Pokazywanie postów oznaczonych etykietą REBIS. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą REBIS. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 października 2023

Najważniejsze to przeżyć – Ałbena Grabowska

Zdawałoby się, że koniec wojny da ludziom poczucie bezpieczeństwa i upragnioną stabilizację. Warszawa mozolnie zaczyna dźwigać się z gruzowiska, nikt nikogo nie zabija…, a jednak tak trudny jest powrót do normalności, jaką się znało przed wojną. Bo inna jest Polska i inni w niej ludzie.


Mało kto wierzy, że spopielona Warszawa stanie się kiedyś ponownie miastem, a jednak ludzie do niej wracają.

Opowieść rozpisana jest na cztery głosy rodziny Pataczków: matki, przedwojennej nauczycielki, teraz trudniącej się spisywaniem przeżyć mieszkańców stolicy dla redakcji „Kuriera Porannego”, ojca – lekarza, który w szpitalu jest najbliżej historii pacjentów straumatyzowanych, bądź okaleczonych wojenną pożogą, oraz ich córek: młodszej, energicznej, zaradnej Mirki i starszej Tereski, która przy odgruzowywaniu Politechniki, szuka drogi powrotu do przedwojennego narzeczonego.

Autorka mistrzowsko poprowadziła różne narracje. Bardzo polecam wysłuchanie chociaż fragmentu książki w postaci audiobooka, ponieważ każdą postać czyta inny lektor i moim zdaniem idealnie oddaje charakter każdej z nich. Ciekawostką jest to, że jedną z lektorek jest sama autorka pani Ałbena Grabowska. Spisała się w tej roli doskonale!

Przeżyć wojnę! – niby tak dużo, niby „najważniejsze”, ale okazuje się, że to nie wszystko. Bohaterowie muszą poradzić sobie z żywą pamięcią o złu, z brakiem bliskich i przyjaciół, którzy stracili życie, albo których wojenne doświadczenia zmieniły nieodwracalnie. Szukać miejsca w zupełnie innej rzeczywistości. Rodzą się nowe miłości, budzą nadzieje na zmiany.

Powieść ma bardzo ciekawą kompozycję i jest bogata w wątki. Realistycznie oddaje problemy tonącego w rumowisku miasta. Mamy obrazy, które tak dobrze znane są chociażby z kronik filmowych: poszukiwanie zaginionych, odkopywanie na ulicach prowizorycznych grobów, „dzikich” lokatorów za wszelką cenę poszukujących w uszkodzonych kamienicach kąta dla siebie.

Zakończenie chwyta za serce.

Szczerze polecam.

Dziękuję Dom Wydawniczy REBIS za egzemplarz książki.

niedziela, 23 lipca 2023

Kwiaty dla Algernona – Daniel Keyes

„Nawet w świecie fikcji muszą istnieć jakieś zasady.”

Algernon to mysz laboratoryjna poddana eksperymentowi medycznemu, w wyniku którego poziom inteligencji zwierzęcia rośnie. Charlie Gordon to niepełnosprawny umysłowo mężczyzna, który jako pierwszy człowiek przechodzi podobną operację. Na polecenie swoich lekarzy prowadzi dziennik, w którym zapisuje swoje przemyślenia – stanowić mają wgląd w postępy eksperymentu. Są obrazem zmian zachodzących w sposobie myślenia bohatera powieści. 


Początkowo lektura jest wymagająca ze względu na celowo zastosowany zabieg – błędna pisownia. Ale do bólu błędna – nieprawidłowa ortografia, składnia, gramatyka: „Dźeńk 1 – 3 mażec”, „Doktur Sztros mówi ja mam pisać co myśle i pamientam i fszystko co się mi dziać od dziś”. Ów leksykalny zabieg jest celowy – w miarę zachodzących zmian w poziomie inteligencji Charliego, zmienia się nie tylko forma zapisu jego przemyśleń, ale też poszerza jego wiedza w każdej dziedzinie nauki. Niestety, wraz z rosnącym potencjałem intelektualnym, opuszcza go prostolinijność, ufność, pokora wobec niegodziwości innych. Charlie odkrywa, że ludzie wcale nie są tak przyjaźni, jak wówczas, gdy mógł być obiektem ich kpinek i pobłażliwego traktowania.

Przejmująca historia. O odtrąceniu osób z różnych powodów „innych”. O potrzebie miłości, bliskości, przynależności. Chwytają za serce wspomnienia Charliego dotyczące jego rodziny, porusza jego tęsknota za domem…

Powieść pierwotnie powstała jako opowiadanie i ukazała się w roku 1957 (!) w amerykańskim czasopiśmie publikującym literaturę science fiction i fantasy. Pozytywny odbiór czytelników spowodował, że autor rozbudował je do rozmiarów powieści. To zadziwiające, że od premiery tekstu minęło ponad 60 lat, a jest wciąż tak bardzo aktualny. Niby zaszły zmiany w postrzeganiu osób niepełnosprawnych (w tym intelektualnie), jednakże społeczne tabu i stereotypy wciąż funkcjonują.

Bardzo polecam tę lekturę każdemu. Forma pamiętnika potęguje uczucie empatii wobec głównego bohatera. Chwilami serce pęka…






wtorek, 9 maja 2023

Mówcie mi Kasandra – Marcial Gala

Za sprawą wprowadzenia postaci z mitologii greckiej blisko tej książce do realizmu magicznego. Jest jednocześnie baśniowa i chropowato brutalna. Jest jak Kuba, którą znam ze zdjęć i filmów reportażowych – mariaż soczystych karaibskich pejzaży i szorstkość obskurnych, zaniedbanych ulic.


Bohaterem jest Raul – kubański nastolatek uwikłany w polityczne rozgrywki Kuby, opętanej przez dziesięciolecia ideą rewolucji i prowadzenia walki dla samej walki. Jeden z wielu tyranów współczesnego świata, Fidel Castro umyślił sobie tak zwany „eksport rewolucji”, którego celem było „uszczęśliwienie” innych narodów socjalizmem w wydaniu marksistowsko-leninowskim. W drugiej połowie lat 70-ych wysłał kubańskie wojska do odległego, afrykańskiego państwa – Angoli. Tam trafił dziewiętnastoletni Raul. Tam, oprócz piekła wojny, doświadczył bestialskiej przemocy, u podstaw której leżała jego delikatna, kobieca powierzchowność i nieokreślona tożsamość płciowa. Identyfikacja z mitologiczną Kasandrą – trojańską królewną, wieszczką, w której przepowiednie nikt nie wierzył – była ucieczką Raula od świata zła i niezrozumienia.

Historię poznajemy za sprawą narracji głównego bohatera, który swobodnie meandruje pomiędzy poszczególnymi latami swojego życia. Tym sposobem mamy wgląd w jego dzieciństwo, czas dorastania. A także pełny obraz rodziny, która w żadnym aspekcie nie była dla niego wsparciem.

Przejmujące są losy tego chłopca, a może dziewczyny zamkniętej w męskim ciele? Sparaliżowanego własną wrażliwością, biernego wobec wyrządzanej mu krzywdy.

Ze względu na podejmowane tematy – przemoc seksualna, brutalizacja relacji międzyludzkich – nie jest to książka lekka. Ale paradoksalnie czaruje językiem, odniesieniami do kultury antycznej oraz do literatury. Ów wątek mityczny w pewnym stopniu równoważy zło, którym nasiąknięte jest życie Raula.

Duży plus za posłowie do wydania polskiego, autorstwa tłumacza powieści – Wojciecha Charchalisa – przybliżył w nim tło historyczne, realia polityki, ale także kubańską mentalność.

Książka gorzka, duszna, trudna emocjonalnie, ale warto wsłuchać się w głos chłopca doświadczającego zła ze strony świata dorosłych... Językowo – piękna literatura. Tutaj ukłony dla tłumacza.


za zaproszenie do lektury powieści.



niedziela, 19 lutego 2023

Ty pieronie! Biografia Franciszka Pieczki – Magda Jaros

Jedni kochają go za Gustlika z „Czterech pancernych i psa”, inni za Stacha Japycza z „Rancza”. Zapamiętany z „Austerii”, „Rękopisu znalezionego w Saragossie”, z „Żywotu Mateusza”. Cudowny Jańcio Wodnik, czy niejednoznaczny moralnie, ale wzbudzający sympatię Kiemlicz w „Potopie”. Charyzmatyczny w rolach świętych i wiarygodny jako dziad, starzec-mędrzec. Z niepowtarzalnym tembrem głosu i wyróżniającą się posturą – wielki chłop, w którego postawie dostrzegało się cichość i pokorę. Skromność. Te cechy aktora przewijają się w wielu wypowiedziach osób, które podzieliły się swoimi wspomnieniami na potrzeby biografii „Ty pieronie”.


W powszechnej świadomości widzów, Pieczka przechodzi do historii kina jako charakterystyczny aktor filmowy i serialowy. Tymczasem zagrał genialne role teatralne, niestety zapisane tylko w pamięci i wspomnieniach. Zawodowo miał styczność z największymi – Grotowskim, Zelwerowiczem, Swinarskim, Hübnerem. Ci, którzy pasjonują się teatrem, wiedzą, że to nazwiska ikony!

Magda Jaros opowiada o Pieczce poprzez rozmowy z aktorami, reżyserami, ludźmi sceny i planu filmowego, którzy pracowali z Nim w różnych okresach Jego długiego życia. Piękne, wzruszające, czasami wesołe opowieści. Wiecie np., że dwunastoletni Jan Jakub Kolski, po raz pierwszy spotkał się z aktorem jako… dwunastolatek? Na planie serialu „Czterej pancerni i pies”, gdzie jego ojciec był montażystą. To wówczas zadeklarował, że kiedyś zostanie reżyserem i obsadzi pana Franka w swoim filmie :) Wiele lat później współpracowali przy kilkunastu.

Z przyjemnością czytałam tę książkę. Czułam dobro i ciepło tego pięknego Człowieka, emanującego siłą spokoju i życiową mądrością.

Może nie jest to typowa biografia, bo życie prywatne aktora potraktowane jest marginalnie, opowiedziane mimochodem. Pieczkę poznajemy poprzez analizę Jego filmowych kreacji i wspomnienia ludzi, którzy z nim pracowali.

Dziękuję za wszystkie filmowe wzruszenia, Panie Franciszku…

wtorek, 8 lutego 2022

Morderstwa w Suffolk – Anthony Horowitz

Książka w książce, a w niej jeszcze opowiadanie! Uczta dla wielbicieli kryminałów klasycznych, w stylu Agathy Christie, gdzie główną linię fabuły wyznaczają: zwięzłość, mistrzowsko poprowadzona intryga i znakomity suspens. A wszystko za sprawą wspomnianej „książki w książce”, czyli „Atticus Pünd przejmuje sprawę” Alana Conwaya. Książki, która technicznie wyodrębniona jest z całego wydawnictwa poprzez oddzielną okładkę, kartę tytułową, stopkę redakcyjną, a nawet własną numerację stron!


Główna powieść rozwija się stopniowo, niespiesznym rytmem i przyznam, że nie spodziewałam się, że w pewnym momencie czytania, wykrzyknę: „To jest genialne!”

Była redaktorka Susan Ryeland zostaje poproszona przez starsze, angielskie małżeństwo o pomoc w rozwikłaniu tajemnicy zaginięcia ich dorosłej córki. Kilka lat wcześniej w dniu ślubu Cecily, na terenie prowadzonego przez nich hotelu Branlow Hall, zostało popełnione morderstwo. Małżonkowie utrzymują, że ich córka zniknęła tuż po przeczytaniu książki kryminalnej redagowanej przed laty przez Susan, i rzekomo inspirowanej wydarzeniami, jakie swego czasu zaszły w hotelu. Tą książką jest właśnie „Atticus Pünd przejmuje sprawę”.


Kluczem do rozpracowania całości jest wnikliwe śledzenie zależności zachodzących między światami hotelu Branlow Hall w Suffolk (główne miejsce wydarzeń „Morderstw…”) i Tawleigh-on-the-Water w Devon (miejsce akcji „Atticus…”). Brzmi skomplikowanie, ale zapewniam, że Horowitz nie pozostawia czytelnika osamotnionego na tej drodze. Sprawnie podążamy pomiędzy wzajemnymi relacjami postaci obydwu powieści. Więcej: tak naprawdę te dwie historie można czytać zupełnie niezależnie! Z kolei połączone, tworzą dopracowaną, doskonale uzupełniającą się całość.

Książka kipi literackimi Easter eggs, czyli ukrytymi przekazami, uwielbiam takie smaczki w literaturze – np. panna Cain, asystentka Atticusa, czyta powieść „Córeczka” autorstwa niejakiej Mary Westmacott. Pod tym pseudonimem wydawała powieści o charakterze obyczajowym królowa kryminałów Agata Christie, pisarka, która Horowitza fascynuje – inaczej być nie może!

Polecam fanom powieści detektywistycznych, gdzie najważniejsze są dedukcja, analiza i wnioskowanie. Przyjemność i dreszczyk emocji towarzyszące rozwiązywaniu zagadek gwarantowane.

Dziękuję Domowi Wydawniczemu REBIS
za zaproszenie do przedpremierowej lektury powieści.


Zapisane cytaty:

„Jestem już w tym wieku, że rozglądam się po domu, po ogrodzie i myślę sobie… i to wszystko?”

„Czy wszyscy pisarze tacy są? Kradną rzeczy ze świata wokół?”

„[…] aby być pisarzem, chyba trzeba odczuwać w życiu jakiś brak. I właśnie tę pustkę wypełnia się słowami.”

„Nie da się rozwiązać zagadek kryminalnych, jeśli nie rozumie się ich genezy.”

„Ludzie, którzy tak duży nacisk kładą naprawdę, w praktyce często jej unikają.”

„[…] największe zło rodzi się wtedy, gdy ludzie… bez względu na ich cele czy motywacje… są głęboko przekonani o tym, że mają słuszność.”


„[…] bez względu na to, jak źle się sprawy mają dziś, jutro będzie lepiej.”



czwartek, 6 maja 2021

Miasto duchów – Ben Creed

Październik i listopad 1951 roku. Stalingrad. Miasto ledwie osiem lat wcześniej uwolnione z blisko dwuipółletniego, wyniszczającego niemieckiego oblężenia (wrzesień 1941 – styczeń 1944), w którym życie straciło, według szacunkowych danych, co najmniej milion mieszkańców. Miasto duchów – mieszkańców głodzonych w czasie blokady, w morderczym mrozie dwóch zim, wegetujących pod codziennym deszczem niemieckich bomb, w nieustannym widmie śmierci. Ci, którzy przetrwali, pozostali przy życiu duchowo okaleczeni w zetknięciu z dojmującym złem, którego doświadczali w najgorszych odsłonach, przez blisko 900 dni blokady. Zakończenie wojny nie uwolniło ich od represji i strachu. Wciąż przecież trwa obłęd stalinowskiej rzeczywistości...



Stalingrad – miasto, w którym pod dyrygenturą komunistycznych władz, trwają przygotowania do świętowania jubileuszu utworzenia Drogi Życia, szlaku transportowego i ewakuacyjnego wytyczonego w czasie blokady przez zamarznięte jezioro Ładogę. Szlaku, który dawał nadzieję uwięzionemu miastu.

Choć akcja „Miasta duchów” rozgrywa się dekadę po wspomnianych wydarzeniach, echo tego okrutnego czasu przenika fabułę, „żyje” w bohaterach powieści. Rozpoczyna się mocnym uderzeniem – odkryciem okaleczonych, zbezczeszczonych ciał pięciu osób, ułożonych na torach kolejowych, w myśl symboliki znanej tylko zabójcy. Akcja rozwija się z pozoru niespiesznie, z każdą kolejną odsłoną potęgując niepokój i grozę. Fabuła bogata w fakty i postacie historyczne, realia życia powojennego społeczeństwa rosyjskiego spętanego sowieckim reżimem.

Szalenie ciekawą postacią jest główny bohater Revol Rossel, milicjant śledczy, niegdyś utalentowany skrzypek. Konieczność rozwikłania zagadki motywu morderstwa pięciu osób i odnalezienia sprawcy, zmusi go do podróży do własnej przeszłości, do powrotu w sam środek radzieckich elit muzyki klasycznej. Miejsca, w którym jego marzenia o muzycznej karierze, zostały zaprzepaszczone tuż przed wojną przez sowiecką tajną milicję.

Kim są zamordowani? Kto i co stoi za ich makabrycznym i wymyślnym mordem? Szaleniec? Sekta? Służby bezpieczeństwa? Kto lub co jest kluczem do rozwiązania zagadki?

Klimatyczny thriller historyczny, który dobrze oddaje ducha czasu powojennej, stalinowskiej Rosji. Oto czytelnik wkracza w świat, w którym liczy się tylko rewolucyjna „sprawiedliwość”. Irracjonalna, bezduszna, złowroga. Bezkompromisowa i pomimo zakończenia działań wojennych, wciąż tak bardzo nieludzka…

„Miasto duchów” składa się z pięciu części, z których każda jest oznaczona nutą muzyczną – ma to istoty związek z dochodzeniem, nad którym pracuje Revol Rossel. Muzyka, obok miasta (w powieściowym przedziale czasowym jest to Leningrad – obecnie Petersburg), jest istotnym „bohaterem” powieści. Wybrzmiewa na kartach patetyczna „Symfonia leningradzka” Dmitrija Szostakowicza, napisana podczas oblężenia miasta w 1942 roku. Muzyczne odniesienia nadają całości unikalnego charakteru, stanowią swoistą przeciwwagę dla siermiężnych realiów, w których osadzona jest cała historia.

Za sprawą czytanych wcześniej książek (m.in. „Ósme życie (dla Brilki), „Jeździec miedziany”, „Czas burz”), był to dla mnie powieściowy powrót do miejsca mi znanego: Petersburga – Piotrogradu – Leningradu – z Pasażem na Newskim Prospekcie, jeziorem Ładoga, rzeką Newą, Twierdzą Pietropawłowską, czy Teatrem Kirowa… Był to powrót bardzo udany.

Za nazwiskiem Ben Creed (a właściwie pseudonimem) kryją się dwaj współpracujący ze sobą panowie: Chris Rickaby (copywriter z doświadczeniem w pracy w reklamie) i Barney Thompson (z wykształcenia dyrygent, studiował w konserwatorium w Petersburgu). „Miasto duchów” to ich debiut, inaugurujący w zamyśle trylogię. Debiut wart uwagi wszystkich wielbicieli thrillerów, kryminałów, a szczególnie tych osadzonych w realiach historycznych.


Bardzo dziękuję Domowi Wydawniczemu REBIS 
za zaproszenie do przedpremierowej lektury książki.



Zapisane cytaty:

„Żadne zwierzę nie jest tak okrutne jak człowiek. Tak pomysłowo, artystycznie okrutne.”

„Naprawdę wielki jest tylko ten, kto śmiało przekracza linię, która inni obawiają się przekroczyć.”

„Gdy ta kobieta gryzie cytrynę, to cytryna się krzywi.”

poniedziałek, 12 kwietnia 2021

Surrealistka – Michaela Carter

„Surrealistka” Michaeli Carter to powieść oparta na prawdziwych wydarzeniach i postaciach historycznych.

Nie sposób podczas lektury tej książki nie przypomnieć sobie wszystkiego, co wiemy, albo nie, o surrealizmie. Książka jest bowiem przesączona klimatem tego nurtu w sztuce, który narodził się we Francji na początku lat dwudziestych ubiegłego wieku. Znajomość choćby najważniejszych przedstawicieli, znacznie uprzyjemni lekturę. Każdemu zaś poszerzy wiedzę, a dodatkowo dostarczy wielu, wielu ciekawostek, smaczków z towarzyskiego życia artystycznej bohemy europejskiej przełomu burzliwych lat 30 i 40. Nie do przecenienia są też kulisy powstawania niektórych dzieł sztuki surrealistycznej, fotografii, czy głośnych wystaw – jak na przykład wrażenia odbiorców obrazu „Guernica” Pabla Picasso (w tym Leonora Carrington), po raz pierwszy wystawionego w hiszpańskim pawilonie podczas wystawy światowej w Paryżu w roku 1937.


Surrealiści zakładali, że ludzka podświadomość uruchamia twórcze siły człowieka. Sztuka według nich wyrażała nadzieję na przyszłe wyzwolenie człowieka z więzów i ograniczeń. Najcenniejsze wartości to wolność, wyobraźnia, pragnienie, miłość i poezja. Dlatego surrealizm to przede wszystkim światopogląd, a co za tym idzie – styl życia, i jest to doskonale w powieści oddane. Łamali zasady i konwenanse. Zanegowali klasyczny styl malarstwa, inspirowali się snami, magią, halucynacjami. Interesowali seansami spirytystycznymi. Fascynowali perspektywami psychologii głębi i związanej z nią psychoanalizą. Rzeczom zwyczajnym przypisywali znaczenie cudowności. Teatralizowali życie codzienne i właśnie tego w niesamowicie sugestywny sposób doświadczamy podczas lektury „Surrealistki”.

Najczęściej większość z nas potrafi wymienić zaledwie kilku najbardziej znanych i medialnych twórców tego nurtu w malarstwie, w tym z całą pewnością Salvadora Dali i Maksa Ernsta…, który jest jedną z głównych postaci powieści „Surrealistka”. Tytułowa surrealistka zaś to Leonora Carrington.

Związek dwojga artystów jest esencją tej książki. Ale przez karty powieści, tak jak przez życie dwójki bohaterów, przewija się ogromna plejada ludzi, związanych w różny sposób z surrealizmem.

Za sprawą pióra Michaeli Carter podglądamy ich „świętowanie” codzienności, czynienie ze zwykłych czynności celebry, czasami ekscentrycznej. I podążamy za nieustającymi przetasowaniami na linii damsko-męskiej. Tak, tak „ci zdegenerowani artyści” – jak zwykł nazywać surrealistów Hitler – korzystali z uciech wolności w każdej dziedzinie życia.

Niebagatelnym tłem fabuły jest ówczesna sytuacja polityczna – Europa z szalejącym faszyzmem w przededniu wybuchu drugiej wojny światowej i pierwsze jej lata. Wydarzenia te miały istotny wpływ na losy bohaterów książki i jest to w niej wnikliwie odzwierciedlone.

Z perspektywy długości życia Leonory Carrington (zmarła w roku 2011 w wieku 94 lat), akcja powieści obejmuje krótki przedział czasowy (1937 – 1943), ale decydujący o kierunkach jej rozwoju artystycznego i osobistego.

Jako niespełna dwudziestoletnia studentka poznała w Londynie Maksa Ernsta. Dojrzałego (wówczas miał 46 lat), żonatego i już uznanego artystę. To on wprowadza ją w świat doznań zmysłowych, namiętności i… grupę londyńskich surrealistów. W Leonorze budzi się siła, aby przeciwstawić się woli ojca i podążać swoją artystyczną drogą. U boku Ernsta poszukuje siebie jako kobiety i jako artystki. Tworzyli osobliwą, niemalże baśniową parę – „białowłosy czarnoksiężnik w czarnej szacie i dziewczyna, którą zaczarował”. Ale Leonora nie chce być „tylko” muzą, sama chce tworzyć, być bohaterką swojej własnej historii.

Książka napisana jest przystępnym, miejscami poetyckim językiem, niestroniącym od metafor. Pełno tu emocji, barw i zapachów południowej, słonecznej Francji, w której przez pewien czas Ernst i Carrington mieszkali.

Ogromną wartością powieści jest możliwość odkrywania drugiej strony mniej lub bardziej znanych, i mających potwierdzenie w źródłach, wydarzeń.

Kiedy szukałam informacji o Leonorze, natrafiłam na wzmianki o jej ekstrawaganckim zachowaniu. Podczas eleganckiego przyjęcia wystąpiła owinięta w prześcieradło, które w pewnym momencie zrzuciła, ukazując się zgromadzonemu towarzystwu całkiem naga.
We Francji, w Saint-Martin-d'Ardèche, gdzie Leonora i Maks znaleźli swoje miejsce „z bezkresnym niebem i rzeką”, eksperymentowała w kuchni, przygotowując dla swoich gości omlety z oregano, pomidorami, bazylią… i puklami włosów śpiących w jej domu przyjaciół. Był to w jej wydaniu surrealizm w kuchni – nazwany omletem a’la chveaux. Wszystkie te historie mają swój ślad w powieści.

Dla sympatyków sztuki cenne będzie towarzyszenie za sprawą książki, procesowi twórczemu jej bohaterów. Mamy wgląd w genezę wczesnych prac Leonory – „Posiłek Lorda Candlesticka”, czy pełen symboliki „Autoportret” (z hieną i koniem na biegunach) oraz Ernsta (np. „Leonora o poranku”).

Leonora Carrington „Posiłek Lorda Candlesticka”

Leonora Carrington „Autoportret”

Maks Ernst "Leonora o poranku"

Emocjonującym doznaniem może być też opis sytuacji, podczas której zostało wykonane jedno ze zdjęć Leonory z bliskimi jej kobietami, w Lam Creek w Anglii. Znajdują się na niej obok Carrington: Lee Miller (fotografka i korespondentka wojenna – autorka fotografii polskiej pilotki Anny Leskiej w myśliwcu Spitfire; ale także modelka Picasso), Ady Fidelin (modelka, pozowała do wielu fotografii artystycznych Man Ray’a) i Nusch Éluard (również modelka, performerka teatralna). Magiczne jest to zdjęcie w zestawieniu z czytanym tekstem w książce – polecam ten fragment Waszej uwadze.

„Surrealistka” to opowieść o namiętności łączącej dwie nietuzinkowe osobowości, to także możliwość zanurzenia się w sztuce w jej szerokim kontekście i wgląd w ruch surrealistyczny okresu międzywojennego i początku II wojny światowej.

Na polskim rynku wydawniczym to z pewnością bardzo cenna pozycja, przywracająca pamięć o kobiecie – surrealistce w zdominowanym przez mężczyzn współczesnym kierunku artystycznym. Idealna dla miłośników sztuki.

Nie przegapcie tej możliwości i sięgnijcie po powieść Michaeli Carter.

Dziękuję Wydawnictwu REBIS
za przedpremierowe udostępnienie powieści.

Zapisane cytaty:

„Życie to ciąg żartów, im bardziej absurdalnych, tym lepiej.”

„Z pewnymi ludźmi nie trzeba próbować. Wystarczy być.”

„Najlepiej żyć teraźniejszością, nie wybiegać myślą do przodu ani nie rozpamiętywać przeszłości – ale jak to zrobić, skoro przeszłość to wszystko, co pozostało?”

„Księżyc ze wszystkich nas robi kłamców.”

„Żeby stać się panią samej siebie, zabiła muzę. To aż takie proste.”

„W przypadku niektórych osób już od chwili ich poznania wiadomo, że człowiek się z nimi zaprzyjaźni”.

„Co za paskudne słowo. Żona. Przywodziło na myśl drut kolczasty lub kotwicę wlokącą się w wodzie.”

„Kiedy sprzątasz przygotowujesz scenografię, w której rozegra się cudowna sztuka, historia twego życia […]. Kiedy gotujesz, jesteś alchemiczką. Jesteś czarodziejką.”

„Lenora skubnęła szynki. Smakowała smutno, jakby marynowana była we łzach.”

Cytaty w formie prezentacji:



- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Źródła załączonych fotografii i reprodukcji obrazów:
Wikipedia, www.mutualart.com, onesurrealistaday.com