niedziela, 20 września 2026

Chimera – Jakub Małecki

Nie wiem, czy chcę pisać o tym, CZYM jest najnowsza powieść Jakuba Małeckiego. Chciałabym uniknąć patosu, ale co zrobić, skoro to naprawdę, naprawdę, NAPRAWDĘ wspaniała literatura.


„Chimera” to dla mnie Małecki, jakiego odkryłam i pokochałam przed laty dzięki „Dygotowi”, „Rdzy” i „Horyzontowi”. To ten jego niepowtarzalny rodzaj wrażliwości i czułości, ale jednocześnie chłodne, uważne oko, którym przygląda się swoim bohaterom i światu, w którym przyszło im żyć.

Wyraziści bohaterowie, nieoczywiści, bardzo ludzcy. Małecki po raz kolejny pokazuje, że potrafi opowiadać o wielkich sprawach przez losy zwyczajnych ludzi.

Tytułowa chimera to dla mnie kolejne wcielenia, role i etapy życia głównego bohatera. Ile różnych wersji siebie może pomieścić jeden człowiek?

Prawdziwe wydarzenia splatają się z fikcją. Brzmiąca totalnie nieprawdopodobnie historia słonia, który w 1955 roku trafił do Polski w darze od Demokratycznej Republiki Wietnamu, jest… faktem. Słoń przypłynął do Polski na statku MS „Kiliński” — tym samym, na którym pracował główny bohater powieści.



I chyba właśnie takie połączenie jest dla mnie jednym z największych atutów tej książki. Historia nie jest tu jedynie tłem. Przenika życie bohaterów, splata się z ich losami i sprawia, że opowieść, choć osadzona w konkretnych wydarzeniach i czasie, staje się czymś znacznie bardziej uniwersalnym.

„Chimera” Jakuba Małeckiego to jedna z tych książek, które przypominają, dlaczego w ogóle czytamy. Dlaczego JA czytam.

Dla historii, dla bohaterów, dla języka, ale przede wszystkim dla tego szczególnego poruszenia, które zostaje z nami jeszcze długo po zamknięciu książki.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz