czwartek, 27 sierpnia 2026

Odległe życie – M.L. Stedman

Seria dobrych książek towarzyszy mi na końcówce wakacji, a „Odległe życie” M. L. Stedman zdecydowanie się w niej mieści. To jedna z tych historii, które wciągają po cichu, a potem nagle orientujesz się, że jesteś po uszy w życiu bohaterów i absolutnie nie chcesz ich opuszczać.


Historia rozpoczyna się pod koniec lat 60. w Australii i skupia na rodzinie MacBride’ów – hodowców owiec ze stacji Meredith Downs. Jest tu wszystko, co lubię w dużych, rodzinnych opowieściach: skomplikowane relacje, rodzinne tajemnice, poczucie winy, zakazane uczucia i wydarzenia, które w jednej chwili potrafią odebrać człowiekowi wszystko. Do tego bardzo dobre społeczne i historyczne tło Australii.

Trudne wybory, w których naprawdę nie ma dobrych rozwiązań. Są decyzje, z którymi trzeba później żyć. I właśnie ten ciężar wyborów, ich konsekwencji i sekretów sprawia, że „Odległe życie” tak mocno wchodzi pod skórę.

Jedną z najbardziej wyrazistych postaci jest Lorna – silna, charyzmatyczna kobieta, której historia pokazuje, ile może znieść człowiek i jak wysoką cenę czasem płacimy za próbę ochrony tych, których kochamy.

Na kartach książki pada zdanie: „Pilnuj swoich sekretów”. Ale czy faktycznie chronimy bliskich, kiedy za wszelką cenę strzeżemy ich przed prawdą? A może najbardziej bolesna prawda jest lepsza niż życie zbudowane na przemilczeniach?

„W życiu każdego z nas jest taki czas, gdy wszystko jest możliwe, gdy wydaje się nam, że możemy wszystko i zostaniemy tym, kim tylko zechcemy. Potem dopada nas rzeczywistość.”

To chyba kwintesencja tej historii. Bo świat potrafi odebrać człowiekowi niemal wszystko. A jednak człowiek ma w sobie zdumiewającą siłę, żeby podnieść się nawet z najgłębszej przepaści.

„Odległe życie” jest opowieścią o stracie, miłości, przetrwaniu i konsekwencjach decyzji, których nie da się cofnąć. Epicką, emocjonalną i momentami naprawdę łamiącą serce. I taką, od której naprawdę trudno się oderwać.

Mam tylko jedno zastrzeżenie, dotyczące realizacji audiobooka. I piszę to z prawdziwą przykrością – lektorka momentami wkłada w interpretację tekstu zdecydowanie zbyt dużo emocji. Bywało to zwyczajnie irytujące, ale cóż… to konsekwencja wyboru audiobooka ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz