Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Małecki Jakub. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Małecki Jakub. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 września 2025

Obiekty głębokiego nieba – Jakub Małecki

To było moje czytelnicze marzenie na ten rok – nowa książka Jakuba Małeckiego. Nie jestem nieobiektywna, bo cierpię na tzw. #małeckość, zachwyca mnie twórczość tego pisarza. Jego wrażliwość literacka w całości trafia do mojego serca i umysłu.


Najnowsza książka Małeckiego po raz kolejny rodzi we mnie pytanie – ile tutaj autor przemycił siebie? Ile siebie samego dał nam, swoim czytelnikom?

Małecki udowadnia, że potrafi wnikliwie obserwować człowieka. Dotyka bliskości. Pisze o relacjach rodzinnych i partnerskich. W tej książce wyjątkowo odważnie pisze także o nieoczywistych relacjach miłosnych. Fascynacji seksualnej i pożądaniu. Ale z właściwą sobie finezyjnością i poetyką.

Dla mnie to także książka o przekraczaniu granic. I miłości bez granic. I o refleksjach przychodzących może za późno. O wyborach, których po latach możemy żałować, ale jednak pokornie ponosimy ich konsekwencje.

Przesłuchałam audiobooka w obłędnej interpretacji Magdaleny Cieleckiej, Filipa Kosiora i Krzysztofa Gosztyły. A zaraz potem, gdy tylko otrzymałam przedpremierowo paczkę z papierowym wydaniem i z autografem pana Jakuba Małeckiego (nie mogłam sobie odmówić tej przyjemności), od razu jeszcze raz przeczytałam książkę. Chyba zdarzyło się mi to po raz pierwszy…

W astrologii obiekty głębokiego nieba to mgławice, gromady gwiazd, galaktyki, obiekty leżące wewnątrz Drogi Mlecznej, które wbrew pozorom nie są tak łatwe do obserwacji.

A czym są w prozie Małeckiego?

Według mnie to… ludzie. Ich emocje, tajemnice, wspomnienia, wszystko to, co ukryte głęboko, często niewidoczne na pierwszy rzut oka, a jednak istniejące, migoczące gdzieś w tle. To nasze wewnętrzne galaktyki, które czasem ktoś, jak pan Jakub Małecki, potrafi nazwać, opisać, a przez to uczynić zrozumiałymi. Ta książka to podróż właśnie tam: w głąb duszy, w rejony ciche, bolesne i piękne zarazem.

Mnie pan Małecki po raz kolejny zachwycił.




poniedziałek, 13 maja 2024

Korowód - Jakub Małecki

Po takiej książce, trudno będzie mi przez jakiś czas wrócić do czytania innej fabuły. Przyznam szczerze – końcówkę chłonęłam w skrajnym wzruszeniu.


Często recenzując powieści Jakuba Małeckiego, czytelnicy określają charakterystyczny styl pisarza, jako „sto procent Małeckiego w Małeckim”. Sama tak pisałam, mając zwykle na myśli obecną w Jego twórczości wyjątkową wrażliwość i empatię, zrozumienie dla ludzkich niedoskonałości i potknięć. I wreszcie elementy realizmu magicznego, które wnoszą w narrację czasami mrok, czasami światło, ale zawsze powodują, że nie chce się opuszczać świata stworzonego przez Małeckiego.

W przypadku „Korowodu” każdy będzie zastanawiał się, jak dużo Małeckiego – jako osoby, jako „JA – Jakub Małecki” – jest w powieści „Korowód”? Ta książka wzbudzi na spotkaniach autorskich lawinę pytań: „w jakim stopniu jest to powieść autobiograficzna?”

I za tę otwartość, która mnie jako czytelnika onieśmieliła, za te emocje, za odwagę – bo wierzę, że to przemyślany zabieg Pisarza – bardzo dziękuję Panu Jakubowi Małeckiemu. Cieszę się niezmiernie, że przed laty porzucił Pan ekonomię i bank, bo dzięki temu literatura polska zyskała wspaniałego PISARZA.

Mistrzostwo warsztatowe. Przeczytałam wszystkie książki Autora „Korowodu” i każda na swój wyjątkowy sposób kradła moje serce, ale z pełnym przekonaniem piszę teraz: oto w maju 2024 roku do rąk polskich czytelników trafia NAJLEPSZA powieść Jakuba Małeckiego.

Hm… nic nie napisałam o fabule?

„O czym jest ta książka?” – to źle zadane pytanie.

Ono powinno brzmieć:

"O KIM jest ta książka?”

niedziela, 23 kwietnia 2023

Sąsiednie kolory – Jakub Małecki

Jestem szczęśliwa, że w Światowy Dzień Książki mogę zaprosić Was do lektury niezwykłej powieści. Pięknej. „Sąsiednie kolory” Jakuba Małeckiego to sto procent Małeckiego w Małeckim. Kto zna twórczość pisarza, wie o co chodzi. I jeśli ta książka wzbudzi w recenzentach opinię, że jakoby autor „wszedł na ścieżkę schematu”, to odpowiem: nie, Nie, NIE! To nie schemat! To STYL! To niepowtarzalna estetyka, która czyni Małeckiego twórcą wyjątkowym w polskiej literaturze współczesnej. Wyrazistym i rozpoznawalnym. Ujmuje mnie wyczuwalna w każdej linijce tekstu wrażliwość. Wyczucie ludzkich pragnień i tęsknot. Wirtuozeria kreślenia ich losów delikatnymi muśnięciami, które przemawiają do wyobraźni i własnych doświadczeń czytelnika. Umiejętność osadzania ich w wykreowanej rzeczywistości, ubarwionej szczyptą magicznego realizmu. Tyle ile trzeba, aby móc w życiorysach bohaterów próbować odnajdywać drogowskazy dla samego siebie. Tyle ile trzeba, aby z prozaicznej codzienności, wyłuskać drobinki niezwykłości. Bez spektakularnej fabuły, bez akcji pędzącej na łeb na szyję, niespodziewanych zwrotów w poszczególnych wątkach – a jednak nie da się oderwać od historii mieszkańców Koła latem 1929 roku.


Krystian Dzierzba, stolarz, wytwarzający dla mieszkańców Koła „meble na ostatnią drogę”, niespodziewanie dla samego siebie ulega fascynacji zmarłą kobietą, dla której ma zrobić zgodnie z wolą rodziny, trumnę. Czy rzeczywiście kobieta zmarła z tęsknoty? Czy to w ogóle jest możliwe? Co spowodowało, że stateczny mąż i ojciec, szanowany stolarz, zaczyna podążać śladami zmarłej Iwony Graczyk? Nie ma tutaj postaci głównych i drugoplanowych. Wszyscy są równoważni, tworzą związek przyczynowo-skutkowy. Szalona Leokadia wypatrująca kormoranów, tajemniczy Diabeł „z znikąd”, leczący tańcem doktor Stein, jego syn Mikołaj, dźwigający ciężar wydarzenia w obliczu, którego stchórzył, skrzywdzona Werka, wreszcie sam Krystian, jego żona Regina i córeczki Pola i Misia. Sąsiadujące ze sobą jednostkowe życiorysy, które przenikają się i mieszają niczym kolory w kole barw.



Myślę, że ta powieść jest pięknym prezentem dla mieszkańców rodzinnej miejscowości autora – Koła. Jestem pewna, że odnajdą w niej wiele, wiele smaczków, których inni czytelnicy tylko mogą się domyślić. Chociażby lokalna prasa wydawana w mieście w latach międzywojennych, wspomniany klub sportowy Olimpia, ulice, różne lokacje w mieście i jego okolicach, czy też niektóre postacie. Ja np. jestem bardzo ciekawa, czy jedna z bohaterek, Szalona Leokadia, tylko przez przypadek ma na nazwisko Małecka?

Dla mnie Jakub Małecki to poeta prozy. Czekam na kolejne literackie spotkania z Jego wrażliwością. Bo właśnie tego szukam w literaturze.

Czy można umrzeć z tęsknoty? Ja będę umierać z tęsknoty za kolejną powieścią Jakuba Małeckiego.






środa, 30 listopada 2022

Nikt nie idzie – Jakub Małecki

Tytuł książki zaczerpnięty jest z haiku Bashō Matsuo, japońskiego twórcy tego gatunku poezji lirycznej:

„Tą drogą
Nikt nie idzie
Tego dzisiejszego wieczoru”


Fabuła skupiona jest na historii dwóch kobiet: Olgi i Marzeny. Nie znają się, dorastają w zupełnie innych czasach, a jednak pewnego dnia ich drogi się przetną. Naprzemiennie dotykamy losów jednej i drugiej, z każdym rozdziałem opowieść o dwóch kobietach komponuje się w całość.

Przed wielu laty Marzena traci w wypadku samolotowym męża-pilota. Pozostaje sama z synem Klemensem. Wiele lat później Olga przypadkowo jest świadkiem dramatycznego wydarzenia, w wyniku którego Klemens trafia pod jej opiekę. Klemens – dziecko/mężczyzna z plecakiem wypełnionym kolorowymi balonami, zamknięty w swoim świecie, do którego tak naprawdę dostępu nie ma nikt.

Powieść brzmi muzyką i poezją. Ale jak zawsze u Małeckiego jest tak namacalnie bliska prozie życia. Jego różnym barwom, troskom, radościom. Opowiedziana z czułością i prawdą o nas samych, bo przecież w życiu są rzeczy, które „[…] po prostu czasem się zdarzają". I trzeba z nimi, a czasami pomimo nich, iść dalej. Autor o trudnych wydarzeniach potrafi pisać z wyczuciem i subtelnością. Bez epatowania złem i bólem, z jakimi przychodzi borykać się bohaterom tej kameralnej powieści. Powieści, która podejmując tematykę burzliwych emocji, niespodziewanie otula wyciszeniem i spokojem.

Po raz kolejny Pan Jakub Małecki mnie nie zawiódł, po raz kolejny z przyjemnością towarzyszyłam wykreowanym przez Niego bohaterom, w ich wędrówce przez życie.



Zapisane cytaty:

„[…] nic się nie działo, bo samo nic się nigdy nie dzieje.”

„Przycupnięci na krawędziach swoich dawnych planów na życie, odmieniają „ja” przez wszystkie przypadki.”





czwartek, 24 listopada 2022

Ślady – Jakub Małecki

Małecki potrafi snuć opowieści o życiu, chociaż jak sam pisze w „Śladach”: „Życie to nie jest powieść, żeby się zawsze układało w zrozumiałe i wytłumaczalne historie.” Czasami, gdy nie zawsze się wie co powiedzieć, mówimy po prostu: „ot, życie”. Jemu się to udaje i robi to… pięknie. Niby tworzy prozę, ale jest w niej szczypta poezji, czy też magicznego realizmu. Wystarczająca ilość, aby smakowało idealnie. 


Uwielbiam wniknąć w tworzony przez Niego świat. Świat zwykłych ludzi z ich zwykłymi-niezwykłymi życiorysami. Autor dysponuje nie tylko sprawnym piórem, ale też jest mistrzem formy, o czym „Ślady” wybitnie świadczą. Każdy rozdział można odczytywać niczym niezależne opowiadanie, jedną, odseparowaną historię. Ale każdy zawiera element, ŚLAD, spajający poszczególne wątki w obraz całkowity i pełny.

Powieść – bo mimo wszystko trudno mi określać „Ślady” mianem zbioru opowiadań – została wydana pomiędzy „Rdzą” i „Dygotem”, i klimatycznie jest bardzo tym dwóm pozycjom bliska.

Świetna książka na tę porę roku – zimny, ciemny listopad, czas pożegnań i wspomnień, ale gdzieś na horyzoncie czai się oczekiwanie na jasność Bożego Narodzenia. Jest refleksyjna i empatyczna. Ciepła, pomimo czasami bardzo trudnych akcentów. Zwyczajnie piękna, pomimo jakiegoś pierwiastka nostalgii.

Wrażliwość literacka Pisarza jest bardzo bliska mojej czytelniczej duszy.

Niech Pan, pisze, niech Pan pisze…

A mi pozostaje tylko podziękować.

I czytać.

Z zachwytem.


Zapisane cytaty:

"Życie jest bardziej jak zbiór opowiadań. Poszarpane, nieprzewidywalne."

"Świat kończy się, a potem pędzi dalej."

czwartek, 28 października 2021

Dżozef – Jakub Małecki

„Nic nie boli tak jak życie” – śpiewa Budka Suflera. A Małecki udowadnia, że „olśnienie i odkrycie, że przemija czas”, może stać się wyzwoleniem i początkiem nowego życia.


Realizm magiczny to gatunek zawierający elementy charakterystyczne dla fantastyki. Ukazuje świat realny, ale eksponuje baśniowe, czy nawet dziwaczne wydarzenia i zjawiska odczuwane przez postacie jako coś zupełnie normalnego. I właśnie w „Dżozefie” Małecki serwuje czytelnikowi zabawę z tym co prawdziwe i tym, co wykreował w swojej wyobraźni.

Zaczyna się zwyczajnie. W sali szpitalnej spotyka się czterech mężczyzn – główny narrator Grzegorz, taki tam koleś z osiedla z rozwalonym w bójce nosem, Kurz – przedsiębiorca zagoniony w prowadzeniu własnego biznesu, negujący wszystko Maruda i ten… Czwarty. Czwarty, z czasem przechrzczony na Dżozefa, w dziwnych napadach maligny, dyktuje historię życia niejakiego Stasia. Opowieść centymetr po centymetrze zaczyna pochłaniać – w znaczeniu dosłownym – rzeczywisty świat otaczający czterech rekonwalescentów.

Choć mam ambiwalentny stosunek do fantastycznych elementów w literaturze, to „Dżozef” mnie zauroczył. Autor idealnie wyważył elementy magiczne i rzeczywiste. Każda z postaci jest ciekawa, a całość skrzy smakowitymi kęskami zawadiackiego humoru i nienapuszonej powagi.

„A jak byś chciał przeżyć swoje życie?” – rzuca Czwarty do Grześka.

Po co się żyje? – to pytanie przewija się przez książkę.

Siłą „Dżozefa” jest to, że w historii Czwartego, każdy może odszukać swoje niepokoje, coś co go zjada, blokuje. Powoduje, że zwyczajnie boi się żyć. Marnuje cenne Tu i Teraz na sprawy, które być może nigdy nie zaistnieją. Pozwala by prześladowała go własna fantazja o czarnowidzących konotacjach.

Nad całością unosi się duch prozy Josepha Conrada. W powszechnej świadomości funkcjonuje conradowska smuga cienia, etyka rygoryzmu moralnego, ale czy tworzący na przełomie XIX i XX wieku pisarz o polskich korzeniach, autor „Lorda Jima”, „Jądra ciemności” może wciąż być czytelny dla współczesnego człowieka? Warto się nad tym pochylić. „Dżozef” Jakuba Małeckiego będzie w tym świetnym przewodnikiem.


Zapisane cytaty:

„Niech go cuchnące diabły w zardzewiałych kotłach gotują.”

„Gdy nie ma potrzeby, bohaterowie po prostu się nie rodzą.”

„Człowiek musi mieć kogoś obok siebie.”

„W życiu czasem tak jest, że trzeba podejmować bardzo trudne decyzje.”

poniedziałek, 18 października 2021

Święto ognia – Jakub Małecki

Jakub Małecki zaprasza w dwa niesamowite światy: świat dziewczyny zamkniętej w kalekim, niesfornym ciele, pokiereszowanym przez porażenie mózgowe, i w pozornie eteryczny świat baletu. Zaprasza w typowym dla siebie stylu – wrażliwym, delikatnym, ale nie tracącym nic z wyrazistości i realizmu.


Książka odsłania niezwykłe relacje łączące baletnicę Łucję i jej niepełnosprawną siostrę Nastkę. Całość spina niełatwa historia rodziców młodych kobiet, ludzi, którzy „kochają się za bardzo”.

Doskonale oddane są realia baletu – z jednej strony jego subtelność, z drugiej dyscyplina pracy nad własnym ciałem. Pełno tu detali: point, sukien scenicznych (paczek), i oczywiście figur i elementów baletowych. Ciekawie podgląda się ów hermetyczny i elitarny świat, w którym kryją się takie same pragnienia jak w każdej pasji: być najlepszym, odnieść sukces, czerpać satysfakcję.

Zachwyca plastyczność języka Małeckiego i jego poetyka: „kolor, co nie ma nazwy, ale to coś w rodzaju płytkiego morza, jak się je ogląda na zdjęciu z wysoka”, „niebo ma kolor przemoczonych dżinsów”. Przy czym nie jest to język napuszony, a bardzo bliski żywej mowie, szczególnie, gdy narratorem jest Nastka. Jej perspektywa jest pełna optymizmu i siły dziewczyny świadomej własnych ograniczeń, ale na swój sposób pogodzonej z rzeczywistością. Otoczona jest troską i miłością rodziny. Niedotlenie w czasie porodu spowodowało u niej ułomność ciała, ale nie umysłu. Dopiero, gdy opowiadanie przejmują bliscy Nastki, uświadamiamy sobie jak wielkim chaosem staje się dla rodziny pojawienie się niepełnosprawnego dziecka. Oswajanie tego chaosu śledzimy za sprawą Łucji i jej ojca.

Od Nastki uczyć się warto prostych marzeń: „usiąść w parku na ławce i odwrócić twarz do słońca, i sobie być.” Albo „przebiec przez miasto”. Zwykłe drobiazgi, których nie dostrzegamy goniąc wiecznie gdzieś, za czymś, po coś.

Kiedyś przeczytałam w wywiadzie z panem Jakubem Małeckim, że w książkach „chce tylko opowiadać piękne historie” i zapewniam, że w przypadku "Święta ognia” udało się mu! Cudowna książka. Dziękuję za nią Autorowi!


Zapisane cytaty:

„Niebo w kolorze przemoczonych dżinsów…”

„Najważniejsze jest dobrze patrzeć.”

„Na zewnątrz na ulicach chodzą ludzie, co zmieniają sobie hobby i myśli, i poglądy jak opony z zimowych na letnie i z powrotem, dzisiaj tacy, jutro inni, i w kółko czekają, aż w ich życiu znowu coś się wydarzy…”

„Jak marzyć to na całego.”

środa, 8 września 2021

Saturnin – Jakub Małecki

Gdy pierwszy raz usłyszałam o tej książce, tytuł skojarzył mi się z… kosmosem :) Ale główny bohater „Saturnina” nie jest mieszkańcem odległej planety układu słonecznego. Choć może coś go z nim łączy? Książkowy Saturnin dryfuje przez swoje życie otoczony pierścieniem jednostkowych losów swojej rodziny, niczym gazowy olbrzym, trwający w uścisku lodowo-skalnych pierścieni.


Ta powieść to studium wielopokoleniowej rodziny, opowiedziane z perspektywy jej kilku członków: Saturnina, jego matki Heleny, dziadka Tadeusza oraz Irki, siostry nestora rodu. Poszczególne opowieści składają się na pełny obraz historii.

Saturnin ma niezwykłe imię i zwykłe, samotne życie – tak postrzega sam siebie. W pewnym momencie musiał porzucić swoje marzenia, z czym nie bardzo może się pogodzić. Z lęku przed brakiem akceptacji stara się spełniać oczekiwania innych. Wybiera ostrożność, w której czuje się bezpieczniej. Nie docieka, przyjmuje utarty przez rodzinę schemat rzeczywistości, unika konfrontacji. Wiadomość o tajemniczym zaginięciu 95-letniego Dziadka, przerywa monotonną codzienność Saturnina. Wraz z matką wyrusza tropem Dziadka, z nadzieją, że ten żyje. Tylko gdzie? Nieoczekiwanie poszukiwania przyczynią się do rozwiązania wielu przemilczanych rodzinnych tajemnic i niedomówień. No bo na przykład: dlaczego Dziadek przez całe lata chodził nad staw, którego dawno nie ma? skąd i dlaczego wzięło się oryginalne imię Saturnina?

Jestem pod urokiem prozy Małeckiego, miejscami poetyckiej, choć wciąż tak bardzo realistycznej – wiem, paradoksy, ale tak odbieram literacki świat tworzony przez autora „Rdzy” i „Dygotu”. Małecki idealnie portretuje bohaterów, którzy są tacy naturalni, prawdziwi. Łatwo ich sobie wyobrazić, obdarzyć uczuciami. Przejmująco oddaje tragizm wojennych przeżyć Dziadka, które tak bardzo ukształtowały jego losy, a w konsekwencji też losy Saturnina i jego matki.

Wzruszyła mnie informacja, że powieść inspirowana jest losami przodków pisarza. Może dlatego tak dużo w niej czułości, refleksji, prawdy?

Cudowna książka. Ale przyznam szczerze – nie jestem obiektywna. Bo po prostu kocham (czytać) Pana, Panie Małecki :)


Zapisane cytaty:

„Życie […] to jest coś, czego nie da się zatrzymać.”

„[…] czasami wszystkie wyjścia są najgorsze.”

czwartek, 25 lutego 2021

Rdza – Jakub Małecki

Oto mamy siedmioletniego Szymka i jego dziecięco-dorosły świat. I mamy jego babcię Tośkę i jej przeszłość. Wokół nich krąg zwykłych ludzi, mieszkańców niewielkiej wsi Chojny w okolicach Chełmna. Chełmna, którego okoliczne lasy skrywają bolesne wydarzenia drugiej wojny światowej. 


Mamy konstrukcję książki, która pozwala wejrzeć w młodość babci Tośki i jej matki Sabiny. I wszystkich mieszkańców wsi Chojny, z ich troskami, ich demonami, ale i ich chwilami szczęścia. Takiego zwykłego, prostego i codziennego. Nic wielkiego, ot życie... 

Mamy też przekaz o tym, co wydarzyło się w pierwszej połowie lat czterdziestych w Chełmnie nad Nerem. Przyznam, że chociaż dużo czytam o Zagładzie i różnych jej miejscach, to nie znałam tak dogłębnie faktów o obozie, gdzie Niemcy dopiero „testowali” machinę MASOWEGO mordu Żydów. Okropnych rzeczy doczytałam w źródłach historycznych, do których sięgnęłam dzięki tej książce.

Mamy wreszcie obłędnie żywy, ekspresyjny styl prozy Małeckiego. Odnalazłam się w nim już podczas lektury „Dygotu”. Skondensowany. Niby krótko, konkretnie, a obrazowo. Niby surowo, ale niesamowicie plastycznie. Niby prosto, ale nie trywialnie. Naturalnie, lekko, blisko człowieka, blisko jego myśli, jego uczuć. Majstersztyk – przynajmniej dla mnie.

"W ciągu kolejnych ośmiu lat Szymek poznał tabliczkę mnożenia, ból wyrywanego zęba, przebieg bitwy pod Grunwaldem, smak piwa, nazwy planet Układu Słonecznego, odgłos łamanego nosa, strukturę zdania złożonego i kształt piersi Wery." 

Jedno zdanie, w którego zagęszczeniu idealnie oddany jest okres dorastania głównego bohatera. Tak właśnie pisze Małecki! Ja to kupuję! Do mnie to przemawia!

Przeszłość i teraźniejszość świetnie się uzupełniają, a lektura kolejnych rozdziałów, dobrze określonych ramami czasowymi, zbliża do zrozumienia kluczowych wydarzeń, motywów, którymi kierują się poszczególni bohaterowie powieści. Bohaterowie ze starannie oddaną psychiką i wnikliwie nakreśloną osobowością. Nawet epizodyczne postacie przewijające się przez karty powieści są "JAKIEŚ". Każda z osobna ma swój skrawek życia, swoją historię do opowiedzenia. Los niemalże każdej z nich z różnych przyczyn trawi w większym lub mniejszym stopniu rdza... Wszyscy razem tworzą całość nierozerwalnie zrośniętą z Chojnami.


Zapisane cytaty:

"To jest wielkie szczęście, bać się. Tylko wtedy można pokazać, że się jest odważnym."

"[...] czasem ucieczka to jest jedyne rozwiązanie, ale najczęściej jednak nie."

"Przyglądała się tej pędzącej rzeczywistości i tylko czasami [...] przypominała sobie, że żadnego miesiąca, ani żadnego roku nie będzie mogła powtórzyć."


poniedziałek, 11 stycznia 2021

Horyzont – Jakub Małecki

Świetna książka! Każde zdanie coś niesie, nie jest puste. Czyta się lekko, historia napisana jest wartkim, soczystym i konkretnym językiem. Ale absolutnie nie cierpi na tym warstwa emocjonalna powieści. Tak dużo w tym języku subtelności. Choć dotyka spraw trudnych. 

Maniek – weteran z wojny w Afganistanie z zespołem stresu pourazowego i Zuza – dziewczyna pogubiona w rodzinnej historii i trudnych relacjach z nieżyjącą matką, które wciąż w niej zalegają. Obydwoje wspólnie szukają drogi wyjścia z tego emocjonalnego poplątania. Szukają swoich horyzontów...
Plus chorująca na Alzhaimera Babcia Zuzy, której mieszają się lata i członkowie rodziny. Co jest prawdą, a co urojeniem w słowach dryfującej w różnych przestrzeniach czasowych starszej pani?
Miejscami bywa wesoło :)