Przeczytałam Mrok jest po naszej stronie już jakiś czas temu i teraz, gdy mam o niej napisać kilka zdań, trudno jest mi przywołać emocje, jakie wtedy we mnie wywołała. Na pewno była to historia bardzo posępna, dokładnie taka, jak sugeruje tytuł — mroczna i przytłaczająca.
Na duży plus zasługuje barwne oddanie tła historycznego, które zawsze jest dla mnie istotnym elementem lektury. Relacje pomiędzy głównymi bohaterami autorka, Katarzyna Zyskowska, kreśli w szerokiej perspektywie — od czasów przedwojennych po realia stalinizmu, pełne szykan, inwigilacji i całkowitego braku szacunku dla jednostki. Ciekawym zabiegiem jest także nawiązanie do prawdziwych postaci, które nie są powszechnie znane z kart podręczników historii, w tym m.in. Marii Przymanowskiej — współscenarzystki serialu Czterej pancerni i pies, prywatnie żony autora tej powieści, a w czasach sanacyjnych sekretarki premiera Stanisław Mikołajczyk.
Nie do końca przekonało mnie natomiast wprowadzenie tajemniczej, niejednoznacznej narratorki w części powieści — ten zabieg momentami utrudniał mi odbiór historii.
Ostatecznie mam poczucie pewnego niedosytu. To książka solidna pod względem realiów, ale chłodna i momentami nużąca w odbiorze. Wolę inne powieści tej autorki, które potrafią mocniej wciągnąć i poruszyć czytelnika. Tutaj coś mi się „rozchodziło” — żaden z bohaterów nie stał mi się naprawdę bliski.
Piękna okładka.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz