angażującej fabuły. Tymczasem w przypadku „Konturów” mam problem nawet z jednoznacznym określeniem, o czym właściwie jest ta książka. Niby dotyka tematu samotności, odrzucenia, powojennej traumy, losów dzieci porzuconych i sierot wojennych, ale zabrakło mi tu wiarygodności i autentyczności, które pozwoliłyby rzeczywiście wejść w ten świat. Historia nie wywołała we mnie żadnych emocji, nie zostawiła śladu.


Niestety, z żadną z postaci, w tym z główną bohaterką, nie byłam w stanie nawiązać bliższej, duchowej relacji. Właściwie nie potrafię powiedzieć, kim ona tak naprawdę jest i z jakiego powodu dzieli się swoją historią. Podobnie niejasna pozostaje dla mnie rola dziennikarki przeprowadzającej z Wandą Jeżewską wywiad, jej obecność w narracji wydaje się bardziej zabiegiem technicznym niż czymś, co wnosi dodatkowy sens.

Tytuł okazuje się niestety zbyt trafny: Kontury: kontury fabuły, kontury relacji, kontury emocji. Obrys jest, ale wnętrze pozostaje puste, pozbawione treści, której tak bardzo oczekiwałam.

Szkoda. Mimo wszystko czekam na kolejną powieść autora, bo „Światłoczułość” była wspaniała i wiem, że Jakub Jarno potrafi opowiadać w sposób wyjątkowy. Liczę, że kolejna książka znów to udowodni.



Cytaty:

"Niczego nie można być pewnym, gdy się o pamięć ludzką rozchodzi."
"Zdarzenia są konturami, a pamięć tym, co je wypełnia."
"Śmierć każdemu jest dana, starość wybranym."

poniedziałek, 13 stycznia 2025

Światłoczułość – Jakub Jarno

Dla mnie książka zachwyt. Książka, która czyta ciebie, a nie ty ją.

Audiobook majstersztyk. Idealna interpretacja lektorów: pani Karoliny Gruszki, pana Krzysztofa Gosztyły (pokłony!) i pana Antoniego Pawlickiego.


Fabuła niczym literatura drogi… drogi przez czas. Miejscami zachwyca pięknem, miejscami przygniata okrucieństwem. Fragmenty wojennych zbrodni naprawdę tylko dla wytrawnych, silnych czytelników.

Wiem, że po publikacji „Światłoczułości” przez media przepłynęła fala spekulacji na temat jej autentyczności jako debiutu. Z jednej strony rozważano to w kontekście jej dojrzałości warsztatowej, a z drugiej: szeroko zakrojonej promocji (odważnie bogatej, jak na debiut). Blogosfera grzmiała: to dzieło doświadczonego pisarza skrytego pod pseudonimem. Wielokrotnie podczas lektury i ja miałam takie wrażenie. Cała konstrukcja (książka w książce, elementy epistolarne), a nade wszystko wtrącenia snute niejako na marginesie głównego wątku. Te, dotyczące znaczenia literatury w życiu człowieka. Znaczenia książki, jako źródła poznania… „Nic tak nie uczy nas drugiego człowieka, jak książki. Jak bez nich siebie opowiadać drugiej osobie? Jak się sobie opowiedzieć?” Ja takich rozważań w literaturze wypatruję i chłonę je.

Co nas kształtuje? Jak poznać samego siebie?

Rozumiem, że książka może wzbudzić skrajne emocje. Ja dołączam do grona zachwyconych. I nie ma dla mnie absolutnie znaczenia, czy pan Jakub Jarno żyje sobie w ciszy na wsi z dala od medialnej wrzawy, czy też może jest znanym pisarzem, „produkującym” poczytne kryminały.

Cieszę się, że „Światłoczułość” powstała.

I tak, już nigdy nie nazwę zapałek inaczej, jak „zapałczany”… Kto czytał, ten wie :)

Do takich książek zawsze wracam. Do tej też powrócę za jakiś czas.


Cytaty:

„Są bowiem takie losy, które raz splecione, na zawsze pozostają nierozłączne.”
„Nikt nie kłamie tak przekonująco, jak ten, kto stara się oszukać samego siebie.”
„Człowiek jest partyturą sprzecznych dźwięków.”

niedziela, 18 sierpnia 2024

Dzisiaj narysujemy śmierć, Jakbyś kamień jadła – Wojciech Tochman

Dwa reportaże pana Wojciecha Tochmana, które absolutnie trzeba przeczytać, chociaż to lektura miejscami drastyczna. I trudna do objęcia rozumem...

Ale trzeba.

Masakra w Srebrenicy (wiodąca tematyka „Jakbyś kamień jadła”) miała miejsce w roku 1995. Serbowie wymordowali wówczas w jeden miesiąc 8 tysięcy bośniackich muzułmanów, mężczyzn i chłopców.


Ludobójstwo w Rwandzie („Dzisiaj narysujemy śmierć”) w 1996 roku – w niespełna sto dni ekstremiści Hutu bestialsko zabili maczetami (!!!) blisko milion osób pochodzących z Tutsi.


Obydwu konfliktom towarzyszyło jeszcze jedno narzędzie wojny: przemoc seksualna wobec kobiet. Wyjątkowo ciężko się czyta o takiej formie agresji, niebywałego okrucieństwa…

Obydwa reportaże dzielą: kraj i narodowość bohaterów, historia, tło polityczno-społeczne opisywanych antagonizmów. Łączy jedno: rozpaczliwa determinacja najbliższych w poszukiwaniach ciał zamordowanych, ich kości choćby, aby je pochować i załagodzić ból.

Reportaże zmuszają do refleksji. W tych strasznych zbrodniach sprzed 30 lat, jak w lustrze odbijają się współczesne wojny toczone na świecie.

Bardzo to przygnębiające…


Cytat:

„Człowieka tworzą więzi. Człowiek karmi się relacją z drugim człowiekiem.”
                                                                          (z reportażu „Dzisiaj narysujemy śmierć”)

poniedziałek, 26 lutego 2024

Całe piękno świata – Dominika Buczak

Piękny Stach i Dorka-myszka ruszają z Podhala do Poręby w Kotlinie Kłodzkiej, aby rozpocząć nowe życie. Tuż po zakończeniu II wojny przybywają tu polscy pionierzy, by zasiedlić opuszczane przez Niemców tereny, które teraz znalazły się w granicach Polski.

Dorka i Stach wybrali dla siebie pięknie zagospodarowane obejście, ale póki co, jeszcze mieszka w nim niemiecka rodzina: Eva i Peter. Młode małżeństwa zmuszone są do układania swojego życia obok siebie, pod jednym dachem. Świadomi tymczasowości takiego układu, pielęgnują w sobie nieufność i wzajemną niechęć. Szczególnie kobiety…


Trudno jest przyznać rację którejkolwiek z par, bo każda ma swoje traumy i swoje prawo do budowania rodzinnego szczęścia. Szala współodczuwania i zrozumienia czytelnika przechyla się to na jednych, to na drugich.

Autorka nie pozostawia złudzeń: wśród zwykłych ludzi wojna nie rodzi zwycięzców. A przegrani też mają prawo do stabilizacji i przyszłości.

Losy wiodących postaci – Dorki i Stacha oraz Evy i Petera – luźno inspirowane są przeżyciami pradziadków Autorki. Uwielbiam taką prawdę w literaturze. Narracja jest podzielona i prowadzona z perspektywy każdego z głównych bohaterów. Wzruszający jest wątek ukazujący więź, która połączy bezdzietną Dorkę z (z sądząc z opisów, najprawdopodobniej) autystyczną córką niemieckiej rodziny.

Książka ma piękną, subtelną okładkę, która idealnie oddaje jej treść – dom podzielony na dwa światy, dwie kobiety niby obok siebie, ale odległe; motyw wyszywanej makatki (pamiętam takie z domu babci) nawiązuje też do hafciarskiej pasji Dorki, która przybliży do niej córkę niemieckich gospodarzy.

Gorąco polecam.

czwartek, 2 lutego 2023

Empuzjon – Olga Tokarczuk

Dobrze, że lubię przed lekturą obejrzeć książkę ze wszystkich stron i przeczytać zamieszczane ewentualne noty od autorów. Gdybym w tym przypadku tego nie uczyniła, to krew by mnie zalała już po kilku pierwszych stronach, ze względu na dialogi ociekające pogardą dla kobiet. Ale przecież nie z naszą noblistką takie numery :) Wypowiadane przez męskie postacie kwestie o wydźwięku mizoginistycznym, to parafraza tekstów znamienitych (NIESTETY!) pisarzy, naukowców, filozofów. Warto zerknąć na te nazwiska, niektóre zaskakują. Ciekawy zabieg demaskacyjny.


Rzecz dzieje się w roku 1913 w sanatoryjnej wiosce Görbersdorf (obecnie Sokołowsko) na Dolnym Śląsku, gdzie z całej Europy przybywają kuracjusze z „chorobami piersiowymi i gardlanymi”. Mieczysław Wojnicz, student ze Lwowa, podejmuje przyrodoleczniczą terapię gruźlicy. Miejsce jawi się dość ezoterycznie. Tu nie tylko zażywa się leczniczych kuracji, ale i wpada w „dziwny stan umysłu”, a pensjonariuszy śledzą osobliwe oczy spozierające z „dziur w ziemi”.

Blisko natury, magicznie i mitologicznie.

Panowie toczą dysputy o świecie im współczesnym, o sztuce, o politycznych doktrynach, o kobietach (pożal się boszsz te ich szowinistyczne wywody, ale o ich źródle wspomniałam wyżej). W swojej dystyngowanej megalomanii mają się za światłych, racjonalnych Europejczyków...

Mroczne siły krążą w powietrzu. Wybrzmiewają echa lokalnych wierzeń ludowych. Pęcznieje tajemnica, którą skrywa Mieczyś… Enigmatycznie gęstnieje atmosfera ostateczności. Bo my przecież wiemy więcej niż mieszkańcy „Pensjonatu dla Panów”. Chociażby o ich faktycznych szansach na wyzdrowienie z gruźlicy przy stanie ówczesnej medycyny, jak i tego co przyniesie rok 1914…

Dobrze mi w światach tworzonych przez Panią Olgę Tokarczuk. Tutaj było powolutku, lirycznie, troszkę sekretnie. Lubię takie niespiesznie snute opowieści, w których można spokojnie się umościć. Poobserwować, posłuchać. Pomyśleć. I delektować przepięknym językiem literackim.


Zapisane cytaty:

„Na tym polega starość. To niezdolność do zmian.”

wtorek, 4 stycznia 2022

Boznańska. Non finito – Angelika Kuźniak

Nastrój młodopolskiej dekadencji strasznie kiedyś mnie kręcił. Zaczytywałam się w biografii Przybyszewskiego i historii jego burzliwego związku z Dagny Juel („Stachu, jego kobiety i jego dzieci” Krystyny Kolińskiej), poznawałam twórczość Boya-Żeleńskiego, Wyspiańskiego, Zapolskiej. Uwielbiam zapomniany (niesłusznie) serial Andrzeja Wajdy „Z biegiem lat, z biegiem dni...” zrealizowany na podstawie utworów pisarzy młodopolskich i międzywojennych. Jest tam świetnie odmalowana atmosfera i obyczajowość fin de siècle. I ten sam „zakurzony” klimat przełomów wieku czułam podczas lektury biografii Olgi Boznańskiej autorstwa Angeliki Kuźniak.


Świetna!

Napisana z szacunkiem dla malarki, ze zrozumieniem dla Jej dziwactw, i w podziwie dla Jej pasji tworzenia, ale bez patosu. Doskonale udokumentowana – trafnie dobrane fragmenty listów, które wnikają w życiorysy adresatów i nadawców.

Boznańska urodziła się w czasach, gdy wykształcenie kobiet uznawane było za zbyteczne. Do Krakowskiej Szkoły Sztuk Pięknych kobiety nie mają wstępu aż do roku 1920! Wyjściem były szkoły prywatne – stąd Boznańska szlifuje swój warsztat w Monachium i później w Paryżu, z którym będzie związana już do końca swojego życia.

Boznańska kojarzona jest z portretami – takimi troszkę przydymionymi, zatopionymi w szarościach. W czasach, gdy tworzyła był to jeden z zarzutów pod adresem Jej malarstwa: rzekomy brak wyczucia koloru. Charakterystyczne zaś magnetyzujące oczy portretowanych postaci – zawsze żywe, mokre, świdrujące widza. Podczas lektury książki wielokrotnie spoglądałam na niezwykłe prace Boznańskiej. Poznawałam Jej malarstwo na nowo.

Boznańska wielokrotnie portretuje samą siebie. Zachowało się też sporo fotografii malarki we wnętrzach Jej pracowni. Zagraconej, zastawionej sztalugami, obrazami. A wśród tego wszystkiego Ona – drobniutka, maleńka, w koczku, z pędzlami w dłoni, albo papieroskiem. W ciemnej, powłóczystej, szerokiej sukni, w nieodłącznym malarskim fartuchu. Czasami z pieskiem. Kochała zwierzęta. Mieszkała razem z kanarkiem Maciusiem i… wolnożyjącymi myszkami.

Gorąco polecam!