Hm… nie załapałam klimatu tej powieści. Nie zbliżyłam się emocjonalnie do żadnego z bohaterów. Moja empatia tym razem nie zadziałała – a może podświadomie wyparłam fakt, że tak naprawdę każdy z nas, w różnym wymiarze, dotknie kiedyś tego, o czym ta książka opowiada: starości i odchodzenia.
To lektura smutna i trudna w odbiorze. Myślę, że nie jest dla każdego. Młodszego czytelnika może znudzić, a dojrzałego – zaniepokoić, wywołać bolesne wspomnienia i bardzo osobiste skojarzenia.
Centralnym punktem powieści jest obraz mężczyzny w mocno zaawansowanym wieku, który za wszelką cenę próbuje zachować sprawczość i samodzielność. Pięknie pokazana została troska najbliższych o jego bezpieczeństwo, a także cały system opieki nad osobą starszą. Mimo to książka nie wzbudziła we mnie tej czułości, o której tak często czytałam w opiniach innych czytelników.
Najbardziej poruszające okazały się fragmenty retrospektywne – wspomnienia dzieciństwa, własnej dorosłości, miłości i przyjaźni. Za serce chwyta również relacja starszego pana z jego psem, Sixtenem, oraz lęk przed tym, że opiekujący się nim ludzie – rodzina i pracownicy opieki społecznej – próbują przekonać go, iż jest już zbyt niedołężny, by móc zajmować się swoim pupilem.
To niełatwa opowieść o przemijaniu, która bardziej niepokoi niż koi. Będę szczera – nie miałabym odwagi jej polecać innym…
.jpeg)
.jpeg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz