czwartek, 17 listopada 2022

Światło między oceanami – M.L. Stedman

„Każdy z nas ma wybór. Zawsze.”

Nie pamiętam, abym sięgnęła po książką, na podstawie której wcześniej obejrzałam nakręcony film. Zwykle obawiam się, że znajomość fabuły odbierze mi przyjemność z lektury. Niepotrzebnie się obawiałam i cieszę się, że dla tej historii zrobiłam wyjątek. Fabuła to jedno, ale tylko słowo pisane daje pole dla naszej wyobraźni, dogłębnie pozwala na empatyczne wejście w sytuację bohaterów. Śledząc losy Isabel i Toma oraz małej społeczności portowego miasteczka Point Partageuse, szalenie trudno stanąć po którejkolwiek ze stron konfliktu. Bo każda ma swoją prawdę i swoje prawo. Swoją miłość. I swoją stratę.


Cóż może potrzebować dwoje kochających się ludzi w miejscu, które daje schronienie przed światem? Bezludna wyspa Janus Rock, niosąca w czerń nocy światło latarni, położona między oceanami Spokojnym i Indyjskim, tuż u wybrzeża Australii, jawi się niczym utopijne rajskie miejsce. Latarnikowi Tomowi i jego świeżo poślubionej żonie brakuje tylko jednego: dziecka. Tom – zrównoważony, obowiązkowy i Isabel – pracowita, oddana, wnosząca w życie promienie spontaniczności i czystej radości. Boleśnie doświadczeni przez los młodzi małżonkowie, stają przed trudnym wyborem, które odmieni życie nie tylko ich, ale też pewnej małej dziewczynki i jej najbliższych.

Tom doświadczył na froncie pierwszej wojny światowej okrucieństwa. To spowodowało, że pragnął tylko jednego. Życia. Po prostu, zwyczajnie. TYLKO.

Isabel pragnęła po prostu i zwyczajnie doświadczenia cudu macierzyńskiej miłości.

Przepiękna historia, opowiedziana w sposób pełny. Bez ckliwości, a jednak chwyta za serce. Bez narzucania osądów. Czytelnik ma nie lada problem: kto ma rację, komu kibicować, komu oddać serce?

Jeśli oglądaliście film – przeczytajcie książkę. Jeśli czytaliście książkę – obejrzyjcie film. Rzadki przypadek, gdy historia opowiedziana przez dwie różne formy sztuki jest w stanie porwać odbiorcę.


Zapisane cytaty:

„Człowiek nigdy nie wie, za co będzie wdzięczny losowi.”

„Macierzyństwo to tajemnicza rzecz. Jak odważna musi być kobieta, by się na nią zdecydować.”

„Jesteś moją druga połówką w niebie.”

„Wystarczyła chwila, by życie ograbiło człowieka ze wszystkiego, co tak pieczołowicie pielęgnował, i nie było szans, by to odzyskać.”

„Historia jest tym, na co przyzwala społeczeństwo.”

„Życie […] to parszywy drań, któremu nigdy nie wolno ufać. To co daje hojnie jedną ręką, bez zastanowienia odbiera drugą.”

„Ludzie, którzy myślą o dobrych rzeczach są szczęśliwi.”

„Każdy z nas ma wybór. Zawsze.”

"Aby myśleć o przyszłości, należy pogodzić się z tym, że nie zmieni się przeszłości.”

niedziela, 13 listopada 2022

Spotkamy się pod drzewem ombu – Santa Montefiore

Myślę, że gdybym tę książkę przeczytała kilkanaście lat temu, byłabym nią zachwycona. Napisana z rozmachem saga rodzinna, z dobrze zarysowanymi realiami społecznymi, to coś co bardzo lubię. Niestety tym razem czegoś mi zabrakło. I nie wiem, czy to wina mojego ewoluującego gustu czytelniczego, czy autorka zbytnio spłyciła kwestie dotyczące relacji międzyludzkich, a psychologiczne portrety postaci były zbyt szablonowe? Niektóre wybory dokonywane przez nie wydawały się mi mało rzeczywiste. Naciągane i… takie papierowe. Z drugiej strony, nie można odmówić książce tego, że uwodzi czytelnika emocjami: kipi namiętnością, zmysłowością, jest przepełniona bogactwem różnorodnych uczuć. I to na pewno jest jej siłą. Jak również odmienna dla europejskiego czytelnika południowoamerykańska kultura i mentalność. Położona wśród bezkresnych równin argentyńskiej pampy, posiadłość Santa Catalina, rozbudza wyobraźnię i tęsknotę za południowymi klimatami. Atmosfera tego miejsca i rytm życia jego mieszkańców oddane są bardzo plastycznie.


Fabuła osadzona jest w Argentynie w drugiej połowie XX wieku i opowiada losy rodziny Solanas. Hołdującej tradycyjnym wartościom. dobrze sytuowanej i pełnymi garściami czerpiącej ze swojej uprzywilejowanej pozycji.

Argentynę XX wieku trawiły wojny domowe, wojskowe junty, krwawe zamachy i to wszystko ma odzwierciedlenie w powieści, choć tło polityczne nie jest zbytnio wyeksponowane – raczej zaznaczone dla uwiarygodnienia historii poszczególnych bohaterów.

To książka o rodzinnych relacjach, i o różnych obliczach miłości, w tym miłości zakazanej i w konserwatywnym społeczeństwie nieakceptowalnej.

Chociaż miejscami opowieść wydawała się mi infantylna i trąciła latynoską telenowelą – czytałam, bo ciekawił mnie finał, który okazał się według mnie dość przewidywalny. Ale jestem przekonana, że historia Sofii Solanas porwie niejednego czytelnika.


Zapisane cytaty:

„Życie rzadko daje nam to, na co liczymy.”

„[…] „za późno” to najsmutniejsze dwa słowa, jakie można znaleźć w każdym języku.”

„Teraźniejszość jest jedyną rzeczywistością, więc aby osiągnąć trwałe szczęście, należy żyć chwilą i nie martwić się tym, czego już albo jeszcze nie ma.”

„Jeśli rodzice starają się stworzyć dzieciom dom pełen miłości, one zawsze do niego wracają.”

„[…] życie jest zbyt krótkie, aby zapełniać je nienawiścią i pretensjami.”

„Wiedzę można posiąść, ale mądrość przychodzi wraz z doświadczeniem.”

„Miłość dorasta razem ze związkiem, w którym się rozwija.”

wtorek, 8 listopada 2022

Pozłacane lata – Karin Tanabe

Szalenie lubię powieści inspirowane życiorysami prawdziwych postaci. „Pozłacane lata” to fabularyzowana historia Anity Hemmings, uznawanej za pierwszą ciemnoskórą amerykankę, która ukończyła w 1897 roku prestiżową, żeńską uczelnię Vassar College. Ambitna dziewczyna, składając podanie o przyjęcie do uczelni, nie wyjawiła swojej faktycznej przynależności rasowej.


Jej wygląd powodował, że Anita z powodzeniem uchodziła za białą. Niestety, według ówczesnego ustawodawstwa Stanów Zjednoczonych człowiek, który posiadał domieszkę choćby „jednej kropli krwi” rasy czarnej, nie był uważany za białego. Dlatego Anita, marząca o zdobyciu dobrego wykształcenia, ukrywała swoje prawdziwe pochodzenie.

Temat książki bardzo ciekawy, także ze względu na obraz, odmiennej od współczesnej, pozycji kobiety w amerykańskim społeczeństwie końca XIX wieku. Jej prawa do zdobywania wykształcenia, dążenia do samodzielności i samostanowienia o własnym życiu. 

W moim odczuciu jednak autorka nie wykorzystała w pełni tej inspirującej biografii. Chociaż, jak zapewnia w posłowiu, poświęciła sporo czasu i archiwalnych badań, aby wnikliwie przeanalizować historię Anity. Z perspektywy współczesnej poprawności społeczno-politycznej raziły mnie, obarczone złymi skojarzeniami określenia „murzyn”, „murzyńskie”, które dodatkowo odbierałam jako archaicznie. Rozumiem jednak, że było to niezbędne, aby uwiarygodnić historyczny kontekst kulturowy fabuły.

Dość dobrze oddane jest rozdarcie bohaterki pomiędzy jej szacunkiem dla środowiska, z którego się wywodziła, a tym, które zapewnić mogło jej wykształcenie i perspektywy na rozwój osobisty. Podczas lektury towarzyszyła mi myśl: jak dobrze, że minęły już czasy, gdy kobieta w poszukiwaniu lepszej przyszłości dla siebie, musi udawać kogoś, kim nie jest. Ale po głębszej analizie sama sobie odpowiedziałam: CZY NA PEWNO???

Warto po lekturze książki wyszukać w Internecie informacji o Anicie Hemmings.

piątek, 4 listopada 2022

Żelazna orchidea – Marek Jankowski

Określenie „żelazna orchidea” ma dla mnie wymiar symboliczny. Zaklęta jest w nim pozorna sprzeczność: orchidea utożsamiana z pięknem i miłością, misterna w swym kształcie, w zestawieniu z szorstkim, twardym metalem. Gdy mówimy o kimś lub o czymś „żelazny”, to zwykle niesiemy przekaz o sile, trwałości, niezłomności. Żelazna orchidea w tym rozumieniu jawi się jako upamiętnienie ludzkich losów. I właśnie w tym kontekście odczytuję powieść Marka Jankowskiego.


Wolne Miasto Gdańsk było proklamowane oficjalnie w listopadzie 1920 roku. W latach 30-tych, to miejsce, do którego docierają echa krachu giełdowego w USA, i po które coraz śmielej wyciąga zaborcze ręce skażony skrajnym nacjonalizmem Hitler. Trafia na podatny grunt, albowiem prawie 95% mieszkańców w okresie międzywojennym to Niemcy. Relacje polsko-niemieckie na tych terenach to tykająca bomba, która wreszcie eksplodowała w końcówce lat 30-tych. Ten wątek jest w powieści szeroko rozbudowany.

Na tle wnikliwych źródeł historycznych, śledzimy losy polsko-żydowskiego chłopca Łukasza/Horsta. Schronieniem przed wojennym terrorem, ale i pułapką, ma być dla niego choroba psychiczna, której symptomów musi się nauczyć, aby móc przeżyć. Z pomocą dawnego przyjaciela rodziny, wciela się w anonimowego pensjonariusza zakładu dla psychicznie chorych w Srebrzysku, a potem w Kocborowie. Nie tylko pozorowanie ułomności ma przeprowadzić go przez ów okrutny czas. Szansą jest jego nieprzeciętny talent plastyczny...

Łukasz staje się mimowolnym świadkiem zbrodniczej akcji eksterminacji osób umysłowo chorych i upośledzonych prowadzonej przez Niemców w ramach akcji „T4” (od skrótu adresu biura, który koordynował zbrodnie: Tiergartenstraße 4 w Berlinie). Do gruntu bolesny i przejmujący obraz.

Horsta, po traumatycznych przeżyciach wojennych niesie wiara, że przyszłość pokryje gorzkie wspomnienia przeszłości. Tymczasem powojenny Gdańsk przytłoczony jest ogromem strat. Wyłania się z gruzowisk niczym „scenografia ze złej bajki”… Czy uda się bohaterowi odnaleźć w nim wspomnienie dawnej świetności, zapamiętanej z czasów sielskiego dzieciństwa?

Powieść zdecydowanie dla czytelników zainteresowanych literaturą piękną zbudowaną na mocnym fundamencie przekazu historycznego. Książkę wyróżnia bogata szata graficzna, zawierająca zdjęcia archiwalne oraz współczesne z miejsc, w których osadzona jest akcja.

Była to dla mnie trudna i przygnębiająca, ale jednocześnie poznawczo bardzo wartościowa lektura.


Zapisane cytaty:

„Człowiek jest znacznie silniejszy niż myśli.”

„Obietnica rozbudowanego systemu pomocy społecznej to chyba dobry lep na wyborców.”

„Szczęśliwi ludzie, którzy mają proste życiorysy.”

środa, 2 listopada 2022

Powierniczka opowieści – Sally Page

Sprzątaczka Janice wie, że poprzez opowieści ludzi, poznaje się ich prawdziwie. Ma wyjątkowy wgląd w otaczającą ją społeczność. Bo umie SŁUCHAĆ.


Janice – współczesna Szeherezada z mopem i ścierką w dłoniach. Sprzątaczka w bogatych domach, ekscentrycznych ludzi. Kolekcjonerka cudzych opowieści, za którymi, tłumiąc emocje i pragnienia, skrywa własną, przejmującą tajemnicę. Spotyka ludzi, którzy pragną zaprowadzić porządek w swoim życiu. Szukając poczucia bezpieczeństwa, usiłują odnaleźć klucz do uporządkowania własnych traum, czasami w dość osobliwy sposób. Jedna z nich, Fiona, borykająca się z bolesną stratą bliskiej osoby, tworzy miniaturowy świat lalek, aby nadać sens realnemu życiu. Ów świat to odzwierciedlenie jej opowieści.

„Inni mają gorzej”, tłumaczy sobie Janice, nieustannie trwając na ogromnej huśtawce, na której za wszelką cenę próbuje złapać życiową równowagę. Rozmowa z wiekową matką jednego z pracodawców, Panią B., coś w niej kruszy. Janice obiecuje sobie, że spróbuje przejąć kontrolą nad swoim życiem, tak, aby stać się wreszcie jego bohaterką. Czy jej się uda?

Ta książka uczy, że chociaż nigdy w stu procentach nie wejdziemy w położenie innej osoby w traumie, to jednak zawsze możemy okazać jej zrozumienie i empatię. Odnalazłam w tej ciepłej historii, klimat książek, które w ostatnim czasie wywarły na mnie duże wrażenie: „Życie Violette” oraz „Spacerujący z książkami”.

Zwykłe historie zwykłych ludzi – świadectwo niezwykłości ludzkich losów. Według zapewnień autorki – wszystkie prawdziwe.
Siła empatii i otwarcia na drugiego człowieka.

Spróbujcie wysłuchać Janice. Może to właśnie jej chcielibyście powierzyć także swoją opowieść?


Zapisane cytaty:

„Ludzi tak naprawdę poznaje się przez ich opowieści.”

„O DNA książki opowiada jej ciężar, to, jaka jest pod palcami, zapach papieru, kolor i tekstura wklejek, to, czy grzbiet jest płaski, czy zaokrąglony […], to, w jaki sposób każde wytłoczenie i druk wydają się inne pod opuszkami palców i jak każda książka otwiera się w inny sposób, zdradzając sekret ulubionej historii […].”

„Małżeństwo powinno być grą zespołową.”

„Nie powinnaś nigdy tracić nadziei, bo nadzieja zmienia wszystko.”

środa, 19 października 2022

Powiem ci coś – Piotr Adamczyk

Powiedzieć COŚ o „Powiem ci coś” nie jest tak prosto. Bo konstrukcja książki jest nietypowa i myślę, że nie trafi do każdego czytelnika. Mnie urzekła, chociaż przyznam, że wolę inne fabuły autora – pełną uroku „Dom tęsknot”, czy temperamentną i gęstą w fakty historyczne i emocje „Fermę blond”.


Z jednej strony śledzimy wątek kryminalno-sensacyjny, pełen człowieczego brudu i zła, oscylujący wokół handlu żywym towarem, z drugiej zaś słuchamy sensualnych historii Piotra…, bo to właśnie on ma nam COŚ do powiedzenia. O swoim życiu, oczekiwaniach, radościach, smutkach. Jego przemyślenia dotyczą otaczającej go, ale i każdego z nas, rzeczywistości. Piotr to pisarz. Pisze książkę niepokojąco zbliżoną do wydarzeń, które rozgrywają się nieopodal jego sąsiedztwa… Co tu jest prawdą, a co wymysłem konstruującego fabułę pisarza, który sam o sobie pisze, że „głowę ma pełną niepotrzebnych tęsknot”?

Wiele z jego przemyśleń było mi bliskich. Urzekł mnie fragment odnoszący się do zasadności oceniania książek w jednym z portali czytelniczych, który nawiasem mówiąc bardzo lubię, i z którego sama od lat korzystam. Ale uwagi autora – w punkt! Dygresje, czasami króciutkie, czasami dłuższe, miejscami przybierają charakter poetycki, innym razem sentencjonalny. Z wieloma łatwo było mi się identyfikować. Spostrzeżenia przenikliwe, chwilami słodko-gorzkie, ironiczne, idealnie wyłapujące piękno i brzydotę ludzkich namiętności, czy też absurdy teraźniejszości.

Piotr wynajmuje mieszkanie nietuzinkowej malarce, Tulince. Z czasem między nimi zaczyna skrzyć namiętność, przy czym związek bardziej ma charakter intelektualnej fascynacji, niż erotycznego napięcia.

Siłą powieści jest barwny język, obfitujący w metafory, podbijający ekspresję całości.

Spróbujcie wsłuchać się/wczytać, w to, co do powiedzenia ma Piotr…


Zapisane cytaty:

„Książka – porozumienie między rozdziałami.”

„Miłość to efekt cieplarniany w środku człowieka.”

„Miłość. Wyszła z domu i nie wróciła.
Ktokolwiek wie o losie zaginionej, proszony jest.”

„Miłość to po prostu wynik dodawania nas do siebie.”

„Miłość to błogi stan nieważkości, dopóki cię nie dosięgnie grawitacja.”

„Ślepa miłość powstaje wtedy, gdy Amor nie trafia strzałą w serce, lecz w oko.”

„Mądrość zaczyna się wtedy, gdy nie tracisz nadziei, ale pozbywasz się złudzeń.”

„Niby wszyscy składamy się z takich samych atomów, ale niektórzy mają wredniejsze.”

„Ludzie nie mają pojęcia o odpowiedzialności, jaka spoczywa na czarnych kotach – ledwie się one obudzą, a już muszą się zastanawiać, komu dziś przynieść pecha.”

„W kobietach bardzo seksowne są książki, które przeczytały.”

„Kobieta powinna być zadbana przede wszystkim intelektualnie.”

poniedziałek, 10 października 2022

Testament – Cezary Harasimowicz

„Drugiemu człowiekowi trudno zrozumieć, co inny człowiek ma w sercu.”


Zanim sięgnęłam po „Testament” zastanawiałam się, co ja właściwie wiem o Tadeuszu Kościuszce? Bohater narodowy Polski i Stanów Zjednoczonych w czasie wojny o niepodległość tego kraju. Wódz polskiego powstania narodowego przeciw Rosji i Prusom w 1794 roku (insurekcja kościuszkowska). Niedaleko mojego miasta dowodził bitwą pod Maciejowicami, w wyniku której został wzięty do niewoli. No i jeszcze zwycięskie starcie zbrojne z wojskami rosyjskimi pod Racławicami. Jego imię nosi niezliczona ilość ulic, szkół, a także najwyższy szczyt Australii, po całym świecie rozsiane są pomniki ku jego czci. Ach! I jeszcze krakowski Kopiec Kościuszki, do którego „spacerował” Felicjan Dulski, krążąc wokół stołu w jadalni mieszczańskiej kamienicy w dramacie Gabrieli Zapolskiej. Krótko mówiąc posągowy obraz i okrojona do encyklopedycznych formułek wiedza.

Tymczasem Cezary Harasimowicz napisał książkę, która „uczłowiecza” ów patetyczny i mocno podręcznikowy wizerunek. Ściąga generała z piedestału, także dzięki oryginalnie prowadzonej narracji. Losy Kościuszki poznajemy za sprawą „wspomnień” szeregowca Agrippy Hulla, który faktycznie w czasach amerykańskiej części biografii Kościuszki, był jego ordynansem. Narracja, stylizowana na mowę prostego człowieka, wciąga od samego początku. Jest wartka, żywa, pełna dygresji i miejscami ma jowialny charakter. Wielbiciele przygód Wojaka Szwejka będą czerpali z tej lektury wielką satysfakcję. Agrippa opowiada barwnie, sprawia, że czytamy „jakbyśmy tam byli i na własne oczy wszystko widzieli”. Sam o sobie mówi, że „gadać” lubi i robi to ze swadą.

Tytułowy testament, to zapis ostatniej woli Kościuszki, która nigdy nie została wypełniona. Dlaczego? Zawiódł zaprzyjaźniony z nim Tomasz Jefferson, ówczesny wiceprezydent, a od roku 1801 roku, prezydent USA). Majątek Kościuszki, w tym niewypłacony wcześniej żołd oficera amerykańskiej rewolucji, miał być zgodnie z jego postanowieniem przekazany na wykupienie tylu czarnoskórych niewolników, aby pozostałe pieniądze zapewniły im edukację oraz godne warunki życia. Tą decyzją Kościuszko niejako przyrównał los chłopów pańszczyźnianych w Rzeczpospolitej, do trudów życia czarnych niewolników w Stanach Zjednoczonych. Zdecydowanie w swoich poglądach społecznych wyprzedzał epokę, w której żył. Bardzo możliwe, że także bliskie relacje z czarnoskórym ordynansem Hullem miały na to wpływ.

Z książki wyłania się naprawdę wyjątkowa osobowość światłego człowieka, dla którego idea wolności była tętnem życia. Ale też niekwestionowanym i przesympatycznym bohaterem tej opowieści jest Agrippa. Prostolinijny, z poczuciem humoru i cudownym dystansem do rzeczywistości, mistrz wyłapywania absurdów swoich czasów.

Kościuszko za sprawą Harasimowicza nabrał dla mnie realnych cech. A styl książki, choć bardzo oryginalny, zaciekawia i cudownie prowadzi przez meandry historii i polityki, ale także rozbawia. Brawo!

Dziękuję Wydawnictwo Agora za egzemplarz książki.