czwartek, 31 sierpnia 2023

Wszystkie winy mojej matki – M.M. Perr

Zerwane więzi trudno naprawić. Zwykle próba odbudowania relacji, wymaga ponownego wejścia w przyczynę powstałego problemu. A to bywa traumatyczne.


Gabriela po latach nieobecności w rodzinnym Krakowie, wraca, aby podjąć decyzję co do przyszłości swojej matki i jej domu. Zu, autorka sztuk teatralnych, projektantka scenografii, trafiła w złym stanie do szpitala. Prawdopodobnie nigdy nie powróci do pełnej sprawności. Gabriela próbuje uporządkować dom i przygotować do sprzedaży. Początkowo w całej sytuacji odnajduje się zadaniowo. Jednak z każdym dniem odżywają w niej wspomnienia. W tym to najboleśniejsze: dlaczego przed wielu laty jej ukochany ojciec opuścił rodzinę? Dlaczego Zu nigdy nie zgłosiła tego faktu na policję? I wreszcie… dlaczego Zu tuż przed trafieniem do szpitala, próbowała rozkuwać podłogi domu?

Powieść jest dość kameralna, występuje w niej niewielu bohaterów, ale każdy jest plastycznie wykreowany. Ujęła mnie postać brata bliźniaka Zu, Miecia, osoby z niepełnosprawnością intelektualną. Mieszane uczycie wzbudzała Pia, siostra Zu. Historię rodziny poznajemy dwutorowo – główna narracja prowadzona jest z perspektywy Gabrieli, ale wzbogaca ją i uzupełnia pierwszoosobowa, nacechowana emocjami, relacja Zu.

Wątek więzi matka-córka jest dość popularny w literaturze i przyznam, że zawsze z zainteresowaniem sięgam po takie powieści. Inspirują mnie do przemyśleń i konfrontują z własnym wyobrażeniem wizerunku matki. Zwykle trudniej czyta się mi o matkach, które nie znajdują równowagi w różnorodnych rolach, jakie przychodzi im łączyć, czy też obciążają swoje dzieci własnymi problemami. W moim odczuciu taka była Zu. Potrafiła zaprojektować skrzydła na potrzeby sztuki teatralnej, ale nie umiała ich dać – w sensie mentalnym – swojej córce.

M.M. Perr, świetnie poradziła sobie z powieścią obyczajową, chociaż… wątek kryminalny pojawił się i tutaj :)

Polecam! 

A za egzemplarz powieści dziękuję
@wydawnictwoprozami

niedziela, 27 sierpnia 2023

Światło po zmierzchu – Żaneta Pawlik

„Od tego jaki dom stworzymy naszym dzieciom, zależy ich przyszłość.”


Dwa różne światy – uznanej aktorki, której kariera zaczyna lekko hamować i meandrować na boczne tory oraz outsidera, borykającego się z bolesną stratą, egzystującego w rytm natury, z dala od zgiełku współczesności.

Julia i Kosma.

Pewnie nigdy nie spotkaliby się, gdyby Julia nie odnowiła swojej przyjaźni ze szkolną koleżanką, Bożeną. Gdyby nie musiała szukać ukojenia i ucieczki przed skomplikowanymi sprawami rodzinnymi i zawirowaniami zawodowymi.

Z jednej strony powierzchowność i wyrachowanie świata związanego z show-biznesem, z drugiej poszukiwanie wyciszenia i sensu życia w leśnej głuszy.

Czy zderzenie tak bardzo odmiennych rzeczywistości ma szansę na dialog i współistnienie?

Bardzo dobra współczesna obyczajówka. Daleka od sztampowości, a bliska życiowych dylematów, które mogą dosięgnąć każdego z nas. Kryzys w małżeństwie, trudności w porozumieniu między rodzeństwem, nieoczywiste przyjaźnie, zderzenie z nieuchronnym starzeniem się rodziców i następująca w związku z tym zamiana ról w relacjach starsi rodzice – dorosłe dzieci. I jeszcze strata… niewypowiedzianie trudna strata…

Niezmiennie od debiutu pani Żanety Pawlik jestem pod wrażeniem dojrzałego pióra autorki. Jedynie relacja, która połączyła Teresę (siostrę Julii) i Renatę, wolontariuszkę z domu opieki, wydała się mi nie do końca przekonująca. Literaturę filtrujemy przez pryzmat własnych doświadczeń, przekonań i może dlatego ów wątek nie trafił w moje serce?

Ujęła mnie postać koleżanki Julii – Bożeny. Autentyczna, bez kompleksów, prawdziwa, wyważona, pogodzona z samą sobą i zwyczajnie szczęśliwa na drodze, jaką wybrała. O takich kobietach zwykle mówimy potocznie „fajna, życiowa babka”.

Otwarte zakończenie inspiruje do przemyśleń.

Polecam powieść fanom polskich, współczesnych obyczajówek, z realnymi bohaterami, z których życiorysami czytelnikowi łatwo się utożsamić.

Za egzemplarz książki dziękuję pięknie Autorce
oraz 
Zysk i S-ka Wydawnictwo

niedziela, 20 sierpnia 2023

Siedmiu mężów Evelyn Hugo – Taylor Jenkins Reid

Siedmiu mężów na różne etapy życia (fikcyjnej) gwiazdy kina lat 50 i 60-ych Hollywood. Prawie każdy związek zbudowany niekoniecznie na uczuciu, za to naznaczony interesownością. A od pewnego momentu, stanowiący przemyślany kamuflaż dla prawdziwych uczuć Evelyn.


Redakcja czasopisma Vivant przygotowuje się do przeprowadzenia wywiadu ze znaną przed laty aktorką, z okazji aukcji charytatywnej jej sukien. Ekscentryczna 79-letnia diva kina zastrzega, że rozmawiać z nią ma konkretna osoba – Monique Grant. Niespodziewanie, młoda dziennikarka, otrzymuje od byłej gwiazdy propozycję napisania jej biografii. Warunek jest jeden – wspomnienia Evelyn zostaną opublikowane dopiero po jej śmierci. Historia aktorki zmieni życie Monique...

Wiem, że ta powieść zbiera głównie achy i ochy, ja poprzestanę na stwierdzeniu: „dobre czytadełko”, niezobowiązujące, i niezbyt angażujące (mnie) emocjonalnie. Narracja dynamiczna, zakończenie w pewnym momencie staje się przewidywalne, ale przyznam, że dość mnie poruszyło. Bo jedna rzecz ujęła mnie, w epatującej pozą wyniosłości Evelyn Hugo – jej bezgraniczne oddanie dla osób, które prawdziwie kochała.

Książka porusza wiele problemów ważkich nie tylko w czasach aktywności artystycznej tytułowej bohaterki, ale aktualnych współcześnie: dysproporcje w pozycji zawodowej kobiet i mężczyzn (głównie w show biznesie), manipulacja opinią publiczną, dyskryminacja osób o odmiennej orientacji seksualnej, miałkość prasy węszącej wszędzie za sensacją.

Słuchałam audiobooka – w trakcie prac w ogródku, prasowania, takich tam okołodomowych robótek. I w tej sytuacji świetnie się ta książka sprawdziła. Nie mam zbyt dużego doświadczenia z audiobookami, ale troszkę irytowała mnie maniera lektorki – bardzo Panią przepraszam, ale zwyczajnie do mnie nie przemówiła ta interpretacja.


Zapisane cytaty:

„Kiedy dostajesz możliwość zmiany swojego życia, bądź na nią gotowa. Świat niczego nie daje. Musisz sama po to sięgnąć.”

„Nie da się zbudować zażyłości bez zaufania.”

piątek, 18 sierpnia 2023

Lekcje chemii – Bonnie Garmus

Chociaż to połowa mojego czytelniczego roku, jestem PEWNA, że to będzie NAJLEPSZA książka jaką w nim przeczytam (a ściśle mówiąc przesłucham). Elizabeth Zott była i jest ze mną w każdej chwili. Jestem tą książką zachwycona. Chociaż jej wysłuchałam jako audiobooka, kupię wydanie książkowe, bo chcę do niej wracać.
Rzadko wystawiam ocenę 10 w skali od 1do10 według portalu lubimyczytac.pl, ale w przypadku tej powieści nawet dyszka to za mało!


Jestem absolutnie zachwycona tą książką.

Pokochacie Elizabeth Zott. Jestem tego pewna.

Zabierze Was na lekcję szacunku do samej siebie. Na lekcje siły i wiary w swoje kompetencje, umiejętności i pasje. Nauczy mówić serio – zawsze serio o swoich uczuciach i pragnieniach. Ta powieść to synonim intelektu i inteligencji. Z nieprawdopodobną mocą dopingowania do tego, aby być wiernym swoim priorytetom, nawet jeśli życie zmusza do bycia elastycznym wobec zaistniałych okoliczności. To historia, która dodaje odwagi, która motywuje.

Akcja powieści ma miejsce w latach 50-ych w Stanach Zjednoczonych, gdy rola kobiety sprowadzona była do bycia dobrą gospodynią, panią domu – uległą, podporządkowaną: mężczyznom, systemowi i stereotypom. Elizabeth na tym tle jawi się niczym dziwoląg: ukierunkowana na pracę naukową, stawiająca granice dla poszanowania własnej kobiecości, ale i człowieczeństwa. Domagająca się szacunku i zdobywająca go! Nie udaje, nie przymila się. Prostolinijna. Prawdziwa. Elizabeth nie potakuje. Wyznacza granice. Nie godzi się na podrzędną rolę kobiet. Nie daje się wmanewrować w stereotypy kulturowe.

Wspaniale nakreślone postacie główne i drugoplanowe, w tym… zwierzęce – ach, cudowny Szósta trzydzieści :) Świetnie poprowadzona dramaturgia. Dopracowane zakończenie. Piękna i naprawdę wyjątkowa miłość. Piękna, szczera przyjaźń.

Historia Elizabeth będzie ze mną zawsze. W chwili zwątpienia w siebie i w ludzi, chwili niewiary we własne możliwości i przygnieciona podłością świata przypomnę sobie Ciebie, Elizabeth.

Wpadnijcie do niej na kawę, którą przygotuje w… palniku Bunsena. Naczynia wyczyści oparami węglowodorów, a zupę doprawi szczyptą chlorku sodu.

Dziewczyny, kobiety, mężatki, singielki, matki, babcie, panie w każdym wieku i różnych życiowych ról – niech ktoś za Was nakryje do stołu! Potrzebujecie teraz chwili dla siebie! Aby rozpocząć lekcję z Elizabeth Zott! Wyjdziecie z niej silniejsze!


Zapisane cytaty:

„Często najlepszy sposób, aby poradzić sobie z czymś złym, to odwrócić to coś o 180 stopni, wykorzystać jako siłę, nie zgodzić się, żeby to coś złego cię zdefiniowało. Walczyć z tym!”

„Ludzie potrzebują otuchy.”

„Co by było, gdyby wszyscy mężczyźni traktowali kobiety serio?”



niedziela, 13 sierpnia 2023

Opowieść podręcznej – Margaret Atwood

„Niegodnie, niesprawiedliwie, nieprawdziwie.” – takie zdanie pojawia się w tej powieści i właściwie jest jej najkrótszym streszczeniem.


Pewne książki trzeba przeczytać. Dlatego sięgnęłam po „Opowieść Podręcznej”. Nie oglądałam serialu, nakręconego w oparciu o tę fabułę, ale oczywiście miałam świadomość o czym jest książka i o czym film. Znam ikonograficzne stroje Podręcznych. I wiem o co chodziło w dystopijnej Republice Gileadzkiej.

Mimo tej wiedzy, książkę czytało się mi… niewygodnie. W znaczeniu emocjonalnym. Niby to fikcja, w pewnym sensie fantastyka naukowa, ale… jak w krzywym lustrze odbija się w niej prawdziwa sytuacja kobiet żyjących w różnych współczesnych (!) kulturach. I to jest przerażające… Staram się przesłanie tej powieści oderwać od rzeczywistości, od kontekstu politycznego i społecznego, nie mniej ta wizja jest przygnębiająca. „Opowieść podręcznej” ukazuje absurdalne zło wszelkiego rodzaju skrajnych przekonań i do czego może prowadzić ślepa wierność jakimkolwiek dogmatom. Obraz uprzedmiotowienia roli kobiety w tej powieści nie tylko mnie bulwersuje, ale zwyczajnie… obrzydza.

Tę książkę powinien przeczytać każdy człowiek, ku przestrodze – wejście na drogę jakiegokolwiek fanatyzmu jest zgubne.


Zapisane cytaty:

„Dobrze jest mieć przed sobą jakiś drobny, łatwo osiągalny cel.”

„Czasami nic nie mówić, też jest niebezpiecznie.”

„O wszystkim decyduje kontekst.”

„Nolite te bastardes carborundorum.”

„Lepiej” nigdy nie znaczy lepiej dla wszystkich. Zawsze dla niektórych jest gorzej.”


piątek, 11 sierpnia 2023

Pani England – Stacey Halls

Rok 1904 roku. Hrabstwo Yorkshire. Ruby May, absolwentka londyńskiego Instytutu Norland, przygotowującego młode kobiety do pełnienia roli profesjonalnej niani w zamożnych domach, trafia do rodziny państwa England, aby opiekować się czwórką dzieci. Szybko zauważa, że dom tonie w dziwnej aurze niedomówień. Jego organizacja i funkcjonowanie są odmienne od tego, w którym pracowała dotychczas. Enigmatyczna pani England, odbiega swoim zachowaniem i pozycją od typowej dla epoki edwardiańskiej pani domu. Dominuje atmosfera tajemnicy i napięte relacje pomiędzy wszystkimi mieszkańcami – zarówno państwem England, jak i służbą. Czuć w tej powieści klimat zbliżony do prozy Daphne du Maurier, głównie „Rebeki”.


Przeszłość samej Ruby skrywa dramatyczne przeżycie. To autentyczne wydarzenie, które miało miejsce w Londynie, we wrześniu 1896 roku. Wspomina o tym autorka w posłowiu. Jest to prawdziwie chwytająca za serce historia sióstr – Ruby i Elsie Brown. Warto o tym przeczytać w Internecie, ale raczej już po lekturze „Pani England”.

Książka spodoba się wielbicielom spokojnie prowadzonych narracji, zainteresowanym relacjami społecznymi, obyczajowością i mentalnością społeczeństwa angielskiego z początku XX wieku.

środa, 9 sierpnia 2023

Stara Słaboniowa i Spiekładuchy – Joanna Łańcucka

Jakież to było znakomite! Spotkanie z Teofilą Słaboniową ze wsi Capówki jawi się niczym sentymentalna podróż do nieistniejącej już krainy naszych babć i dziadków. Słaboniowa wiele w życiu widziała i dobra, i zła. Głównie zła. I choć jej zdaniem „sprawiedliwości w prawdziwym życiu nie ma” i „szczęście też nie jest dla każdego”, to jednak „jak wola życia w człowieku silna, to odpędzi wszelkie zło”. A zło we wsi Capówki pojawia się co i rusz. Najczęściej pod postacią wszelkiej maści nadprzyrodzonych Spiekładuchów. Tak więc wypędza Słaboniowa złośliwe Kikimory, które nie dają spać maleńkim dzieciom, nienasycone Strzygi i Strzygonie, co nocami wysysają z człowieka krew, Przepołudnice – demony gnębiące ludzi w czasie upalnych dni i inne diobły i dybuki uprzykrzające życie mieszkańcom wioski.


Teofila Słaboniowa od lat, ze stoickim spokojem spogląda na świat, niczemu się nie dziwiąc. Wzrok ma dobry, ale uszy już nie te, a jednak nic, co dzieje się we wsi, i co dotyczy jej mieszkańców, nie umyka jej uwadze. A innym pomaga dla własnego spokoju.

Folklor polskiej, wiejskiej zaściankowości w nierozerwalnym uścisku ze słowiańskimi wierzeniami, zakorzeniony w zabobonach. Trochę baśń, trochę realizm magiczny. Bardzo lubię takie gawędziarskie narracje. Bohaterowie prawdziwi w swojej prostocie, z ludzkimi wadami i słabościami. Ale też i podłościami. Miejscami fabuła wczepiona w rzeczywistość, a miejscami zatopiona w mitologii. Jak mi się to podobało! Jak mi się tego doskonale słuchało. Tutaj ukłony dla lektorki – pani Joanny Jeżewskiej.

Znajdźcie koniecznie czas na to, aby wpaść do Słaboniowej na „harbatkie” i ziemniaki ze skwarkami. Wysłucha, a może coś doradzi na Wasze rozterki i bolączki codzienności. Wysłuchajcie też jej Wy, bo życie staruszki skrywa mroczna przeszłość…

Po książkę sięgnęłam w ramach sierpniowego wyzwania @lubimyczytac.pl i był to strzał w dziesiątkę :)